19.02.2026
Mark Zuckerberg znowu stanął w sądzie i z powagą ucznia przyłapanego na ściąganiu powiedział:
„Stanowczo się nie zgadzam”.
To piękne zdanie. Ma w sobie prostotę młotka. Jest krótkie, twarde i nie wymaga myślenia. Można nim przybić wszystko: zarzuty, fakty, maile z przeszłości, własne słowa sprzed lat. „Stanowczo się nie zgadzam” brzmi jak formuła zaklęcia, które ma sprawić, że rzeczywistość cofnie się o dwa kroki i uprzejmie przeprosi prezesa za kłopot.
A kłopot jest poważny.
Bo oto w Los Angeles toczy się proces o wpływ platform Meta na zdrowie psychiczne młodzieży. Padają słowa: uzależnienie, depresja, myśli samobójcze. Padają pytania o to, czy projektując swoje produkty, firma wiedziała, co robi. Czy mierzyła czas spędzany przez użytkowników? Czy chciała go zwiększać? Czy traktowała uwagę nastolatka jak złoto w strumieniu reklamowym?
Na sali sądowej wyciągnięto maile z lat 2014–2015, w których mowa o potrzebie zwiększenia czasu korzystania z aplikacji o dwucyfrowe wartości procentowe. Dwucyfrowe. To nie jest poetycka metafora. To jest plan biznesowy.
Zuckerberg odpowiada: tak, mierzyliśmy czas, ale to było dawno, teraz mamy inne podejście. A jeśli ktoś sugeruje, że jego wcześniejsze zeznania były nieprawdziwe – „stanowczo się z tym nie zgadza”.
Trzeba przyznać: konsekwencja godna marmuru.
ALGORYTM – NOWY BÓG, KTÓRY NIE CZYTA KSIĄŻEK
Problem polega na tym, że Meta nie jest już firmą. To infrastruktura emocji. To rurociąg, którym płynie gniew, zazdrość, pożądanie, strach i głupota. To potężna maszyna, która mierzy, waży i porcjuje naszą uwagę z precyzją rzeźnika.
Algorytm. Słowo brzmi neutralnie. Matematycznie. Czysto. Tymczasem to najpotężniejszy redaktor świata. Decyduje, co zobaczysz, czego nie zobaczysz, kogo uznasz za groźnego, a kogo za śmiesznego. Decyduje, czy ironia zostanie zrozumiana, czy uznana za mowę nienawiści. Czy zdjęcie z komentarzem satyrycznym zostanie nagrodzone zasięgiem, czy ukarane zawieszeniem konta.
Algorytm nie zna ironii. Nie zna kontekstu. Nie czyta między wierszami. Nie rozumie, że człowiek bywa dwuznaczny, że słowo może być żartem, że krytyka może być metaforą. On liczy. On porównuje. On klasyfikuje. Jak urzędnik z pieczątką, który nie odróżnia skargi od wiersza.
I w tym jest groza.
Bo gdy system, który nie rozumie języka, zaczyna zarządzać językiem miliardów ludzi, świat staje się prostszy. A prostszy świat jest bardziej podatny na manipulację.
FABRYKA UZALEŻNIENIA
Meta twierdzi, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, że media społecznościowe szkodzą zdrowiu psychicznemu dzieci. To klasyczna linia obrony: nie udowodniono jednoznacznie.
Nie udowodniono jednoznacznie – czyli możemy dalej projektować interfejsy tak, by użytkownik nigdy nie dotarł do dna. Nieskończone przewijanie. Powiadomienia. Serduszka. Małe nagrody. Czerwone kropki. System zaprojektowany jak automat w kasynie: jeszcze jeden ruch palcem, jeszcze jedno odświeżenie, może teraz coś się wydarzy.
To nie jest przypadek. To nie jest niewinna konsekwencja rozwoju technologii. To inżynieria uwagi. Psychologia behawioralna przetłumaczona na kod. Mechanizm, który wie, że ludzki mózg kocha nagrody losowe bardziej niż pewne.
Jeśli ktoś w mailach pisze o „dwucyfrowym wzroście czasu”, to nie jest to projekt edukacyjny. To jest projekt ekonomiczny. Im dłużej jesteś w środku, tym więcej reklam. Im więcej reklam, tym większy przychód. Proste jak rachunek w kawiarni.
A że przy okazji rośnie poziom lęku, porównań, presji? Że nastolatek budzi się i zasypia z telefonem? Że dziewczyna mierzy swoją wartość liczbą lajków? To koszty uboczne. W arkuszu kalkulacyjnym mają zapewne osobną kolumnę.
BAN JAK WYROK, BEZ PROCESU
A teraz zejdźmy z sali sądowej do zwykłego człowieka. Do kogoś, kto prowadzi mały biznes, pisze komentarze, publikuje zdjęcia, buduje społeczność latami.
Jednego dnia budzi się i widzi komunikat: konto zawieszone. Naruszenie standardów społeczności. Jakie? Nie wiadomo. Gdzie? Nie wiadomo. Odwołanie? Proszę wypełnić formularz. Odpowiedź przyjdzie automatycznie. Może.
