nathan gurfinkiel: opowiastki rozpustne jak jasny gwint

natan sepia2013-04-24.

café ayatollah

Śnilaś mi się niemal i  rozdwoiłaś się, kiedy usiłowałem zapaść w drzemkę. Jedną byłaś w Kopenhadze i mieszkałaś na ładnej ulicy w dzielnicy Christianshavn, którą tak lubię… Wyrywałem sie do krakowskiej ciebie, a kiedy dotarłem pod Wawel, wypytywałaś o siebie kopenhaską, po to byś późnej, jako znów kopenhaska chciała dokładnie poznać siebie krakowską.

Ty kopenhaska miałaś jaśniejszą karnację i  byłaś wspaniale chrześcijańska,  by w krakowskiej postaci stawać się żydowściejsza,  bardziej czarna i mniejsze wykazywać zainteresowanie mężczyznami, bez względu na płeć i wiek. Nic przeto dziwnego, że śniłem o ponownym przeistoczeniu się w żonę właściciela dóbr ziemskich, którego porzuciłbym  bez wahania dla ciebie. Nie byłoby w tym nielojalności żadnej, bo i cóż mi po mężu upozowanym na żonę…

Martwiło mnie tylko podejrzenie, że zbyt szybko przejrzałaś mą genetyczna skazę  i – ignorując mnie całkowicie – wysyłałaś   na przeszpiegi do siebie  kopenhaskiej,  aż mimowolnie  stałem się jakimś postillon d’amour, kursujacym miedzy brzegami Sadzawki, bo ty kopenhaska byłaś zadurzona w sobie krakowskiej, a krakowska ty pałałaś afektem gorącym do kopenhaskiej siebie, a ja opętany grzeszną namiętnością, nie mogłem wyrzec się żadnej z was, budowałem więc w swych rojeniach coraz odporniejsze na wstrząsy trójkątne konstrukcje.

U tej drugiej  ciebie rosły pod stołem męskie wyroby obuwnicze i kiedy przed wyruszeniem do ciebie krakowskiej chciałem obuć swe nogi na wypadek chłodnych wiatrów nadwiślnych, miałem trudności ze znalezieniem pary należytego rozmiaru. Nie wypadało mi wszelako zapytać o przyczynę tej wybujałej wegetacji,  czekałem więc aż ty krakowska, udrapowana we wspaniale zawoje, wytłumaczysz mi powody  skórzanych powikłań.

Później, gdy po raz kolejny zjawiłem się w Krakowie z dyskretnym i czułym bilecikiem od kopenhaskiej ciebie, pojechaliśmy do Samira na zamku w Przegorzałach. Modne wśród krakowskiego towarzystwa miejsce kurdyjskiego milionera zdążyło zmienić nazwę   na “Café Ayatollah”. Kelnerki miały długie do kostek  różnokolorowe gandury  i zasłonięte twarze. Ich zalotne uśmiechy można było dostrzec tylko spoglądając prosto w oczy dziewcząt, ale utrzymanie wzroku na twarzy nie było łatwe. Spod poprawnych muzułmańskich strojów kelnerek sterczały nagie biusty i to one, bardziej niż majaczące w oddali Tatry, przyciągały uwagę gości. Przez moment zdało mi się, że w jeden z rytualnych zawojów okutana jest fińska studentka ze stateczku w  Amsterdamie, z którą spędziłem kilka nocy w ciasnej kajucie, a następnego roku mokliśmy  na deszczu w Pradze. Później   przez długi jeszcze czas marzyła mi się ta niewygodna kajuta i potoki deszczu. Nie była to jednak Pääivi – fińska studentka szwedzkiego uniwersytetu w Åbo (Turku). Kiedy zapytałem o to  dziewczynę z obsługi, ta  nachyliła się i delikatnie muskając mnie w szyję  obnażonym  biustem szepnęła, że  nie jest ona  w ogóle kimś  z  kręgu zaprzyjaźnionych między sobą kelnerek  i została przyjęta do pracy na  polecenie właściciela.

Jeżeli któremuś z gości kelnerka  przypadła do gustu,  szedł z nią na górę i dziewczyna wyplątywała się z szat, zostawiając tylko hidżab na twarzy. W pokoju czekała już inna , ubrana w taki sam poprawny muzułmański strój, by zluzować  koleżankę.

