18.12.2025
Karol Nawrocki, ten podkasany demiurg z podręcznika do historii pisanej flamastrem, właśnie ogłosił koniec postkomunizmu. I jak każdy człowiek o intelekcie wilgotnego kartofla, uczcił to symbolicznym gestem – wyrzuceniem Okrągłego Stołu z Pałacu Prezydenckiego. Z hukiem godnym pokrywki od konserwy wyleciał mebel, który bardziej niż jakikolwiek polityczny artefakt symbolizuje narodowy kompromis, rozum i siłę dialogu. Ale co Nawrocki wie o rozumie, skoro całe życie spędził, przytulony do IPN-u, karmiony mitami, które nawet Cenckiewicz przestał już jeść łyżką?
Okrągły Stół nie był IKEA, żeby go teraz składać i rozkładać wedle chwilowego kaprysu ideologicznej grypy. To przy nim siedzieli ludzie z krwi i kości, Wałęsa, Geremek, Mazowiecki, Ciosek, Kuroń, Michnik, Siła-Nowicki, Rakowski – wszyscy, którzy mieli odwagę mówić w czasach, kiedy za słowa płaciło się nie lajkiem, tylko przesłuchaniem o piątej rano. Ale nie. Karnisz Nawrocki (bo przecież to nie głowa państwa, tylko szef zmurszałej stołówki historycznej) uznał, że trzeba go „oddać historii”.
Otóż historia już się o niego upomniała, panie doktorze z doktoratem z podręcznika do podstawówki. Wylądował pan w rozdziale pod tytułem: „Jak upaść, nie wychodząc z Pałacu”. Okrągły Stół to nie był relikt – to był dowód, że Polska potrafiła rozwiązać konflikt bez rozlewu krwi. A pan, z tą swoją postawą kibola w mundurku celnika, właśnie napluł na to wszystko.
Usunięcie Stołu to nie gest symboliczny. To jawna profanacja. To polityczna nekrofilia. Bo jak inaczej nazwać fakt, że człowiek z IPN-owskim rodowodem, wykształcony na przekopywaniu grobów i interpretowaniu notatek UB, teraz nagle staje w glorii odnowiciela państwa?
Przypomnijmy – Nawrocki to nie tylko zawodowy miłośnik partyzantki historycznej. To gość, który przez lata robił za wodzireja w korporacyjnej wersji IPN-u, promując narracje tak jednostronne, że nawet Radio Maryja by się skrzywiło. Mężczyzna, który z dumą nosił mentalne dresy i kibolską manierę, a teraz – jako prezydent – urządza pokaz siły, wyrzucając stół, bo się źle komponuje z jego patetyczną narracją.
Mówimy o człowieku, który jednym tchem potrafi ogłosić koniec postkomunizmu i w tym samym zdaniu postawić znak równości między pokojowym kompromisem a zdradą narodową. Skończył się postkomunizm? Nie. Zaczął się post-rozum. Epoka, w której przeszłość nie służy do nauki, ale do deptania. Epoka, w której historyk z IPN-u, z miną człowieka, który w wieku 40 lat dowiedział się, że globus nie jest tylko ozdobą, decyduje o tym, czym jest „wolna Polska”.
Bo przecież to nie tylko o mebel chodzi. To nie stół został usunięty. To kompromis został wywleczony za nogi. Zamiast tego mamy prezydenta, który nie widzi nic niestosownego w cytowaniu Brauna z wrażliwością barana recytującego Inwokację. Mamy figurę smutną, pozbawioną klasy, wyobraźni i krzty pokory wobec historii.
Nawrocki wciąż widzi świat w trybie wojennym. Urojone pole bitwy z „komuną”, która istnieje już tylko w jego lękach i broszurach. Tylko że dzisiaj to już nie wojna z systemem. Dzisiaj to wojna z rozumem, pamięcią i godnością. I z własnym urzędem. Bo kto przy zdrowych zmysłach zaczyna kadencję od wyrzucania symboli dialogu i zaprzeczania fundamentom państwa?
Karol Nawrocki jest politycznym Frankensteinem, zlepkiem z IPN-u, kibolstwa, historycznego rewizjonizmu i napompowanego ego. Człowiek z przeszłości, który z uporem maniaka walczy z przeszłością, której nie rozumie. Szkoda tylko, że robi to z poziomu najważniejszego urzędu w państwie.
