12.09.2024
Pod koniec sierpnia pisałem w SO, że „Oprócz prawa mamy zdrowy rozsądek”. Rzecz dotyczyła sporu jaki rozgorzał wokół rozporządzenia ministry Barbary Nowackiej dotyczącego lekcji religii w szkołach publicznych. Wydawałoby się, że już wszystko zostało powiedziane, również w wywiadzie ministry Nowackiej w GW, w którym zarzuciła stronie kościelne kłamstwa i oszczerstwa. Nie ma powodu, by jej nie wierzyć. Jednak warto na sprawę popatrzeć w szerszym kontekście.
W latach 2015-2023 doszło do systematycznego dewastowania porządku prawnego, politycznego i społecznego w Polsce. Zjednoczona Prawica, która dysponowała nie tylko większością parlamentarna, ale również podporządkowała sobie Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy, urządzała państwo po swojemu. Walnie jej w tym pomagał kościół katolicki, który był jednym z głównych beneficjentów zaprowadzonego przez rządy Jarosława Kaczyńskiego bezprawia.
Obecny rząd z trudem i ostrożnie próbuje naprawić zepsute prawo i uporządkować szkolnictwo rozregulowane przez dewastujące „reformy” kolejnych ministrów edukacji. Jednym z elementów tego nieporządku szkół publicznych są dwie godziny katechezy katolickiej, nad którą państwo nie ma żadnej kontroli. Od początku była ona i nadal jest obcym ciałem w świeckich szkołach, a katecheci, zwłaszcza jeśli są nimi księża, wyrośli na prawdziwych stróżów moralności i ortodoksji katolickiej w szkołach wpływając nie tylko na lekcje religii, ale i na porządek w całej szkole przez wprowadzanie rekolekcji, spowiedzi i tym podobnych praktyk religijnych. Obecne ministerstwo chce te sprawy uporządkować. Episkopat uznał, że to droga do programowej ateizacji społeczeństwa i wydał w tej sprawie sążnisty dokument.
Pytanie, gdzie byli biskupi, gdy PiS niszczył państwo musi pozostać retoryczne.
Oto najbardziej bulwersujący fragment komunikatu opublikowanego 4.09.2024 przez Radą Konferencji Episkopatu Polski ds. Społecznych i podpisanego przez jej przewodniczącego bpa Mariana Florczyka: „Podobnie jak w całym świecie, także i w Polsce, mamy do czynienia z różnymi negatywnymi zjawiskami. Niepokój budzą tendencje do ateizacji życia publicznego oraz eliminacji etyki ze sfery politycznej. Przykładem jest łamanie prawa przez organy państwa, w tym niewłaściwe traktowanie aresztowanych, wprowadzanie „prawa” do zabijania człowieka przez poszerzenie możliwości przeprowadzenia aborcji aż do 9. miesiąca życia dziecka, odchodzenie od wartości moralnych w wielu dziedzinach życia społecznego, szerzenie nienawiści, promowanie antagonizmów, zarządzanie konfliktami w przestrzeni społecznej, marginalizowanie znaczenia religii, odbieranie prawa do wyznawania wiary oraz eliminowanie symboli religijnych ze sfery publicznej”. Pozostawiam ten bełkot i stek insynuacji do oceny Czytelnikom SO, tym bardziej, że pochodzi od instytucji, która nadal jest w dużym stopniu na utrzymaniu państwa, które jakoby „ateizuje społeczeństwo”. Zalecam natomiast na nowo lekturę George’a Orwella i teksty poświęcone nowomowie po polsku Michała Głowińskiego. Polski biskupi dostarczają nowego materiału do analizy.
Moim zdaniem trudno o większa hipokryzję i zakłamanie. Jest w tym komunikacie wiele przekłamań i manipulacji. Szkoda, że szacowna komisja nie przestrzega ósmego przykazania dekalogu, by nie kłamać i nie dawać fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu. O czym już wielokrotnie przypominała ministra Nowacka.


Biskupi z ePiSkopatu, według swojej najlepszej wiary (bo na pewno nie wiedzy) są przekoani, że ani nie kłamią ani nie dają faszywego świadectwa pisząc i głosząc takie bzdury. Oni mają po prostu „inną narrację” czyli żyja w innej rzeczywistości, w której ich religia czyli ich świat jest ważniejszy od pozostałych sfer życia publicznego. Stąd mentorski ton wiedzących lepiej !
