11.07.2025
W ostatniej Polityce znany duet Sadura/Sierakowski prezentuje swoje przemyślenia dotyczące tego, co dzieje się w polskiej polityce. To nie jest standardowe opowiadanie o tym kto z kim, gdzie i kiedy spotkał się i co to może znaczyć – profesor Sadura i Sławomir Sierakowski, w oparciu o badania polskiego społeczeństwa prezentują gdzie jesteśmy, co takiego zmieniło się w postawach ludzi i jak to się ma do aktualnego układu sił na scenie. Wniosek jest jeden – stary układ się skończył, koniec duopolu PO-PiS, dinozaury mogą odejść (dinozaury to Tusk i Kaczyński).
To mocna teza, ale ważniejsze są przesłanki, które spowodują taką zmianę.
I tu jest najciekawiej – to nie chodzi o wiek Tuska i Kaczyńskiego, sama biologia to za mało. Mieliśmy a nawet mamy starszych ludzi robiących politykę – tu chodzi o zmianę postaw jaką widać u ludzi młodych, którzy wkraczają na scenę i do których należeć będzie władza za 10 – 15 lat. Gdyby w wyborach prezydenckich mogli uczestniczyć tylko ludzie młodzi 18 – 30 lat, to do drugiej tury weszliby Mentzen i Zandberg – takie są wyniki głosowania w tej grupie wiekowej. Na teraz wygrałby Mentzen, ale jak by to było za 10 lat trudno powiedzieć. Jedno jest pewne – idzie nowe, stare pojmowanie demokracji jako najlepszego z możliwych sposobów rządzenia nie jest już pierwszym wyborem młodego pokolenia. Nastąpiło i następuje odejście od tradycyjnie pojmowanej demokracji jako systemu uniemożliwiającego dojście do władzy autokratom, tyranom, satrapom, liczy się przede wszystkim skuteczność, a z nią w demokracji nie jest dobrze. Demokracja kojarzy się z kłótnią, sporami, niską skutecznością rządów i brakiem sukcesów w realizacji nawet zapowiadanych reform. Ponad półtora roku rządów Tuska nie poprawia tego wizerunku, z zapowiadanych 100 nie zrealizowano nawet 20 obietnic – to była jedna z przyczyn przegranych wyborów prezydenckich.
Skuteczne są te systemy, które za nic mają prawo a nawet Konstytucję, jak trzeba, to uchwalają ustawy na jednym posiedzeniu Sejmu i podpisują je u „swojego” prezydenta. Prezes PiS i Zbigniew Ziobro zapowiadają po powrocie do władzy szybkie i skuteczne działania, rozliczenie wszystkich, którzy, ich zdaniem, łamią prawo, prawo które PiS świadomie i celowo zmieniał tak, by było zabezpieczeniem jego rządów polegających głównie na łamaniu prawa.
Tyle z tego, co dotyczy bieżącej sytuacji. Mnie zainteresowały te wątki, które skupiały się na przyczynach zamiany postaw ludzi młodych. Sadura i Sierakowski wskazują na zmianę pokoleniową, na odejście od tradycyjnego podziału na postkomunistów i demokratów, ludzie młodzi nie pamiętają już lat 80-tych, lat stanu wojennego, zmiany jak zaszła w 90 roku i budowania nowego porządku, nowego świata w którym to polska Solidarność była znakiem czasu.
Jeżeli padła już kategoria pokolenia, pokolenia w znaczeniu socjologicznym, to może warto przypomnieć jak takie myślenie, myślenie kategorią pokolenia było obecne w Polsce, od zarania niepodległości odzyskanej po ponad 120 latach zaborów. W 1918 roku powstało polskie państwo i trwało tylko dwadzieścia lat. Przyszła wojna i państwo polskie przestało istnieć. W latach wojny i okupacji na scenie pojawiło się pokolenie Kolumbów – rocznik 1920, ludzi którzy w dniu napaści Hitlera na Polskę mieli 19 lat. To oni, po przegranej kampanii wrześniowej tworzyli ruch oporu, Armię Krajową, to oni „zrobili” Powstanie Warszawskie. Wojna i okupacja formatowały tych ludzi a to, że Polska na dziesięciolecia trafiła do strefy wpływów Związku Radzieckiego było poza ich wyborem. Lata PRL zostały w pamięci jako ponure lata, Polska była w obozie państw socjalistycznych w podzielonym żelazną kurtyną świecie. Rok 1989, rok wielkiej zmiany, zapoczątkował procesy demokratyzacji, i trudne i bolesne dla wielu ludzi rozliczenia, których skutki trwają do dziś.
Tak jak możemy mówić o pokoleniu Kolumbów tak możemy, mogliśmy mówić o pokoleniu Solidarności. Bohaterowie Solidarności to już starsi ludzie, ich udział na scenie jest pochodną sprawności, wielu nich już nie ma… Myślę, że wspólnym dla obu tych kategorii pokoleniowych było, że podstawą ich działań były wartości. Wartości, a nie interes. Ludzie robili to, co robili nie dla uzyskania osobistych korzyści, a wręcz przeciwnie – działania takie wiązały się często z zagrożeniem utraty życia albo wolności. Patrząc z takiej perspektywy to nawet czasy PRL były takimi, w których ludzie podejmowali działania, różne działania ze względu na jakąś idee, jakieś wartości.
