Andrzej Wielowieyski: Dlaczego potrzebujemy historii alternatywnej16 min czytania

()

Wielowieyski-okładka2013-02-07.

Jakże ciekawe…

Jeden z najciekawszych polskich polityków, zarazem – intelektualista, znany ze swej działalności opozycyjnej w czasach minionego ustroju, napisał pasjonującą książkę – o tym, jak inaczej mogła się potoczyć historia.

Napisał tę książkę, znając dobrze historię, która się zdarzyła, nie wymyślał jej w sposób wygodny dla swego poprawiania przeszłości. Bo gdyby ktoś sugerował, dla przykładu, że Polska mogła sprzymierzyć się z Hitlerem, dowiódłby jedynie, że nie ma pojęcia o hitleryzmie i jego polityce wobec Polski. Nie mówiąc o polityce wobec Żydów…

 


Starożytni Rzymianie mawiali, że historia to magistra vitae, nawiązując tym samym do myśli greckiego historyka Polibiusza, który twierdził, że badanie dziejów jest najlepszym wychowaniem i najlepszą nauką aktywnego życia politycznego. Dziś jesteśmy ostrożniejsi. Z doświadczeń i pamięci historycznej czerpiemy wiedzę i inspiracje, ale także przejmujemy urazy, a wraz z traumą świadomość historyczną, czasem fałszywą, z której mu­simy się też z trudem wyzwalać. Zresztą zwykle nie popełniamy starych błędów – jak twierdzi Aleksander Dermandt – ale popeł­niamy nowe.

Nie ulega jednak wątpliwości, że historia, owa „wiedza o lu­dziach w czasie” – jak pisał wielki historyk Marc Bloch – jest nam bardzo potrzebna. Leszek Kołakowski stwierdza na przykład po prostu, że historia nie uczy nas, jak postępować, lecz uświadamia nam, kim sami jesteśmy. „Wiedza o ludziach w czasie” – zdaniem Blocha -jest potrzebna, albowiem „z nieznajomości losów minio­nych wynika nieuchronnie niezrozumienie teraźniejszości”, choć oczywiście daremne będą próby zrozumienia przeszłości, jeśli się nie wie nic o dniu dzisiejszym. Zgubić więc własną przeszłość to jakby zgubić siebie samego. Aby zniszczyć lub osłabiać narody, należy niszczyć lub fałszować ich świadomość historyczną. Za­fałszowana zaś pamięć historyczna oznacza zniewolenie. Dlatego rzetelna wiedza o historii to zawsze -jak twierdził Georg Hegel – szansa na wyzwolenie. Tak na przykład zrozumienie zjawiska sarmatyzmu w Polsce w czasach saskich, jako reakcji na nieszczęścia kraju w XVII i w XVIII stuleciu, pozwala niewątpliwie lepiej zro­zumieć reakcje obronne oraz niechęć wielu Polaków do nowych propozycji, do reform i do otwarcia na Europę w ciężko doświadczonym w poprzednich dekadach społeczeństwie polskim na pro­gu XXI stulecia. Oczywiście i na­rody, i różne środowiska społecz­ne mają różne doświadczenia, zatem i odmienną historyczną pa­mięć. Rozumienie i szanowanie tej inności stanowi jedno z waż­niejszych wyzwań współczesne­go świata.

Dla Polaków szczególnie waż­na jest, a może stać się groźna, pamięć historyczna naszych są­siadów – może mniej Niemców z ich pokojowym i demokratycz­nym doświadczeniem ostatnich dziesięcioleci, bardziej zaś Rosjan czy Ukraińców, którym wiodło się nie najlepiej. Inne kraje naszego regionu Europy są na ogół dopiero w trakcie rozwijania bądź odbudowy swej pamięci i świa­domości historycznej. Ale i nasza własna pamięć, jeszcze po roz­biorach i po „radości z odzyskanego śmietnika”, jak pisał przed laty Juliusz Kaden-Bandrowski, a zwłaszcza po dwóch wojnach światowych stanowiła także dla nas obciążenie, traumę, z której wszakże umiemy się stopniowo uwalniać.

Dlatego tak ważne jest, aby pamięć historyczna była, na ile się da, prawdziwa (pewien subiektywizm jednak zawsze pozostanie), bo fałszywa świadomość historyczna i narodowa grożą zawsze poważnymi błędami, słabością i nieszczęściem. Weszliśmy w epokę globalizacji, kiedy bardzo potrzebne staje się zarówno poczucie własnej wartości (co wynika ze świadomości historycznej i zależy od doświadczeń i skali dokonań), jak i umiejętność otwarcia się, współżycia z innymi narodami i zrozumienia odrębnych kultur, co z kolei warunkowane jest przekroczeniem barier tychże tak róż­nych przecież doświadczeń. Wymaga to oczywiście przede wszyst­kim rzetelnego szacunku dla prawdy historycznej.

