26.10.2026
Julia Różewicz, tłumaczka obszernej książki Kateřiny Tučkovej „Bílá Voda” w słowie od tłumaczki napisała, że “ta powieść jest tak naprawdę trochę bardziej ‘dla nas’ niż ‘dla Czechów’”. Po lekturze obu tomów, z których każdy liczy kilkaset tron, powiedziałbym, że to książka przede wszystkim o rzymskim katolicyzmie jako kontynuacji komunistycznego zniewolenia. Zdaję sobie sprawę, że to teza mocna i dla wielu (zwłaszcza Polaków) szokująca, bo przecież od przynajmniej 1989 roku jesteśmy karmieni narracją, że to właśnie polski papież przyczynił się do upadku komunizmu, więc już sam pomysł zestawiana męczenników kościoła z oprawcami komunizmu wydaje się obrazoburcza. Jednak spokojne przyjrzenie się chociażby karierom komunistycznych kacyków i katolickich hierarchów pozwala na nieco śmielsze analogie. I w jednym i drugim przypadku kariery jednych oznaczały bowiem zdeptane życiorysy innych. Bowiem głównymi oskarżonymi są nie tylko komunistyczni działacze zaprowadzający nowe porządku w Czechosłowacji po 1945 roku pod dyktando Kremla, ale również watykańscy urzędnicy bardzo sprawnie wprowadzający nowy, tym razem rzymsko-katolicki, reżim skutecznie pacyfikujący niezależne myślenie w krajach, które w 1989 roku zrzuciły okowy moskiewskiego zniewolenia.
Obserwując z bliska, co się działo z kościołem katolickim, którym od 1978 do 2005 roku kierował Jan Paweł II widziałem to, o czym napisała, zwłaszcza w drugim tomie, Kateřina Tučkova. Jak ten tak bardzo kochany w swojej ojczyźnie papież potrafił bezwzględnie tępić każdego kto ośmielił się mieć inne zdanie w różnych kwestiach teologicznych, jak chociażby celibat księży czy święcenia kapłańskie kobiet, nie wspominając o aborcji czy środkach antykoncepcyjnych, które dla Wojtyły były prawdziwą obsesją. Pisarka poświęciła swojej monumentalnej książce 10 lat swego życia. „Bílá Voda” to owoc niezwykle skrupulatnych, archiwalnych badań, ale też ogromnego oczytania w literaturze przedmiotu. Autorka nie szuka taniej sensacji, nie wskazuje kozłów ofiarnych, nie prowokuje społecznego gniewu. Raczej zachęca do wejścia w mroczne światy ludzi miażdżonych przez totalitarne systemy. Tak naprawdę to nie ma znaczenia, że w jednym przypadku mamy do czynienia z nagą i brutalną przemocą, a w drugim z subtelnym wykorzystaniem duchowego autorytetu. I jeden i drugi nie znosi sprzeciwu i wszelkimi dostępnymi mu sposobami niszczy każdy przejaw niezależnej myśli. Ale i jeden i drugi potrafi też nagradzać oddanych mu służalców.
Kateřina Tučková w odautorskim komentarzu „Realia – kilka słów od autorki” napisała: „Książka ta jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, ale nie wszystkie zawarte w niej motywy, postacie i wątki są w stu procentach zgodne z rzeczywistością”. I dodaje komentarz dotyczący bohaterów książki: „mają swoje pierwowzory historyczne, ale ich losy zostały podporządkowane fabule powieści”. Ks. Andrzej Draguła omawiając książkę „Bílá Voda” przytomnie zauważa, że i w polskim kościele nie brak historii „które mogłyby stać się punktem wyjścia do dyskusji o tym, jak dalece polski Kościół wyszedł z epoki PRL zwycięski, a do jakiego stopnia uwikłany w przeszłość, z czego nie rozliczył się wciąż wystarczająco”. W pełni podzielam to rozpoznanie. Jednak podjęcie tego tematu oznacza przede wszystkim konieczność postawienia w stan oskarżenia głównego architekta obecnego kształtu katolicyzmu i to nie tylko w Polsce. Tego wyzwania, jak na razie, obawiam się, nikt nie jest w stanie podjąć. Jednak możemy czytać książki Kateřiny Tučkovej. Napisała ich przed omawianą książką dwie: „Wypędzenie Gerty Schnirch” (2009, wyd. polskie 2019) i „Boginie z Žítkovej” (2012, wyd. polskie 2014). Obie tłumaczyła i wydała w swoim wydawnictwie Afera, wspomniana na początku Julia Różewicz. Każda podejmuje temat źle obecny w czeskiej świadomości. Wypędzenie sudeckich Niemców, prześladowanie przez kościół kobiety posądzane o czary (tutaj dzieła zniszczenia dokonali komuniści). Choć kochana przez czytelników i nagradzana przez różne gremia literackie, wizja przeszłości prezentowana w książkach Tučkovej nie podoba się twórcom nowego porządku, dla których przeszłość powinna przede wszystkim służyć utwierdzaniu dobrego samopoczucia. Twórcy czeskiej polityki historycznej, podobnie jak i naszej rodzimej, nie znajdą w tej literaturze potwierdzenia swoich zamysłów tworzenia idealnej przeszłości służącej świetlanej przyszłości. Bohaterowie jej książek uwierają i domagają się krytycznego namysłu nad przeszłością, również tą najnowszą.
