2013-08-01. drogi jacku pałasiński, dzięki za promyk światła. wystarczyło twego wywodu na temat kurii rzymskiej, by rozświetliły się w mej głowie mroki średniowiecza na temat naszego rodzimego episkopatu. pamiętam, że na zajęciach studium wojskowego (kochani dzisiejsi studenci. już niebawem będziecie musieli przeczytać o tym ze zrozumieniem na maturze. póki co zwięzła informacja – była to wunderwaffe do opanowania świata przez komunistów. nagannie skonstruowana i zbudowana w wielkim pośpiechu broń pierdyknęła na decydującym zakręcie historii).
wracając wszelako do naszych baranów: pewien major, chcąc zilustrować swój wykład przeźroczami, zakomenderował: włączyć episkopat do sieci!…
dopiero teraz, po przeczytaniu rozważań na temat naszej najprzaśniejszej krajowej kurii, zrozumiałem że episkopat po dziś dzień pracuje na zasilaniu z sieci. epidiaskop od dawna jest już passé, a episkopat ma się dobrze jak mało kiedy…
pierwszy z brzegu przykład: polscy hierarchowie są przerażeni sekularyzacją społeczeństwa hiszpańskiego. odłam mediów, deklarujący swój patriotyczno-katolicki charakter uwypukla na każdym kroku rolę socjalistów w tym procesie dechrystianizacji i obawia się, że podobny los czeka polskę.
porównywanie sytuacji kościoła w hiszpanii i w polsce jest słuszne tylko w jednym aspekcie – w obydwu społeczeństwach wpływ katolicyzmu był dominujący, na tym jednak kończą się analogie. w hiszpanii „armia teologiczna” była ostoją frankistowskiej dyktatury, w polsce kóściół wspierał społeczeństwo w walce przeciwko autorytarnemu systemowi i katolicyzm był atrakcyjną intelektualną platformą debaty społecznej. argumentacja polskich prawicowych publicystów,, że najpierw gonzález, a potem zapatero zachwiali potęgą kościoła jest podszyta tandetą. podobnie jest z poglądem na ewolucję społeczeństw w krajach UE, narażonych na będący już w pełnym toku proces dechrystianizacji. podnoszona jest misja dziejowa polski, jako kraju, który może stać się zaporą dla tych rozkładowych tendencji.
kościół. który przez dziesięciolecia chodził w glorii nauczyciela społeczeństwa wraz z upadkiem dyktatury utracił dużą część swej atrakcyjności, bo musi działać w normalnym otoczeniu – podobnie jak w dawnych krajach UE.
nawyknięta do funkcjonowania w konfrontacji z komunistyczną opresją , przyodziana w kostium duchowego przywódcy narodu, hierarchia nie może się z tym pogodzić, lansuje więc aberracyjną tezę o prześladowaniu katolicyzmu w polsce, a jeżeli nikt go nie prześladuje, to trzeba zaflancować w społeczeństwie świadomość o tym, że tak naprawdę tylko jedna partia nie jest wrogiem religijności. amunicją w tej walce jest zapłodnienie in vitro, aborcja związki partnerskie i przymusowa katecheza w szkołach.
w tym miejscu ma się ochotę zadać pytanie: w czym tkwi prześladowanie katolików?
trzeba być ostatnim idiotą żeby tego nie pojmować – tkwi ono w intelektualnej głębi pojęcia opresji. tylko u nas prześladowany i prześladowca zdołali stopić się w jeden wielki samognąb.

nathan gurfinkiel

Drogi Natanie Gurfinkielu, mój Wielbiony. Dzięki, że złożyłeś swoje światłe oko na moim tekściku… Pięknie napisane, ale ja bym się czepił tego jednego zdania: „nawyknięta do funkcjonowania w konfrontacji z komunistyczną opresją”… To tak do połowy lat 50. Potem z komunistyczną opresją zżyta i za pan brat, przeraziła się co nieco pojawienia się Solidarności, bo co dwóch przy stole, to nie trzech… Warto poczytać wystąpienia dostojników z tamtego okresu… Chociaż może nie, przyjmijmy z pokorą dar zapomnienia, bodaj najważniejszy z prezentów Pana Boga dla rodzaju ludzkiego…
Jeszcze zasadnym byłoby zapytać, kto w kraju gdzie 80, 90, a w porywach nawet 95% stanowią katolicy, tych katolików prześladuje? Wychodzi bezspornie na to co rzecze autor.
Trzeba zapamiętać: samognąb.
jacku, nie rozprawę historyczną tworzyłem, pisalem felieton.
nie czytałem ówczesnych enuncjacji książąt kościoła w polsce. ale do tego, by tak mogło być, jak mówisz, potrzebny jest cynizm w takim natężeniu, że rozum wzdraga się przed przyjęciem tego do wiadomości. o akceptacji nawet nie wspominam.
mimo wszystko nie posądzałbym hierarchów o świadome frymarczenie wspólnym dobrem obywateli. musieliby mieć głeboką pogardę dla demosu, skoro milionowe tłumy modlące się na kolanach i wałęsa z matką boską w klapie miały być zagrożeniem. słowa modlitwy były wówczas jak pociski, ale nie w hierarchów miały one ugodzić.
nie całe duchowieństwo odznaczało się hartem ducha, ale też nie krzewi się wśród wiernych ducha kolaboacji za pomocą icą taką ikoną niezłomności jak wyszyński.
w czasach panowania doktryny breżniewa dochodzilo do spięć, następnym punktem których mogloby być już tylko zachowanie bliologicznej sybstancji narodu. historia nie wybaczyłaby kościołowi błedu – o ile by jeszcze istniała, a wraz z nią kościół…
społeczeństwo miało przez cały czas poczucie, że kościół jest z nim, a nie z władzą, nawet kiedy dochodziło do wymuszanych aktów lojalnoçi wobec państwa.
pięknie piszesz o darze zapomnienia, ale jeszcze większym darem jest trudna sztuka wybaczania – bez amnezji, z pelną świadomością winy. nie chciałbym żyć w świecie, gdzie wybaczanie jest nieznane…
samognąb ładny. witkiewiczowski trochę. Przypomniało mi to łacińskie, lakoniczne, „volenti non fit iniuria”. Nie pamiętam skąd to wziął mój niezapomniany Pan Luciak od Łaciny. Pasuje tu jak ulał.
Kiedy Kościołom zawsze, wszystko się wybacza, od IV krucjaty, poprzez stos Giordana Bruna, uciszenie Galileusza, inkwizycję, wojny 30 i stuletnie, czy wygłoszony 20 sierpnia 1980 r. apel telewizyjny (to był jego telewizyjny debiut) Prymasa Tysiąclecia do robotników o zaprzestanie strajku… I hierarchia ma tę świadomość… I fakt, że jakieś gryzipiórki nie będą się chciały z Kościołem zadawać ze względów etycznych wcale hierarchii nie spędza snu z powiek… Jak żyć, panie premierze, a zwłaszcza jak umrzeć, żeby nie było tak banalnie jak z Molierem…
Jestem nowym czytelnikiem i chciałem tu dać Rating w górę ale niestety nacisnalem błędnie i nie wiem jak poprawić.
Niestety, nie można się poprawić.