Jerzy Łukaszewski: Mówił mądry Ben Akiba…8 min czytania

()

swinia troj2013-12-12.

Przygotowując się ostatnio do jednego z wykładów dla „moich” seniorów musiałem posłużyć się przykładami zawartymi w znanej wszystkim książce J. G. Frazera „Złota gałąź”, ponieważ rzecz dotyczyła sfery duchowej społeczeństw starożytnych, co akurat mieliśmy na tapecie.

Przy okazji przypomniałem sobie niektóre jej ustępy, które wprawdzie nie dotyczyły naszych tematów, ale wyglądają, jak pisane tu, dziś, i to pod naszym adresem.

Cytaty:

„ … władza najwyższa wpada zwykle w ręce ludzi obdarzonych największą inteligencją, ale pozbawionych jakichkolwiek skrupułów”

„ Jest bowiem rzeczą wielce prawdopodobną, że więcej szkody wyrządzili światu uczciwi głupcy na wysokich stanowiskach, aniżeli inteligentne kanalie.”

„Wielu ludzi, którzy władzę zdobyli w sposób jak najmniej rzetelny, bez względu na to, czy władza, której pragnęli polegała na majątku, stanowisku politycznym czy też czymkolwiek innym, po osiągnięciu swego celu potrafili ją wykorzystać w sposób jak najbardziej pożyteczny. W polityce zdarza się, że chytry intrygant czy okrutny, bezwzględny zwycięzca kończy jako mądry i szlachetny władca błogosławiony za życia, opłakiwany po śmierci, podziwiany i chwalony przez potomność. Najbardziej jaskrawymi przykładami są tu Juliusz Cezar i August.”

„Ale głupiec zawsze głupcem pozostanie i im większą władzę posiądzie, tym bardziej katastrofalną może się ona okazać w jego rękach. Gdyby Jerzy III nie był uczciwym durniem, mogłoby nie dojść do największej katastrofy w historii Anglii – do zerwania z Ameryką”.

Powyższe cytaty  znalazły się w tym fragmencie książki, w którym mowa jest o … czarownikach plemiennych, co w naszym dzisiejszym odbiorze dodaje im szczególnego smaczku.

Można oczywiście spierać się, czy Frazer nie był zbyt naiwny w swoich sądach. Wychodził bowiem z założenia, że gdy inteligentna kanalia osiągnie swój cel np. materialny, nie będzie podążała dalej w tym kierunku, lecz zajmie się sprawami publicznymi i szczęśliwością powszechną.  Niestety, nie oznaczył, bo nie mógł, granicy owych dążeń.

Patrząc na współczesnych nam czarowników, którzy „za nasze piniendze” prowadzą w mniemaniu dużej części społeczeństwa „hulaszczy tryb życia” (że posłużę się jednym z ładniejszych charakterystycznych pojęć minionej epoki) można dojść do wniosku, że są jeszcze bardzo daleko od tej granicy, bowiem ich zainteresowanie sprawami mojej szczęśliwości jest znikome, a przynajmniej tak to odczuwam.

No i co teraz? Iść za radą Frazera i pozwolić im „nachapać się”, która to myśl napawa zgrozą lud nadwiślański, czy też iść za „głosem ogółu” (cokolwiek to jest) i „puścić w skarpetkach”?

Nieomalże  to be or not to be.

Puszczenie czarowników w skarpetkach wprawdzie nie poprawi znacząco mojej sytuacji, ale czasem mam wrażenie, że odczuwana z tego powodu satysfakcja stawiana jest wyżej od realnej poprawy sytuacji usatysfakcjonowanego, a jeśli tak, to wypadałoby traktować ją w kategoriach jak najbardziej prawdziwych  zysków. Potwierdza to poklask będący udziałem polityków, którzy uszyli sobie sztandary z błyszczącej lycry rozliczeń i różnych słów na „de”.

Nawiasem mówiąc relacja czarownik – plemię bardzo często opierała się na zasadzie do ut des. Nieudolny czarownik, który nawet głupiego deszczu nie potrafił sprowadzić, bywał wypędzany, czasem karany, czasem tracił głowę w dosłownym sensie.

Mało tego – takie relacje nie zmieniły się nawet w okresie panowania w Europie chrześcijaństwa.

Pozwolę sobie przytoczyć ciekawy przykład z terenów dzisiejszej Białorusi, niegdyś polskich. Otóż w prawosławiu św. Mikołaj jest takim „jockerem” wśród świętych. W logice konstrukcyjnej ikonostasu może zastąpić właściwie każdą postać z Jezusem włącznie. Do niego też zanoszono modły we wszystkich możliwych sprawach. Nie był, jak inni święci, ograniczony jakimś sztywnym zakresem swojej działalności, jego możliwości dotyczyły wszystkiego.

Ale szła za tym również odpowiedzialność. I tu rzecz najciekawsza, obserwowana jeszcze na początku XX wieku we wsiach białoruskich.

Zanoszący modły, niezadowolony z efektów pracy świętego, „karał go”. Polegało to na czasowym odwróceniu ikony licem do ściany. Innymi słowy – stawiał świętego do kąta. O klęczeniu na grochu etnografowie nie wspominają.

