26.09.2023

Żyjemy w kraju, w którym tworzył Comenius i Korczak, a oświatą przez stulecia rządzą różne Czarnki.
Żyjemy w kraju, w którym ojcem narodu panów niewolników był humanista, Jan Zamojski, ale na kilka tygodni przed wyborami nieodmiennie bardzo interesujemy się losem chłopów.
Żyjemy w kraju, w którym nasi oświeceni pionierzy walki o demokrację wprowadzili zasadę liberum veto, doprowadzając na stulecia do całkowitego paraliżu władzy ustawodawczej i wykonawczej, ale nasi oświeceni są niezmiernie krytyczni wobec izraelskiej reformy sądownictwa.
Żyjemy w kraju, w którym społeczeństwo jest przeżarte morderczym antysemityzmem, ale nasi politycy wydają ustawy przeciw szkalowaniu narodu polskiego, bo przecież była garstka tych, którzy wyłamali się z naszej narodowo-katolickiej kultury.
Żyjemy w kraju, w którym dziennikarze i politycy przez lata uczyli społeczeństwo podejrzliwości i niechęci do lekarzy, i dziwią się, że lekarze zamiast leczyć zgodnie z sztuką medyczną zastanawiają się, jak uniknąć ryzyka oskarżeń ze strony pacjentów, „dziennikarzy” i kreatur w rodzaju Ziobry.
Żyjemy w kraju, w którym najlepsi nauczyciele uciekają ze szkół, a w redakcjach pracują misjonarze z różnych politycznych zakonów.
Żyjemy w kraju, w którym szkody poczynione przez Kościół katolicki trwają, a nowe szkody czyni Kościół medialny, karmiący społeczeństwo „informacjami” będącymi przeróbką faktów na prymitywne plotki i sensacje.
Żyjemy w kraju, w którym (podobnie jak w innych krajach), politycy żyją tylko myślą o dacie najbliższych wyborów i każdy problem widzą tylko jako narzędzie w walce o władzę.
Żyjemy w kraju, w którym często podśpiewuje się „Jeszcze Polska”, ale znających poglądy autora tych słów można policzyć na palcach jednej ręki.
Homo sovieticus to tylko nakładka na tysiąc lat bogoojczyźnianego nauczania, a minister Czarnek to tylko kolejna miernota stojąca na ramionach setek miernot. Pewnie prostuje się dumnie śpiewając narodowy hymn, nie wiedząc nawet, że w szkole nigdy mu nie powiedziano o istnieniu pamiętników autora słów tego hymnu. Uwagi Józefa Wybickiego o szkole cytowałem wiele razy i przypomnę je raz jeszcze:
„Myśleć nas nie uczono, nawet zakazywano. Być inaczej nie mogło. Rządu opieka nie rozciągła się do edukacji publicznej. Poruczona zupełnie została jezuitom i od nich jeszcze ciemniejszym … tak nazwanych dyrektorom, w których dzikie i tyrańskie ręce z woli rodziców wpadliśmy. W nich żywość dowcipu, ciekawość, łatwe pojęcie, te dary najdroższe natury, gdy dobrze z młodości prowadzone, były w ich oczach przywarą; mimo wiek i krew samą należało być zlodowaciałym, ponurym, milczącym i jak zwykle mnichy, aż do podłości pokornym. Nie dano duszy pokarmu i nawet ciału gimnastyki broniono. Barbarzyńcy! Chcieli mieć z młodzieży cienie i mary, z obywateli przeznaczonych do służenia ojczyźnie radą i orężem — nieczułe stwory… Oni to rzucili nasienie zguby naszej publicznej, które nam wydało owoc hańby i niewoli…”
Józef Wybicki: Moje życie, Kraków 1927, str.9-10.
O księdzu Marku, prototypie ojca Rydzyka, pisał:
„Powiem szczerze, iż spostrzegłem wkrótce, że łódź nasza była bez rudła [steru] i sternika, na wszystką wściekłość burzy puszczona. […] Ksiądz Marek był wieku podeszłego, nie miał miny surowego proroka, owszem według przysłowia ruskiego był cokolwiek hulaka. Jeśli ciemność, uprzedzenia robiły go cudotwórcą miałbym odpowiedzieć oskarżającemu go o imposturę [oszustwo, fałszerstwo] tu dixisti [rzekłeś]. Gdybym dziś go widział, szanowałbym go jak dobrego Polaka i gorliwego obywatela; jeśli wówczas równie z drugimi uświęcałem go jako kandydata do kanonizacji, była to wina czasów.”
