01.11.2025
Kolega, dyrektor szkoły społecznej dzwoni od czasu do czasu by porozmawiać na różne tematy, które nazywa „Śniadanie z mistrzem” (https://szkolazcharakterem.pl/sniadanie-z-mistrzem/). Znalazłem się w tym gronie kilka lat temu i bardzo sobie te rozmowy cenię. Bo Jacek, tak ma na imię ów dyrektor, zadaje bardzo ciekawe i często zaskakujące pytania. Ostatnio umyślił sobie byśmy porozmawiali o Stanisławie Brzozowskim jako tłumaczu J. H. Newmana. No i rozmawialiśmy blisko godzinę, a pretekstem był głównie Newman jako nowy doktor kościoła. Nie wiem na ile to uczniów szkoły podstawowej i średniej zainteresuje, ale dla mnie była to ciekawa rozmowa. Pomyślałem, że warto też kilka zdań napisać o tym do SO.
Otóż kościół katolicki do chwili obecnej ogłosił 37 doktorów kościoła. Są wśród nich 4 kobiety. Od 1 listopada 2025 roku ta liczba zwiększyła się o jeszcze jednego. Leon XIV w tym dniu ogłosił doktorem Johna Henry’ego Newmana (1801-1890). Przegląd dotychczas obdarzonych tą godnością postaci nie pozwala na jednoznaczne określenie przymiotów, które jednoznacznie wskazywałyby kryteria jakimi się kierują papieże (bo to oni ogłaszają ten tytuł). Tę praktykę rozpoczął w średniowieczu papież Bonifacy VIII ogłaszając w 1298 roku czterech doktorów (Ambroży, Augustyn, Hieronim i Grzegorz). Kolejnym w 1567 i 1568 był Pius V, który ogłosił pięciu doktorów (Tomasz z Akwinu, Atanazy, Bazyli, Grzegorz z Nazjanzu i Jan Chryzostom). Kolejni papieże ogłaszali przeważnie po jednym doktorze. Ciekawe, że dopiero Paweł VI w 1970 roku ogłosił dwie kobiety doktorami kościoła. Były to Teresa z Avila i Katarzyna Sieneńska. W jego ślady poszli następcy, Jan Paweł II w 1997 przyznał ten tytuł Teresie z Lisieux, a Benedykt XVI Hildegardzie z Bingen w 2012. Franciszek ogłosił dwóch doktorów w 2015 Grzegorza z Nareku i w 2022 Ireneusza z Lyonu.
No i Leon XIV dołączył do tego grona konwertytę z anglikanizmu Johna Henry Newmana. Były też próby by listę wzbogacić o polskich świętych (wszyscy doktorzy zostali wcześniej kanonizowani) św. Jana Pawła II i św. Faustynę, ale jak na razie te starania spełzły na niczym.
Warto przywołać uzasadnienie tej nominacji jakie podał Leon XIV w czasie mszy odprawionej 1 listopada na placu przez Bazyliką św. Piotra w Rzymie: „Obecne wyzwania mogą czasami wydawać się przekraczać nasze możliwości, ale tak nie jest. Nie pozwólmy, aby pokonał nas pesymizm! Pamiętam, jak mój umiłowany Poprzednik, Papież Franciszek, podkreślił w swoim przemówieniu podczas pierwszego zgromadzenia plenarnego Dykasterii do spraw Kultury i Edukacji, że musimy wspólnie pracować, aby uwolnić ludzkość od otaczającej ją ciemności nihilizmu, który jest, być może, najniebezpieczniejszą chorobą współczesnej kultury, ponieważ grozi „wymazaniem” nadziei. Odniesienie do otaczającej nas ciemności przypomina nam o jednym z najbardziej znanych tekstów św. Johna Henry’ego, hymnie Lead, kindly light („Prowadź mnie, Światło”). Poprzez tę niezwykle piękną modlitwę zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy daleko od domu, że nasze stopy się chwieją, że nie potrafimy wyraźnie rozszyfrować horyzontu”. A rozpoczynając to kazanie Leon mówił: „W dzisiejszą uroczystość Wszystkich Świętych wielką radością jest wpisanie św. Johna Henry’ego Newmana do grona Doktorów Kościoła, a jednocześnie, z okazji Jubileuszu Świata Wychowania ogłoszenie go – wraz ze św. Tomaszem z Akwinu – współpatronem wszystkich osób zaangażowanych w proces wychowawczy. Imponująca postać kulturowa i duchowa Newmana będzie inspiracją dla nowych pokoleń, których serca pragną nieskończoności, i które są gotowe do dokonania, poprzez poszukiwania i poznanie tej podróży, która, jak mawiali starożytni, prowadzi nas per aspera ad astra, czyli przez trudy do gwiazd”. Nie ma wiec w przekazie Leona straszenia współczesnym światem, nie ma mowy o cywilizacji śmierci, ale wskazywanie kierunku, w którym każdy człowiek, niezależnie od osobistych przekonań, może podążać. Nie jestem entuzjastą obecnego papieża, który mi się jawi jako postać bez wyrazu, ale trzeba mu oddać, że przynajmniej nie szuka wrogów w dzisiejszym świecie, od czego nie stronili jego poprzednicy.