To jest nowy wymiar bezsilności. Bo Meta nie jest tylko miejscem rozmowy. Dla wielu ludzi to narzędzie pracy. Kanał sprzedaży. Platforma komunikacji. Zablokowane konto to nie tylko urażona duma. To często realne straty finansowe.
Algorytm nie rozróżnia satyry od agresji. Nie rozróżnia cytatu od nawoływania. Nie rozróżnia ironicznej krytyki od pochwały. To tak, jakby oddać sądzenie ludzi maszynie, która zna wyłącznie zero i jeden.
A potem, gdy przychodzi kryzys, prezes mówi: „stanowczo się nie zgadzam”.
MANIPULACJA OBRAZEM ŚWIATA
Najgroźniejsze jest jednak coś innego. Algorytm nie tylko moderuje treści. On je hierarchizuje. Wybiera, co jest ważne, a co ma zniknąć w ciszy. Promuje to, co wywołuje emocję. A emocja najłatwiej rodzi się z gniewu, strachu, oburzenia.
Świat widziany przez Meta to świat wyostrzony. Polaryzacja sprzedaje się lepiej niż niuans. Krzyk jest bardziej klikalny niż refleksja. Spisek bardziej angażujący niż raport naukowy.
I w ten sposób platforma, która miała łączyć ludzi, stała się akceleratorem podziałów. Nie dlatego, że tak zaplanowano ideologicznie. Dlatego, że tak wyszło ekonomicznie.
Algorytm nie ma poglądów. Ma cel: utrzymać cię jak najdłużej.
ZUCKERBERG – APTEKARZ CYNIZMU
Zuckerberg w sądzie to nie jest wizjoner z bluzy. To prezes korporacji, która stała się większa niż niejeden kraj. I zachowuje się jak aptekarz, który waży każde słowo tak, by nie przekroczyć granicy odpowiedzialności.
On nie krzyczy. On nie atakuje. On się „nie zgadza”. Z dystansem. Z chłodem. Z twarzą, która nie zdradza emocji.
Problem polega na tym, że gdy ktoś zarządza systemem, który wpływa na zdrowie psychiczne milionów dzieci, „niezgadzanie się” przestaje być elegancką formą polemiki. Staje się unikaniem odpowiedzialności.
To nie jest zwykła firma. To infrastruktura rzeczywistości. I jeśli jej projektanci naprawdę wierzą, że wystarczy zmienić narrację, by zmienić skutki, to są albo naiwni, albo cyniczni.
Obie wersje są niebezpieczne.
DLACZEGO TO GROŹNE
Groźne, bo:
- oddaliśmy język i emocje miliardów ludzi systemowi, który nie rozumie znaczeń;
- pozwoliliśmy, by ekonomia uwagi stała się ważniejsza niż dobrostan użytkownika;
- przyzwyczailiśmy się do tego, że prywatna korporacja decyduje o tym, co jest widoczne, a co nie;
- zaakceptowaliśmy, że dzieci są jednocześnie klientami i produktem.
Meta nie jest jedyną firmą w tym grzechu. Ale jest symbolem. Największym. Najbardziej bezczelnym.
A kiedy jej szef mówi w sądzie: „stanowczo się nie zgadzam”, brzmi to jak zdanie wypowiedziane przez człowieka, który przez lata budował maszynę do eksploatacji uwagi, a teraz dziwi się, że ktoś pyta o skutki uboczne.
Cyfrowy świat miał być narzędziem. Stał się środowiskiem. A środowisko, które premiuje uzależnienie, uproszczenie i gniew, prędzej czy później zaczyna kształtować ludzi na swoje podobieństwo.
I wtedy już nie wystarczy się nie zgadzać.
Krzysztof Bielejewski

Dziękuję, że porusza Pan tak niezwykle ważną kwestię dotyczącą wpływu korporacji high-tech na emocje i życie milionów. Polecam książkę Shoshany Zuboff „Wiek kapitalizmu inwigilacji”. Czy mamy możliwości, żeby zatrzymać lub choćby ograniczyć manipulowanie ludzkimi umysłami? Manipulowanie nastolatkami i dziećmi jest szczególnie niebezpieczne i odrażające.
Słoneczka i zdrowia nieustannie życzę.
Świetny artykuł!
Przecież to nic nowego. Firmy sprzedające bron. Firmy sprzedające papierosy albo alkohol. Firmy sprzedające nieuzależniające lekarstwa przeciwbólowe. Mnóstwo tego. Dziwnym trafem w USA, które nazwały same siebie Ameryka, jakby były całym kontynentem. Albo całym światem. To jest własnie „American dream” dla producentów: uzależnić, a potem wykorzystać. To jest algorytm, przepis, oraz światopogląd.
To prawda. Ale trzeba o tym mówić i pisać. Wiele osób nie zauważa kota, jeśli im się tego kota nie pokaże palcem. A w USA idzie otrzeźwienie. Trudno dzisiaj przewidzieć skalę, ale to równie dobrze może mieć skalę rewolucji. Zobaczymy późną jesienią. Pozdrawiam