31.08.2024
Autorytety odchodzą w glorii niesławy. Okopy i barykady rosną. Inżynierowie dusz salwują się ucieczką. Literatura traci koronę i robi za wieśniaka. Nauka leży na peryferiach znaczenia. Polityka parszywieje, a przemowy ex cathedra – denerwują.
Dusi nas relatywna przyzwoitość, nuży komercjalizacja życia, zadziwia fascynacja poznawaniem nielaurkowej historii, męczy kwestionowanie dobrych rozwiązań i wkurza mozolna praca nad ich niszczeniem.
*
Zapanowało luzackie podejście do rzeczywistości. Nastąpił okres gaworzenia. Zaczęły się liczyć absurdalne przekonania. Wiedza i doświadczenie okazały się zbędne. Okrzyknięto je mianem nudziarstwa, moralizowania, zrzędliwości.
Bimbający stosunek do namacalnych faktów zaczął cechować dzisiejsze społeczeństwo; wykształcone w stopniu beznadziejnym i zarozumiałym, arbitralnie wypowiada się na temat spraw, o których nie ma pojęcia. Składa się z mędrców płci obojga i nie zamierza zejść ze sceny. Znaczna część tej arystokracji wątłego ducha ma pochodzenie odwieczne i dożywotnie: dawało się we znaki już przed wynalezieniem koła i pragnie nadal urządzać wnukom życie na przypiecku.
Z prądem i pod prąd
W literacki krwiobieg wchodzą pisarze niepamiętający życia na kartki. Pogoni za niczym. Walki o cokolwiek. Słowa takie jak sprawiedliwość, wolność czy niepodległość są dla nich pustymi dźwiękami, mają zbanalizowane znaczenie, dotyczą spraw odległych, abstrakcyjnych, przebrzmiałych.
Okrzepli w bojach, miast przeciwstawiać się oskarżeniom o marudzenie i sprzeciwiać się im, zaprzestali grania w ataku. Spuścili z tonu i przeszli do obrony utraconych pozycji. Moim zdaniem zbyt szybko zrezygnowali z walki i zeszli do szatni; mecz jeszcze trwa i wiele rzeczy da się odkręcić.
Metamorfozy
Obserwujemy zmiany obyczajowe. Niektóre na lepsze, jak szczerość, otwartość, poczucie godności, a często na złe, np. awanturnictwo, egoizm, narastająca znieczulica. Z tym, że złe należałoby powstrzymać. Lecz mało komu się chce być przyzwoitym, bo niewielu pamięta, co to takiego ta przyzwoitość; duża część większości woli wierzyć w bezkarność i trzymać się podpiłowanej gałęzi. Dość rozejrzeć się dookoła, by zatęsknić za Janem Kamyczkiem z Przekroju i jego brewiarzem o nazwie savoir-vivre.
Dla ludzi wychowanych na przepisach znanych od pokoleń, nie są konieczne szczegółowe dyrektywy w sensie jedzenia przy stole i wycierania rąk w obrus. Zamiast nich, mamy lawinę poradników z poradami, jak schudnąć bez przerywania obżarstwa lub jak się dorobić kasy nie kiwając palcem w bucie. Natomiast ludziom obcykanym w kamyczkowych „bon tonach”, wczorajsze przewodniki po ogładzie, nie pomagają.
*
Szkoda, że nasze karykaturalne pojmowanie demokracji i oczywista tolerancja dla aktów przemocy, nie spotykają się z potępiającą reakcją władz. Szkoda, że władza nie chce narazić się patriotycznym rasistom; tak się ich boi, tak okazuje im swoją słabość, tak woli zgadzać się na ich wyczyny i nie zadzierać z nimi, że jej rozlazła energia idzie w gwizdek i nie stać jej na odważne działanie i powiedzenie, co myśli o narastającej fali agresji, tupetu, a stać ją na radosne przyglądanie się umieraniu onegdajszych ideałów.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Odnośnie demokracji. Poseł to z nazwy posłaniec elektoratu, ktoś w rodzaju listonosza. Dziś idea reprezentacji politycznej straciła jakikolwiek sens. Joseph Schumpeter twierdzi, że władza ludu oznacza dziś przyzwolenie na rządy partyjnych elit, które tym ludem („zasobami ludzkimi”) zarządzają, poddając się co jakiś czas sprawdzianom wyborczym. Politologia nazywa to konkurencyjnym elityzmem (competitive elitism). Z kolei minister (od: minor – nieznaczny, niewyraźny) to, zgodnie z nazwą, sługa społeczności, w imieniu i dla której wykonuje swe urzędnicze obowiązki. Premier, pierwszy sługa. Starają się robić wrażenie zatroskanych tylko przez kilka tygodni co cztery, co pięć lat. Jak Nicolas Sarkozy, który podczas spotkania z wyborcami schował w panice do kieszeni drogocenny zegarek, by nie zakłócał obrazu prezydenta służącego zwykłym obywatelom. Krystian Lupa widzi na tzw. scenie politycznej pornograficzny spektakl, podczas którego ujawnia się rosnąca wciąż, chorobliwa żądza władzy polityków, kamuflowana w coraz bardziej infantylny sposób.