Obawiam się, iż „bliźni” według Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Społecznych (et consortes) oznacza kogoś zgoła innego aniżeli wedle Szanownego Autora…
Kościół tak naprawdę sam zmarginalizował religię, Jezus do Piłata nie powiedział że jego królestwo jest na ziemii a jego apostołowie mają się stopić z cesarstwem w jedno ciało. Kościół katolicki w przestrzeni kulturowej ale też mentalnej pojedynczych ludzi to gmach „hybris” w czystej postaci. Przykład co zrobią ludzie jeśli nie będą mieć nikogo nad sobą. To zmaterializowana projekcja ludzkich demonów ego i narcyzmu bez hamulców choćby w postaci społecznego wstydu. Jedynym lekarstwem byłaby radykalna prawda ale jak wiadomo ta ontologicznie „wojuje” z kościołem a ten boi się jej jak diabeł święconej wody
Zwracam uwagę, że „ateizacja życia publicznego” nie oznacza „eliminacji etyki ze sfery politycznej”; nie ma tu ani koniunkcji, ani implikacji, ale biskupów (księży) nie uczy się reguł logiki, tylko zasad biznesu. Co do lektur polecam LTI (Lingua Tertii Imperii) V. Klemperera.
Co się tyczy hipokryzji Kościoła, to jej kolejną odsłonę przedstawił wczoraj pryma Polak, troszcząc się o stres dzieci (i rodziców!) łączonych w grupy na lekcjach religii. Pełne cynizmu i fałszu jest zdanie: „Religia w szkole jest okazją do przekazywania wartości, uczenia dialogu, miłości bliźniego, szacunku. Ale także tego wszystkiego, co wiąże się z kulturowym i społecznym oddziaływaniem wiary chrześcijańskiej, która w Polsce ma silne korzenie i to od początku istnienia polskiej państwowości”. Jest tam też mowa o „kulturotwórczym i społecznym” charakterze lekcji religii w szkole i o tym, że „Pozbawiając dzieci i młodzież lekcji religii, pozbawimy ich istotnej części wychowania”…. Po tym faryzejskim wywodzie następuje apel o 'dialog, w imię troski o wspólne dobro” tzn. wychowanie dzieci i młodzieży.
Najpierw był donos na władze oświatowe Państwa do trybunału Przyłębskiej, a teraz prośba o rozmowy… Uczono mnie od dziecka, że z donosicielami się nie rozmawia, nie wiem jednak, co zrobi ministra edukacji.
Na korzyść Kościoła należy zapisać brak stwierdzenia, ze ateiści zjadają psy i koty, zanim się udadzą na bitwę w religią.
Rybnik, świeckie miasto w świeckim kraju, opublikowało zdjęcie „w intencji”. Intencja jest taka, żeby kierowcy uważali na ulicach na jeże i nie rozjeżdżali ich na miazgę. Należy podziwiać fotografa, który uchwycił jeża w ciekawej pozycji. Redaktorzy wykazali się dowcipnym skojarzeniem w dobrej intencji. Do grafiki dołączono również apel do kierowców: „Drodzy kierowcy, uważajcie na przechodzące przez drogę jeże. Nasi mali przyjaciele szukają swojego miejsca na przezimowanie”. Zdjęcie opublikowano, po czym rozpoczęła się bitwa o religię.
Andrzej Sączek z PiS, tegoroczny kandydat na prezydenta miasta, napisał: „Tekst żenujący i niesmaczny. Parodia modlitwy chrześcijańskiej na miejskim portalu jest niestosowna. Jak Wam nie wstyd. To obraza uczuć religijnych”.
Joanna Brzózka, radna PiS, napisała: „Wstyd, że tak kontrowersyjna publikacja pojawiła się na portalu Urzędu Miasta”. Radna nie wyjaśniła, co widzi kontrowersyjnego. Towarzysze, wicie, rozumicie.
Archidiecezja Katowicka: „Uważam, że grafika zamieszczona na oficjalnym profilu miasta jest niestosowna (…). Wykorzystane hasło jednoznacznie kojarzone jest z pieśnią religijną śpiewaną podczas katolickich pogrzebów. Poza osobami wierzącymi może obrażać także uczucia tych, którzy w ostatnim czasie stracili kogoś bliskiego”.
No i tym sposobem rozpętała się bitwa o jeża. Czekamy na Najświętszą Panienkę, żeby zstąpiła z nieba, pogoniła jeże, i przyszła z odsieczą prześladowanym katolikom.
