20.01.2026
Premier Donald Tusk wszedł we wtorek na platformę X (czyli dawnego Twittera, tego miejsca, gdzie poważni ludzie krzyczą do siebie z emotkami), i wrzucił coś, co mogłoby spokojnie zawisnąć nad kominkiem w sztabie NATO. Napisał:
„Ustępstwa są zawsze oznaką słabości. Europa nie może sobie pozwolić na słabość – ani wobec swoich wrogów, ani sojuszników. Ustępstwa nie przynoszą żadnych rezultatów, a jedynie upokorzenie. Asertywność i pewność siebie Europy stały się obecnie koniecznością.”
Brzmi jak przemówienie generała przed wielką bitwą albo fragment poradnika o stawianiu granic, tylko zamiast toksycznej cioci mówimy o… całej Rosji. I może trochę o USA. I ewentualnie o Grenlandii. Kto by pomyślał, że 2026 będzie rokiem, kiedy Grenlandia przestanie być po prostu miejscem, gdzie nie ma nic poza lodem i potencjalnymi bazami wojskowymi?
Ale wracając: brawo, Panie Premierze. Serio. W świecie, gdzie polityka międzynarodowa często przypomina negocjacje między przedszkolakami („Oddaj łopatkę, to ci dam wiaderko!”), taki głos rozumu z domieszką testosteronu jest potrzebny. Wreszcie ktoś przypomniał, że Europa nie powinna się zginać w pół przy każdym pomruku zza oceanu czy zza Uralu.
Czy każde ustępstwo to słabość? Pewnie nie. Czasem to dyplomacja. Ale… jeśli co tydzień ustępujesz, to nie jesteś strategiem – jesteś chodnikiem. I to takim, po którym każdy chętnie przejedzie czołgiem, bo wie, że nie będzie oporu.
W skrócie: Tusk powiedział to, co wielu myśli, ale boi się napisać, żeby nie zabrzmieć jak rozczarowany miłośnik mocnych liderów. Europa nie może być wieczną ciocią, która tylko mówi: „Dobrze, nie kłóćmy się, zjedzmy serniczek.”
Asertywność nie oznacza od razu zamiany Brukseli w bunkier. Ale jeśli Zachód ma przetrwać napór Wschodu i humor Trumpa, musi przynajmniej przestać przepraszać za to, że żyje.
No i na koniec, cytując Tuska: „Asertywność i pewność siebie Europy stały się obecnie koniecznością.” Tak jest, Panie Premierze. Nareszcie ktoś wyjął kij z unijnej metafory i zaczął nim machać.
Krzysztof Bielejewski

„Grenlandia […] miejscem, gdzie nie ma nic poza lodem i potencjalnymi bazami wojskowymi”.
No i jeszcze bogate złoża cennych minerałów. I może właśnie o to chodzi, a nie o jakieś tam bezpieczeństwo USA.
No dobrze…
Ale co z tego wynika?
Czy trump (celowo z małej litery) przeczyta wpis D. Tuska i przerazi się a następnie powie premierowi Danii, „sorry, przesadziłem trochę ze swoimi tekstami, chodźmy na piwo (ew. whisky) i zapomnijmy o temacie”?
Nie!
Trump (tym razem z dużej litery wyłącznie dlatego, że to początek zdania) nawet nie przeczyta wpisu naszego premiera i nadal będzie robił to co robi…
Jedyny sposób to RZECZYWISTE – nie pozorowanie – postawienie się Europy i pokazanie, że MY też mamy mocne karty w tej rozgrywce…
GDZIE są europejscy specjalsi, przygotowujący bunkry na Grenlandii w oczekiwaniu inwazji?
GDZIE są europejskie rakiety wycelowane w Thule Air Base (tak na wszelki wypadek)?
GDZIE są europejskie sankcje – cła odwetowe, karne opodatkowanie amerykańskich usług, zakaz działalności WROGICH platform cyfrowych (np Google)?
DOPÓKI TO WSZYSTKO NIE NASTĄPI twierdzę, że cała asertywność Tuska jest tylko zwykłym bleblaniem polityków…
Problem z Europą polega na tym, że nie ma u nas jednego ośrodka władzy typu prezydent USA, dlatego ON może podejmować szybkie decyzje a MY gadamy, gadamy, gadamy…
Zanim dojdziemy do wspólnych wniosków (oczywiście z wetem Węgier) trump zdąży 3 razy zająć Grenlandię i Wyspy Owcze w dodatku…
Tak więc sytuacja międzynarodowa dojrzała do utworzenia przez NAS Stanów Zjednoczonych Europy – nowego państwa federalnego na świecie (z prezydentem, premierem i rządem europejskim). Być może nowe państwo nie obejmie wszystkich członków obecnej UE ale byłoby przynajmniej STEROWALNE!
Problem w politykach, którzy staną się (w mojej opinii) największymi hamulcowymi projektu… Wyobrażacie sobie Macrona, Merza i Melloni oddających władzę nowemu prezydentowi SZE?
Bo ja sobie nie wyobrażam