Wojciech Kuszko: Skrzypaczka7 min czytania


20.01.2024

Bez polityki …

Krakowski Rynek oświetlony ostatnimi promieniami słońca chowającego się za dachami kamienic. Wolno idę przez arkady Sukiennic w kierunku Floriańskiej. Dalej dworzec i pociągiem do Warszawy. A w głowie ponure myśli. Jak ja się wytłumaczę z mojej bieżącej decyzji? I z braku rozwagi przy podejmowaniu tej poprzedniej. Zawiodłem zaufanie, którym zostałem obdarzony. Nieznośne.

A może pojadę jutro? Perspektywa odsunięcia w czasie przykrej rozmowy kusi.

Nie wiem, jak długo stoję nieruchomo rozważając w głowie za i przeciw. Nagle głośny dźwięk skrzypcowego akordu tuż za moimi plecami. Odwracam się zaskoczony.

Patrzą na mnie piękne, zielone oczy. Smyczek, uniesiony z nad strun, wolno zatacza w powietrzu łuk. Odrzucone na bok, długie, lekko kręcone włosy spływają po boczku skrzypiec. Głowa dziewczyny, wdzięcznie przechylona, przytrzymuje instrument podbródkiem. Tylko przez chwilę, po której pudło instrumentu opada ku jej biodrom, cudownie podkreślając ich kształt. Uroda skrzypiec zawsze robiła na mnie wrażenie. Nigdy tak, jak teraz.

– Grosik za twoje myśli – miękki, łagodny głos dziewczyny roztapia serce.

– Za żadne skarby! Twój widok właśnie przegnał je precz. Oby na jak najdłużej – odpowiadam.

Ale wiem, że wnet wrócą, niestety. Tymczasem próbuję odgadnąć skąd nagle wyrosła przede mną urocza, drobniutka skrzypaczka. Niedaleko łuku arkad na bruku malutki kocyk. Na nim otwarty futerał. A w nim sporo grosza. Dziewczyna najwyraźniej grała przechodniom przechadzającym się licznie o tej porze po rynku. Jak mogłem nie zwrócić uwagi na śpiew skrzypiec? A może przestała grać zanim nadszedłem.

– Właśnie skończyłam – odpowiedziała na niezadane pytanie dziewczyna – będę się zbierać.

– Niebiosa mi ciebie zesłały. I już, okrutne, chcą zabrać? – zaprotestowałem – Podaruj mi chwilę rozmowy. Ale zacznijmy od skrzypiec, dobrze? Mam do skrzypiec szczególny stosunek.

– Grasz? – spytała.

– Ależ skąd. Mam drewniane uszy – zaprzeczyłem – Ale skrzypce kocham. I saksofony.

– Interesujące połączenie – głos przeczy słowom.

Impuls, który kazał jej mnie zaczepić mijał. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie. A ja już wiedziałem, że nie wrócę tego dnia do Warszawy. I że bardzo chciałbym spędzić ten wieczór ze śliczną skrzypaczką.

– Chętnie ci je wyjaśnię. Ale najpierw chciałbym dowiedzieć się, czym zainteresowałem taką przepiękną dziewczynę. Usiądźmy gdzieś przy kawie i mi coś o sobie opowiesz. Zgoda?

Przypomnienie, kto kogo zaczepił, oblało policzki dziewczyny leciutkim rumieńcem. I utrudniło ewentualną odmowę.

– Zgoda. Ale nie mam dużo czasu – zastrzegła się – Nie wiem jak saksofony, ale skrzypce go kradną. Muszę jeszcze poćwiczyć coś, co chciałabym jutro zagrać.

Zebrała swoje rzeczy, spakowała skrzypce do futerału i usiedliśmy nieopodal w kawiarnianym ogródku. Zamówiliśmy dwa razy latte. Spytałem, czy nie chciałaby czegoś mocniejszego. Odmówiła, ale dała się namówić na szarlotkę na ciepło z lodami.

– Żałuję, że nie słyszałem jak grasz.

– Masz jeszcze szansę jutro. Ostatnią.

– Czemu ostatnią?

– Wracam do Warszawy. I rzucam skrzypce – odpowiedziała ze smutkiem w głosie – choć nie muzykę.

Ale w oczach nie było smutku, więc pozwoliłem sobie na żart.

– Czyżby saksofon?

– Ciepło – roześmiała się – Ten, który mam w gardle. Chcę śpiewać.

– Od dawna grasz na skrzypcach?

– Od dziecka. Rodzice chcieli, bym grała. I dalej chcą. Jeszcze nie wiem, jak im to wytłumaczę, ale zdecydowałam, że nie oddam skrzypcom reszty życia.

– To coś nas łączy. Oboje będziemy mieli z czego się tłumaczyć w Warszawie.

Roześmiałem się. Pierwsze słowa wypowiedziane przeze mnie tego dnia bez ucisku w gardle. Trudno będzie się tłumaczyć. Ale wiem, że ten ucisk w gardle już nie wróci. Jakoś dam radę. Nieba mi tę dziewczynę zesłały.

– To możemy wspólnie poćwiczyć. Ja zaczynam – śmieje się dziewczyna.

Uśmiech ma czarujący. I głos. Nie dziwię się, że chce śpiewać.

Długo opowiada, dlaczego chce rzucić skrzypce. I o maestrze, u której zacznie się uczyć. Wybitnej śpiewaczce, o której nawet ja słyszałem. Rozumiem jej decyzję. Mówię jej, że jestem przekonany, iż inni też zrozumieją.

