29.08.2024
W połowie sierpnia Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej, przeprowadził na łamach „Rzeczpospolitej” rozmowę ze znawcą prawa wyznaniowego profesorem Pawłem Boreckim na temat rozporządzenia ministry Barbary Nowackiej w sprawie nowej regulacji lekcji religii. Tytuł rozmowy „Rozporządzenie minister Barbary Nowackiej jest wadliwe i nielegalne” mówi wszystko o jej zawartości. To długi wywiad pełen fachowych odniesień i licznych przykładów. Rada profesora Boreckiego była jedna – zaskarżyć rozporządzenie Nowackiej do Trybunału Konstytucyjnego. Wywiad wzbudził euforię w środowiskach prawicowych, a z jego wskazań skwapliwie skorzystał episkopat, który w samej rzeczy zwrócił się do Sądu Najwyższego, którego prezes Manowska już podjęła decyzję zgodnie z oczekiwaniami biskupów. Przekazała sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Jak napisał Arkadiusz Gruszczyński 27.08 w GW „Manowska posłuchała biskupów: lekcje religii oceni Trybunał Konstytucyjny”. No więc mamy już jasność. Osoby kojarzone z niszczeniem Konstytucji (Małgorzata Manowska i Julia Przyłębska) będą wspomagać biskupów w dochodzeniu ich praw. Co więcej, również publicyści liberalni jak Piotr Pacewicz na łamach okopress i uznani prawnicy jak profesor Ewa Łętowska przyznają Boreckiemu racje i stają w tym sporze po stronie biskupów.
Nie jestem prawnikiem, wiec nie będę się odwoływał do argumentów prawniczych, choć, jak sądze, gdyby zapytać niektórych z nich, jak profesorów Wojciecha Sadurskiego, Jana Woleńskiego czy Jerzego Zajadło, to moglibyśmy usłyszeć opinie odmienne i przyznające rację ministerstwu edukacji. Moje mniemanie opieram na tekstach wspomnianej trójki profesorów, którzy również na łamach „Gazety Wyborczej” często wypowiadali się na temat łamania prawa w minionym okresie, gdy w Polsce rządził PiS. Nie przypominam sobie, by na ten temat wypowiadał się Borecki i by Przeciszewski przeprowadzał na temat łamania prawa jakieś wywiady. Nie pamiętam też żadnego wystąpienia w tej sprawie katolickich biskupów. Jak rozumiem, prawo interesuje ich o tyle, o ile chroni interes reprezentowanej przez nich instytucji. To samo mogę powiedzieć o przejętych nagle łamaniem przez ministerstwo edukacji prawa prawnikach i dziennikarzach. Pozostawiam to jednak samym prawnikom i mam nadzieję, że się w tej sprawie jeszcze wypowiedzą.
Ja natomiast chciałbym zaproponować ćwiczenie z wyobraźni historycznej, które może się okazać wielce pożyteczne w kontekście obecnego sporu. Bogdan Cywiński w swojej klasycznej książce „Rodowody niepokornych” zaproponował ciekawe pojęcie kościoła juliańskiego. Otóż zdaniem Cywińskiego w kontekście zmian zaproponowanych przez cesarza Juliana Apostatę (rządził tylko dwa lata 361-363 n.e.) można mówić o innym chrześcijaństwie niż konstantyńskie. Jak wiadomo, ogłaszając w 313 roku chrześcijaństwo jako religię legalną, cesarz Konstantyn rozpoczął nową epokę w dziejach. Można ją nazwać chrześcijaństwem upolitycznionym, korzystającym ze wsparcia władzy politycznej. Rosnące znaczenie tej religii zostało na krótko przyhamowane. Reakcje kleru, a zwłaszcza biskupów na stopniowe ograniczanie przywilejów Cywiński nazwał katolicyzmem juliańskim, czyli reagującym na faktyczne, czy raczej domniemane, poczucie krzywdy. Musimy jasno powiedzieć, że To, co proponował Julian Apostata, to nie było prześladowanie chrześcijaństwa, ale tolerancja oraz równe prawa dla wszystkich religii i systemów filozoficznych. Cesarz przywrócił składanie ofiar bogom, otwierał pozamykane świątynie i umożliwił powrót z wygnania biskupom uznanym za heretyków. Owszem, zabraniał chrześcijanom uczyć w szkołach retorycznych, ale tylko dlatego, że byli wrogo nastawieni do innych religii. I to właśnie te reformy, które na skutek przedwczesnej śmierci cesarza nie zostały dokończone, wywołały u chrześcijańskich teologów poczucie krzywdy i przeświadczenie o prześladowaniach. Szczególnie odznaczyli się w popularyzacji czarnego obrazu Juliana jego dawni znajomi jak Grzegorz z Nazjanzu czy Jan Chryzostom. Zresztą wybitni teologowie.
Mam wrażenie, że dzisiaj w roli Juliana Apostaty została obsadzona ministra Barbara Nowacka. Być może jej słowa, że sprzeciw biskupów wobec proponowanych przez jej resort zmian, to „ryk o kasę” są retoryczną przesadą. Jednak nie są pozbawione oparcia na doświadczeniu, a przede wszystkim są głosem zdrowego rozsądku, którego nawet prawo nie powinno zagłuszać.


Może to właśnie zdrowy rozsądek podpowiada mi, że dla właściwych, czyli pozbawionych ocen i nieupolitycznionych spotkań religijnych najlepszym miejscem byłyby salki katechetyczne.
