nathan gurfinkiel: pod okiem wielkiego brata4 min czytania

()

natan sepia2013-05-12. gdyby ktoś wybierał się do Barcelony, to usilnie polecam – nocną najlepiej – wizytę na plaça de george orwell, w barrio gótico (barri gòtic po katalońsku) – dzielnicy gotyckiej, bardzo blisko las ramblas – głównego ciągu pieszego i chyba najładniejszej ulicy europy. plac jest po lewej stronie kiedy jest się na niej i ma się twarz zwróconą w kierunku kolumny kolumba. miejsce znane jest od dawna jako ulubiony punkt spotkań barcelońskiej cyganerii – niegdysiejszych hippies i aura dekadencji jest jeszcze dotychczas bardzo wyczuwalna. wieczorem, kiedy mija skwar, plac jest zastawiony stolikami z rozmieszczonych na nim kafejek i knajpek na przemian z galeriami i dziwnymi sztucznymi (od sztuki) sklepami. po środku placu stoi też rzeźba, przedstawiająca odrutowaną świecę z bombą w odrutowaniu. george orwell walczył w barcelonie po stronie republikanów i napisał zbeletryzowany reportaż „homage to catalonia” („w hołdzie katalonii”) można tu na jawie przeżyć rok 1984, bo z powodu przekroju socjalnego publiczności policja (katalońska policja jest pono najgłupsza w hiszpanii),tknięta nagłym paroksyzmem troski o bezpieczeństwo turystów, za aprobatą władz miejskich zainstalowała kamery. na umieszczonym w bezpośrednim pobliżu placu dużym szyldzie z rysunkiem kamery można było przeczytać po katalońsku obwieszczenie magistratu:

Ajuntament de Barcelona, Zona vigilada en radi de 500 m, Pl. George Orwell

jedenaście lat temu, kiedy pojawił się szyld, jego zdjęcie stało się medialnym hitem w całym niemal świecie. ale nawet z tym natrętnym upamiętnieniem pisarza, pod czujnym okiem wielkiego brata, dobrze się pije późnowieczorną/wczesnoporanną kawę. (najlepiej café carajillo – z kropelką alkoholu, który można samemu wybrać, lub zamówić bardzo popularną w całej hiszpanii meksykańską horchatę – napój ze słodkiego mleka, kokosu, cynamonu i wanilii z rozkruszonymi na miazgę kryształkami lodu.

bardzo lubiłem tam chodzić, kiedy kilka lat temu, po rozpadnięciu się mego wieloletniego związku ze skandynawską damą, nieopatrznie umówiłem się na randkę z rosyjską dziewczyną z izraela. przyleciałem o dzień wcześniej i było mi tak dobrze, że z coraz większą irytacją myślałem o chwili, kiedy będę musiał pojechać na lotnisko. osobliwość tego przedsięwzięcia polegała na tym, że była to blind date – nie wiedziałem jak dziewczyna wygląda. raz nawet napomknąłem o zdjęciu pod pretekstem, że przecież muszę ją rozpoznać w hali przylotów, ale wyłgała się, że akurat nie ma żadnej odpowiedniej fotki w komputerze i zapewniała, że nie będę rozczarowany, tyle tylko, że nie przeżywałem już żadnej ekscytacji po tym samotnym dniu w barcelonie, kiedy tak bardzo przypadło mi do gustu moje własne towarzystwo…

dziewczyna, która wyłowiła mnie z tłumu oczekujących, była na pierwszy rzut oka zjawiskowo piękna, ale tę urodę mącił jakiś dysonans. twarz miała nieco za dużo tynku, za bardzo widoczna jeszcze była wizyta u fryzjera i kosmetyczki przed odlotem, uśmiech też był zanadto wystudiowany, a gestykulacja podpatrzona w telewizyjnych serialach. to wszystko byłoby jeszcze do zniesienia, gdyby nie oczy jak dwa sople lodu i grymas w kącikach warg. w chwili, kiedy znalazłem się w zasięgu tego wzroku, pojąłem że romans wyzionął ducha nim jeszcze się narodził.

obydwoje mieliśmy mało pieniędzy i dla taniości zamieszkaliśmy w jednym pokoju z podwójnym łożem. dziewczyna kładła się wcześnie spać, a ja wyruszałem na nocne wędrówki i bardzo szybko odkryłem plac orwella. kiedy rano opowiedziałem jej o miejscu, zapytała: orłel, kto on takoj i poczemu u niewo płoszczadź w barsełonie? poczułem się natychmiast jak obnośny leksykon z czterdziestoma tysiącami haseł i wydawało mi się, że wielki brat mrugnął porozumiewawczo do mnie, kiedy zobaczył tę sowietską żenszczinę, co nawet po kilkunastu latach latach z dala od nieistniejącego już w dodatku ZSSR, nie zdołała ochłonąć od konfrontacji z obfitością szmat i kosmetyków. mrugnięcie musi co poskutkowało, bo dziewczyna skróciła swój pobyt i z ledwo tajoną przyjemnością odwiozłem ją na lotnisko.
dzięki kamerze na placu pojąłem też łatwo naturę mego zadowolenia. byłem – sam tego nie przeczuwając – umówiony z całą sowiecką przeszłością mojej wakacyjnej partnerki.

nathan gurfinkiel

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.