Zapragnąłem, byś przywdziała strój kelnerki i żebyśmy mogli z większej jeszcze wysokości podziwiać tę wstążkę, co płynie tak i płynie po polskiej krainie, ale krakowska ty, zapominając nawet o sobie kopenhaskiej, nie mówiąc już o mnie, dyskretnieskinęłaś na maitre d’hôtel  i podałaś mu ukradkiem kartkę, a on rzuciwszy kątem oka na kartonik, spojrzał przeciągle na  kelnerkę, która następnie podeszła do stolika i zabrała cię na górę.

Miejsce było podminowane nie tylko stężonym w powietrzu erotyzmem. Sanir, obawiając się o bezpieczeństwo gości i całość lokalu, wynajął zastęp komandosów z PKK, przeszkolonych w dolinie Bekaa jeszcze w czasach, kiedy rządził tam Abdulla Öcalan. Udawali oni dla niepoznaki BOR-owców, dokooptowawszy do swej formacji kilku Polaków dla utrzymywania komunikacji.   Funkcjonariusze CBA usiłowali dociec kto skorumpował  pracowników BOR-u, a ci weszli w swe role tak udatnie, że wezwali na pomoc niewielki oddziałek agentów ABW, by zneutralizować nękających ich janczarów antykorupcjonizmu. W pewnym momencie atmosfera zrobiła się gorąca i na polecenie Samira kelnerki zaczęły rozdawać gościom kuloodporne kamizelki. Na szczęście byłaś z dala od jakiegokolwiek niebezpieczeństwa. Przetrwałaś ten moment kryzysu w zacisznym pokoju, kontemplując  oszałamiający biust dziewczyny z zasłoniętą twarzą…

chocolat, chocolat…

Byłem na jakimś spędzie w ogromnym dwupoziomowym   mieszkaniu, na Basztowej, z palmami i wodotryskiem pośrodku największego pomieszczenia. Całe wnętrze było monstrualnym kiczem, od którego na pierwszy rzut oka odrzucało, ale wystarczyło przyjrzeć się nieco tylko uważniej, by dostrzec że wszystkie te koszmarne oczojebki układały się w przemyślaną kompozycję, zdradzającą poczucie humoru i bezbłędny gust gospodarzy – była to bowiem niezwykle wyrafinowana parodia upodobań estetycznych krakowskiego towarzystwa z zamierzchłej, lecz wciąż jeszcze żywotnej epoki – tak jakby Salvador Dalí wstał nagle z grobu i przyleciał do Krakowa, by urządzić to mieszkanie specjalnie na wydanie party. Na przyjęcie nie wolno było przyjść w towarzystwie żony(zwłaszcza), a nawet przyjaciółki, choćby wzajemna fascynacja trwała dopiero od kwadransa. Kiedy pojawiał się gość, przydzielano mu przewodniczkę. Moją była Xenia *** – aktoreczka z Cricot 2, która niegdyś, na samym początku, tuż po uchyleniu zakazu przedstawień zaprowadziła mnie do teatru, a potem zaaranżowała spotkanie z Kantorem, bym mógł przeprowadzić z nim wywiad dla radia.   Spotkanie z mistrzem miało się odbyć nazajutrz po pierwszej rozmowie,  w nieistniejącej już dziś kawiarni Warszawianek na Sławkowskiej.  Wieczorem Xenia przyszła do hotelu Pollera(w owej epoce “Pod Złotą Kotwicą”), żeby zabrać mnie i mego przyjaciela Wojtka na przedstawienie. Kiedy znaleźlimy się na widowni, spektakl trwał  już od kilku minut. W pewnym momencie na scenę wkroczyła sprzątaczka z kubełkiem, szczotką na bardzo długim kiju i szmatą – i jęła roztrącać aktorów. Była pijana, więc nie krepowała się zbytnio. Mistrz Kantor – mówiła – taki elegancki pan, człowiek stateczny, starszy, niegłupi jakby, pozwala tym błaznom miotać się po scenie i wygadywać takie głupoty, że  denko normalnie od dupy odpada. I jeszcze sam ich do tego zachęca. Gdyby nie to, że muszę jakoś ten drobiazg wykarmić, bo na mojego nie ma co liczyć, to bym rzuciła to wszystko i niechby utonęli w brudzie i smrodzie. Sprzątaczce pomyliły się godziny, a publiczność pokładała się ze śmiechu, przekonana, że jest to część spektaklu…