Tym bardziej cieszy, że w ramach Festiwalu Schulza we Wrocławiu to właśnie do Kateřiny Tučkovej powędrował nie tylko główny laur, czyli nagroda „Angelus” za książkę „Bílá Voda”, ale również nagroda czytelników im. Natalii Gorbaniewskiej. Rozpisywały się na ten temat głównie media wrocławskie. Ogólnopolskie zachowały zastanawiającą wstrzemięźliwość. Moim zdaniem całkiem niesłusznie, bo to książka, jak się rzekło, bardziej dla nas niż dla Czechów. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że – jak łatwo przeczytać w różnych notatkach informujących o treści książki – „Bílá Voda” to przede wszystkim historia osadzona w tytułowej, zapomnianej, górskiej wsi, znajdującej się na czesko-polskim pograniczu. Była ona jednym z miejsc, do których w 1950 roku trafiały zakonnice internowane po zamknięciu klasztorów na terenie Czechosłowacji. Jednak nie jest to li tylko kronika prześladowań katolickich zakonnic przez komunistyczny reżim. Przede wszystkim jest to plejada niezwykle plastycznie przedstawionych postaci, z których każda ma możliwość przedstawienia swoich racji. Nie znaczy to, że granice miedzy dobrem i złem zostały zatarte. Wprost przeciwnie. Właśnie poprzez biografie ludzi uwikłanych w swój czas udało się Tučkovej pokazać złożoność i nieoczywistość tych losów.
Obcując kilka dni z bohaterami „Bílej Vody” wsłuchiwałem się w ich głosy, którymi odmalowywali najczęściej tragiczne losy. Cały czas myślałem o niezwykłej książce Michaila Bachtina o poetyce powieści Fiodora Dostojewskiego, w której wskazał na polifoniczność jego książek. Podobnie u Kateřiny Tučkovej jesteśmy świadkami postaci wielowymiarowych, które wraz z rozwojem fabuły podlegają zmiennym, niekiedy zupełnie nieprzewidywalnym zwrotom akacji. Nic nie stoi na przeszkodzie by najbardziej okrutna strażniczka więzienna stała się oddaną członkinią wspólnoty zakonnej, do której należą jej ofiary. Takich zaskoczeń jest wiele i to one sprawiają, że tak trudno oderwać się od tej fascynującej opowieści. Jednak największym zaskoczeniem jest łagodne przejście do nowego systemu wczorajszych kanalii, które znakomicie odnalazły się w nowym „demokratycznym” świecie i najgłośniej protestują przeciwko uznaniu zasług, tych którzy jeszcze wczoraj byli ich ofiarami. Brzmi znajomo? Warto się w tej paradoksy „Bílej Vody” wczytać.
Dla tych, którzy wolą twarde fakty i nie ulegają emocjom przy czytaniu literackiej fikcji polecam zapoznanie się z życiorysami takich kobiet jak Anna Magdalena Schwarzová (1921-2017), w zakonie Maria Magdalena od Ran Chrystusa. z którą miałem okazję wielokrotnie rozmawiać w klasztornej rozmównicy klasztoru karmelitanek przy ul. Kopernika w Krakowie. Jej opowieści wcale nie odbiegały od literackiej fikcji Tučkovej. Inaczej spojrzałem nie tylko na czeskich i słowackich biskupów, ale nawet na tak podziwianego i kochanego w Polsce Tomáša Halíka (ur. 1948). Nie miałem okazji poznać osobiście, ale wiele przeczytałem o wyświęconej na księdza Ludmirze Javorovej (1932-2026) w 1970 roku przez biskupa tajnego kościoła Felixa Marię Davidka (1921-1988). Oboje są pierwowzorami głównych bohaterów książki „Bílá Voda”: siostry zakonnej Ewarysty i bpa Daniela Felixa. Życie tych dwojga wcale nie było mniej dramatyczne niż bohaterów powieściowych. Jan Paweł II też się pojawia na kartach książki i to niemal od momentu objęcia tronu papieskiego w 1978 roku. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeśli powiem, że nie jest to bohater pozytywny. Listę można jeszcze długo ciągnąć, tylko po co? Lepiej przeczytać książkę.