Roszczenia strony kościelnej wobec państwa i społeczeństwa które w większości jest za ograniczeniem lekcji religii oraz wobec samych uczniów którzy są nadmiernie obciążeni szkolnymi programami pokazuje że ktoś tu kompletnie stracił nie tylko rozsądek ale też umiar. Słuszne jest odwołanie się do historii kościoła z IV wieku aby zrozumieć że to rdzeń systemu który jest niezniszczalny. Zadaniem państwa powinno być wskazywanie kościołowi jego miejsca na tej ziemii ponieważ jest to instytucja bez jakichkolwiek zahamowań. W Irlandii kościołowi pozwolono na wszystko i ten zrobił wszystko by zniewolić to społeczeństwo. To przestroga na trzecie tysiąclecie dla wszystkich ludzi dobrej woli, rozsądnych i umiarkowanych
Walka krk i środowisk pisowsko- prawicowych o lekcje religii przypomina klasyczną historię Don Kichota. Można oczywiście walczyć z młodzieżą, która głosuje nogami w sprawie religii (czytaj – daje nogę z tych pseudo edukacyjnych zajęć !), ale z takimi głosowaniami na świecie jeszcze nikt nie wygrał. Zaprzęgnięcie do tego p. Manowskiej i p. Przyłębskiej wraz z jej TK nie dodaje sprawie powagi ani szans powodzenia. To są osoby, które popra każdą prawicową bzdurę, ale to nie jest równoważne z zatrzymaniem lawiny. Lawina już dość dawno ma miejsce a kolejne lata przynoszą jedynie jej przyspieszenie.
Zastanawia ta emocjonalna stanowczość prof. Pawła Boreckiego wobec nieobecnych w jego reflekcji umocowań prawnych przywoływanych instytucji quasisądowniczych. O nieprawnym, bo rozporządzeniem, wprowadzeniu lekcji religii też nie pamiętał. Jego niewątpliwe zawodowe kompetencje zachwiały się nieco, gdy redaktorowi Łasiczce (TokFM, 22.08.2024) dwukrotnie przypominał, że „jest człowiekiem inteleligentnym” i „nie da sobie wciskać dziecka w brzuch” (!), i „więcej do niego nie przyjdzie”. A wygłaszał opinie odnoszą się do świata idealnego prawa i to w zamkniętego w wyrwanym z historii okresie od 2015-2023. Zastanawiające u tej klasy naukowca.
Problem lekcji religii młodzież rozwiązuje właśnie sama. Wielkim wyzwaniem jest zaproponowanie dzieciom jakiejś sensownej alternatywy. Pani Nowacka przy całej sympatii dla niej to biurokratka. Marzy mi się czasami, że moje dziecko ma jedną lekcję w szkole z kimś o takim horyzoncie myślowym i podejściu do drugiego człowieka jak prof. Obirek, to by było coś:) Marzenia ściętej głowy.
Tutaj sobie episkopat walczy o lekcje religii, w czasie których księża maja dostęp do narybku. Ale jeśli któremuś się omsknie wzrok w niewłaściwą strome, to na to są te same metody co zawsze. Papiez Franciszek właśnie tam jedzie, ale nie wiadomo, czy sprawa się przebije do jego wiadomości. Przed nim był już taki papież, do którego nic nie docieralo.
The New Yourk Times: In the Pacific, a ‘Dumping Ground’ for Priests Accused or Convicted of Abuse
Over several decades, at least 10 priests and missionaries moved to Papua New Guinea after they had allegedly sexually abused children… At least 24 other priests and missionaries left New Zealand, Australia, Britain and the United States for Pacific island countries such as Fiji, Kiribati and Samoa under similar circumstances. In at least 13 cases, their superiors knew that these men had been accused or convicted of abuse before they transferred to the Pacific
https://www.yahoo.com/news/pacific-dumping-ground-priests-accused-121600056.html
Nie wiem w jakiej skali p. P. Borecki uważany jest za „znawcę” prawa wyznaniowego. Na pewno nie jest żadnym autorytetem w skali międzynarodowej, bo na platformie Web of Science, widnieją tylko dwie słabiutkie publikacje; jedna (o islamie w Polsce) w wydawnictwie Routledge Journals, Taylor & Francis Ltd. Ta wprawdzie ma Impact Factor zaledwie 0,4, ale dzięki znanemu wydawnictwu ma jakąś cytowalność i dlatego wskaźnik H tego „znawcy” wynosi aż 1. Profesor z H=1, ha, ha !!!…Druga (zupełnie osobliwa) publikacja w Przeglądzie Sejmowym (!!!), Impact Factor 0,1… To żadne czasopismo naukowe, które „czarnkowcy” za pieniądze podatników wcisnęli do Web of Science, żeby upchnąć „wybitne” osiągnięcia „swoich ludzi”. Nikt tego nie czyta, a tym bardziej nie cytuje, stąd IF najsłabszy jaki może być = 0,1. Razem ten gość ma sumaryczny IF = 0,5, zupełnie śmieszny jak na stanowisko profesora. Nie wiem z jakiej racji podatnik za to płaci. Z takimi „osiągami” na pewno nie zrobiłby doktoratu na przykład u znanego nam prof. Hazelharda…
Widziałem wywiad z tym panem w jednej ze stacji telewizyjnych… Jego poczucie kompetencji, samozadowolenie i wszechwiedza to cechy znamionujące „profesorów zwyczajnie wynajętych”, których jest bez liku. Nie można ich uznać za dystyngowanych, bo nie wiedzą, co to 'dystynkcja’.