pani „wiwli p.”
jeżeli już patriotyzm, to po stokroć wolę ten, rajcujący pawła (wimmera), niż taki, który rada by mam narzucić posłanka pawłowiczówna, znana również pod przydomkiem „la pisionaria”
umiłowanie ojczystego kraju w wersji naszego redakcyjnego kolegi nikogo nie znieważa, nie narzuca wzorów postępowania, nie usiłuje dyscyplinować, nie węszy konszachtów z wrogami, udającymi przyjaciół (aż strach pomyśleć co mogłoby się stać, gdyby nie polityczna przenikliwość zbawisława k.) można powiedzieć, że pawła rajcuje patriotyzm z ludzką twarzą. tezy naszego kolegi głoszone są z wewnętrznym spokojem i umiarem, który sprawia, że nawet ten, który się z nimi nie zgadza nie ma poczucia, że został postawiony pod pręgierzem.
demokracja dopuszcza przecież odmienność poglądów, o czym – w przeciwieństwie do naszego pawła – wielu polityków albo zapomina, albo zapominać nawet nie musi, bo nie zdążyli przyswoić sobie tej wiedzy na poziomie elementarza. na ich korzyść przemawia wszelako fakt, że nie mogą już zgłupieć i przy niewielkim nawet wysiłku staną się mądrzejsi niż są dzisiaj. i jak tu nie być zwolennikiem umiarkowanego postępu w granicach prawa?…
odwrotnie niż paweł, mlle pawłowicz przypomina bohaterkę, prowadzącą lud na barykady z obrazu mistrza delacroix – jeszcze tylko obnażonej piersi brakuje (na szczęście)…
patriotyzm w wykładni wimmera jest najstrawniejszą i najbardziej pozbawioną kiczu wersją emocjonalnego szantażu z jaką obcują na co dzień mieszkańcy obszaru między bugiem a odrą. autor nie zdołał on wszelako pominąć tematu, najwidoczniej antycypując posądzenie go o patriotyczną oziębłość
jest to bardzo widoczne z mojej perspektywy geograficznej. trudno byłoby posądzać duńczyków o to, że nie kochają swego kraju. są oni, przeważnie bardzo na wyrost, przekonani, że żyją w najlepszym i najszczęśliwszym kraju na świecie. pogląd ten jest intensywnie eksponowany i rzadko się go kwestionuje, eksponowany, a mimo to w ciągu tylu lat pobytu nigdy nie słyszałem słowa ojczyna z ust jakiegokolwiek liczącego się polityka. w bieżącym wokabularium politycznym nie ma też słowa patriotyzm, bo zamiast licytować się publicznie na temat kto jest większym patriotą, pracuje się dla pożytku publicznego. robią to wspólnie politycy przeciwstawnych orientacji, jak to się dzieje przy konstruowaniu i uchwalaniu budżetu, który niemal zawsze jest wynikiem kompromisu między obozem rządowym a opozycją. interes kraju łagodzi też często ostre spory polityczne przy innych okazjach.
słowo naród też prawie nigdy nie pada z trybuny parlamentu i rzadko pojawia się w mediach. punktem odniesienia nie są więzy krwi. jest nim społeczeństwo, wspólnota obywatelska i nawet dość często występujące tu emocje ksenofobiczne uzasadniane są nie odmiennością pochodzenia, lecz tym, że przybysze nie przestrzegają reguł i zwyczajów, wypracowanych przez społeczeństwo i dobrowolnie respektowanych przez mieszkańców kraju.
nathan gurfinkiel



Odgrzebałem w archiwaliach. P. Pawłowicz bywa inspirująca. To moja idolka po opuszczeniu polityki przez niezapomnianą Renię Beger.
http://lujeran.eu/images/zoom/ZASYSS/czer_556.jpg
http://lujeran.eu/images/zoom/ZASYSS/viewsize/czer_67.jpg
http://lujeran.eu/images/zoom/ZASYSS/czer44.jpg
P. Pawłowicz jest cool, extra i supcio w odróżnieniu od pańskich przykładów patriotyzmu. Praca? No proszę wybaczyć, to nudne. To potrafi byle Duńczyk, za przeproszeniem. Cóż to za kraj, który nie wzbudza emocji?
