2013-03-04. Kto to taki? Ta królowa to Krwawa Marysia, czyli Bloody Mary . Czy zawdzięcza imię rzeczywistej królowej angielskiej z rodu Tudorów, tak nazywanej nie bez powodu? Nie wiem. Wątpię. Koktajl wymyślono zdaje się w którymś z nowojorskich barów w latach dwudziestych XX wieku. Nie wierzę, aby najzdolniejszy nawet barman był takim erudytą. Ale – może?… Dociekania na ten temat można znaleźć w Sieci. Ja zajmę się praktyką.
Zauważyłam, że amatorzy koktajli są ludźmi znającymi na ich temat wiele opowieści, którymi się chętnie dzielą. Mój domowy sommelier, czy raczej miksolog praktyczny – tak, tak, miksologia to bardzo ważna i niełatwa dziedzina nauki; zwłaszcza ćwiczenia w laboratorium bywają męczące – do tego trunku dochodził dość krętą drogą. W daaawnych czasach, w czasie swojej, jak to określa, pierwszej cysterny, usłyszał od kolegów, jaka to wspaniała jest Krwawa Mańka, czyli spirytus pół na pół z sokiem pomidorowym. Spróbował. Sok wówczas dostępny miał tę właściwość, że wystarczył kwadrans stania, aby w dolnej części butelko-słoika zebrało się coś na kształt przecieru, nad nim zaś pozostała lekko zabarwiona woda. Zamieszanie najpierw samego „soku”, a potem ze spirytusem, dało coś nad wyraz ohydnego. Wypić, wypił (w końcu alkohol wylać szkoda), ale od tej pory swoje zdanie o Krwawej miał: paskudny mix.
Toteż kiedy bez mała dwadzieścia lat później znalazł się w kraju przodującego imperializmu (uwaga dla młodych: to żart; to ZSRR w nowomowie był krajem przodującego socjalizmu), z często oferowanych mu koktajli wybierał różne, byle nie Bloody Mary. Aż przez omyłkę podano mu właśnie ten koktajl. Trudno. Spróbował… i się zachwycił. Okazało się, że to żaden bełt spirytusowy, a i sok jakby całkiem nie ten, co dostępny w Ojczyźnie; ale o szczegółach niżej.
Kiedy wrócił do kraju, dekada Gierkowska wprawdzie miała się ku tej drugiej połowie, mniej atrakcyjnej, ale austriacki sok pomidorowy w niewielkich puszkach jeszcze był dostępny. Krwawa Mary stała się jego trunkiem firmowym, no, jednym z kilku. Czy zatem ta recepta z dawnych lat była fałszywa? Nie całkiem. Koledzy poprawnie podali proporcje, ale nie wyjaśnili, jak to pić. Oryginalna, podobno radziecka receptura zakładała, że nalewa się pół szklanki soku, na to – ostrożnie, żeby nie wymieszać – trzeba nalać spirytus i wypić całość za jednym razem. Wówczas najpierw się pije sam spirytus, a od razu po nim niejako zakąskę w postaci soku. Stworzenie takiego miksu mogło być wówczas niełatwe z powodu osobliwych właściwości soku, który składał się z burawopomarańczowej zawiesiny i jasnopomarańczowej wody. Ale to już nie nasze zmartwienie. Choćby się szukało, takiego „soku” się nie dostanie.
Domowy miksolog przywiózł ze swojej, jak widać, pożytecznej podróży broszurkę o cocktailach. Ma tytuł „Mixology, 45 drink recipes”. Wedle przepisu z niej sporządza nam Bloody Mary . To trunek wesoły i treściwy. Pijemy go w wersji hot (ostrej), dlatego do jego sporządzenia zaopatrujemy się w pikantny sok pomidorowy. To rzecz indywidualnego smaku, oczywiście.

A recepta kanoniczna przedstawia się tak:
Bloody Mary
2 porcje soku pomidorowego
1/3 porcji soku świeżo wyciśniętego z cytryny
kilka kropli sosu Worcestershire
1 porcja wódki czystej
sól, pieprz do smakuZ cytryny wycisnąć sok, przecedzić przez sitko. Zmieszać sok pomidorowy z przyprawami, dodać alkohol. W shakerze wymieszać koktajl z pokruszonym lodem.
Tyle przepis. Buteleczkę z Worcestershire przedstawiam obok. Warto się zaopatrzyć w ten stylowy angielski sos, właśnie tej firmy, nie tylko ze względu na koktajle. Ale wróćmy do Bloody Mary: mój miksolog nie wstrząsa, ale ją miesza. Lód podaje nie ukruszony, choć w mniejszych kostkach lub kulkach. A w ogóle składniki podstawowe powinny być zimne. Koktajl podaje w wysokich szklankach do long-drinków.
Przyjęte jest, aby do tego drinka podawać w charakterze mieszadełka łodyżkę selera naciowego. Dbam o to ja. Seler jest świetną zakąską do Krwawej Mary, pod warunkiem, że się lubi jego smak.
I jeszcze jedno: kto chce uzyskać dobry efekt, musi zadbać o to, aby i sok, i wódka były wysokiej jakości. Z byle jakich składników nie uzyska się niczego dobrego.
Alina Kwapisz-Kulińska


Bloody Mary poprawiona:
zamiast zwyklej soli, sol selerowa (niestety slabo dostepna w Europie i najlepiej przywozona z Ameryki)
Kropla czy dwie sosu Tabasco.
I co bardzo wazne : Worcestershire firmy najsluszniejszej czyli Lea and Perrins wymawia sie „łuster” , nie „łorczesterszir” ani „łorczestershajer” , bo to obciach.
łuster i tylko łuster .
I nie mylic go z tym produkowanym pod ta sama nazwa w Polsce! Na szczescie jest dostepny.
My robimy bez tabasco, ale za to z ostrego soku pomidorowego. Do zwykłego łagodnego, istotnie polecam. Z solą uważamy, bo nie lubimy za słono. Łuster:) już jest słony.
I jeszcze żółtko, i już mamy „ostrygę pustyni”, w dodatku z tradycyjnym, przeciwkacowym „klinem”. Nawiasem mówiąc te lata obfitowały w recepty typu fifty fifty. Np. Kuba Libre (Bacardi plus Cola) i znana mi chyba już z balu maturalnego „Łamidupa”. (50% wódki, 50% soku z grejpfruta).
Andrzej, jak możesz! „Łamidupa” piękna nazwa, ale to, o czym piszesz, to harcerzyk, dyskutowaliśmy już z Aliną o tym! Nie to, żebym był przeciw zmianom nazewnictwa, chodzi o historię!