30.06.2026
Za nami wiek dwudziesty, z dwiema wielkimi wojnami światowymi, z przekroczeniem nieprzekraczalnych granic ludzkiego okrucieństwa i stworzeniem tego całego przemysłu zbrodni jaki zbudowała Trzecia Rzesza Adolfa Hitlera, zbrodni w wyniku których zginęły miliony niewinnych ludzi mordowanych w imię zbrodniczej ideologii faszyzmu i nazizmu.
Świat po tamtej wojnie przeżywał traumę, powstawały różne organizacje mające zapewnić światu trwały pokój i zagwarantować by już nigdy człowiek nie mordował człowieka w fabrykach śmierci.
I co ?
I nic, nie weszliśmy w lata pokoju i współpracy, świat, świat zachodniej kultury, do której należała Polska mimo wpisania jej w obóz państw budujących socjalizm pod dyktat Związku Radzieckiego, który był tego zaprzeczeniem, nie zapisał się w historii XX wieku złotymi zgłoskami. Trwał wyścig zbrojeń, mocarstwa atomowe prowadziły wyścig kto wyprodukuje bombę większą niż jego przeciwnik, kolejne ich wybuchy w atmosferze zanieczyszczały naszą planetę, a nawet wyścig, kto pierwszy wyśle człowieka w kosmos, był wyścigiem czysto politycznym.
Byliśmy o krok od atomowej wojny w trakcie konfliktu kubańskiego, gdy tylko godziny dzieliły nas od starcia okrętów z flotą wiozącą kolejne rakiety na Kubę Fidela Castro.
Potem było jeszcze wiele takich momentów, udawało się dzięki postawie czasem jednego człowieka, który nie poddał się presji błędu w odczycie sygnałów radaru i nie nacisnął atomowego guzika, który opalał rakiety z bombami nuklearnymi. Takich incydentów było wiele, bardzo wiele. A to, że nie rozpoczęliśmy trzeciej światowej wojny jest statystyką zjawiska, a nie rezultatem systemowego zabezpieczenia.
Tego zabezpieczenia dalej nie ma, i patrząc na ludzi, którzy trzymają palec na atomowym spuście raczej nie będzie.
Dwudziesty pierwszy wiek, którego pierwszą ćwiartkę mamy już za sobą, raczej zwiększył prawdopodobieństwo atomowej zagłady niż je zmniejszył. W światowej polityce przestały się liczyć wartości rozumiane jako wspólne rozumienie dobra, teraz każdy ma własne rozumienie tego, co jest dobre dla świata i najczęściej jest to logika cepa – dobre dla świata jest to, co dobre jest dla mnie – patrz Donald Trump.
Przykład Donalda Trumpa jest tym bardziej straszny, gdy uprzytomnimy sobie to, że dla niego dobre jest tylko to, co jemu i jego rodzinie przynosi wymierne korzyści, najlepiej liczone w setkach milionów dolarów jakie zasilają jego konto. Tu już nie ma nawet gry pozorów, tu jest logika biznesmana który, jak twierdzi jeszcze większy biznesman, najbogatszy człowiek na świecie, E. Musk został prezydentem, bo to jego pieniądze, pieniądze Muska, mu to zagwarantowały.
Jeżeli tak się dzieje w kraju, który jako pierwszy wprowadził Konstytucję i był dla świata wzorem demokracji, to co mamy powiedzieć na dyktaturę Putina, który włada Rosją jak car i nawet nie dba o pozory legitymizowania swojej pozycji – patrz polityczny teatr przed wyborami w Rosji. Rosja Putina od 2014 roku prowadzi wojnę z niepodległą od 35 lat Ukrainą i wojna ta pokazuje światu, że nie ma żadnego prawa i żadnych organizacji mających zdolność do powstrzymania Rosji od mordowania cywilów i niszczenia infrastruktury zabezpieczającej zaspakajanie podstawowych potrzeb ludności zwłaszcza w trudnych okresach zimy, takiej zimy jaka panuje na tamtym obszarze. To jest wojna zbrodnicza tak co do celów, jak i form jej prowadzenia, i to trwa już od lat.
