JS: Defekatywy6 min czytania

()


29.03.2026

Zdanie odrębne

Trump obraża ludzi za pomocą przymiotników – zwykle takich, które są zaprzeczeniem jego cech. A ponieważ uważa się za najmądrzejszego człowieka na Ziemi, więc najczęściej mówi o innych, że są głupi… Określa tak nawet najbliższych współpracowników, kiedy mają odmienne zdanie, albo miną wyrażają dezaprobatę dla jego geniuszu… Dziennikarkę, która mu zadała niewygodne pytanie nazwał świnią! Słowem tchórze obrzuca kraje NATO, które nie chcą brać udziału w wojnie z Iranem, właściwie już wygranej – przez Amerykę i Izrael…

Ma też polskich naśladowców, którzy idą krok dalej… Na przykład Czarnek – wierny syn polskiego Kościoła, wychowanek jednego z nobliwych kapłanów, absolwent KUL, tudzież jego profesor oraz były minister edukacji i nauki. Zabłysnął ostatnio, wprowadzając do debaty publicznej elementy defekacji, czyli wydalania resztek organicznych, inaczej wypróżnienia. W języku potocznym to po prostu sranie – od staropolskiego czasownika srać, używanego już w XV wieku. Jest on znany także w innych językach słowiańskich – w podobnym brzmieniu i zapisie. A jego pochodne to: sraczka, czyli biegunka, rozwolnienie oraz sracz – wychodek albo toaleta, w okresie międzywojennym – sławojka[1].

Czarnek, „cham okazały” z tytułem profesorskim, od niedawna kandydat prezesa na premiera, postanowił wykorzystać czynność fizjologiczną na wiecu PiS 9 marca br. podczas nominacji na tę funkcję. W sali Sokoła, w Krakowie zaatakował odnawialne źródła energii, rzucając w stronę zebranych rymowaną memiczną, zbitkę – „OZE-sroze”. Chciał w ten sposób podkreślać niechęć partii do zerwania z węglem. Pominął fakt, że to za rządów PiS nastąpił znaczący przyrost energii ze słońca i wiatru, a on sam zainstalował na dachu panele fotowoltaiczne, dofinansowane przez państwo! Dla potrzeb kampanijnych stworzył neologizm, który w języku polskim może mieć znaczenie przełomowe.

*

Dajmy teraz upust pasji językoznawczej, która nas (nieskromnie) łączy z osobą Józefa Stalina. Jak wiadomo, ma on na swoim koncie poważne studia z tej dziedziny, wydane również po polsku[2]. Idźmy więc za Josifem Wissarionowiczem – jak Nawrocki za Trumpem… Otóż rdzeń podstawowych słów związanych z czynnością wypróżnienia jest krótki, dwuliterowy – sr. Można go umieszczać na przodzie dowolnego pojęcia, jako przedrostek (prefiks) oraz z tyłu – przyrostek (sufiks). Zamiast premier można od teraz mówić – sremier, episkopat – srepiskopat, prezes – srezes (partii, NBP), prymas – srymas; na człowieka wrażliwego powiemy srażliwy itd. Te dwie spółgłoski można też łączyć z nazwami instytucji i wzorem premiera-elekta rymować: Unia-srunia, Europa-sropa, Azja-srazja. Podobnie jest ze skrótami: NATO – srato, ECTS – srecetes, SAFE – srafe, KUL – srul… Czytelnik może bez przeszkód wpisywać własne pomysły pod tekstem – jako ewentualne komentarze…

Ponieważ czarnkowy neologizm wszedł na stałe do pisowskiej, wiecowej nowomowy, powinna się nim czym prędzej zająć Rada Języka Polskiego albo Komitet Językoznawstwa PAN. Wszak niemrawo reagują na to, co się dzieje z naszym językiem (masowy hejt, chamstwo, kloaczność itp.). Jako krok wstępny proponuję łaciński neologizm defecativum, który nie ma polskiego odpowiednika, może więc pozostać jako kalka językowa – defekatyw. Będzie oznaczać wszystkie treści i znaczenia dające się wywieść ze słowa wypróżnienie (w łagodniejszej formie).

Bez tej czynności trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie organizmu, choć ten (jeśli jest zdrowy) nie odwołuje się do niej w sferze językowej; wszak wypróżniamy się odruchowo… W przypadku emocjonalnego napięcia, strachu czy stresu przewód pokarmowy reaguje nietypowo. Wtedy normalną defekację zastępuje sraczka – wypróżnienie niekontrolowane, inaczej biegunka, rozwolnienie[3]. Reakcje te dzielimy nie tylko z małpami, o czym pisała – zmarła niedawno (2025) Jeane Goodall – angielska badaczka człekokształtnych, prymatolog i antropolożka. Żyjąc wśród szympansów, często musiała się chronić przed zanieczyszczeniem ‘z góry’.