Pamięć historyczna może być przydatna politycznie, bo po­zwala integrować społeczeństwo w duchu wspólnoty (czasem w sposób sztuczny i powierzchowny). Ustanowienie w putinowskiej Rosji święta narodowego 4 listopada, a więc trzy dni przed świętem rewolucji październikowej, za to w rocznicę przepędze­nia Polaków z Kremla w roku 1612, miało budzić pamięć, która wszelako już dawno zamarła. Natomiast nie mniej ważne jest, że bez tej pamięci trudno jest rozwijać swoją kulturę, a nawet po prostu dobrze żyć. Dawni Grecy wierzyli, że to właśnie Pamięć – tytanka Mnemozyna – jest matką wszystkich muz, bez pamięci bowiem nie ma natchnienia i nie ma tworzenia.

W bliższych nam czasach takiemu przeświadczeniu w sposób przejmujący dał wyraz rosyjski pisarz Piotr Czaadajew w jednym ze słynnych Listów filozoficznych. Stwierdził mianowicie, że twor­zyć kulturę mogą tylko narody, które mają pamięć historyczną i tą  pamięcią żyją. Jeśli jej nie mają, nie będą w stanie tworzyć, lecz raczej będą niszczyć. Uznał też nasz region Europy za szczególnie nieszczęśliwy, bo Czechom zablokowano pamięć historyczną po bitwie pod Białą Górą w roku 1620, Węgrom sto lat wcześniej, po bitwie pod Mohaczem w 1526 roku; upadek Serbów rozpoczął się  po bitwie na Kosowym Polu jeszcze w roku 1389. I Habsburgo­wie, i Turcy niszczyli pamięć historyczną tych narodów konsek­wentnie i dość skutecznie. „Jest jeden naród w tym regionie – pi­sał Czaadajew – który ma swoją historię i pamięć, to są Polacy, ale to my, Rosjanie, właśnie zniszczyliśmy im państwo. Sami zaś przez ostatnie dwa stulecia, mimo sukcesów państwa rosyjskiego, nie potrafiliśmy tworzyć świadomości historycznej, bo historia nasze­go państwa nie była właściwie historią naszego narodu, a była historią biurokracji niemieckiej w Rosji”. Listy filozoficzne zostały opublikowane za rządów cara Mikołaja I, nie na darmo nazywa­nego „Pałkinem”, toteż reakcja władzy była szybka: księgarz, który ów traktat wydał drukiem, został zesłany na Sybir, a Czaadajewa zamknięto w domu dla obłąkanych. Po pewnym czasie, po samo­krytyce i odwołaniu poglądów zawartych w Liście pisarz wyszedł na wolność. Sprawa się jednak na tym nie zakończyła, bo trzydzieści lat potem książę Iwan Gagarin, dyplomata rosyjski, zre­zygnował ze służby, przeszedł na katolicyzm, został jezuitą i… wydał pierwszy tom rosyjskiego samizdatu, tzn. zbiór utworów zakazanych w Rosji. Pierwszą pozycję w tym zbiorze stanowią  Listy filozoficzne Piotra Czaadajewa.

Od lat sześćdziesiątych minionego wieku nawiązywałem i pod­trzymywałem kontakty z dysydentami lub osobami o skłonnoś­ciach dysydenckich z Węgier, Rumunii i Słowacji, a nawet Buł­garii. Kilkakrotnie spotykałem się z ich nieukrywaną zazdrością: „A bo wy to możecie mieć jakieś niezależne środowiska i inicjować nawet opozycję polityczną, bo macie swój Kościół oraz swoją his­torię i tradycję”. Niewątpliwie pamięć historyczna i jej znaczenie zarówno w środowiskach elitarnych, jak i ludowych były u nas sil­niejsze. Charakterystyczne były wyniki badań prof. Stefana Nowaka nad postawami i opiniami w zakładach pracy w latach osiem­dziesiątych ubiegłego wieku. Respondenci byli nieufni wobec per­spektyw gospodarki liberalnej, woleli polegać na zarządzeniach komunistycznych ministrów. Wprawdzie nisko oceniali znaczenie i możliwości działania posłów („niewiele mogą zrobić”), ale in­stytucję Sejmu samą w sobie uznawali za bardzo ważną. Taka oce­na, jak sądziliśmy wówczas, wynikała z pamięci czy nawet pod­świadomości historycznej, która wbrew zupełnie jasnej sytuacji ustrojowej w PRL podpowiadała, że „Sejm jest ważny”. Ostatnie dwadzieścia lat, już po upadku komunizmu, zdaje się być potwier­dzeniem słuszności diagnoz Czaadajewa. Tworzenie nowoczes­nych państw w naszym regionie Europy, rozwój kultury społecz­nej oraz sprawność w podejmowaniu nowych wyzwań i reform jest większa na ogół tam, gdzie pamięć historyczna jest żywsza i bogatsza. Niektórym narodom i społeczeństwom trudniej przy­chodzi sprostać takim wyzwaniom nie tylko z powodu braku do­świadczeń wspólnotowych, ale głównie przez niedostatek pewności siebie i poczucia własnej wartości, które daje właśnie pa­mięć historyczna.

