18.10.2025

W powszechnym odbiorze ideologii totalitarnych takich jak komunizm czy faszyzm dominuje przekonanie, że było to systemy ateistyczne i wymierzone przeciw chrześcijaństwu. Jednak coraz więcej badaczy wskazuje na religijne korzenie tych zjawisk. Wystarczy przypomnieć niezwykle interesującą książkę Marcina Kuli Religiopodobny komunizm, w której wskazał daleko idące podobieństwa komunistycznych rytuałów z chrześcijańską obrzędowością. Podobne badania pojawiają się w kontekście faszyzmu.
Jedną z najśmielszych tez postawił Richard Steigman-Gall w wydanej właśnie po polsku książce Święta Rzesza. Religijne wymiary ideologii nazistowskiej, w której ni mniej, ni więcej pisze, że nazizm że swej natury wcale nie był antychrześcijański, czy wręcz pogański, ale wprost przeciwnie, czerpał pełnymi garściami właśnie z chrześcijaństwa. To idąca przeciw dość powszechnemu przekonaniu śmiała teza postawiona w 2003 roku, kiedy książka ukazała się po angielsku, wzbudziła szeroki międzynarodowy rozgłos i nie spotkała się z radykalnym odrzuceniem. Andrzej Dominiczak (polski tłumacz książki wraz z Marcinem Barskim), stwierdził, że „Święta Rzesza jest zarówno dogłębnie zbadana, jak i przemyślanie uargumentowana. Jest to pierwsza analiza porównawcza przekonań religijnych czołowych nazistów i aktualne przypomnienie bliskich związków między liberalnym protestantyzmem a narodowym socjalizmem. To ważna i oryginalna książka napisana przez utalentowanego młodego uczonego, która zasługuje na jak najszersze grono czytelników”. Znalazłem się w ich gronie i muszę przyznać, że książka robi ogromne wrażenie przede wszystkim solidnym warsztatem naukowym i odwołaniem się do istniejącej literatury przedmiotu (niestety tylko do pierwszych lat XXI wieku), a przede wszystkim do źródeł z czasów, o których opowiada (1919-1945). Przy ostatnim przypisie figuruje numer 1250. Od czasu ukazania się Świętej Rzeszy wiele się wydarzyło. Przede wszystkim powstały trzy znakomite książki Richarda Evansa poświęcone powstaniu, panowaniu i klęsce Trzeciej Rzeszy. Evans w pewnym sensie pokazał, że nazizm hitlerowski był zjawiskiem wpisanym w życie codzienne Niemców, co jest trafnym komentarzem do interesującej nas książki Richarda Steigman-Galla, który wskazuje na jego kompatybilność z główną religią wyznawaną przez zwolenników Hitlera i jego samego zresztą.
Dla mnie była to też lektura potwierdzająca moje własne intuicje wyrażone wspólnie z Arturem Nowakiem w naszej książce Antysemickie chrześcijaństwo. Mówiąc krótko. Wyraźny flirt chrześcijaństwa z ideologią faszystowską, to nie był wyjątek, ale raczej przykład potwierdzający regułę. Chrześcijaństwo na przestrzeni blisko 2000 lat swojej historii nie tylko znakomicie dogadywało się z dominującymi ideologiami, ale stanowiło istotny element ich religijnego umocowania w życiu swoich wyznawców.
Zdaję sobie sprawę, że jest to teza mocna i kontrowersyjna. Jednak jej sprawdzianem jest sama historia i przywołane zarówno przez nas, jak i przez Richarda Steigman-Galla fakty. Proponuję spokojną lekturę tej ważnej książki, która zwłaszcza w społeczeństwie ciągle jeszcze odwołującym się do chrześcijaństwa, a zwłaszcza do katolicyzmu jako swojej tożsamości, powinna dać do myślenia. Od razu też dodam, że lektura Świętej Rzeszy pozostawiła we mnie również poważne poczucie niedosytu w sposobie traktowania właśnie katolicyzmu. Podczas gdy kościoły protestanckie zostały potraktowane uważnie i wyczerpująco, jeden z najważniejszych faktów w życiu niemieckich katolików, czyli zawarcie Konkordatu przez Watykan z hitlerowskimi Niemcami 20 lipca 1933 roku, pozostał praktycznie niezauważony. W książce opisującej miejsce religii w ideologii nazistowskiej jest to poważne zaniedbanie.