Może jeszcze dodam, że J. H. Newmanem zajmuję się okazjonalnie od lat. Gdy prof. Przemysław Mroczkowski wydał tłumaczenie „Idei uniwersytetu” przekonywał mnie, że warto ją wcielić w życie uczelni jezuickiej, na której wtedy pracowałem. Skończyło się na napisaniu recenzji z tej książki do nieistniejącego już dzisiaj miesięcznika jezuickiego „Przegląd Powszechny”. Jezuici raczej nie kwapili się do zgłębiania myśli autora „Idei uniwersytetu” i woleli myśl Jana Pawła II, którą zgłębiają do dzisiaj. A przed kilku lat redaktor pisma „Człowiek i Społeczeństwo” przekonał mnie do napisania artykułu „Nowe spojrzenie na koncepcję uniwersytetu Johna Henry’ego Newmana”. Na ile pamiętam to przewodnią myślą wykładów Newmana (książka to zbór wcześniej wygłoszonych wykładów) było przekonanie studentów do bezinteresownego studiowania przeszłości bez troski o bezpośrednie wykorzystywanie zdobytej wiedzy w tzw. pracy duszpasterskiej. Trudno o większy kontrast z dzisiejszymi szkółkami katolickimi, które nie widzieć czemu dołączają do swoich konfesyjnych poczynań tytuł uniwersytetu.
Może po ogłoszeniu Newmana doktorem kościoła nastąpi jakiś wzrost zainteresowania w Polsce. Na razie tego nie widzę i być może to nota dla SO będzie jedynym moim wkładem w popularyzację myśli tego ciekawego człowieka. Nie liczę bowiem religijnych fanatyków, którzy próbują przekonać swoich czytelników, słuchaczy i widzów, że Newman całe życie zajmował się walką z modernizmem. Moim skromnym zdaniem trudno o większą bzdurę, no ale skoro tak mówi i pisze redaktor jednego z tygodników noszących w podtytule jego nazwisko to zapewne jego wielbiciele mu uwierzą. Zresztą rzeczony redaktor nie jest odosobniony, sam fakt, że wielu teologów uważa go za reprezentanta polskiej myśli teologicznej jest wystarczająco wymowny.


Rzeczywiście, przypisywanie Newmanowi walkę z modernizmem to bzdura. Tym większa, że już 100 lat temu uważano, że anglikański, a potem katolicki duchowny sprzyjał temu nurtowi – w literaturze, sztuce i… w religii.
Myślę, że Newman zasługuje na odzielne potraktowanie na łamach SO bo nie tylko fundamentaliści religijni w Polsce zechcą z niego zrobić swego swego herolda, ale również zwolennicy duchowości oderwanej od twardych faktów z jego biografii zechcą zrobić z niego pantrona (całe życie był atakowany zarówno przez „prawdziwych katolików” jak i przez „prawdziwych anglikanów”).