Odgrywała ona dużą rolę w naszych dziejach, co potwierdza trafność uwag Czaadajewa o Polsce. Pamięć Konstytucji 3 Maja i Insurekcji Kościuszkowskiej integrowała i ożywiała podzielony i gnębiony naród. Później tę rolę przejęła legenda napoleońska, a pobudzała poezja romantyczna. Doświadczenia powstańczych klęsk przez kilkadziesiąt lat tłumiły skutecznie niepodległościowe marzenia, ale Frakcja Rewolucyjna PPS, a potem Czyn Legionowy budziły ją na nowo i na pewno pomogła ona obronić odzyskaną niepodległość i budować Drugą Rzeczpospolitą. Wcześniej jeszcze nie pozwalała tej pamięci zamierać literatura narodowa, z dziełami Henryka Sienkiewicza i Stefana Żeromskiego na czele. Doznaw­szy cudu odzyskanej nieoczekiwanie niepodległości, klęski dru­giej wojny światowej (o czym będzie mowa w rozdziałach piątym i szóstym mojej książki) przeżyliśmy boleśniej, o realizm polityczny było nam trudniej i często był on traktowany jako zdrada.

Szczególnie drastyczny był przykład nieuprawnionego użycia pamięci narodowej przy podejmowaniu decyzji o podjęciu walki w Powstaniu Warszawskim. Generał Leopold Okulicki i płk Jan Rzepecki ostrzegali wtedy gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego przed powtórzeniem błędu kunktatorstwa, jaki popełnił gen. Jan Skrzynecki w roku 1831. Było to odniesienie fałszywe, bo kontekst polityczny i militarny w roku 1831 i 1944 był zupełnie inny. Przy­kład ten ukazuje też drastycznie, że nazbyt emocjonalne, nieracjo­nalne traktowanie pamięci historycznej nie tylko może prowadzić na manowce, ale wręcz do wielkich nieszczęść.

W ostatnich dekadach naszych dziejów pamięć konsekwencji Powstania Warszawskiego i doświadczenia robotniczych protes­tów z lat 1956,1970 i 1976 nauczyły nas powściągliwości i ostrożności. Przydały się w latach 1980-1989. Wszystko to wskazuje, że pamięć historyczna ma i powinna mieć w dalszym ciągu duże zna­czenie w życiu narodu. Ale pamięć nieszczęść i doznanych krzywd może trwać przez wiele pokoleń i łatwo się odnawia.

Przywołać w tym miejscu można znany zwłaszcza historykom przykład Francji. W niektórych jej regionach (Langwedocja, Cevennes) pamięć prześladowania katarów w stuleciu XIII wzbu­dziła żywiołowy rozwój protestantyzmu w XVI wieku, ten znów wywołał bunty chłopskie przeciw Ludwikowi XIV, a potem rady­kalizm w czasie Rewolucji Francuskiej oraz silny antykościelny i antytradycjonalistyczny radykalizm w XX wieku. Znamienna jest nieprzypadkowo pamięć ukraińska o ucisku, wzajemnych rzeziach i walkach z Lachami (Lachiv ryzaty), która trwa od ponad trzystu lat.

Często narody integrują się nie tylko wokół pamięci zwycięstw i sławy bohaterów (Grunwald, Joanna d’Arc, Borodino), ale rów­nież wokół pamięci nieszczęść. Katalończycy przyjęli za dzień świę­ta narodowego rocznicę zdobycia Barcelony przez wojska francusko-hiszpańskie w roku 1710, wraz z którym na długo zamarła katalońska autonomia i swobody. Szczególnym przypadkiem jest Izrael, gdzie świadomie buduje się poczucie więzi i narodowej wspólnoty na bazie pamięci Holocaustu.

