Krzysztof Bielejewski: Nawrocki, minister, generał i Polska w pułapce3 min czytania

()


25.11.2025

Występ prezydenta Nawrockiego w Pradze miał być gestem międzynarodowym. Wyszło jak zwykle — czyli krajowo. Nawrocki, czy tego chce, czy nie — właśnie przygotowuje grunt pod polexit.

To odważna teza, ale nie bez pokrycia. Przecież Karol Nawrocki mówi wprost o „oddawaniu polskiej niepodległości obcym agendom”. Brzmi to, jakby Polska była kawałkiem mięsa wystawionym na międzynarodowym grillu i tylko on ma widelec. „Nie będziemy już papugą narodów”, oświadcza Nawrocki. Prawda. Teraz mamy ambicję być ich dziwadłem.

Narracja antyunijna to nie jest już przystanek na trasie, to jest peron końcowy. Problem w tym, że prezydent nie ma kompetencji, by prowadzić lokomotywę. Ma tylko gwizdek, którym ogłasza odjazd w kierunku nieznanym. Kiedy polityczne hamulce przestają działać, a w kabinie maszynisty siedzi ktoś, kto nie odróżnia dźwigni bezpieczeństwa od klimatyzacji, podróż zamienia się w spektakl.

I tu pojawia się Radosław Sikorski, który niczym konduktor z doświadczeniem grzecznie, acz stanowczo, przypomina Nawrockiemu: „To nie pan ustala rozkład jazdy”. Tyle że Karol Nawrocki już dawno wyciął z Konstytucji wszystko, co go ogranicza. Zostawił tylko prerogatywy i własne przekonanie, że historia dzieje się tylko wtedy, gdy sam ją opowiada.

Ale konstytucji nie da się przekształcić w audiobook personalny. Nie wystarczy czytać ją po swojemu w rytmie marszowym. Gdy Nawrocki mówi o „narodowej podmiotowości” i „suwerenności instytucjonalnej”, jego zaplecze już testuje cierpliwość partnerów zagranicznych. W Parlamencie Europejskim zapanowała mieszanka irytacji i niedowierzania. Oto kraj, który jeszcze wczoraj apelował o solidarność, dziś spogląda na Brukselę jak na sklep z używaną wolnością — wszystko przymierzyć, nic nie kupić.

Tymczasem generał Bieniek odcina się od tego festiwalu deklaracji. Trzeba bowiem, bez ogródek, rozbroić jeden z zapisów planów pokojowych — ten o myśliwcach NATO stacjonujących w Polsce. „To może być pułapka” — powiedział generał. Bo skoro już stacjonują, to po co to wpisywać? Żeby resztę infrastruktury kazać usunąć? Żeby Rosja mogła powiedzieć: „OK, myśliwce tak, ale nic więcej”? Punkt, który wygląda jak gwarancja bezpieczeństwa, może być haczykiem — i to takim, który wbija się akurat w nasze własne plecy.

I to nie koniec niejasności. Po rozmowach w Genewie prezydent Zełenski ogłosił, że plan pokojowy nie ma już 28 punktów. Teraz jest mniej, ale nadal z „delikatnymi kwestiami”, które omawiać będzie z Donaldem Trumpem. Biały Dom milczy, a Trump ma być optymistą. Tylko nie wiadomo, wobec czego. Ukraina? Własna kampania? Czy kolejne negocjacje prowadzone stylem „co z oczu, to z mapy”?

Plan europejski, przygotowany na szczycie G20 w Johannesburgu, brzmi bardziej obiecująco. Ukraina zachowa kontrolę nad Zaporożem i Kachowką, a Dniepr nie stanie się rzeką graniczną. Ale nawet w tym scenariuszu nie ma Polski. Tusk, pytany o specjalny zapis dotyczący naszego kraju, powiedział: „możemy uznać, że go już nie ma”. To nie tylko cichy alarm. To dzwon, w który biją ci, których przestaliśmy słuchać.

Zatem mamy trzy głosy: prezydenta, który chce mniej Brukseli i więcej siebie, ministra, który przypomina, że konstytucja to nie bajka, i generała, który mówi, że z pozoru neutralne zapisy mogą być jak gwóźdź w oponie. Wszystkie razem układają się w obraz państwa, które coraz częściej słyszy o sobie — zamiast samo mówić.

A cisza w dyplomacji brzmi jak szept władzy, która przestaje mieć coś do powiedzenia.

Krzysztof Bielejewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. slawek 26.11.2025