24.11.2023

Mamy nowe władze i nowe obyczaje w Sejmie, wygrana w wyborach 15 października przyniosła większość w Sejmie i zdecydowaną większość w Senacie. Wybrane zostały nowe władze obu izb, marszałkiem Sejmu został Szymon Hołownia, który zdecydowanie pokonał kandydatkę PiS Elżbietę Witek.
To jest zmiana nie tylko personalna, to jest zmiana wszystkiego. Wystarczyło przestrzeganie regulaminu i elementarna kultura osobista nowego marszałka, aby Sejm stał się naturalnym miejscem sporu posłów reprezentujących różne opcje polityczne. Sejm przestał być atrapą, maszynką do głosowania zatwierdzającą wszystkie decyzje prezesa wszystkich prezesów, decyzje, jakie zapadały wcześniej w siedzibie partii na Nowogrodzkiej, prezesa zabierającego głos poza wszelkim trybem, obrażającego posłów opozycji, wydającego skinieniem palca polecenia pani marszałek by przeprowadziła powtórne głosowanie, gdy jego wynik był niekorzystny dla rządzących. Sejm stał się znów Sejmem, Izbą Ustawodawczą, w której tworzy się prawo obowiązujące wszystkich, rządzących i rządzonych.
Zmiany te spowodowały, że oglądalność obrad sejmu w mediach poszybowała w górę i osiągnęła rekordowy poziom. Tak programowo nudne widowisko, jakim są obrady Sejmu stało się hitem, ludzie chcą to oglądać i chcą zobaczyć jak wraca normalność.
Ale ten festiwal nie będzie trwał długo, za parę tygodni, gdy normalność stanie się normalna, ludzie przestaną się fascynować czymś tak nudnym jak stanowienie prawa w polskim Sejmie.
To jednak wstęp do tego, co nas czeka. Jak dotąd nowa większość nadal stoi w przedpokoju i czeka aż PAD zakończy tą hucpę powoływania rządu przez zdymisjonowanego już premiera Mateusza Morawieckiego i powoła premiera Donalda Tuska wskazanego w drugim konstytucyjnym kroku przez większość sejmową. To jeszcze potrwa, a słuchając tego, co mówi nowy minister prezydenta Dudy znany wszystkim pan Mastalerek może potrwać jeszcze dłużej.
Sekwencja jest taka: 11 grudnia to dzień, w którym Sejm odrzuci wniosek Morawieckiego o wotum dla jego rządu, rządu, którego nie ma. Potem Sejm powierzy misję tworzenia rządu Donaldowi Tuskowi i pewnie w ciągu dwóch dni taki rząd uzyska wotum od sejmowej większości. To jednak prezydent w swoim pałacu przyjmuje nowy rząd i powierza misję premierowi i ministrom, odbiera od nich ślubowanie, wręcza akty nominacji itp., itd.
Ale, jak słyszymy od jego ministra Mastalerka w tym czasie Andrzej Duda planuje pobyt w Szwajcarii gdzie, jak wiadomo, są świetne warunki do jazdy na nartach i prezydenta może nie być w kraju.
Czy nowy rząd, wskazany prze większość sejmową, z jego akceptacją wyrażoną w głosowaniu, będzie cierpliwie czekał aż prezydent powróci do kraju z zimowych wakacji?
Czy premier Tusk nie pojedzie do Brukseli na szczyt Rady Europejskiej, jaki ma się odbyć 13-14 grudnia?
A jeżeli nie on, to kto pojedzie do Brukseli – Mateusz Morawiecki czy może Andrzej Duda?
Jak widać nawet w najprostszych zdawałoby się sprawach jest wiele niewiadomych i wiele pułapek.
Jeżeli miałoby stać się tak jak wyżej – jest rząd Donalda Tuska, ale prezydent Duda go nie zaprzysięga, bo bawi w Szwajcarii na nartach to po raz pierwszy w życiu zgodzę się z Lechem Wałęsą – trzeba prezydenta Dudę odwołać w powszechnym referendum.
Nowe porządki są jak dotąd tylko w Sejmie i Senacie – teraz czas na nowe porządki w polskim państwie.
To będzie jeszcze bardziej fascynujące widowisko…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Bardzo by mnie zdziwiło, gdyby prezydent Duda jeździł na nartach w Szwajcarii, a nie w Zakopanem. Przecież patriota. A jeszcze bardziej byłbym zdziwiony i zgorszony, gdyby jeździł na nartach produkcji zachodniej. Jakichś Rossignolach albo Salomonach. Powinien jeździć na nartach polskich zrobionych w Szaflarach. Mam takie narty w Warszawie w piwnicy. Narty Tricore 190 cm w kolorach (a jakże) biało czerwonych. Chętnie odsprzedam panu prezydentowi za jakieś 200,000 złotych. Trochę drogo, ale patrioty żadna cena nie powinna być zbyt wysoka.
Nie mamy innej możliwości i musimy spokojnie poczekać na 2-gi krok konstytucyjny w wyłanianiu rządu tzn. inicjatywę sejmową. Jak dobrze pójdzie Donald Tusk zostanie powołany przez Sejm 11 grudnia, wygłosi expose i uzyska wotum zaufania. Duda, jeżeli będzie odwlekał zaprzysiężenie nowego rządu, musi się liczyć z rozmaitymi konsekwencjami. Dla Dudy skończyły się czasy „darmowych obiadów”. Przekonanie, że Mastalerek z Dudą będą w Polsce robić „wielką politykę” jest tyleż naiwne, co nieodpowiedzialne. Spodziewam się raczej dość żałosnego sypania piachu w tryby nowej koalicji rządzącej. Dość szybko ten piach okazać się może żałosnym epilogiem pogrobowców pisowskich neandertali.