Co na to świat?
Właściwie nic, bo tylko tak można ocenić skutki kolejnych sankcji nakładanych na Rosję, po których tylko rośnie ilość jednostek tej floty cieni – statków przewożących rosyjską ropę. Po tych latach „gorącej wojny”, wojny na wyniszczenie, w której każdego dnia giną niewinni ludzie, nie mówiąc o żołnierzach na froncie, wiemy jedno – świat jest niezdolny do tego, by powstrzymać agresora.
Na świecie widzą to inni władcy, widzą i wyciągają wnioski – skoro im wolno, to nam też. Tylko patrzeć jak Chiny zajmą Tajwan, kiedyś prowincję chińską, ale od lat odrębne państwo o bardzo wyrafinowanej gospodarce. Wojna o Tajwan wybuchnie w momencie wybranym przez chińskiego przywódcę, który tak jak Putin marzy o nieśmiertelności – słyszeliśmy ich rozmowę na płycie lotniska, rozmowę która „wyciekła” do sieci poza kontrolą służb.
Są to władcy, którzy mają poczucie mocy, poczucie, że mogą wszystko, zostało im tylko jedno, wyjść poza kalendarz, zapewnić sobie życie poza horyzont zwykłego człowieka.
A tak dla przypomnienia – gdzieś tam w zamrażarkach są zamrożeni ludzie, którzy zapłacili za taką usługę czekając na czasy, w których będzie znane już lekarstwo na ich chorobę i nieuchronną śmierć – to dlatego powstały firmy oferującą taką usługę.
Putin i Xi nie idą do zamrażarki, budują super kliniki, zatrudniają najlepszych fachowców i każą im pracować nad ich nieśmiertelnością.
Świat nie jest trójbiegunowy, nie kręci się tylko pomiędzy Stanami, Rosją i Chinami, powstają nowe centra w oparciu o najludniejszy kraj na świecie jakim są obecnie Indie. Indie i inne kraje tamtego rejonu rosną szybko jako centra technologiczne – czym to się skończy nie wiemy.
Smutne w tym jest to, że Europa, nasza Europa nawet zjednoczona w Unii nie jest równorzędnym partnerem dla tamtych aktorów – Stanów Zjednoczonych, Rosji, Chin i Indii. Może warto przyjąć to do wiadomości i przestać myśleć o sobie jako o pępku świata, czasy gdy to Europa z Wielką Brytanią, Francją i Niemcami rządziły światem dawno się skończyły i nic nie wskazuje na to, że wrócą.
Wiemy jedno – świat dwudziestego pierwszego wieku powtarza błędy z przeszłości, co źle rokuje na przyszłość.
No to co mogę powiedzieć na zakończenie tej wyliczanki – zostaje mi tylko pochylić się nad tym, co stałe w tych zmieniających się czasach, nad człowiekiem i nad ludźmi, którzy i wtedy i teraz są najważniejsi, to od nich i do nich należą decyzje co ze światem i co z nimi.
Pisząc takie słowa pamiętam o tych wszystkich ograniczeniach i słabościach rodzaju ludzkiego, słabościach szczególnie widocznych w czasach AI i panoszenia się algorytmów jako narzędzi w rękach…czyich?
W rękach ludzi – jeżeli jednak są to tacy ludzie, jak najbogatszy obecnie człowiek na świecie jakim jest Elon Mask, to jest to tym bardziej groźne. Elon Musk właśnie wygłosił prognozę dotyczącą pozycji AI, tego czym będzie ona w ciągu najbliższych dziesięciu lat. W opinii Elona Maska AI w ciągu najbliższych dziesięciu lat osiągnie pozycję wynikającą z przewagi jej inteligencji nad naszą inteligencją, przewagi dokładnie takiej samej, jak teraz postrzegamy przewagę naszej inteligencji nad inteligencją szympansów. Na pytanie kto wtedy będzie kontrolował świat. Czy ludzie, czy AI, powiedział, że to oczywiste – to AI będzie decydować o wszystkim, a ludzie, tak jak teraz szympansy, nie będą mieli nic do powiedzenia o świecie i swojej w nim roli.