– Teraz twoja kolej – mówi ze śmiechem. Śmieje się coraz częściej. Wesoło.

– Chłodno się zrobiło. Może się do Jamy Michalikowej przeniesiemy – proponuję.

Idziemy. Po drodze opowiadam jej o mojej słabości do skrzypiec. I o wielkim saksofonie basowym. Symbolach marzeń niemożliwych do spełnienia.

W Jamie Michalikowej rozsiadamy się na wygodnych kanapach. Tym razem zamawiamy alkohole. I coś do jedzenia. Zaczynam opowiadać. Moja kolej przecież.

Opowiadam o tym, jak znajomy, który za grube pieniądze zarobione za granicą kupił pensjonat w Bukowinie, zaproponował mi jego prowadzenie. Za 30 procent udziałów. A ja się pochopnie zgodziłem. Skusiła mnie kasa. Poza tym, chciałem coś w życiu zmienić. Miałem dobrą pracę w korporacji, ale rzuciłem na stół wymówienie. Realizowałem duży projekt, więc rozstanie z firmą nie było dobre. Droga powrotu zamknięta. A ja, po kilku miesiącach w Bukowinie, zorientowałem się, że zrobiłem głupstwo. Ani mnie ta robota nie kręciła. Ani perspektywa ciągłego użerania się z góralami.

– Czemu nie lubisz górali? – pyta.

– Sto lat temu młodopolanie wmówili im, że są wyjątkowi. A oni chętnie ceprom uwierzyli.

– A nie są?

– Są. Niektórzy wyjątkowo zawistni, kłótliwi i zadufani w poczuciu swej wyjątkowości. Może kiedyś było inaczej, ale nie sądzę.

Dochodzi północ. Jesteśmy niemal ostatnimi gośćmi.

– Lubisz tańczyć? – pytam.

Zawahała się.

– Lubię, ale …

– Chodź! Pod Jaszczury pójdziemy. Na trochę tylko. Nie chcę jeszcze wracać do swoich myśli.

– Dobrze. Ale muszę skoczyć do hotelu się przebrać. I zostawić skrzypce. Jeszcze nie na zawsze, choć już dziś nie poćwiczę.

Idziemy. Proszę, by pozwoliła mi nieść skrzypce. Kiedy je dostaję, nie niosę za rączkę, tylko obejmuję i mocno przytulam futerał. Jutro po raz pierwszy zagrają dla mnie skrzypce, które trzymałem w rękach. Zawsze o tym marzyłem.

Czekam krótko w hotelowym lobby. Po czym idziemy przez rynek pod Jaszczury.

Tańczy cudnie. Nie waży nic. Obraca się leciutko. Z tym swoim cudownym, czarującym, uwodzicielskim uśmiechem. I błyskiem zielonych oczu.

– Czym wracasz do Warszawy? – pytam.

– Pociągiem.

– Ja też. Może pojedziemy razem – proponuję.

Poważnieje.

– Nie – mówi stanowczo – To nie jest dobry pomysł. Każde z nas musi sobie swoje tłumaczenie w głowie poukładać. W samotności.

– Nie rób takiej miny. I tak przetańczyliśmy pół nocy, a miało być tylko na chwilę – dodała ze śmiechem.

Po wyjściu z klubu proponuję, że ją odprowadzę. I próbuję objąć w talii. Delikatnie zdejmuje z biodra moją rękę.

– Nie chcę być brutalna, ale …

– Nie musisz. Jutro będę mógł posłuchać, jak grasz. To mi powinno wystarczyć.

Nazajutrz na Rynku gra naprawdę pięknie. Ludzie przystają. Wokół dziewczyny cały czas spory krąg słuchaczy. A ja siedzę sobie na stopniu pod łukiem arkad. Zachwycony grą i ruchami skrzypaczki. Gibkością ciała i cudownym profilem.

A kiedy koncert się kończy, idziemy Floriańską w kierunku Plantów. Ja jadę wcześniejszym pociągiem. Odprowadza mnie. Proszę o telefon, ale odmawia.

– Jeżeli mój wybór jest słuszny, to jeszcze o mnie usłyszysz. I odnajdziesz – śmieje się.

Na pożegnanie próbuję ją pocałować. Kładzie ręce na mych ramionach i delikatnie odpycha.

– Nie chcę być brutalna, ale …

Nagle ze śmiechem rzuca mi się na szyję obejmując ją. Całuje długo, namiętnie. Po czym znów odpycha się od moich ramion. Stoi piękna, uśmiechnięta, zadowolona z wrażenia, jakie na mnie zrobiła.

– Spóźnisz się! Leć. I do zobaczenia. Mam nadzieję, niedługo.

Wojciech Kuszko

P.S. Andrzej Lubowski napisał mi, że powinienem zaznaczyć, iż tekst jest literacką fikcją. Oraz, że ma wątpliwości, czy SO jest właściwym miejscem do publikowania takich opowiadań. Też mam, ale skorzystałem z prawa gospodarza i spróbowałem. Bo mi pisanie o wybrykach Dudy jakoś nie wychodzi.

Print Friendly, PDF & Email
 

6 komentarzy

  1. HK 22.01.2024 Odpowiedz
  2. slawek 24.01.2024 Odpowiedz
  3. HK 24.01.2024 Odpowiedz
  4. j.Luk 01.02.2024 Odpowiedz
    • WaszeR Londyński 04.02.2024 Odpowiedz
  5. Wojciech Kuszko 12.02.2024 Odpowiedz

Odpowiedz

wp-puzzle.com logo