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,31301491,miasto-opublikowalo-grafike-z-jezem-interweniowala-archidiecezja.html
Bardzo się cieszę, ze Senex przypomniał Klemperera i jego LTI. Mistrzowska analiza języka psutego przez nazistow języka niemieckiego. Dziś robi to z polszczyzna polski kler.
KRK walczy jak lew o swoje interesy materialne. Więcej lekcji to wyższe wynagrodzenia katechetów, ale także większe wpływy na fundusz kościelny i większe datki na tacę ( w proporcji do spodziewanej większej liczby wiernych). Używa przy tym argumentów wiary, etyki, stresu, wychowania i wielu innych tylko dlatego, że mu nie wypada powiedzieć prawdy. A prawda jest taka, że chodzi o pieniądze. Hipokryzja i zakłamanie „urzędników boga” jest podobna do ich apetytów materialnych – nieograniczona.
Stale trzeba przypominać, szczególnie politykom, że wierzących katolików jest w Polsce mniej niż 14%.
(Annuarium Statisticum Ecclesiae 13.9% communicantes). Wielu wciąż kupuje kłamstwo, jakoby Polska nadal była krajem katolickim i działa tak, jak gdyby to KK decydował o wyniku następnych wyborów.
Może i tak. Ale w mojej mieścinie tego nie widać. Własnie modlą się na wałach żeby pan Bóg zatrzymał powódż. Ja myślę że irracjonalne myślenie nas zgubi. Może tak ma być. Nie wiem. Ale religia trzyma się mocno. Za mocno.
Kiedyś modlili się o deszcz. No to przyszedł deszcz aż milo, choć z opóźnieniem. No to się modlą o brak deszczu. Można z góry założyć, ze kiedyś przestanie padać. Czyli modły zostały wysłuchane. Czyli modlitwy osiągają swój cel. No to jak tu się nie modlić?
Kolejna sprawa z serii „wierzchołek góry lodowej”. Tym razem w Drobinie kolo Płocka.
„Te dramatyczne historie, do jakich doszło na plebaniach w ostatnich kilkunastu miesiącach, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Wszędzie jest podobnie – mówi Tomasz Terlikowski, dziennikarz, publicysta radia RMF FM i pisarz.” Sprawę opisuje Newsweek W tym artykule moja uwagę zwraca, ze nikt nic nie wie, nikt nic nie widzi, nikt nic nie powie. Cytaty: „Ale to wszystko wiedzą z internetu, bo proboszcz niczego nie wyjaśnił, powiedział tylko, że na plebanii znaleziono ciało i że wikary Grzegorz zniknie z parafii.” […] „Ale mieszkańcy z reguły nie chcą rozmawiać o niedawnej tragedii na plebanii.” […] „Na żadne pytania odpowiadać nie będą, mają dość kamer i dziennikarzy. A proboszcza nie ma, pojechał na wycieczkę.” […] „Niech pani popatrzy, tam na ławeczce przy bibliotece całymi dniami przesiadują starsze panie i wymieniają informacje, są świetnie poinformowane. Ale obcemu nic nie powiedzą, bo boją się proboszcza. To nawet nie jest zmowa milczenia, po prostu nikt się nie chce wychylać. Proboszcz to człowiek starej daty, z tych, co to by chcieli, żeby ich na powitanie po rękach całować. Zamiast teraz poważnie porozmawiać z parafianami, pojechał na pielgrzymkę.”
Anonimowa parafianka: Ale najgorsze jest to, że nikt im nic nie mówi, wśród księży jest zmowa milczenia. Proboszcz w niedzielę słowem się nie zająknął, że to o Konrada chodziło. Podobno odmówił rodzicom wygłoszenia kazania na pogrzebie. Bo nie wie, co ma powiedzieć, nie zna chłopaka. Ale jak nie zna, skoro on trzy kilometry od kościoła mieszkał, tutaj był chrzczony i bierzmowany. Kuria w Płocku napisała, że biskupi łączą się w bólu z rodziną zmarłego, ale do rodziców Konrada nikt się nie odezwał – denerwują się. – I wszyscy mówią teraz o wikarym z Drobina, a o naszym wspaniałym dzieciaku nikt nie pamięta.
https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/smierc-na-plebanii-w-drobinie-obcemu-nic-nie-powiedza-boja-sie-tu-proboszcza/xsjflbp