Przyznam, że to straszna wizja. A to, że głosi ją człowiek, który zarobił i zarabia swoje wielkie pieniądze na AI właśnie jest jeszcze bardziej przerażająca.
Jeżeli tak, to wszystko zależy od jakości ludzi, od tego jak będą kształtowani, kształtowani, a nie kształceni. Kształcić można fachowca od jakiejś roboty, kształtować trzeba człowieka jako człowieka, kogoś kto będzie wrażliwy na wartości, a nie tylko na pieniądze, kogoś, kto będzie znał historię po to, by rozumieć współczesny świat.
To trudne zadanie. Trudne, ale nie niemożliwe. By tak się stało, by to ludzie, a nie AI zdecydowali o przyszłości świata, potrzebny jest wspólny wysiłek świadomych celu ludzi – trzeba to zrobić teraz, bo jutro będzie za późno.
Patrząc na te wszystkie wojny kulturowe, na głębokie zmiany w strukturze ludzkich potrzeb wiem jedno – nadchodzą nowe czasy, nowe czasy nowych ludzi i to oni przejmą odpowiedzialność za losy świata.
Mając swoje lata coraz częściej łapie się na tym, że to mnie już nie dotyczy, że ja już tego nie zobaczę i co ważne, że ta świadomość to dla mnie wartość dodatnia, a nie strata.
Świat po trzeciej wielkiej wojnie może już nie być dla ludzi, to karaluchy mają wielokrotnie większą zdolność przeżycia w napromieniowanym środowisku. Jako taki, kto przez dwa lata stanu wojennego pracował jako firma trująca karaluchy i mrówki faraona trochę o nich wiem i nie chciałbym, bo to one opanowały Ziemię.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Moja Mama, która niebawem skończy 93 lata, nasze tygodniowe pogadanki telefoniczne zwykle kończy powiedzeniem, widocznie tak musi być. Zawsze mi się wydawało, ze to skutek fatalizmu, do którego jej trudne życie ja usposobiony. Jednak coraz częściej myśle, ze to przejaw realizmu, tym bardziej, ze zwykła dodawać, nic na to nie poradzimy.
Panie Zbigniewie,
rozumiem niepokój, który stoi za tym tekstem, i w kilku punktach go podzielam. Świat rzeczywiście stał się mniej przewidywalny, wojna Rosji przeciw Ukrainie pokazała ograniczoną skuteczność prawa międzynarodowego, rywalizacja mocarstw rośnie, a rozwój AI stawia pytania, na które nie mamy jeszcze dobrych odpowiedzi. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy z tych prawdziwych przesłanek buduje Pan obraz niemal nieuchronnej katastrofy.
Nie zgodziłbym się na przykład, że po II wojnie światowej „nic” nie zadziałało. Nie było globalnego pokoju, ale nie było też trzeciej wojny światowej. Powstały mechanizmy odstraszania, kontroli zbrojeń, kanały kryzysowej komunikacji, procedury dowodzenia arsenałem nuklearnym i instytucje międzynarodowe, które wielokrotnie ograniczały konflikty. Bywały zawodne i nadal są niebezpiecznie niedoskonałe, ale twierdzenie, że uniknięcie wojny atomowej było jedynie szczęśliwą statystyką, jest chyba równie dużym uproszczeniem jak przekonanie, że system gwarantuje nam bezpieczeństwo.
Podobnie z Ukrainą. Zdanie, że świat właściwie „nic” nie zrobił, jest retorycznie efektowne, ale faktycznie nieprawdziwe. Ukraina otrzymała gigantyczną pomoc wojskową, gospodarczą i finansową, NATO rozszerzyło się o Finlandię i Szwecję, Rosja została objęta bezprecedensowymi sankcjami i ponosi realne koszty wojny. Sankcje nie zatrzymały Putina — to prawda — ale z tego nie wynika, że niczego nie zrobiły. Ostatnie problemy rosyjskiej gospodarki, infrastruktury paliwowej i dostępu do części technologii pokazują raczej, że ich skutki są powolniejsze i mniej spektakularne, niż chcielibyśmy.
