19.01.2024
Biskup Gądecki jest mi znany od lat jako człowiek wypowiadający się listownie na bardzo różne tematy i zwykle te sposoby artykulacji budzą mój ogromny opór, niechęć, niesmak. Najsłynniejsze, to jego listy do niemieckiego biskupa Georga Bȁtzinga, w których nie tylko krytykował niemiecką drogę synodalną, ale wręcz odmawiał kościołowi niemieckiemu prawa do bycia kościołem katolickim.

Te wszystkie emocje pojawiły się również w momencie, kiedy przeczytałem jego list do Kamińskiego i Wąsika, w którym obiecuje, że wstawi się za nimi do ministra Adama Bodnara. Abp Gądecki w trosce o osadzonych zaapelował o zaprzestanie protestu głodowego. „Życie każdego z Panów ma wartość dla naszej wspólnej Ojczyzny i może przyczynić się do tego, by czynić ją bardziej sprawiedliwą” – napisał na końcu listu. I właśnie to zdanie jest moim zdaniem szczególnie bulwersujące. To znaczy, że on uważa, iż ci dwaj skazani prawomocnym wyrokiem polskiego sądu przestępcy są skrzywdzeni przez prawo. Biskup instytucji religijnej zabiera głos w dyskusyjnej sytuacji i wyraźnie bierze stronę jednej z narracji, czyli PiS-owską.
Pomimo tego, że polski Kościół zdążył już nas przyzwyczaić, że jawnie popiera PiS, to przyznaję, że treść listu mnie zaskoczyła. Wydawałoby się, że Kościół mądry wielowiekową tradycją zawsze stanie po stronie rządzących. A stroną jednak mocniejszą w tej chwili i rozdającą karty jest rząd demokratyczny Donalda Tuska.
Jak widać Gądecki znalazł się tam, gdzie Tadeusz Rydzyk, który stanął po stronie biskupów ukrywających pedofili, mówiąc, że są męczennikami. Więc widać taka narracja, biorąca w obronę przestępców, rzeczywiście stała się mainstreamową w Kościele. Bo skoro Gądecki mówi w tej chwili, że Kamiński i Wąsik mają gwarantować ludziom sumienia poczucie sprawiedliwości, to mamy do czynienia z absolutnym zmajoryzowaniem przez Rydzyka polskiego Kościoła. I z upadkiem autorytetu biskupiego, który nie jest w stanie nazwać białego białym a czarnego czarnym tylko odwrotnie.
Moim zdaniem w umyśle takich ludzi jak Rydzyk czy Gądecki mamy do czynienia z państwem już nie tylko z tektury, ale państwem, które rządziło według osobliwych kryteriów – chroniło przestępców i zapominało o ich ofiarach. Na szczęście to się zmienia i – jak widać – wielu ludzi kościoła odczuwa z tego powodu olbrzymi ból. Szkoda, że Kościół nie skorzystał z okazji, żeby przynajmniej milczeć i nie włączać swojego kompromitującego głosu w tej sprawie, domagając się uwolnienia Kamińskiego i Wąsika. Dziwię się, skoro Gądecki już tak humanitarnie postępuje, że nie napisze do Dudy: „Panie prezydencie, proszę ułaskawić tych biednych panów”, tylko ma zamiar utrudniać spełnianie obowiązków stania na straży prawa ministrowi sprawiedliwości. Jest to sytuacja dość przykra.
Muszę powiedzieć, jako były jezuita, że moja przykrość jest umiarkowana, bo tylko uzasadnia słuszność wyjścia z tej skompromitowanej do granic możliwości instytucji. Bycie jej częścią jest po prostu obciachowe.


„Wydawałoby się, że Kościół mądry wielowiekową tradycją zawsze stanie po stronie rządzących. A stroną jednak mocniejszą w tej chwili i rozdającą karty jest rząd demokratyczny Donalda Tuska”. Z pozoru tak, ale…
Kościół uważa prawdopodobnie wybory z 15 października za drobny „wypadek przy pracy” i żywi niezłomne przekonanie, że za chwilę wszystko wróci do „normy”, a tą normą są jego zdaniem – to właśnie efekt tej wielowiekowej tradycji – rządy autorytarne. A wówczas lojalność hierarchy zostanie stosownie wynagrodzona. Poza tym arcybiskup dobrze wie, że cokolwiek kościół zrobi, nowa władza i tak będzie zabiegać o jego względy – to zresztą już widać. Choćby po to, by nie otwierać kolejnego frontu, bo to w sytuacji cichej wojny domowej mogłoby być bardzo niebezpieczne. Zresztą biskupi mają w Koalicji wielu oddanych przyjaciół, którzy bez względu na wszystko będą bronić ich interesów. Gądecki tak naprawdę niczego nie ryzykuje, a coś może zyskać. To kalkulacja w gruncie rzeczy racjonalna. Nadzieja w społeczeństwie, które wyciągnie jedyny sensowny w tych okolicznościach wniosek: „bycie częścią” tej „skompromitowanej do granic możliwości instytucji […] jest po prostu obciachowe”. Gdy do takiego wniosku dojdzie większość Polaków, może i demokratyczni politycy nabiorą odwagi w negocjacjach z kościołem.
