1.05.2024
Gdzieś tak, w pierwszych miesiącach III RP, w zestawie delegacji na jakąś konferencję, znalazłem się na ludowym festynie w Barcelonie. Centralną postacią był na nim mer. Kobiety wciągały go do tańca, mężczyźni, jeden przez drugiego, pchali się aby z nim przepić.
Jego polskim odpowiednikiem był jeszcze przewodniczący Prezydium Miejskiej Rady Narodowej i nie wszyscy mieszkańcy miast znali jego nazwisko. Pytając o zaskakującą mnie atencję w stosunku do mera, dowiedziałem się, że dla mieszkańca Barcelony jest on ważniejszy od premiera i króla, razem wziętych. Warunki życia, prowadzenie interesów zależą w przeważającym stopniu od miejscowej władzy, w której decydentem jest mer.
On wszakże wiedział, że musi zostać wybrany. Dlatego z zapałem obtańcowywał i obściskiwał panie, przepijał z facetami, jakoś zachowując trzeźwość. To chyba musiała być jedna z kwalifikacji do pełnienia urzędu.
Mamy już wybranych prezydentów miast, burmistrzów, marszałków województw, wójtów, więc niebawem zostaną oni zaprzysiężeni i rozpoczną urzędowanie. A powybieraliśmy ich, przy niskiej, niekiedy wręcz żenującej, frekwencji, bo dla wielu była to swoista projekcja polityki ogólnokrajowej, a głównie ona decyduje o naszym życiu. Dla 11 plus milionów przeciwników PiS, zmiana tej polityki została już zadowalająco ustalona w wyborach parlamentarnych, 15.10.2023, a zatem samorządy nie są już takie ważne. Można to zrozumieć, bo jesteśmy po ośmiu latach zdecydowanej centralizacji państwa i ubezwłasnowolnienia samorządów, którym skapywano co łaska. Ale to nie jedyna przyczyna polityzacji wyborów samorządowych.
W PRL można było nie znać szefa MRN i WRN, ale raczej znało się pierwszego sekretarza Komitetu Miejskiego i Wojewódzkiego partii, PZPR. Bo to była prawdziwa władza w terenie. Wiele mogła, ale w granicach wyznaczanych przez Komitet Centralny, a praktycznie przez Biuro Polityczne i Sekretariat.
Wybrani w kwietniu decydenci już wiedzą, że nie będzie im skapywało co łaska, w zależności od tego czy są pro czy antyrządowi, ale nie są jeszcze gospodarzami w całej pełni. Zależni są od swojej części w podatkach, od dotacji na zadania, które samorządy w większej części mogły same sobie wyznaczać. Mogłyby też ustalać opłaty nie tylko pod psów, takoż mandaty, w zależności od ruchu drogowego i od zachowań na swoim terenie. A przede wszystkim powinny mieć prawo do lokalnej polityki gospodarczej i lokalnych podatków.
Nadal funkcjonują wojewodowie z centralnej administracji. Pod rządami PiS korzystali z prawa unieważniania postanowień samorządów, a przy rządzie Koalicji Piętnastego Października chyba tego robić nie będą. Więc po co są?
Prędzej czy później, zostanie uchwalona Konstytucja V RP. Piątej, bo sam Kaczyński już był stwierdził, że był w trakcie zmieniania ustroju. Więc nie była to już Trzecia RP, ale czwarta.
Ponieważ jesteśmy przywiązani do historycznego nazewnictwa, to niech zostaną wojewodowie i starostowie, ale niech oni będą wybierani, a rząd niech rządzi z Warszawy.

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

Szanowny Panie Redaktorze,
to świetnie, że Pan też popiera funkcjonalny model federalny organizacji państwa. Podstawy legislacyjne sprawdzone są od wieków w wiodących gospodarkach świata (J. Locke, 1690…). Zdefiniowane prerogatywy rządu centralnego ograniczają korupcję a pełna autonomia regionów (w tym finansowa) usprawnia zarządzanie. Likwidacja podwójnej administracji nakazowo-kontrolnej redukuje bizantyjską biurokrację. Federalizację koniecznie trzeba połączyć z większościową ordynacją wyborczą w jednomandatowych okręgach wyborczych do wszystkich szczebli. Podstawy legislacyjne znane od dawna (zachodnie, nie wschodnie…) i nie trzeba czekać, czy AI coś za nas załatwi. Ten model też sprawdzony w wiodących gospodarkach, wdraża mechanizm pozytywnej selekcji w instytucjach państwowych i w organizacjach politycznych. Aha, no i pod warunkiem, że wybory w sobotę…:-)…
O widocznej od dawna agonii centralizmu wymagającej dogłębnego remontu generalnego całego systemu prawnego piszę w SO od ponad 15 lat. Synteza w książce „Gospodarka nie-wiedzy” z 2020 r., nie wymaga żadnej korekty….