„Tradycje szczęśliwych i zamożnych społeczności są do siebie podobne, łatwiej je rozumieć i akceptować. W przypadku tradycji nieszczęść jest odwrotnie – pisze izraelska historyczka Idith Zertal – każda wspólnota dotknięta nieszczęściem jest nieszczęśliwa na swój sposób, a każdy członek tej wspólnoty nosi na sobie znak tego nieszczęścia… Istotnym jest samopostrzeganie narodu jako wspólnoty traumatycznej, a także budowanie panteonu dla włas­nych męczenników, w których synowie i córki narodu mogliby zo­baczyć wyidealizowany obraz samych siebie”. Innym znamiennym przykładem jest wielka tradycja narodowa Serbów, która od wieków opiera się na pamięci klęski królestwa serbskiego ponie­sionej w XIV wieku w walce z Turkami na  Kosowym Polu. Ta właś­nie tradycja ogromnie utrudnia dziś Serbom uznanie odrębności w 90 procentach albańskiego Kosowa, co jest politycznie oczywis­te, ale moralnie pozostaje dla nich nie do przyjęcia.

Obok założenia, że nauka historii służy prawdzie, a pamięć histo­ryczna powinna się wzbogacać oraz pobudzać twórczość i rozwój narodu, trzeba za Jacquesem Le Goffem przyjąć, że historia jest niepowtarzalna i że praca historyka powinna uwzględniać trzy zasady: po pierwsze prymatu wydarzenia, po wtóre uprzywilejo­wanej roli jednostek, po trzecie dążenia do narracji kompletnej, tzn. do ukazania możliwie wyczerpująco złożonego kontekstu wy­darzeń.

Od strony politycznej na przykład prymat wydarzenia wsparł w jednym z wywiadów brytyjski premier Harold Macmillan. Na pytanie dziennikarza, co jest najważniejsze w polityce, odpowie­dział: „Wydarzenia [events], które trzeba rozumieć”. Fryderyk Wielki dorzuciłby, że „trzy czwarte spraw tego pożałowania go­dnego świata załatwia Jego Świątobliwa Wysokość Przypadek”. Przez kilka pokoleń wychowywano nas w przekonaniu, że naj­ważniejsze jest to, co się dzieje wśród ludzkich mas według pew­nych historycznych prawidłowości, a nawet konieczności. Wraz z załamaniem się marksizmu owo przekonanie osłabło, jakkolwiek badanie zbiorowych poglądów i zachowań pozostanie oczywiście sprawą ważną, a badania historyczne będą się splatać nierozłącz­nie z badaniami socjologicznymi. Można się też zgodzić, że w sta­dium zaawansowanym procesy historyczne są bardziej odporne na figle przypadków.

Tezę o indywidualizacji historii lapidarnie podbudował do­świadczony praktyk, Josip Wissarionowicz Stalin, w znanym prze­mówieniu do absolwentów Akademii Wojskowej im. M.W. Frunzego: „Towarzysze, historię kształtują masy, ale masami kierują sztaby, a więc uwaga na wywiad i kontrwywiad!”. W każdym z waż­niejszych historycznych wydarzeń rola wybitnych jednostek, a czę­sto też dominujących grup społecznych, staje się ważna i bez jej wyjaśnienia nie da się zrozumieć przyczyn i biegu wydarzeń. Pa­weł Jasienica, wielki narrator polskiej historii, stwierdził po pro­stu: „umysł i serce, skreślcie te dwa czynniki, a dzieje narodów stają się niezrozumiałe”.

W jednym z podręczników historii dla liceów z ostatnich lat znalazłem zacytowane dwie maksymy, które powinny mieć decy­dujące znaczenie przy kształtowaniu pamięci historycznej. Pierw­sza pochodzi od Francisa Bacona: „Prawdziwa historia – to zro­zumienie przyczyn”. Drugą przekazał nam Molier: „Jesteśmy od­powiedzialni nie tylko za to co robimy, także za to, czego nie robimy”.