Wydaje mi się, że najlepszym sposobem zachęcenia do lektury Świętej Rzeszy będzie przywołanie kilku, najbardziej moim zdaniem znaczących, jej fragmentów. Otóż we wprowadzeniu, omawiając wzrastającą falę publikacji poświęconych Trzeciej Rzeszy, autor stwierdza: „W okresie ostatnich dwudziestu lat niemal wszystkie aspekty narodowego socjalizmu zostały poddane krytycznej analizie. Wciąż trwają spory o to, czy nazizm był nowoczesny czy wręcz odwrotnie: antynowoczesny? Postępowy czy reakcyjny, kapitalistyczny czy socjalistyczny? Wreszcie: czy był ruchem klasy średniej, czy raczej wszystkich klas społecznych? Co do jednego panuje jednak pełna zgoda. Powszechnie uważa się, że – niezależnie od tego, jak wielu chrześcijańskich duchownych popierało działalność lub ideologię nazistów i w jakiej mierze czerpała ona z chrześcijańskiej tradycji – nazizmu jako takiego nie można uznać za ruch chrześcijański. Wprost przeciwnie. Zdecydowanie przeważała opinia, że narodowy socjalizm był ruchem antychrześcijańskim. Niniejsza praca ma na celu ponowne zbadanie zasadności tego szeroko rozpowszechnionego stanowiska, a uczynić to zamierzam poprzez analizę poglądów religijnych członków elit partyjnych, z uwzględnieniem tych spośród nich, których określano mianem ‘pogan’”. To zadanie Richard Steigman-Gall zrealizował z pełnym sukcesem.
Zacznijmy od samego Hitlera, a dokładnie o przemówienia wygłoszonego kilka dni po objęciu urzędu Kanclerza Niemiec. Otóż nowo wybrany Kanclerz Niemiec: „Dwa dni po przejęciu władzy, 1 lutego 1933 roku, Hitler po raz pierwszy przemówił do Niemców jako kanclerz Rzeszy. Jego pierwsze słowa brzmiały: ‘Jako przywódcy narodu i rząd państwowy jesteśmy zdecydowani wypełnić misję, jaką nam powierzono, ślubując wierność Bogu, naszym sumieniom i naszemu ludowi’. Dalej Hitler stwierdził między innymi: ‘Za swój pierwszy i najważniejszy obowiązek rząd uważa odbudowę ducha naszego ludu i przypomnienie celu, jaki mu przyświeca. Rząd będzie bronił i umacniał fundamenty, na których opiera się potęga naszego narodu. Szczególną ochroną objęte będzie chrześcijaństwo jako podstawa naszej zbiorowej moralności i rodzina jako podstawowa komórka naszego państwa i narodu’”. To przemówienie, ale również szereg innych działań zwycięskiej partii nazistowskiej, na którą – przypomnijmy – głosowało 10 milionów Niemców, przekonały społeczeństwo również do instytucjonalnego chrześcijaństwa. Do kościołów zarówno protestanckich jak i do katolickiego zaczęło wracać coraz więcej ludzi, którzy w pierwszej dekadzie Republiki Wajmarskiej te kościoły opuszczali. Pisze Richard Steigman-Gall: „Nie łamiąc prawa, Hitler i jego ruch osiągnęli swój główny cel – Trzecią Rzeszę. Dla wielu członków NSDAP nadszedł czas zjednoczenia kraju, podczas gdy, zdaniem innych, był to dopiero początek rewolucji. Rok ten okazał się równie ważny dla niemieckich Kościołów chrześcijańskich. Dekada Republiki Weimarskiej charakteryzowała się szybkim spadkiem liczby wiernych, zwłaszcza w Kościołach protestanckich. Od połowy lat dwudziestych w ramach ruchu Kirchenaustritt (wystąpień z Kościoła) każdego roku około 200 tysięcy osób formalnie zrzekało się członkostwa w Kościele, podczas gdy tylko 50 tysięcy doń przystępowało. Tymczasem w 1933 roku liczba wystąpień zmalała do około 50 tysięcy, podczas gdy liczba nowych członków w ciągu jednego roku wzrosła niemal siedmiokrotnie: do około 325 tysięcy”. Jest to zjawisko zdumiewające, a w każdym razie dające do myślenia.
Autor Świętej Rzeszy sporo uwagi poświęca bliskiemu współpracownikowi Hitlera i głównemu demagogowi Trzeciej Rzeszy Josephowi Goebbelsowi i wnioski do jakich dochodzi są równie ciekawe, jak te na temat jego szefa: „Odwołanie Goebbelsa do Boga było czymś więcej niż prostym deizmem oderwanym od chrześcijańskiej treści. W jego światopoglądzie Chrystus zajmował miejsce centralne. Jego fascynacja osobą Syna Bożego była czymś więcej niż tylko propagandowym zabiegiem, mającym na celu uświetnienie nazizmu pobożnymi aluzjami do Biblii; graniczyła wręcz z ewangelizacją: ‘Rozmawiam z Chrystusem. Wierzyłem, że go pokonałem, ale pokonałem tylko jego bałwochwalczych kapłanów i fałszywe sługi. Chrystus jest surowy i nieustępliwy’.”