Ibidem s.56
Znów czasy wszystkiemu winne.
Zbliżają się wybory, czekamy na cud.

Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.
Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.

Wybicki miał raptem 15 lat kiedy wzniecił bunt uczniów przeciw jezuickim nauczycielom w Gdańsku. Skończył 18 kiedy wojewoda Przebendowski kazał mu stanąć do wyborów do sejmu.
Wcześnie zaczął.
Za to koniec życia to usunięcie go z Sądu Najwyższego Królestwa, bo się biskupom nie podobał gdyż bronił kodeksu napoleońskiego, a w tym ślubów cywilnych i rozwodów.
Nic się nie zmieniło …
[JL] „Wybicki miał raptem 15 lat kiedy wzniecił bunt uczniów przeciw jezuickim nauczycielom w Gdańsku. Skończył 18 kiedy wojewoda Przebendowski kazał mu stanąć do wyborów do sejmu.”
Zaczął wcześnie, ale nie odbiegał jakoś mocno od standardów swoich czasów. Do niedawna ludzie żyli krócej i wchodzili w dorosłość szybciej. Szesnaście miał mój dziadek gdy kończył politechnikę w Zurychu (chemia) w XIXw.
[JL] „bo się biskupom nie podobał gdyż bronił kodeksu napoleońskiego, a w tym ślubów cywilnych i rozwodów.”
Ano niestety. Mamy już XXI wiek i dalej co niedziela w polskich kościołach katolickich słychać hymn pochwalny dla cara Aleksandra z 1816 („Boże coś Polskę”).
Jerzy, jednak się zmieniło. Tata Tasiemka „rządził” tylko na Kercelaku i tylko 4 lata i jego proces trwał tylko 3 dni. Nasza banda politycznych gangsterów ma duże szanse, że będzie szkodzić Polsce znacznie dłużej.. Moje hasło wyborcze dla każdego : „Przegrywaj z PiS-em !”
A Zły Człowiek zasłużył sobie na tytuł „Wielkiego Selekcjonera”.
Hasłem Króla Ubu było : – „Zabiję wszystkich i ucieknę”, Chcę wierzyć, że jemu się nie uda.
Z tymi lekarzami to Pan „pojechał”… Wyłączając skandaliczny przypadek Ziobry, w większości to typy pozbawione empatii, wrażliwości, współczucia. Mam 70 lat i zdążyłem napatrzyć się, nasłuchać i doświadczyć. W większości ,
bez względu na posiadane tytuły i zajmowane stanowiska. Nie potrzeba dziennikarzy i polityków, życie mnie i wielu innych nauczyło. Za dużo ministrów i nietrafionych reform….. Czy będzie lepiej….???
Zgoda, jednak mam zastrzeżenie do jednej uwagi, która odczytuje również jako skierowana pod moim adresem: „nasi oświeceni są niezmiernie krytyczni wobec izraelskiej reformy sądownictwa”. To nie jest reforma tylko wysiłek ochrony dwóch chorób od lat trawiących Izrael – szowinizmu i fundamentalizmu religijnego. Jeśli się powiedzie, to Izrael upodobni się do innych państw Bliskiego Wschodu i straci łączność z tradycja brytyjskiej demokracji. Dotąd chroniła go przed popadnięcie w koleiny, z których nie mogą się wygrzebać tamtejsze państwa.
Upodobni się zaledwie do paralaentarnej demokracji, ale żeby to dostrzec, trzeba się chcieć przyjrzeć. Chwilowo sytuacja jest fatalna, .Przeciwnicy republikańskiej demokracji udają demokrtatów, gloryfikując totalną anarchię, czasenm trudno pojąć jak mozna ulec urokowi typów w rodzaju Ehuda Baraka otwearcie wzywającego do przedmocy, czy Shikmy Bresler. Ich stanowisko nie ma niuc współnego ani z demokrac ja, ani z parlamentaryzmem. Machanie chorągiewkami, wrzaski, wyzwiska i blokowanie ulic nie maja wiele współnego z jakąkolwiek demokracją (nie mówiąc o republikańskiej demokiraji, w której sprzeczne interesy godzonbe są w drodze kompromisu. (Dobrze, że przynajmniej produykcja izraelskicgh flag ratyuje chińską gospodarkę.)