Dążenie do narracji kompletnej, tak aby możliwie dostatecz­nie wyjaśnić złożoność relacji, przyczyn i skutków, wymaga rów­nież rozważenia możliwych „historii alternatywnych”, czyli wyda­rzeń, które były możliwe, a nawet niekiedy wysoce prawdopodob­ne, a jednak nie nastąpiły – bądź z powodu przypadku, bądź w wy­niku walki czy starań, których znaczenia czasem nie doceniano. Sądzę, że dla zrozumienia zwłaszcza wydarzeń ważnych, przełomowych, refleksja nad wariantami tych wydarzeń jako wyniku możliwych rozmaitych decyzji lub innych zbiegów okoliczności jest niezbędna. Bez tego doświadczenie leżące u podstaw pamięci historycznej i opisu historycznego będzie niepełne i mylące. W na­szej własnej historii, zwłaszcza ostatnich lat, jest na to dosyć przy­kładów. Podejmowane sensowne decyzje polityczne, militarne czy gospodarcze opierają się zwykle na wyborze wariantu najkorzyst­niejszego lub najbardziej prawdopodobnego spośród jednak kil­ku innych możliwości. Podobnie też wiedza i pamięć historyczna, zwłaszcza gdy dotyczy decyzji i wydarzeń szczególnie ważnych, powinna uwzględniać różne warianty, które mogłyby się zdarzyć i które byłyby poważnie rozpatrywane wraz z ich ewentualnymi skutkami, czyli jak to by było potem i czy byłoby inaczej. Dopiero wtedy możemy zrozumieć i ocenić, kim dziś jesteśmy i w jakiej kondycji żyjemy. Wymaga to jednak historycznej rzetelności: argumenty za możliwością tego, co nierzeczywiste, możemy czer­pać tylko z rzeczywistości, a nie z własnych fantazji. Rzetelne zaś prognozowanie alternatywnych biegów wydarzeń nie może do­tyczyć dłuższych okresów czasu, ze względu na rosnącą geomet­rycznie liczbę niewiadomych.

Angielski historyk Niall Ferguson skutecznie odpiera zajadłe ataki niektórych historyków, zwłaszcza o orientacji marksowsko-deterministycznej, traktujących „historię alternatywną jako ahistoryczne g…”. Przekonywująco wykazuje, że oczywiście mogło nie być amerykańskiej wojny o niepodległość, że Hitler mógł opano­wać w 1940 roku Wyspy Brytyjskie, a potem, że mógł pobić Sta­lina oraz że mogło na przykład nie być żadnego Gorbaczowa. Czy jednak warto zastanawiać się nad rozlanym mlekiem, a zwłaszcza nad tym, które nie zostało rozlane? Ferguson jest przekonany, że: „Na te pytania łatwo odpowiadać, bo my sami przecież nieustan­nie odpowiadamy na podobne kontrfaktyczne pytania w naszym życiu… i nie możemy sobie nie wyobrażać scenariuszy alternatywnych…, co by się stało gdybyśmy coś zrobili lub gdybyśmy czegoś nie zrobili […]. Decyzje o przyszłości opierają się zwykle na moż­liwych konsekwencjach alternatywnych biegów wydarzeń. Ma więc głęboki sens porównywanie aktualnych wyników tego, coś­my zrobili w przeszłości, z możliwymi wynikami tego, co można było zrobić”.

Nasza tożsamość – to kim jesteśmy- ukazuje nam się pełniej i bardziej sprawiedliwie, kiedy uświadamiamy sobie, czego nie zrobiliśmy, jakich szans nie wykorzystaliśmy, a także jakich ciosów udało się nam uniknąć. W naszej historii dotyczy to zwłaszcza nieszczęść i zahamowania naszego rozwoju w XVIII i XIX wieku, które nie w pełni były zdeterminowane i których w sprzyjających okolicznościach można było uniknąć lub chociaż mniej płacić złej koniunkturze. Dotyczy to też zdumiewających rezultatów pierw­szej wojny światowej, a także końca zimnej wojny i upadku ko­munizmu, kiedy to dwukrotnie historia ofiarowała nam swą łaskę po zaniżonej cenie. A taki fawor także może wypaczać naszą pa­mięć i świadomość naszej tożsamości.

Po to więc, by lepiej odpowiadać na nowe wyzwania historii i dać więcej szans sobie i wszystkim naszym muzom. Ich matka Mnemozyna – nasza historyczna pamięć powinna być prawdziwa, czyli możliwie bliska naszym rzeczywistym doświadczeniom oraz walorom i przez to bardziej dorównana do naszych dyspozycji i sprawności. (…)

Andrzej Wielowieyski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

7 komentarzy

  1. Hazelhard 08.02.2013
  2. pawel 08.02.2013
    • andrzej Pokonos 10.02.2013
  3. de mowski 09.02.2013
    • andrzej Pokonos 10.02.2013
  4. Incitatus 11.02.2013
  5. de mowski 15.02.2013