P.S. Naród wcale nie jest taki głupi, że nie garnie się do wyborów samorządowych, do tych ciągle nie-samorządnych samorządów skoro wie, że w pokutującym tu centralizmie ciągle prawie soc-realistycznym i tak decyduje I sekretarz (prezes, czy jak go zwał, zależnie od koloru beretu i krawata…), i wedle humoru może zmienić dotacje regionalne.
Kiedyś,(chyba w ’90tych) napisałem : – „socjalizm” upadł, bo nie potrafił wyprodukować wystarczającej ilości tego co potrzebne. Kapitalizm upadnie, bo nie może powstrzymać rosnącej lawiny produkowanych nieustannie rzeczy niepotrzebnych.
To oczywiście duże uproszczenie, Ale podtrzymuję ówczesną diagnozę, bo nie opracowano jeszcze modelu gospodarczo-ustrojowego, który zapobiegłby wszystkim złym, może nawet zgubnym procesom, na które – jak do tej pory – NIE MAMY SPOSOBU ! Bo nawet ta sztuczna entelegencja, tak jak nie pokona praw natury, nie pokona nawet prawa Parkinsona.
A w peerelu obserwowałem ze 4 razy ten zadziwiający cykl : Decentralizacja – Koordynacja – Centralizacja. Wszystko z towarzyszeniem licznych „Programów Rządowych” do spraw Tegoiowego. Prowadzonych przez ludzi, co paru z nich znałem jako głowy do pozłoty. Te programy trwały zwykle 2 lata, bo po padnięciu na pysk dwu kolejnych rocznych polanów gospodarczych stawało się jasne nawet dla tej PKPG, że jest dalej do dupy i trzeba niezłomny system pomalować w nowe kwiatki. Przez większość świadomego życia w peerelu miałem do czynienia z tzw Wzornictwem Przemysłowym.
Produkujące buble, deficytowe przedsiębiorstwa zwracały się do nas najczęściej z bezradnym jękiem „zrób pan coś”, a czasem z absurdalnymi pomysłami : „bo to tak na wyczucie dyrektora Mielocha”.
Autor, który ma nie gorszą od mojej pamięć, może zapewne Wam powiedzieć, które to było „Zjednoczenie”, a może nawet która fabryka.
A „ceterum censeo” : – Zlikwidować senat, skopiować „Bundesrat”. Korzyści dla samorządności tak oczywiste, że dyskusja byłaby kruszeniem gówna.
Jednak wciąż się łapię na tym, że wciąż wstawiam tu teksty z jakichś przyczyn niezrozumiałe .
Powyżej niewątpliwie jest to „deficytowe przedsiębiorstwo”. W peerelce były to oczywiście przedsiębiorstwa państwowe. Prywatne w takiej sytuacji oczywiście bankrutowały, Ale państwowe funkcjonowały dalej, na tzw. „planowym deficycie”. Zjawisko i jego skutki są z pewnością gdzieś opisane, więc tylko jeszcze : PKPG, to była Państwowa Komisja Planowania Gospodarczego. Fasadowa instytucja, która zatrudniała sporo specjalistów, ale miała status tylko doradczy.
Ci Sekretarze Komitetów :- Przypomniało mi się, jak mój przyjaciel Robert Stiller, którego nie da się opisać jednym słowem, był kiedyś, w 70-tych W Zielonej Górze. Jakiś festiwal, jakieś „Grono”.
Miejscowi zachwalali mu niezmiernie swojego Sekretarza Miejskiego PZPR, wspaniałego człowieka.
Więc on zapytał : – jeśli on jest taki fajny, to czemu u was jest tak ..ujowo ?
Zacukali się…
Z uporem maniaka będę wracał do zamieszczonej tu kiedyś propozycji, by senat powrócił w wersji z I RP, oczywiście nieco zmodyfikowanej. Składałby się z marszałków województw, prezydentów miast powyżej iluś tam mieszkańców i wójtów największych gmin. Dlaczego? Dlatego, że to są ludzie najlepiej orientujący się czym „grozi” przyjęcie takiej czy innej ustawy, bo to ich ona dotknę w pierwszej kolejności.
To ogólny schemat, można go doprecyzować, ale ona ma sens.. Tak mi się wydaje.
Plus: nie ma wyborów do senatu, bo senatorowie z tego klucza wybierani są automatycznie w wyborach samorządowych.