Teraz jest inaczej, młodzi są zorientowani na siebie, wartości są bez znaczenia, jeżeli nie przynoszą osobistych korzyści. To dlatego program Konfederacji obiecujący obniżenie podatków, ograniczenie pomocy socjalnej, na którą trzeba płacić – a płacić będą ci co pracują na rzecz tych, którzy nie pracują, bo są już albo starzy albo niesprawni. Nie solidaryzm a darwinizm społeczny, ważni są ci, którzy odnieśli sukces mierzony w pieniądzach. To pieniądze dają prestiż, a jeśli idzie się do władzy, to przede wszystkim dlatego, że władza to pieniądze….
Jeżeli tak jest, a jest, to czeka nas gwałtowna zmiana wszystkiego. Poglądy takie, jakie głosi Konfederacja są podstawą wszystkich populizmów, a jej krańcowe skrzydło głosi nawet poglądy jawnie faszystowskie – patrz Grzegorz Braun. Jeżeli utrzyma się obecny trend, jeżeli populiści nadal będą rośli w siłę w Polsce, ale i w świecie, to tym co nieuchronne będzie nowa wielka wojna, wojna wszystkich ze wszystkimi. Tak jak pisał o tym klasyk starej socjologii Thomas Hobbes.
Pewnie zdarzy się coś, co może zmienić obecną sytuację. Ale to, że nie wiemy, co to może być jest wystarczającym powodem do zmartwienia…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Znaczenie pokolenia Solidarności dzisiejsi uzurpatorzy związkowi próbują rozmyć przejmując nazwę i wywieszając na swej siedzibie w Gdańsku na Wałach Piastowskich ogromne hasło: „45 lat Solidarności”. Tak, jakby Piotr Duda był kontynuatorem Sierpniowych idei. – Przez pewien czas mówiło się też o pokoleniu JP2, niedługo, bo okazało się, że mało kto identyfikuje się z tym określeniem.
To pokolenie JP2 to efemeryda, to raczej „chciejstwo” a nie rzeczywistość. Bezpośrednio po śmierci Jana Pawła to nawet kibice zwaśnionych od zawsze klubów piłkarskich przekazywali sobie znak pokoju. Ale to tylko chwila, po krótkim czasie wracało to co było. To prawda nie możemy mówić o pokoleniu JP2 tak jak o tych innych, o których mowa w tekście
Jeszcze taki mały dodatek do tematu pokoleń. Właśnie ukazała się książka znanego profesora Nowojorskiego Uniwersytetu Jonathana Haidta „Niespokojne pokolenie” opisująca to pokolenie obecnych nastolatków, które urodziło się ze smartfonem i spędza z nim całe dzieciństwo. Haidt pisze o tym jako psycholog społeczny wykazując jakie spustoszenia w psychice dzieci to robi i co z tego wynika dla społeczeństwa jako całości. To będą/są zupełnie inni ludzie niż kiedyś, to będzie inny świat niż kiedyś.
Inny to nie znaczy że lepszy…
Byłbym ostrożny z wnioskami o końcu duopolu. Na razie dwie partie PO i PiS stanowią potęgę – polityczną a także ekonomiczną. Szacuje się ostrożnie, że ludzie PiS ukradli w okresie 2015-2023 łącznie około 100 miliardów złotych w różnych formach – od wyprowadzenia z budżetu państwa, do wypompowania ze spółek skarbu państwa. PO jest silna potęgą finansową zaplecza wyborczego. Dla tych partii rozegranie Mentzena czy Zandberga jest dość prostą sprawą, zwłaszcza, że obydwaj reprezentują raczej niewielkie odłamy elektoratu i ekstremistyczne poglądy, z perspektywy poglądów charakterystycznych dla obydwu wielkich plemion.
Wejście młodzieży 18-30 odbędzie się z opóźnieniem, bo najpierw po władzę po Tusku i Kaczyńskim sięgną 60 i 50-latkowie, a młodzież dzisiejsza stosownie się w tym czasie zestarzeje.
*
Odrzucenie demokracji może nastąpić, choć to co mamy od 1989 roku jest demokracją fasadową, coraz bardziej wykoślawioną. Zupełną karykaturą demokracji jest prymitywne sfałszowanie ostatnich wyborów i kompletna bezkarność sprawców. Co więcej, fakt sfałszowania jest zarówno na rękę sprawcom (PiS) jak i ofiarom (PO), oraz szerokiej rzeszy pożal się boże „ekspertów” -głównie socjologów od przepływów elektoratu, którzy miarodajnie wypowiadają sie o fałszerstwach zapominając, że nie maja jakichkolwiek narzędzi pomiaru fałszerstw. Wtóruja im dziennikarze mainstreamowych mediów. Ofiary tego stopnia popierają fałszerstwa, że Adam Bodnar (przecież nie samowolnie) zrobił wszystko aby nie przeliczać głosów w 1482 komisjach wskazanych jako najbardziej podejrzanych w szeregu poważnych opracowaniach naukowych, począwszy od dr Kontka. Ciekawe jak zachowają się wyborcy PO, po zaprzysiężeniu alfonsa obywatelskiego, oraz w następnych wyborach ? Kto przy zdrowych zmuysłach miałby bronić tak koślawej demokracji ?
*
Mentzen i Zandberg nie ukrywają ciągot autorytarnych, choć wiemy jak skończył się zarówno nazizm jak i bolszewizm. Widocznie brunatna fala raz na 100 lat musi spustoszyć Europę !