Może to wystarczy choć nie mogę się powstrzymać przed przywołaniem jednej z ostatnich konstatacji amerykańskiego autora, kiedy zastanawia się jak to możliwe, że tak wielu chrześcijan potrafiło pogodzić swoją religię, z jej głównym przykazaniem miłości Boga i bliźniego oraz przebaczania uraz aż siedemdziesiąt siedem razy, z morderczą praktyką hitleryzmu. Nie daje jednoznacznej odpowiedzi, raczej pozostawia czytelnika z otwartym i niepokojącym pytaniem: „’Prawdziwe chrześcijaństwo’ to miłość bliźniego i sprawiedliwość dla pokornych. Jednak jest też druga strona medalu. Jak ujął to teolog Richard Rubenstein: ‘Świat obozów śmierci i społeczeństwo, które one rodzą, ujawniają stopniowo narastającą ciemną stronę cywilizacji judeochrześcijańskiej. Cywilizacja oznacza niewolnictwo, wojny, wyzysk i obozy śmierci. Oznacza również higienę medyczną, wzniosłe idee religijne, piękną sztukę i wykwintną muzykę’. Innymi słowy, chrześcijaństwo może być źródłem tej samej ciemności, którą oficjalnie potępia. Istnieje ryzyko w przedstawianiu jakiegokolwiek aspektu nazizmu jako ‘normalnego’. Jednak konsekwencją takiego stwierdzenia nie jest próba jego usprawiedliwienia, lecz uświadomienie sobie, że nazizm jest nam bliższy, niż chcielibyśmy przyznać. Odkrycie, że wielu nazistów postrzegało siebie lub swój ruch jako chrześcijański, wywołuje w nas dyskomfort. Jednak właśnie to poczucie niepokoju sprawia, że tym bardziej powinniśmy zmierzyć się z tym faktem i spojrzeć mu prosto w oczy”.
No właśnie powinniśmy, zwłaszcza w katolickiej Polsce gdzie nie tylko nie brak entuzjastów odradzającego się faszyzmu, ale potrafią godzić swój entuzjazm z gorliwym pielgrzymowaniem na Jasną Górę.


Parafrazując klasyka można stwierdzić że nie da się zrozumieć nazizmu bez chrześcijaństwa, machina ludobójstwa działa tylko wtedy jeśli jest naoliwiona teologią tak było od zdobywania Kanaanu przez Żydów po Ruande w latach dziewięćdziesiątych
Recenzja koncentruje się na poruszaniu niepokojących, wciąż aktualnych pytań o związki chrześcijaństwa z totalitaryzmem. Autor podkreśla najważniejszą wartość pracy Steigmanna-Galla – obalenie powszechnego, wygodnego przekonania o ateistycznym charakterze nazizmu. Jak wskazuje recenzent, amerykański historyk z Kent State University przedstawił prowokacyjną, lecz solidnie udokumentowaną tezę, że nazizm nie tylko nie był antychrześcijański, ale wręcz czerpał z chrześcijaństwa.
Szczególnie przekonująca jest obserwacja dotycząca „pozytywnego chrześcijaństwa” propagowanego przez nazistów, oraz wzrostu liczby wiernych w niemieckich kościołach po przejęciu władzy przez Hitlera – z 50 tysięcy nowych członków rocznie w okresie Republiki Weimarskiej do 325 tysięcy w 1933 roku. Ten niepokojący fakt, który Obirek nazywa „zjawiskiem zdumiewającym”, rzeczywiście domaga się głębszej refleksji.
Recenzent wskazuje także istotną lukę w pracy Steigmanna-Galla – zbyt powierzchniowe potraktowanie roli katolicyzmu, zwłaszcza pominięcie konkordatu z lipca 1933 roku między Watykanem a hitlerowskimi Niemcami. To konstruktywna krytyka, która nie umniejsza wartości recenzowanego dzieła, lecz wskazuje kierunki dalszych badań.
Bardzo ważne jest powiązanie tej lektury z polskim kontekstem – Autor otwarcie mówi o „entuzjastach odradzającego się faszyzmu” w Polsce, którzy „potrafią godzić swój entuzjazm z gorliwym pielgrzymowaniem na Jasną Górę”. Odważna, i aktualna diagnoza nadaje recenzji wymiaru nie tylko historycznego, ale i społeczno-politycznego.
Recenzja profesora Obirka zachęca do „spokojnej lektury” i intelektualnej odwagi w konfrontacji z niewygodnymi faktami historycznymi. To głos wolny od apologetyki, ale i od nienawiści – głos historyka i humanisty, dla którego prawda jest ważniejsza niż wygodne mity.
Nieczęsto zdarza się, by felieton działał jak zwiastun intelektualnego katharsis. Ten jednak zadziałał: skłonił mnie do sięgnięcia po książkę, i to nie z obowiązku, ale z autentycznego zainteresowania.