Niejaki Legutko, były filozof i obecny europoseł określił Polaków jako „naród przykościelny”, czyli stado, którym nie rządzą politycy, lecz pasterze owiec i baranów – biskupi, księża, zakonnicy i zakonnice. Jedn z nich Gądecki przykroił na potrzeby ziemskie zasadę niebieską (Łk 15, 7), która teraz brzmi: „większa jest troska o dwu przestępców, którzy zgodnie z wyrokiem sądów znaleźli się w więzieniu, aniżeli o miliony sprawiedliwych, którzy tam nie trafili”. To, że nie wiedzą oni teraz, jak się odnaleźć we wspólnocie, w której nie obowiązują prawa boże i ludzkie – duszpasterz – swoim listem – uznał za drobiazg.
Myślę, że w kontekście tej nieszczęśnej epistoły można przywołać inny fragment z Ewangelii: „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie” (Mt 18,6-7). Tych fragmentów użytecznych w obecnej chwili zamętu można cytować więcej, choćby o wspomnianego w komentarzu Senexa „narodu przykościelnego” całkowiecie bezwolnego i poddanego „kierownictwu” kościoła. Wskazywanie na szkodliwość przeróżnych wypowiedzi kleru jest w chwili obecnej wręcz wyrazem obywatelskiej postawy.
Z argumentami zawartymi w artykule należy się zgodzić. To prawda, w przypadku opisanego biskupa (czy tylko tego?) myślenie ma wielką przyszłość… . Z drugiej strony nie mogę pozbyć się wrażenia, że wspominany purpurat jest i tak oceniany zbyt łagodnie. Czy to przypadkiem nie jemu podobni, dwa tysiące lat temu krzyczeli by uwolnić Barabasza? Tam krzyczała „ulica”, prosta, by nie powiedzieć prymitywna. Trzeba było wieków by za przestępcami zaczął wołać „jaśnie oświecony”. Postęp rzeczywiście niebywały, proporcjonalny do poziomu autora listu…
Jeśli wierzyć zeznaniom agenta Tomka, o których zrobiło się głośno, a co ma zamiar wziąć pod lupę mecenas Giertych, to mielibyśmy do czynienia nie tylko stwierdzonym przez sąd przestępstwem fałszowania dokumentów, nakłaniania do fałszywych zeznań, ale również z zachowaniami moralnie wysoce wątpliwymi. Dla biskupa to sytuacja dość kłopotliwa jak się wydaje. Wydatki publicznych pieniędzy na uciechy cielesne nie stawia szefów służb w najlepszym świetle.
Biskupi maja na pęczki takich podwładnych jak ci przyjaciele agenta Tomka, a niektórzy się sami zabawiają na ich obraz i podobieństwo. Cud katolicyzmu nie polega na tym, żeby nie robić rzeczy „moralnie wysoce wątpliwych”, tylko na tym, żeby o nich nie mówić. A jeśli ktoś mówi (niewątpliwie wróg Kościoła), to należy go zalać pomyjami. Pan Gądecki tylko daje sygnał, a pomyje będą wylewać oburzeni katolicy pod zupełnie przypadkowym kierownictwem Ordo Iuris. Pan Gądecki nie będzie w „sytuacji dość kłopotliwej”, bo ci, którzy mogliby się poczuć zakłopotani, mają przeprane rozumy i zatkane oczy oraz uszy. Sami je sobie zatykają, miedzy innymi listami pana Gądeckiego. Pan Gądecki wie, co czyni i dla kogo. To tylko my tego nie rozumiemy. Oburzeni katolicy chwytają w lot takie wskazówki. Zas zakłopotana część społeczeństwa boi się sprawdzić w Biblii, czy ten Jezus może faktycznie nie był aż taki bardzo dobry.
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,30616035,wielka-akcja-oburzonych-katolikow-sparalizowali-prace-wydawnictwa.html
Przestępcy ułaskawieni biskupa interwencja zbędna.
Ale zapewne ułaskawieni pokażą się na mszy dziękczynnej w Częstochowie, w otoczeniu swoich małżonek (ciągle na L4), Prezesa, pana prezydęta, i połowy Episkopatu.