To dość osobliwe rozumienie demokracji republikańskiej, która się sprowadza do prawa większości parlamentarnej lekceważącej wszelkie bezpieczniki demokracji. W tym sensie, to co od 2015 roku jest jak najbardziej demokratyczne bo tego chce „suweren”, a działanie Solidarności po wprowadzeniu stanu wojennego to czysta anarchia. Połowa społeczeństwa izraelskiego protestującego przed demolka systemu zabezpieczeń to tez anarchiści.
Kiedy król mówi państwo to ja, to jest absolutyzm, kiedy pierwszy sekretarz KC mówi państwo to ja, to jest braterstwo narodów, kiedy kliaka sędziów mówi państwo to ja to jest postmodernistyczne państwo dyktatury wymyśłanego prawa. Dershowitz płakał kiedyś, że przywrócenie rówowagi upodobni Izrael do Ameryki. Nie całkiem, bo Izrael nie ma konstytucji, a sąd najwuyższy uzurpował sobie rolę żywej konstytucji, ustanawiając sekretarzy partyjnych tzw. dotradców w parlamencie, rządzie jako całości i w poszczególnych ministestwach. Czegoś takiego nie ma żadna demokracja. Mimo wszystko warto odróżnić fakty od narracji bo możemy zgubić rozsądek. Izrael nie jest moim krajem, jestem tylko obserwatorem, który na szczęście może ignorować opinie większości i zwyczajnie sprawdzać jak sie mają te narracje do faktów.
[AK] „wprowadzili zasadę liberum veto, doprowadzając na stulecia do całkowitego paraliżu władzy ustawodawczej i wykonawczej,”
Nie. Nie, i jeszcze raz nie. To jest narracja skonstruowana przez zaborców i wpajana potem w PRL.
Od 1505 do 1652 liberum veto zapewniało Polsce prawodawcę koncyliacyjnego. Polacy rozumieli, że demokracja nie polega na narzucaniu przez większość swej woli mniejszości — tylko należy zdanie tej mniejszości jakoś uwzględnić. Byli też świadomi swej (ludzkiej) natury — wiedzieli, że król, z jego „rozdawniczymi” możliwościami, łatwo mógłby zapewnić sobie większość i odebrać w ten sposób wolności. Sejmy może i trwały długo, ale też prawo, które ostatecznie uchwalały, było respektowane przez wszystkich jako „nasze”. To, że jak każdy mechanizm równoważenia ustroju, liberum veto w końcu uległo pod atakami rosnących w siłę oligarchów, nie zmienia jego państwowotwórczej i stabilizującej roli w stu pięćdziesięciu latach chwały Rzeczypospolitej. Państwa federacyjnego — nie Polski i Litwy, jak to teraz jest przedstawiane, al wielu ziem, z których każda miała swego reprezentanta wybieranego i zobowiązanego do wypełniania mandatu zgodnie z postanowieniami Sejmku Ziemskiego.
Co do Izraela: bardzo się różnimy w ocenach, ale nie ma mnie tam, więc czuję się uprawniony do głębszych polemik.
Chciałbym tylko zauważyć, że lepszy jest słaby bezpiecznik w postaci jurystów uniemożliwiających jakieś zmiany niż brak jakiegokolwiek bezpiecznika. Co jeśli „nowy” Kneset uzna, że kolejny będzie wybierany tylko przez rabinów? Albo wyda prawo nakazujące wydzielenie Mea Szearim w każdym mieście, w celu ochrony wiary i tradycji?
Niemożliwe? To się nie stanie?
” To jest narracja skonstruowana przez zaborców i wpajana potem w PRL.”
No niezupełnie. Wszystko się z czasem zmienia, liberum veto też. W XVIII wieku wszystko było już „na sprzedaż” i np. ambasador rosyjski dysponował listą posłów biorących od niego regularne łapówki. Nie jest to propaganda zaborców, a fakt. Znane są nawet wysokości poszczególnych łapówek, bo się listy zachowały.
Jeżeli np. August II Sas brał w banku kredyt starając się o elekcję w Polsce, to przecież nie na chusteczki do nosa. Liberum veto było jedną z najłatwiejszych rzeczy do kupienia. Proszę sobie przypomnieć „manewry” przy uchwalaniu konstytucji 3 maja. Dlaczego je robiono?
[JL] „Wszystko się z czasem zmienia, liberum veto też.”
Zgadza się. Wszystkie piękne ustroje zapewniają dobrobyt i bezpieczeństwo, a od dobrobytu ludzie głupieją.