A ja myślę, że gdyby Newmanowi przyszło żyć sto lat później, w naszych czasach, nie zdecydowałby się na konwersję z anglikanizmu na katolicyzm. A jego hagiograf z „Rzeczpospolitej” niejaki Maciejewski nie miałby tak wielkich powodów do radości…
Katolicy nie powinni się cieszyć z kolejnego doktora ponieważ tracą wtedy ogląd całości a jest nim to że religia katolicka jest dość mocno nihilistyczna. Praktykując katolicyzm dba się o tzw „łaskę uświęcającą” a traci się ją kiedy np nie pójdzie się na niedzielną mszę. Kościół naucza że wtedy traci się wszystkie zasługi i idzie się do piekła. Pod względem formacji duchowej takie postawienie sprawy implikuje traktowanie praktyk religijnych jako pewnego rodzaju przedmioty posiadania. Katolik rozważający czy iść na mszę w ndz czy też zostać w domu pomyśli wtedy że odbył tyle pielgrzymek, odmówił tyle różańców, nieszporów, litanii i tyle razy klękał, wstawał potem znowu klękał i wstawał i obracał się na boki życząc pokoju że szkoda by było to wszystko tracić. Powoduje to że te wszystkie katolickie aktywności stają się tym samym co np posiadanie ładnego samochodu albo jakiegoś tytułu w systemie edukacji czy rodzaju statusu do którego człowiek się przywiązuje a który przesłania mu istotę rzeczy czy też serce jako ośrodek świadomości, trzeźwy osąd, satori itd. Tym samym duchowość w kk zamienia się w „materialność”. Trudno pominąć też fakt że prawo kanoniczne mówi że jeśli np ktoś kopnie ukrywającego pedofilie biskupa w cztery litery to podlega automatycznej ekskomunice a biskup który molestował dziecko może w kolejnej godzinie wyjść uroczyście do ludzi w katedrze niosąc monstrancję. Katolicy nie powinni się cieszyć z doktorów powinni raczej zapłakać nad sobą że są ofiarami skrajnego ogłupiania co nie zmienia też faktu że faktycznie Newman na tle kościoła był postacią wyjątkową.
Po przeczytaniu artykułu napierw spróbowałem dowiedzieć się kim byli/są doktorzy kościoła. Doktorzy Kościoła to wyjątkowi święci uznani przez papieży za nauczycieli wiary, których pisma i życie wniosły głęboki wkład teologiczny i duchowy w rozwój chrześcijaństwa. Tytuł „doktora Kościoła” papież przyznaje świętym, których nauczanie odznacza się szczególną głębią teologiczną, oryginalnością i trwałym wpływem na życie i myśl Kościoła. Wybór zawsze oznacza wielki autorytet, mądrość i inspirację dla kolejnych pokoleń wiernych.
John Henry Newman to wybitny konwertyta, kardynał i myśliciel, który właśnie został ogłoszony nowym doktorem Kościoła katolickiego. Newman jako nowy doktor wyróżnia się tym, że łączy odwagę intelektualną z głębią duchowości, inspirując nowe pokolenia do odważnego poszukiwania prawdy i sensu.
Zastanawiając się, w ślad za tokiem rozumowania Autora, jaki potencjał popularyzacji we współczesnym świecie mają myśli Newmana warto mieć na względzie następujące intuicje:
– mogą one być inspirujące zwłaszcza dla osób szukających głębokiego dialogu między wiarą a rozumem,
– jego refleksje o sumieniu, prawdzie i znaczeniu osobistego doświadczenia w wierze mogą być inspirujące także dla ludzi żyjących poza chrześcijaństwem, niezależnie od przekonań religijnych,
– Newman podkreślał wagę uczciwego szukania prawdy, lojalności wobec sumienia i otwartości na rozwój – co może być ważne dla współczesnego człowieka krytycznie nastawionego do autorytetów zewnętrznych,
– wreszcie - jego idea pracy uniwersytetu jako miejsca bezinteresownego studiowania i kształtowania dojrzałej, wolnej osobowości może być bardzo aktualna, zwłaszcza w czasach kryzysu humanistyki i instrumentalnego podejścia do wiedzy.
W świece współczesnym występują istotne ograniczenia i bariery popularyzacji idei Newmana. Rozpowszechnianie jego pism ma szansę głównie w środowiskach uniwersyteckich, teologicznych oraz intelektualnych, ale wciąż jest i pozostanie niewielka w szerokiej kulturze masowej. Współczesny świat jest zdominowany przez powierzchowny przekaz, co utrudnia dotarcie do głębokiego, wymagającego namysłu przesłania Newmana.
Kim są postacie artykułu?
Stanisław Obirek to polski teolog, antropolog i publicysta, znany z otwartego spojrzenia na religię i miejsce Kościoła we współczesnym świecie.
Dlaczego nazywa się ich doktorami Kościoła?
Przepraszam – w redakcji komentarza zapomniałem usunąć notatek.