*

Z przed- i przyrostkami jest podobnie jak z przymiotnikami – wskazują na skłonności osoby oraz jej podatność; mówią o intensywności przeżyć, stopniu trwałości naszych cech lub czynności, które wykonujemy. W związku z tym są produktywne w tworzeniu właściwości składających się na charakter człowieka, oddają jego stan fizyczny i psychiczny. Zaś wyjściowe OZE-sroze to typowe dla wieku dziecięcego przedrzeźnianie się podczas zabaw na podwórku.

Jako ludzie (a więc i Czarnek) jesteśmy w lepszej sytuacji niż małpy – możemy kontrolować oraz tonować emocje; korygować je gestem, miną, mową ciała, pozą etc. Gorzej, gdy defekację i jej pochodne przenosimy na poziom mentalny, jeszcze gorzej – kiedy dajemy temu wyraz w języku. Błędem niewybaczalnym jest rzucanie takim defekatywem w tłum ludzi… A Czarnek robi to z rozmysłem i na wiecu, co wskazuje, że albo brak mu innych, mniej fizjologicznych środków ekspresji językowej, albo jego umysł zbyt często koncentruje się na tej jednej czynności. Na marginesie – jeszcze skojarzenie – WC-sruce…

*

Wszystko zaczyna się od słowa[4], o czym powinien wiedzieć ten polski katolik; a po słowie przychodzi czyn… Wystarczy przywołać pełne złych emocji słowa Hitlera, Mussoliniego, spokojne, zbrodnicze słowa Putina, groteskowy, ale groźny słowotok Trumpa, czy kibolski język (i zachowania) Nawrockiego. Teraz w Polsce ton nadaje ‘przyszły szef rządu’ Czarnek, który jeździ po Podkarpaciu – łże i szydzi, kłamie i manipuluje, straszy, tumani, krzycząc: Tusku, Tusku…, jakby chciał krzyknąć srusku! Premiera polskiego rządu nazywa głupkiem i zdrajcą. Zgromadzeni w salach ludzie (starzy i młodzi) słuchają tego bluzgu i jazgotu jak urzeczeni. Miny mają podobne do węży zaklinanych grą na fujarce przez polskiego, dobrze odżywionego fakira…

*

Język prawicy – mówiony czy pisany, umiarkowanej czy skrajnej, bez znaczenia – wywołuje w nas oburzenie. Ma ono zwykle kontekst moralny, bo ten najłatwiej jest uruchomić – zwłaszcza ludziom starszym, z elementarną ogładą czy kindersztubą. Katastrofalna w skutkach jest również strona estetyczna tego języka, zalewającego nas brzydotą, którą multiplikują bogoojczyźniane elity najwyższego szczebla: państwowe, kościelne, dziennikarskie, naukowe etc., a więc opiniotwórcze…

Ale trudno się dziwić, skoro największy obrońca cywilizacji chrześcijańskiej (golfista z Mar-a-Lago), gwarant polskiego bezpieczeństwa i nasz najważniejszy sojusznik mówi o innym swoim ‘partnerze’ (z bliskiego Wschodu): „Nie myślał, że będzie mnie całował w dupę”. Kiedyś wasal podchodził do suwerena od przodu – teraz musi to robić od tyłu… I jest zadowolony, skoro się uśmiecha.

  1. Nakaz budowania wychodków poza domem wydał premier Felicjan Sławoj-Składkowski w r. 1928. Motyw chodzenia z potrzebą ‘za chałupę’ pojawia się też w jednym z wierszy Juliana Tuwima.
  2. Por. Tezy Stalina o języku a metodologia badań literackich, Ossolineum, Wrocław 1952.
  3. Jego odwrotnością w skrajnych przypadkach jest odruch wymiotny.
  4. „Na początku było Słowo…”, Jan 1.1

JS

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

19 komentarzy

  1. slawek 29.03.2026 Odpowiedz
  2. Stan 29.03.2026 Odpowiedz
  3. Piotr 29.03.2026 Odpowiedz
  4. DRUMMER 29.03.2026 Odpowiedz
  5. Bungo 30.03.2026 Odpowiedz
  6. HK 30.03.2026 Odpowiedz
    • Sonia 30.03.2026 Odpowiedz
  7. Waldemar Niemiec 30.03.2026 Odpowiedz
  8. Barbara 30.03.2026 Odpowiedz
    • Eustachy 01.04.2026 Odpowiedz
  9. Mr E 01.04.2026 Odpowiedz
  10. Robert A. 01.04.2026 Odpowiedz
    • Prawnik 03.04.2026 Odpowiedz
  11. jacek 01.04.2026 Odpowiedz
    • Izydor 01.04.2026 Odpowiedz
  12. Joanna 03.04.2026 Odpowiedz
  13. Anna Kocot 08.04.2026 Odpowiedz
    • Senex 10.04.2026 Odpowiedz

Skomentuj jacek Anuluj pisanie odpowiedzi

wp-puzzle.com logo