A emocje, cóż – każdy ma takie, na jakie go stać 🙂
Praca? No proszę wybaczyć, to nudne. mnie to mówisz (pan, bien sûre – c’est la pologne malgré tout). moi przyjaciele słyną z dokonań – tzw. dorobku. ja jestem sławny z lenistwa. gdybym był bardziej pracowity, zostałbym (who knows) uhonorowany nagrodą jobla. już w niższych klasach powszechniaka spotkało mnie wyróżnienie w postaci pały z wykrzyknikiem za wypracowanie na temat: jak spędziłeś wakacje.
napisałem: „dziękuję, świetnie”. przez lata całe nosiłem w sercu poczucie niezasłużonej krzywdy i dopiero u progu dorosłości, tuż przed maturą pojąłem całą głębię mądrości mojej pani pedagog. skoro bowiem możnaby wykreślić z wypracowania połowę tekstu bez żadnego uszczerbku dla narracji(ów archaizm in spe to nieszczęsne „dziękuję”, skazane na banicję z wokabularium polaków, czego naonczas nie wyczuwałem) to na jaką inną notę mogłem zasługiwać?
renatka beger była lepsza. czy ta p.prof. (uczelniany coprawda, nie prezydencki i z nienajlepszej uczelni- ale zawsze) pawłowicz ma jakieś imię? dłogo musiałem się zastanawiać, nim je sobie przypomniałem. z renatką nikt nie miał takich kłopotów. renatka nie miala w sobie zajadłości, która jest jedyną rozpoznawalną cechą jej następczyni. is that you consider being cool?
Bo Renatka była jedyna w swoim rodzaju. Inne to nieudolne podróbki 🙂 Co by nie powiedzieć, Renatka była kobietą. W odróżnieniu.
A wypracowanie wakacyjne doskonałe 🙂 W klasie maturalnej napisałem coś podobnego, gdy temat brzmiał: „Jaki kierunek filozoficzny najbardziej ci odpowiada?”. Napisałem, że żaden.
Pani profesor (taka przedwojennego chowu) uznała odpowiedź, ale zażądała wyjaśnień 🙂
Panie Nathanie drogi, wprawdzie w portalach społecznościowych jestem od lat uważany za człowieka świętej cierpliwości (jednostką pomiaru tejże jest 1 wimmer, zaś przeciętna wielkość u bardziej tolerancyjnych wynosi 0,2 wimmera), ale akurat ostatnio zrobiłem się strasznie wredny i awanturniczy, narzucam swoje zdanie, pokrzykuję i wytykam co niektórym niedostatki logicznego myślenia. Być może to jak z walką klasową, która zaostrza się w miarę postępów w budowie komunizmu – u mnie odnosi się do sporu PO z PiS.
Odbieram zatem Pana miły komentarz jako nieintencjonalne przypomnienie i naprostowanie, wezwanie do powrotu na łono cierpliwości i tolerancji. 🙂
Zaś, na marginesie, rzeczona La Pisionaria jest też przydomkiem dwóch innych bohaterek prawicy, redaktorek Lichockiej i Stankiewicz. Obie solennie zasłużyły na to miano.
Proszę mi wybaczyć, ale p. Stankiewicz zasłużyła na lepszy przydomek: to Leni Riefenstahl naszych czasów. Z szacunkiem, j.
Bardzo przepraszam, że się wtrącę, ale ze względów czysto plastycznych, nie sądzę, by Delacroix powierzył sztandar na obrazie komu innemu, niż Pawłowiczównie. Ta postawa, ta twarz będąca ekranem, z którego biją emocje mas, ta ekspresja mowy…
Jedynym niebezpieczeństwem może być ta pierś, o której pisał pan Nathan…
Co zaś do reszty, to Wańkowicz bodaj w 1934 roku pisał o Cegielskim, którą to opowieść warto by i dziś upowszechnić, zwłaszcza wśród zwolenników teorii, że u nas prym wiodą „humaniści” i do pracy to my się nie nadajemy.
@jotbe_x
ta przesada przydaje porównaniu pikanterii. leni riefenstahl była utalentowanym reżyserem filmowym, fotografikiem, autorką książek podróżniczych.. artyzm jej filmów zapewnia plasuje ją na stałe w historii kinematografii. wydaje mi się również, że uwikłanie w propagowanie narodowego socjalizmu( zwłaszza w „triumfie woli”) bardziej było przejawem politycznego idiotyzmu, niż świadomym opowiedzeniem się za hitlerem. artysta nie powinien byc analfabeta, choc często bywa.
pani stankiewicz z całą pewnością nie jestartystką, nie jest nawet szczególnie sprawnym rzemieślnikiem. główną siłą napędową jej działalności jest polittyczny fanatyzm, którego trudno doszukac siȩ u jej domniemanego pierwowzoru.
@ nathan gurfinkiel
Zgoda. Skojarzenie moje dotyczy wszakże nie tyle jakości, ile porównywalnego, jak mniemam, rodzaju fascynacji systemem, także (toutes proportions gardées) wodzem, i również wymiaru propagandowego.