Największy dystans zachowałbym natomiast wobec fragmentu o Putinie i Xi budujących „superkliniki” mające zapewnić im nieśmiertelność. Ich podsłuchana rozmowa rzeczywiście dotyczyła przeszczepów, wydłużania życia i możliwości dożywania kiedyś 150 lat. Nie jest to jednak dowód, że obaj prowadzą tajne programy własnej nieśmiertelności. Tutaj felieton przechodzi z analizy w literaturę science fiction, a przecież rzeczywistość jest wystarczająco niepokojąca bez dopisywania jej laboratorium doktora Frankensteina.
Z Elonem Muskiem jest inaczej. On rzeczywiście powiedział niedawno, że za około dziesięć lat AI może przewyższać ludzi intelektualnie w takim stopniu, że trudno sobie wyobrazić, abyśmy nadal sprawowali pełną kontrolę — użył właśnie porównania ludzi i szympansów. Tyle że jest to prognoza Muska, nie ustalenie naukowe. Musk ma imponujące osiągnięcia technologiczne, ale również imponującą historię przewidywania terminów, które następnie mijają spokojnie i bez realizacji przepowiedni. Warto go słuchać; nie warto zamieniać jego przewidywań w kalendarz końca człowieka.
Najciekawsza jest dla mnie Pańska końcowa myśl: że przyszłość zależy od jakości ludzi, a nie wyłącznie od jakości technologii. Z tym trudno się spierać. Tyle że właśnie dlatego mniej obawiałbym się samego algorytmu, a bardziej państw, firm i ludzi podejmujących decyzje o jego użyciu. AI nie ma jeszcze własnej polityki zagranicznej, konta bankowego ani armii. Wszystkie te rzeczy nadal mają ludzie.
Może więc nie jest jeszcze pora przekazywać Ziemi karaluchom. One wprawdzie lepiej znoszą promieniowanie, ale dotychczas nie stworzyły ani ONZ, ani bomby atomowej, ani Truth Social. To ostatnie można nawet zapisać po ich stronie jako osiągnięcie.
Z esejem Zbigniewa Szczypińskiego współbrzmi wystąpienie Donalda Tuska na Campusie Polska: zagrożeniem jest nie tylko agresja, propaganda czy technologia, lecz także zanik żywej pamięci. Odchodzą świadkowie wojny, okupacji i zniewolenia, a wraz z nimi ludzie, którzy z własnego doświadczenia wiedzieli, do czego prowadzą pogarda dla prawa, kult siły i obojętność wobec krzywdy.
Pokolenie znające historię głównie z internetowych urywków łatwiej ulega prostym hasłom, fałszywemu patriotyzmowi i obietnicy „silnej ręki”. Demokracja, wolność i pokój nie są dane raz na zawsze — są kruchym dorobkiem, którego trzeba świadomie bronić.
Nie wszystko rozumiemy i nie wszystko nam się podoba, ale nie mamy na to wpływu..
To się dzieje niezależnie od nas.
I jest to przejaw realizmu a nie fatalizmu.
Te moje refleksje nad światem i ludźmi przyszły mi do głowy akurat teraz, w 46 rocznicę zakończenia strajku w Stoczni Gdańskiej, strajku który sformatował moje późniejsze życie. 46 lat, nawet nie pół wieku a jak inny jest ten świat w porównaniu do tamtego….
W ostatnim Newsweeku można przeczytać to mówi ten szalony filozof Żiżek o czterech jeźdźcach zagłady – wojnie, zarazie, głodzie i śmierci wskazując, że ta opowieść właśnie się spełnia.
Swój tekst pisałem wcześniej, bez tych inspiracji ale teraz myślę, że jest coś na rzeczy w tym, że tak różni ludzie myślą podobnie