Mój protest wzbudziła klisza — narracja wyprodukowana w tzw „Szkole Krakowskiej” (historycy U.J. pod koniec XIXw) za aprobatą i ku chwale najjaśniejszego pana Franza Josefa, który Galicję miłował Polakom przyzwalał i U.J. wspierał… I ta narracja była potem pompowana w PRL do obrzydzenia.
P.S. do momentu wyraźnego już rozkładu państwa rosyjską korupcją protestacje podlegały głosowaniu — wiele z nich w ogóle zmilczano (np. „posłowie … protestujący i wzywający do zerwania sejmu zbyt byli pijani”).
Nie uczono (i nie uczy się dalej), że liberum veto Sicińskiego powinno być głosowane. Ale nie było, m.in. dlatego, że w 1633 „usprawniono” Sejm Walny zakazując prolongaty. Zabrakło panom szlachta wyobraźni. Tak jak współczesnym Polakom zabrakło wyobraźni po „pierwszej szansie” pisu.
Do Pańskich przemyśleń dorzucam swoje:
Żyjemy w kraju, w którym kochamy nienawidzić – Ukraińców, Żydów, Niemców, Ruskich, gejów, czarnych czy uchodźców. I na tak prymitywnej emocji można wygrać wybory kilka razy z rzędu.
Żyjemy w kraju, w którym komendant główny policji wysadza pół komendy granatnikiem, jego brat – mimo zarzutów udziału w grupie przestępczej – nie siedzi w areszcie i pan Szymczyk dalej jest komendantem.
Żyjemy w kraju, w którym rosyjska rakieta spada w środku terytorium i minister obrony, premier i generałowie zrzucają na siebie odpowiedzialność jak dzieci w podstawówce.
Żyjemy w kraju, w którym z powodu tak błahej rzeczy jak film fabularny organizuje się masową histerię. Sceny z pisowskich mediów i wypowiedzi wyznawców partii rządzącej przypominać zaczynają ciemnotę rodem z Autonomii Palestyńskiej lub Pakistanu. Filmu nie widzieli, a już mają opinię.
Nieszczególnie ich obchodzi też, że żołnierze stacjonujący przy granicy są marnie wyposażeni, a ciepły posiłek otrzymali dopiero po tekście znienawidzonych przez ciemnotę niezależnych mediów. Nie obchodzą ciemnogród dziesiątki trupów na granicy wywołane głupotą lub celowym działaniem. Ważne, że przyjdzie zły Tusk i na polecenie kanclerza Niemiec zabierze 500+, by młodzi pojechali do Niemiec. Takie szczucie na prezydenta Gdańska doprowadziło już do tragedii.
Wreszcie – żyjemy w kraju, w którym ok. 30% mieszkańców wierzy w kretyńską teorię spiskową. Każde głupstwo, podsycane z ambon i upartyjnionych mediów publicznych jest przez nich przyjmowane bezmyślnie.
Oszuści i hochsztaplerzy tacy jak Macierewicz, Binieda czy pani Gruszczyńska-Ziółkowska (z wykształcenia muzykolog-sic!), którym wtórują tacy eksperci „od zdrowego rozsądku” M. Jędraszewski i T. Rydzyk piorą ludziom mózgi i żyją za to jak królowie. A maluczcy niech sobie myślą, że chodzi o ich zbłąkane duszyczki. Wygra ich ukochana partia trzecią kadencję, wejdzie w sojusz z Konfederacją i będą – cytując Morawieckiego – za@*%#ć za miskę ryżu.
Zastrzegałem się, że nie chcę wchodzić w głębszą polemikę. Ale niestety muszę.
[AK] „kiedy kliaka sędziów mówi państwo to ja to jest postmodernistyczne państwo dyktatury wymyśłanego prawa. ”
Z całym szacunkiem, panie Andrzeju, ale to jest chochoł.
To jest alt-prawacka „narracja” oparta na czystym kłamstwie.
O ile mi wiadomo „klika sędziow” w Izraelu nie ma możliwości *stanowić* prawa, ma prawo i obowiązek nie dopuszczać do stosowania prawa które w ocenie tejże „kliki” narusza ustawy podstawowe lub jest w ich świetle nieracjonalna. Ma prawo unieważniać takie decyzje administracyjne, które są niezgodne z ustawami podstawowymi i przyjętym prawem, albo są nieracjonalne (np. nie zachowują zasady adekwatności).
To są podstawowe funkcje ochronne, które w innych demokratycznych krajach też przynależą do instytucji sądowych, Np. w Polsce zwanych Trybunałem Konstytucyjnym i (Najwyższym) Sądem Administracyjnym. W Izraelu funkcje obu pełni owa, jak to nacjonalistyczna propaganda koalicjantów BN przezywa, „sędziowska klika”. I ona jest JEDYNYM bezpiecznikiem w obecnym ustroju Izraela.