I jeśli ktoś jeszcze nie wie, co się właśnie stało – to nie jest tylko demontaż stołu. To demontaż sensu. Sensem była Polska dialogu, kompromisu, wspólnego stołu, nie koryta. A dziś – cóż – mamy prezydenta, który zamienił stół w taboret historii. I dumnie na nim stanął, jak chłopiec z gminnej akademii, myśląc, że przemawia do świata.
Z tą różnicą, że tamtemu chłopcu biją brawo. A Nawrockiemu powinno się odebrać mikrofon. I stół, i krzesło. Niech sobie stoi. Sam. Na środku pustej sali. Bez historii, bez rozmów, bez znaczenia. Bo tak kończą fałszerze pamięci.
NIECH ŻYJE STÓŁ. PRECZ Z TABORETEM.
Krzysztof Bielejewski

Artystą był młody człowiek, dobry i wesoły jak
dziecko, był on wiernym przyjacielem i pomagał
swoim biednym rodzicom; zasłużył na rękę
księżniczki i na połowę królestwa.
Nadszedł rozstrzygający dzień, całe miasto było
przystrojone, księżniczka siedziała na państwowym
tronie, który został wypchany świeżym włosiem, ale
nie stał się przez to ani wygodniejszy, ani
przyjemniejszy. Sędziowie patrzyli tak chytrze na
tego, który miał zwyciężyć, a on stał wesoło i
pogodnie, jego szczęście było przecież pewne,
uczynił coś najnieprawdopodobniejszego.
– Nie, to ja zwyciężę! – zawołał nagle w tej chwili
jakiś wielki, kościsty siłacz. – Jestem w stanie dokonać
czegoś najnieprawdopodobniejszego.
– I to mówiąc podniósł wielką siekierę na dzieło
sztuki.
Trach, trach! – wszystko się rozleciało. Kółka i
sprężyny, wszystko zostało zniszczone.
– Oto, co potrafię zrobić! Zniszczyłem jego dzieło i
zaskoczyłem was wszystkich; ja dokonałem czegoś
najnieprawdopodobniejszego.
– Takie dzieło zniszczyć – powiedzieli wszyscy
sędziowie. – Tak, to nieprawdopodobne.
Na to wydarzenie pojawił się w mojej psiej głowie, więc i w naszej mowie nowy czasownik : hero-stratować. Ciekawe, czy N. kazał mebel spalić, wzorem tamtego H. z czwartego wieku p. n. e.
N. (neandertal) nie mógł kazać go spalić, bo to nie jego stół. Ma trafić do muzeum, gdzie będą go mogli podziwiać zwiedzający. Owszem, Neandertal pali za sobą wszystkie mosty wzorem JK co wskazuje, że jest nie tylko amatorem politycznym, ale żałosnym dyletantem. Tak mu dopomóż jego Bóg.
Dzień dobry
Przypomnijcie mi, bo może już nie pamiętam KTO negocjował podczas obrad Okrągłego Stołu ze strony solidarnościowej, zwłaszcza przy stoliku pracy i polityki społecznej?
Nie był to przypadkiem Lech i Jarosław Kaczynscy?
Bo wyrzucając Okrągły Stół p.rezydent wyrzucił także spuściznę Lecha i Jarosława Kaczyńskich- znanych twórców III Rp (postkomunistów, jak był łaskaw ich nazwać p.rezydent).
Nie wiem jakie uczucia ma Jarosław, ale JA, gdyby KTOŚ nazwał mnie postkomunistą i wyrzucił mebel, przy którym zaczęła się moja kariera polityczna poczuł bym się opluty i obrażony…
No ale MOŻE u Jarosława i jego menażerii są inne standardy niż w realnym świecie i wyzwanie brata od postkomunistów jest tradycyjnym pozdrowieniem partyjnym…
SŁUSZNĄ LINIĘ MA NASZA PARTIA (taki cytat)
JK nie ma żadnych sentymentów wobec kogokolwiek, nie wyłączając brata. Jest opętany żądzą zemsty na Tusku i wszystkie chwyty uważa za dopuszczalne. Stąd postawił na N. – prymitywnego endeka w wersji kibolskiej. Działalność, a raczej antydziałalność N., zdaniem JK doprowadzi do obalenia Tuska, uprzednio paraliżując państwo. Dlatego na własne oczy obserwujemy festiwal przemocy wobec konstytucji ze strony osoby, która przysięgała jej strzec. Dokąd prowadzi N. polityka uprawiana maczugą widzimy i będziemy widzieć na bieżąco.