Nie wiem, czy to zasługa klarowności narracji, celnej argumentacji czy mojej słabości do Pana Obirka i jego trafnych tropów interpretacyjnych, ale po tej lekturze po prostu musiałem sięgnąć po „Świętą Rzeszę”. I nie żałuję. Czekam na kuriera.
Felieton napisany jest z erudycją, ale bez zadęcia; z ironią, ale bez jadu. Przede wszystkim jednak działa jak dobry zwiastun: nie zdradza wszystkiego, ale wystarczająco wiele, by zasiać niepokój poznawczy. Świadomość, że nazizm nie był czysto pogański ani ateistyczny, lecz że miejscami czerpał z chrześcijaństwa, to nie tylko kontrowersja akademicka, ale pytanie o granice kompromisu między wiarą a ideologią.
Autor felietonu nie udaje neutralnego komentatora. I bardzo dobrze. Jego entuzjazm dla książki Steigman-Galla jest szczery, ale nie bezkrytyczny. Zauważa przemilczenia (jak brak szerszego omówienia roli katolicyzmu i Konkordatu z 1933 roku), ale nie umniejsza wagi całości. To nie pean, to partnerska rozmowa z autorem książki poprzez tekst.
To wszystko sprawia, że felieton działa jak intelektualna przystawka: zostawia czytelnika z apetytem na więcej.
I dobrze. Bo w kraju, w którym religia i polityka wciąż idą pod rękę jak dziadek z wnuczkiem na procesji, pytanie o flirt Kościoła z autorytaryzmem nie powinno być tabu.
Świetna robota. Albo inaczej: potrzebna.
W ferowaniu tego rodzaju opinii wiele (jeśli nie wszystko) zależy od osobistej wiary w sens nauczania Jezusa z Nazaretu i – wolnego od fundamentalistycznych anachronizmów – jego rozumienia.
Ja bym jednak broniła (niekoniecznie powszechnej) opinii, że „niezależnie od tego, jak wielu chrześcijańskich duchownych popierało działalność lub ideologię nazistów i w jakiej mierze czerpała ona z chrześcijańskiej tradycji – nazizmu jako takiego nie można uznać za ruch chrześcijański […] narodowy socjalizm był ruchem antychrześcijańskim”.
Makiaweliczne „czerpanie z chrześcijaństwa” to przecież nie to samo, co autentyczna chrześcijańskość (nie mylić z instytucjonalnym chrześcijaństwem). Fakt, że czerpali z niego tacy zbrodniarze, jak cytowani tu Hitler i Goebbels, jedynie to potwierdza.
To zależy jak na to spojrzeć czy na chrześcijaństwo idealne jako nauki Jezusa z Nazaretu czy na chrześcijaństwo kleru z wyprawami krzyżowymi i gettem w Państwie Kościelnym. Sam Jezus by się zdziwił gdyby zobaczył to całe chrześcijaństwo bo kompletnie nie o to chodziło wszystko poprzekręcane, statek szaleńców: https://niezlasztuka.net/o-sztuce/hieronim-bosch-statek-glupcow/
Dlatego napisałam, że „czerpanie z [instytucjonalnego} chrześcijaństwa” to nie to samo, co autentyczna chrześcijańskość. Ta ostatnia też zresztą bywa anachroniczną skamieliną, jeśli wersety biblijne traktuje się jako literalnie rozumiane słowa Boga. Rzecz w tym że z polisemantycznej Biblii można wyczytać WSZYSTKO, w co jest się skłonnym wierzyć.
Rozróżnienie na pierwotny impuls mistyczny z jakiego powstały różne religie i ich późniejsze instytucjonalne skostnienie to fascynujący problem badawczy. Podobnie jak wykorzystywanie przez zbrodnicze ideologie odpowiadających im elementy religijne. Badanie tego zjawiska nie przesadza o wartości danej religii tylko wskazuje na realne niebezpieczeństwa. O tym jest ta książka.
Jaka byla reakcja niemieckich kapelanów na popelniane zbrodnie, których byli naocznymi świadkami ? Czy informowali swoich biskupów i Watykan ? Czy zostala już odtajniona korespondencja arcybiskupa krakowskiego Sapiehy z Piusem XII ?
Pytanie p. J. Sawickiego być może znalazła odpowiedz w książce kanadyjskiej badaczki. Doris L. Bergen, Między Bogiem a Hitlerem. Kapelani wojskowi w służbie nazizmu, która właśnie ukazała się po polsku. Jak pisze wydawca: „ Między Bogiem a Hitlerem to nie tylko opowieść o uwikłaniu religii w nazizm, lecz także uniwersalna refleksja o tym, jak instytucje wiary mogą zostać wykorzystane do usprawiedliwiania najcięższych zbrodni przeciwko ludzkości”. No właśnie.