Tak się historycznie złożyło, że ustawy podstawowe, czyli USTRÓJ Izraela, można zmienić zwykłą większością głosów.
I dopóki w polityce obowiązywały jeszcze szczątki elementarnej przyzwoitości, było to wykorzystywane (także przez tamtego, młodszego i mniej skorumpowanego BN) dla dobra państwa. Gdy przyzwoitości zaczynało ubywać, mądrzy ludzie postarali się w 1992r o wbudowanie w ustawy podstawowe możliwości oceny przez sędziów racjonalności prawa oraz _wydawanych na jego podstawie decyzji_. I od tamtej pory wciąż jest to JEDEN JEDYNY bezpiecznik mogący zapobiec szaleństwu dyktatury minimalnej większości.
Bez tego bezpiecznika sądowej kontroli, bez niezależnej oceny racjonalności stanowionego prawa (i decyzji administracyjnych) większość w Knesecie — a taką Bibi skonstruował z […nie ma w słowniku kulturalnych ludzi…] — narodowcy i ortodoksi mogą sobie jednym głosem przewagi uchwalić, że sędziów i posłów od jutra będą wybierać rabini, albo że od jutra Izrael będzie dziedziczną monarchią (na razie koalicjanci BN otwarcie zapowiadają tylko wprowadzenie religijnego apartheidu, i obsadzenie Sądu „naszymi”). Gdy już będą mieli swoich sędziów, i możliwość „legalnej” zmiany ustroju, dalej historia potoczy się według scenariusza ogranego już przez Orbana i Kaczyńskiego. (Polecam analizę dr. Scheppele https://www.jstor.org/stable/26455917).
Przeciw tej zapowiadanej otwarcie dyktaturze „klika sędziów” staje się dziś ostatnią naturalną* redutą.
Czy to dobrze, że na garstce spoczywa taka odpowiedzialność? Nie. Ale taki mamy stan faktyczny.
Gdyby celem BN nie były dobra państwa a dobro państwa, zaproponowałby powołanie Konstytuanty i wskazał że Izrael jest zagrożony przez brak innych niż Sąd Najwyższy mechanizmów równoważących władze.
°legalistycznie naturalną: pomijając ulicę, wojsko i szabak (który chyba jest już niestety „ich”).
P.S. „kiedy klika sędziów mówi…” W USA jest jeszcze gorzej: tam nie klika a każdy JEDEN sędzia federalny może wstrzymać wykonanie dekretu Prezydenta (w narracji izraelskich nacjonalistów „przeszkadzać rządzić pochodzącej z wyborów większości”).
Pisze Pan „o ile mi wiadomo” a z reszty widać, że ta wiedza nie jest oparta ani na znajomości historii zmian izraelskiego systemu prawnego, ani na znajomości dyskusji wśród ekspertów izraelskich i amerykańskich.
Istotnie, każdy kto się trzyma rzymskiej tradycji prawnej będzie dla Pana prawakiem. (Przynajmniej taki wniosek wnoszę z Pana wywodu). Otóż we wszystkich krajach demokratycznych zwykłe ustawy stanowi się zwykłą większością głosów i tam gdzie jest system dwuizbowy mogą być kontestowane przez senat lub kwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny pod względem ich zgodności z konstytucją (lub ustawami zasadniczymi tam gdzie konstytucji nie ma. ) Izraelczykom nie udało się dogadać w sprawie konstytucji. Gorzej bo ich ustawy zasadnicze uchwalane były nie tylko zwykłą większością obecnych akurat w Knesecie posłów (co prowadziło do paradoksalnej sytuacji tworzenia ustaw zasadniczych przez kilkudziesięciu posłów. Efektem są b. słabe i niespójne ustawy zasadnicze. Co funkcjonowało całkiem nieźle do czasu załamania się jednopartyjnego ustroju. (Dominacja Partii Pracy była tak silna, że tłum małych partii politycznych przeszkadzał w życiu, ale nie uniemożliwiał funkcjonowania państwa. 1973 rok był początkiem końca epoki jednopartyjnego ustroju politycznego. Zwycięstwo wyborcze Likudu było szokiem, w miarę jak Partia Pracy stawała się partią coraz bardziej niezdolną do odzyskania władzy w drodze normalnych wyborów zaczęły się poszukiwania bolszewickich sztuczek. Przejście od gospodarki socjalistycznej do gospodarki rynkowej wywołało ogromną frustrację i zalew głęboko nieparlamentarnej nienawiści. Rozróżnienie między lewicą i prawicą to niechlujstwo myślowe i prymitywizm zarówno ze względu na mętność tych pojęć jak i ogromne zróżnicowanie postaw i poglądów ludzi deklarujących przynależność do tych kategorii.