Po tych wszystkich latach, które upłynȩły od tamtego wieczoru, Xenia nadal była tym samym, nieco tylko bardziej krągłym  dziewczątkiem, które leżało ze mną i  z Wojtkiem na podłodze w naszym  hotelowym pokoju i nagadywało  komiczne bezeceństewka do mikrofonu. Poznała mnie od razu i powiedziała na powitanie: Xeni dupa się zieleni. Mówiła to również wówczas w tym hotelowym pokoju, ale teraz uniosła sukienkę i zaprezentowała zielone stringi.  – Jestem wydepilowana. Chcesz zobaczyć?…

Nastrój stawał się coraz bardziej frywolny.  Wokół mnie kopulowały pary, ale nie było w tym widowisku nic ordynarnego. Dziewczęta były w fantazyjnych strojach, mieniących się wszystkimi kolorami i te naturalistyczne sceny bardziej przypominały wysublimowane baletowe widowisko, aniżeli  gorszące ordynarnością bachanalia. Xenia nachyliła się do mnie.

– Teraz będzie czekolada.

Z głośników dobył się orkiestrowy tusz i rosła dziewczyna w długiej, szczelnie przylegającej intensywnie brązowej sukni z otworami na  nagie piersi klasnęła w dłonie.

– Moje drogie,  zwróciła się do uczestniczek wieczoru. Jeżeli któraś z was gustuje w seksie oralnym, to winna zadbać  o to, by jej ukochany jadł gorzką czekoladę z wysoką zawartością procentową ziarna kakaowego, a wówczas sperma straci swój przenikliwy, ostry smak i rozpusta stanie się niewyobrażalnym pasmem rozkoszy… A ponadto – zawiesiła tajemniczo glos – my, kobiety winnyśmy dla naszego własnego dobra czynnie zachęcać naszych mężczyzn do czekoladowej diety, bo jedzenie czekolady ujędrnia biust.

Wokół prezenterki pojawiło sie kilku kelnerów z tacami wyładowanymi tabliczkami ekologicznej czekolady Björnsteda. Dziewczyna skinęła na jednego z nich, by stanął na podwyższeniu. Zeszła o stopnień niżej,  wprawnym ruchem rozpięła mu spodnie i po chwili masażu przywarła  ustami do berła.

Znów rozległ się orkiestrowy tusz i na sali zapanowała powszechna wesołość. Szczebioczące po kątach  dziewczyny w kolorowych strojach zaczęły polować na uczestników imprezy, by natychmiast przećwiczyć instruktaż prezenterki. Ten nastrój podniecenia udzielał mi się coraz bardziej, ale  postanowiłem, że nie wdam się w żadne igraszki per procura z moją przyjaciółką.

Ta pokusa wierności wyostrzyła refleksję i zmysł  obserwacji.  Zacząłem oglądać zdarzenia na tej imprezie z mniejszą ekscytacją, łatwo rozpoznałem więc w barwnym i nienaturalnie hałaśliwym tłumie dziewcząt niektóre kelnerki z “Café Ayatollah” w Przegorzałach  i zrozumiałem, że  upozowany na spontaniczne widowisko spęd był  na zimno skalkulowanym  entré czekolady Björnsteda na polski rynek.

pilne, tajne

Zdrzemnąłem się późnym sierpniowym  rankiem, bo przedtem obudziłem się o brzasku i ledwo narzuciwszy na siebie jakieś ubranie  poszedłem nad jezioro, jedno z trzech, oddzielające kopenhaskie śródmieście od  okalających je dzielnic. Ten pas jezior jest dość blisko mojego domu, mogłem więc bez szczególnego wysiłku  oglądać ptactwo wodne o poranku. O tej porze ruch samochodów po śródmiejskiej stronie jezior był dość niemrawy  i w mieście było jeszcze  mało miasta, cieszyłem się wiec spokojem, trzepotaniem  ptasich skrzydeł, zapachem nie nagrzanej jeszcze słońcem wody. Ten idący od niej powiew świeżości oszałamiał   i  wwiercał  się w dziurki od nosa. Wróciłem  zmęczony i opłukawszy się byle jak, byle szybko, zapadłem w drzemkę, ledwo zdążywszy przyłożyć głowę do poduszki.

