2013-06-29. Ta konstrukcja z pewnością nie jest przełomem cywilizacyjnym. Ale zasadza się na dwóch niezwykle ważnych elementach: twórczym myśleniu i konsekwentnej mrówczej robocie. Miło nam zatem powiedzieć (za „Gazetą Wyborczą”), że…
Polacy zbudowali ekran jak z 'Gwiezdnych Wojen’
– Do stworzenia hologramu potrzebna jest powierzchnia, na której obraz zostanie wyświetlony. Najczęściej jest to warstwa dymu – tłumaczy Skutela. – Każdy jednak wie, że dym z papierosa kłębi się, reagując na ruchy powietrza w pomieszczeniu, i łatwo wpada w turbulencje. – Wyświetlany na nim obraz jest przez to zniekształcony, natomiast sam dym – widoczny dla oka. Rozwiązaliśmy ten problem – opowiada konstruktor ekranu.
Obraz wyświetlany jest na niezwykle cienkiej i niemal niewidocznej warstwie pary wodnej. – W naszym rozwiązaniu para jednak nie wpada w turbulencje, tworzy niemal idealnie płaską powierzchnię – mówi Skutela. – Osiągnęliśmy to, wykorzystując powietrzne kurtyny. Na przedzie i z tyłu warstwy pary utrzymywane są strumienie powietrza, które poruszają się dokładnie w tym samym kierunku i z tą samą prędkością co para. Prędkość jest bardzo mała, dlatego cały ruch jest prawie niesłyszalny i niewyczuwalny. Wystarczy jednak, by obraz był wyraźny, tak jakbyśmy wyświetlali go na klasycznym ekranie – przekonuje Skutela. Urządzenia nie można stosować na zewnątrz, sprawdza się ono w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie nie ma silnych przeciągów.
Na samym hologramie polski wynalazek się nie kończy. – Widz może tego obrazu dotknąć, wchodząc z nim w interakcję. Urządzenie reaguje na gesty, nasze położenie, pozwala też samemu wejść w projekcję – mówi szef firmy. Leia Display wykorzystała w tym celu rozwiązania znane z oferowanego przez Microsoft systemu Kinect.
– Kinect reaguje na ruch. Użytkownika śledzą kamery, przekazując obraz do systemu, gdzie jest interpretowany. Potrafi dokładnie powiedzieć, w którym kierunku wykonaliśmy ruch ręką i jaka jest głębokość tego ruchu. Ekran LDS ma zbliżone możliwości – opowiada Skutela.
W planach firma ma rozwijanie swojego pomysłu. – Ciekawy rezultat osiąga się, wpuszczając w obraz tancerza. Pracujemy nad efektem, w którym ekran będzie aktywnie wykorzystywał poruszane przez niego powietrze. Do tej pory osiągnęliśmy już pewną precyzję. Kiedy w warstwie pary znajdzie się człowiek, można wywołać wrażenie, jakby wyrosły mu skrzydła lub zapaliła mu się głowa – twierdzi Skutela.
Obecnie ekran LDS można dostać wyłącznie na zamówienie. Można go też wypożyczyć. – Powstały dwa egzemplarze. Jeden o rozmiarach 65 na 65 centymetrów, a drugi, wersja XL, ma 2,5 na 3 metry. Przygotowanie do masowej produkcji zajmie trochę czasu i będzie kosztowne. Jest jednak możliwe. Jesteśmy teraz na etapie szukania inwestorów – mówi konstruktor.
Cóz dodać do tego? Fajnie. Dobra robota. I ukłony dla tychy wszystkich, których mierzi nasza „propaganda sukcesu”. Przy okazji zwracamy uwagę, że my nie twierdzimy, że to zasługa Tuska – choć dla jego przeciwników nawet opady deszczu są jego „winą”… Po prostu: wynalazki robią wynalazcy, a odkrycia – odkrywcy. Politycy i ideolodzy nie mają nic do tego; w sumie, wystarczy chyba, by nie przeszkadzali.
Tylko czy oni to kiedyś pojmą?


sądzę, że już pojeli, z tym że im to.. przeszkadza
Politycy i nauka&technika…..niejaki Tomaszewski, świetny polski bramkarz, wypowiedział się o inżynierach (kontraktu). Z jego wypowiedzi zrozumiałem (o ile ją zrozumiałem) wynika, że na budowie autostrady czy mostu, inżynier jest ostatnim potrzebnym specjalistą.
Trochę nie wiem jak sobie pan Tomaszewski, wybitny polski bramkarz wyobraża budowę bez inżyniera.
Podobnie większość polityków wyobraża sobie wiele rzeczy o których mają mgliste pojęcie, czemu nadwyraz często dają dowód w słowach.
Z tego można zrozumieć, że pierwszym wszędzie potrzebny specjalistą jest polityk, najlepiej pisu, który to wszystko w try miga ogarnie (o ile umie choćby zmienić żarówkę na świecącą żarówkę)
Widziałem efekty pracy nad hologramami na wydz. fizyki Uniwersytetu Gdańskiego. Swego czasu prezentowano je nawet w ramach Pikniku Naukowego. Wtedy jednak zabrakło uświadamiania publiczności co do wagi projektów. Pokazywano je raczej, jako „ciekawostki”.
Co zaś do szukania inwestorów, to wprawdzie jestem ostatnim, który by się na tym znał, ale może takie miejsca są do tego odpowiednie?
http://ppnt.pl/