Andrzej Lewandowski: Tenis – nagi, jak…

radwanska nagoECHA WYDARZEŃ: Nie napisać – nie wolno, bo wydarzenie było. Napisać w wielu zdaniach – trudno, bo dramat daje powód do żalu i zadumy, nie do malowania obrazu. Zwłaszcza, gdy nie wiemy, jaki on w szczegółach był… I może nigdy się wszystkiego nie dowiemy, bo góry chronią swe tajemnice.

Nie żyje Artur Hajzer, kolejny z naszych wielkich wspinaczy. Jest wieść, nie ma dementi. Czyli – jeszcze jeden z tych, którzy góry pokonywali, został prze górę zwyciężony… Za często dochodzą takie wieści, stanowczo za często, żebym ja – jako laik – bezdyskusyjnie mógł przyjąć tezę o wypadkach przy pracy…

Nie wdaję się w filozofię wspinania, ani w analizę wydarzenia. Nie odpowiem też na pytanie laika: czy takie nadryzyko, jakie ludzie sportu wspinaczkowego podejmują ma sto procent sensu? I – czy stoi za tym komplet argumentów, że „warto”, że „trzeba”… Za mało wiem, a teoretyzować z oddali nie chcę. Ani to mądre, ani taktowne – wobec utraty życia… Zresztą wśród Czytelników mam osoby znające temat z własnych przeżyć oraz dokonań. Zapewne swoje zdanie dorzucą… Liczę na nich.

Echa Wimbledonu. Głośne, bardzo głośne. Mocniejsze nawet niż medalowo – olimpijskie. Mimo, iż sukces zamknął się udziałem w półfinale. Turnieju wielkiego, sławnego, ale… jednego z kilku najbardziej firmowych. Serial zwany Wielkim Szlemem, to dopiero coś jak Liga Mistrzów w piłce, czy Liga Światowa w siatkówce…

Tęsknota za sukcesem tam, gdzie dziesiątkami lat bywały aspiracje – zawsze niesie tendencje do „nadobiektywizmu”. Czyli – także do przesady.

Do tego – świat wielkiej polityki kocha pogrzać się przy ognisku każdego osiągnięcia. Nawet, jeśli drewka do tego ognia wcześniej nie dorzucił. Lepiej pokazać się z czymś, co naród uradowało, niż pocieszać zmartwionych. A że wewnątrz świata sportu będzie dyskusja, czy np. w porównaniu z fetowaniem osiągnięć podczas igrzysk, mistrzostw świata itp. proporcja jest logiczna – to już inna sprawa. A Wimbledonem ja też się raduję. Bo dawniejszy „biały sport” częściej jednak jest dla nas polem marzeń niż sukcesów… Coś, jak z Formułą 1… No, podobnie…

Nie mam, więc za złe, że radość weszła nie tylko pod strzechy. Ba, radość dzielę! Jeśli się uśmiecham, to tylko, gdy czytam, że nawet kontaktowi na linii: minister sportu – wimbledończycy nadaje się też publiczny wymiar ceremonialny. Toż przecież dla pani minister powinność zawodowa, by być zawsze blisko sportu oraz jego ludzi. Z sukcesami, ale też – z kłopotami. Gdy medalista zapasów nie ma gdzie trenować… A już rozbawiają mnie koniunkturalne „strategie inwestycyjne”. Będziemy wszędzie budowali hale dla tenisa. Jak Polska długa i szeroka…

Toż coś podobnego, ale w stylistyce tamtych czasów, już było! Prawie kort w każdej wsi, za sprawą kariery pana Fibaka… Ile zostało, a ile zarosło trawą? Jaka była zależność tamtej akcji i tego, co nasza trójka zdziałała teraz w Wimbledonie? Nawiasem, gwiazdy tego sportu zaczynają „w domu”, ale potem to do domu tylko wpadają, by odzipnąć i garderobę zmienić… A „szkoła podstawowa” i „średnia” oraz stan powszechności to w tym sporcie w ogóle strategia, nie same korty i hale…

I jeszcze jedno w pamięci zostało. Coś podobnego. Gdy panna Otylia brzęczała medalami, a w ogóle pływanie wypłynęło nam na światową powierzchnię – inny minister, ale też sportu, obiecał związkowi i narodowi: zbudujemy pływalnie 50- metrowe; w Warszawie – prawie zaraz… Ministra nie ma, obiecanka przestała obowiązywać… Warszawska 50- metrówka w lesie…

…Czytam o innym wymiarze sukcesu. Cytuję:

Zarobki Polaków w Wimbledonie 2013 ( w funtach):

  • Jerzy Janowicz 400 000;
  • Agnieszka Radwańska 400 000;
  • Łukasz Kubot 205 000…

I bardzo dobrze, że zarobili. Oni, jako oni, i oni, jako przedsiębiorstwa, które najpierw musiały zainwestować. Panu Jerzemu dałbym nawet więcej niż koleżance, bo on dzielnie się zmagał z późniejszym zwycięzcą, zaś ona „tylko” z finalistką, która ostatni pojedynek łatwo przegrała… A że sukces jest opłacalny – bardzo dobrze. Niezależnie od tego, że media cytując liczby nie piszą – z podatkiem, czy bez, gdzie podatek itp.

Jest mała burza dyskusji w związku z udziałem panny Isi z sesji zdjęciowej. Jak Pan stworzył… Ona, i inni znani sportowcy. Obejrzałem fotkę. Nie mam nic przeciw. Dyskretna, smaczna… Jest „co” pokazać, i owo „coś” zostało pokazane taktownie. Przepraszam, ale bardziej mi przypadło do gustu niż … niektóre grymasy na korcie. I uśmiech, wreszcie taki prawdziwy… Czym się oburzać? A co robił Fidiasz, a jak przedstawił mężczyznę mistrz Mitoraj w rzeźbie przyozdabiającej wejście do PKOl? Ze swej strony gwarantuję – za to, co zobaczyłem, raczej podziękuję niż przyganię… Żeby tak więcej tego uroku przenieść na kort… Zamiast plastrów.

Andrzej Lewandowski

Weź udział w naszej ankiecie

Print Friendly, PDF & Email

9 komentarzy

  1. andrzej Pokonos 2013-07-10
  2. Jerzy Łukaszewski 2013-07-10
  3. andrzej Pokonos 2013-07-10
  4. Jerzy Łukaszewski 2013-07-11
  5. Jerzy Łukaszewski 2013-07-11
  6. andrzej Pokonos 2013-07-11
  7. BM 2013-07-11
  8. Jerzy Łukaszewski 2013-07-12
  9. Magog 2013-07-12
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com