Udało mi sie zapamiętać sen, a przynajmniej jego strzępy. Byłem w którejś z  koszmarnych wakacyjnych miejscowości w Hiszpanii, jeszcze frankistowskiej – w Torremolinos jakby, ale też trochę w Benidormie. Jasnowłosa piękność z rysami twarzy i figurą fińskiej studentki szwedzkiego uniwersytetu w Turku (Åbo – po szwedzku), którą miałem dopiero spotkać kilkanaście lat później w Amsterdamie, uporczywie mnie szpiegowała. Odkryłem bardzo szybko, że jestem obserwowany na plaży, w knajpkach w kawiarniach, w moim pensjonatowym pokoju nieomal, bo kiedy schodziłem na dół, widziałem jak usiłowała ukryć się przede mną, by później znów się wyłonić w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Przypominało to coraz bardziej trzeciorzędny film szpiegowski, trochę nudnawy, bo ze spowolnioną zanadto akcją, co miało  nadawać mu  pozory głębi         psychologicznej, ale psychologia też była dość podejrzanego gatunku.

Pewnego  dnia agentka tajnych służb  odrzuciła wszelkie pozory konspiracji.  Podeszła do mnie na plaży i powiedziała po polsku:  E*** ze Śląska  pyta czy czytałeś książkę Ernesto Sábato “Tango”. Były to lata wczesnosiedemdziesiąte, więc powiedziałem, że nie bardzo orientuję się o kogo chodzi i skąd to nagłe zainteresowanie tangiem. Poznasz ją kiedyś – odezwała się moja prześladowczyni – więc lepiej powiedz zawczasu  jaką informację  mam jej przekazać…

posłowie (poważne też jak jasny gwint)

być może ktoś zapyta co mnie skłania do zajmowania się czymś tak marginesowym oderwanym od życia. jeżeli nie będzie tego ciekaw, może oszczędzić sobie trudu czytania tego wyjaśnienia.

te opowiastki są czymś na kształt pokazywania języka politykom. niektórym z nich wydaje się, że mają monopol na wiedzę o tym, co narodowi polskiemu kotłuje  się w głowie. pomijając nawet fakt, ze natrętne odwoływanie się do więzów krwi przy byle okazji jest przejawem bardzo złego gustu, świadczy ono również o megalomanii. demokracja jest dla nich prostą operacją arytmetyczną, głoszą więc, że wiedzą najlepiej co jest dobre dla wszystkich, bo zostali wybrani. donald tusk, nasz premier-recydywista zapewnia, że nie będzie żadnej rewolucji obyczajowej, bo nie będzie i już, a jeden z jego ministrów silnie sprzeciwia się związkom, z powodu których oscar wilde poszedł do więzienia. ówcześni ustawodawcy wpadli w czarną dziurę niepamięci, a ich ofiara stała klasykiem literatury angielskiej, a dzisiejszy konserwatywny premier brytyjski przeforsował w parlamencie ustawę, dopuszczającą zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci.

panie premierze, panie ministrze sprawiedliwości, pani posłanko prof. pawłowiczówno, panie prezesie głównej partii opozycyjnej – jesteście śmieszni, kiedy wydaje wam się, że fakt wybrania was do parlamentu uczynił was mądrzejszymi, niż naprawdę jesteście. na kogoś trzeba głosować, no więc trafiło na was, choć mogło na kogokolwiek i mało kto dostrzegłby różnicę. kochani moi politycy, rewolucje obyczajowe dokonują się same. nie można ich ani zadekretować, ani powstrzymać. przepraszam was za tę chwilę korepetycji, ale to  nie z mojej winy trzeba wam  ciągle przypominać nieodrobioną lekcję

nathan gurfinkiel

 

 

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Magog 2013-04-25
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com