Podczas gdy w dziennikarstwie zachodnim (włącznie z Izraelem) od lat 60. dominowała lewica (bądź socjaldemokratyczna bądź komunistyczna) a środowiska prawnicze były raczej konserwatywne. W początkach lat 80. widzieliśmy uderzającą zmianę i w Europie i w USA. Pojawiła się tendencja do dekretowania lepszej rzeczywistości. Prawo zamiast strzec reguł gry coraz częściej miało być narzędziem uprawiania polityki. (Co faktycznie znamionuje typowo lewicowy sposób myślenia.)
Rewolucja sądownicza Ahrona Baraka w Izraelu była świadomą próbą uczynienia Sądu Najwyższego czegoś w rodzaju egzekutywy KC. Ten zamach stanu był ostro krytykowany przez fachowców (również przez część lewicowych prawników konstytucjonalistów) i zupełnie nie poruszał wyborców, dla których to była kompletnie abstrakcyjna sprawa. Również dziś, jeśli przyjrzy się Pan tym powszechnym demonstracjom, to może Pan zauważyć, że protestują przeciwko wybranemu rządowi, zaś szczegóły sporu o reformę sądownictwa są tylko dekoracją. Przyjmuję do wiadomości, że deklaruje się Pan jako lewica, ale na wypadek gdyby przypadkiem był Pan zainteresowany tym sporem w odległym kraju to na początek polecam napisany już dawno temu tekst inżyniera: https://www.listyznaszegosadu.pl/syjonizm/jak-rozsadna-jest-reforma-sadownictwa-w-izraelu
Jeśli zaś idzie o liberum veto to na początek polecałbym lekturę Wacława Sobieskiego „Trybun ludu szlacheckiego” To praca historyczna sprzed ponad stu lat. Nadal świetna. (Ja patrzę na to głównie przez pryzmat historii gospodarczej, więc jeszcze inaczej.)
Wyjaśnienia powyższe przyjmuję. Za szczegóły dotyczące praktyki politycznej (na blogu) jestem wdzięczny:
rzeczywiście system proporcjonalny jest jakimś dodatkowym bezpiecznikiem a opisane działania SN same wyglądają na „nieracjonalne”. Przydałby mi się jeszcze równie szczegółowy artykuł wyjaśniający czemu do tej pory nie udało się doprowadzić do trwalszej formy ustaw podstawowych (połowa+1 obecnych to zdecydowanie zbyt niska bariera).
Dzieło Wacława Sobieskiego znam, o polskim ustroju od Aleksandra do Sobieskiego mogę podyskutować prywatnie — uznaję tę instytucję za jeden z fundamentów wielkości Rzeczypospolitej. Tak samo jak związanie posła instrukcjami sejmiku, czy później osobisty wybór króla.
Dziękuję!
[AK] „deklaruje się Pan jako lewica”
Nie deklaruję się, ale często bywam w tej szufladce. W konserwatywnej, a nawet w prawicowej też bywam 🙂
Wszystko zależy od szufladkującego 🙂 Deklaruję się jako demokrata.
No cóż, nie znam artykułu, który wyjaśniałby dlaczego nie udało się uchwalić konstytucji, ani dlaczego Izraelczycy nie zdołali doprowadzić chociażby do tego, żeby ustawy o charakterze konstytucyjnym uchwalane były przynajmniej kwalifikowaną większością. Jest to o tyle dziwne, że mało kto, a może wręcz nikt, nie dysponuje taką ilością świetnych prawników. Ich ordynacja wyborcza z śmiesznie niskim progiem była traktowana jako ultra demokratyczna, umożliwiająca wszystkim segmentom parlamentarną reprezentację, była stosunkowo niegroźna przy solidnej dominacji jednej partii politycznej, ale nawet wówczas niebywale utrudniała ustanowienie solidnych reguł. Dziś nie tylko każdy premier jest nieustannie szantażowany przez niezliczone języczki u wagi, ale uzyskanie większości w jakiejkolwiek sprawie w Knesecie to wyższa szkoła jazdy.