Wnioski ze wspomnianego wykładu nie były optymistyczne. Wyszło nam, że  historia starożytna nie jest tym obszarem, w który można wejść chroniąc się przed koszmarami dnia dzisiejszego. Za dużo w niej spraw, które zmuszają do porównań, podsuwają kuszące analogie, sugerują rozwiązania.

I ciekawe wnioski. Np. ten, że od ponad 2,5 tysiąca lat ludzie szukają idealnego ustroju (Grecy nazywali go eunomią – ustrojem sprawiedliwym) i jakoś nie mogą znaleźć.  A może to w ogóle nie jest możliwe?

Na pewno wartościowe są do dziś przemyślenia ateńskiego prawodawcy Solona, który opisując swe starania pisał, że jego celem było „znalezienie równowagi pomiędzy interesami różnych warstw społecznych”.

Aktualne? Jak najbardziej, szczególnie w dzisiejszej Polsce, która wciąż poszukując własnej eunomii rzuca się od ściany do ściany, dając posłuch to postawom lewicowym, to liberalnym i zawzięcie dyskutuje o „wyższości” którejś z nich. 2600 lat temu Solon twierdził, że żadna z nich nie powinna dominować.

Historia wielu państw świata przyznawała rację Solonowi. Warstwy wyższe we własnym, dobrze pojętym interesie i w trosce o swoje, całkiem fizyczne bezpieczeństwo, zawsze szły na liczne koncesje w stosunku do zawsze liczniejszych warstw uboższych.

Skrajnym przykładem był Rzym, w którym w czasach świetności 90% z milionowej populacji nie pracowało i żyło z państwowego i prywatnego rozdawnictwa dóbr wszelakich.

Nasi rodzimi „książkowi” liberałowie dostaliby zawału.

Ciekawym polem do obserwacji są też efekty rządów tzw. tyranów. Piszę „tzw.”  by nie mylić tego słowa z dzisiejszym jego sensem w języku polskim. Mało kto zdaje sobie sprawę, że najcenniejsze pomniki kultury greckiej powstały w dużym procencie za ich rządów, a nie w czasach demokracji.

O Sparcie pisze się często z podziwem, tworzy się filmy sławiące bohaterstwo jej żołnierzy itd. O Hitlerze i Stalinie pisze się źle. I kto wspomni, że jeden i drugi nie stworzyli państwa nawet w połowie tak totalitarnego, jak Sparta?

Państwa, które niemal dosłownie właziło człowiekowi do łóżka i wykorzystywało każdą właściwość, każdą cechę homo sapiens dla celów państwowych. Nawet skłonności homoseksualne. To przecież Spartanie wpadli na pomysł, by tworzyć oddziały zbrojne złożone z par homoseksualnych licząc na to, że ci żołnierze związani ze sobą nie tylko więzami braterstwa broni będą bardziej dbać wzajemnie o siebie, bronić się solidarniej i walczyć jeden o drugiego.

To prawo spartańskie zezwalało na posiadanie dzieci pozamałżeńskich nie ze względu na panującą tam swobodę obyczajową, ale ze względu na konieczność wypełnienia przez kobietę jej misji, którą było urodzenie dziecka.

A przecież wydawałoby się, że kobieta spartańska miała większą swobodę i więcej praw, niż w zachwalanej demokracji ateńskiej.

Przy okazji zabawna analogia. Spartanie uważali, że ich obyczaje, prawo Likurga itd. chronią Spartę przed wrogami wewnętrznymi. Sęk w tym, że tych wrogów sami sobie dobrowolnie prokurowali, że wspomnę tylko o kryptejach.

Do złudzenia przypomina to znane powiedzenie z PRL, że „socjalizm rozwiązuje problemy, które nigdy by nie powstały, gdyby nie …socjalizm”.

Kobieta w Atenach musiała mieć swojego opiekuna – kyriosa – reprezentującego jej interesy. Zwyczaj z zamierzchłych czasów, prawdopodobnie z paleolitu, gdy pośród plemion wędrownych kobieta była „dobrem chronionym”,  jako gwarantująca przetrwanie biologiczne grupy.

Przykład pokazujący, jak nawet najsensowniejsza rzecz, nie dostosowywana  równolegle do coraz to nowych warunków rzeczywistości, wyradza się i zaczyna być swoim własnym przeciwieństwem. Kobieta w światłych Atenach nie była już „dobrem chronionym”, ale ubezwłasnowolnioną istotą.

Stary zwyczaj już nie działał na jej korzyść, choć jako taki był pierwotnie pomyślany.

W najgorszych nawet z dzisiejszego punktu widzenia ustrojach, jak w spartańskim też dało się znaleźć interesujące rozwiązania.

W czasie niedawnych, pełnych emocji głosowaniach sejmowych dot. OFE przypomniała mi się pewna zasada stosowana przez spartańską geruzję – radę starszych, która miała prawo wnoszenia wniosków pod obrady zgromadzenia obywateli.

Otóż zdarzały się sytuacje, że członkowie zgromadzenia wnosili poprawki do proponowanego projektu idące tak daleko, że uchwalone wypaczyłyby sens stanowionego właśnie prawa.

W naszej polskiej rzeczywistości już to się zdarzało i jedyną drogą do poprawienia wykoślawionej ustawy było (i jest) uchwalenie nowej, w lepszej wersji. To zaś wymaga czasu ze względu na obowiązujące procedury.

Geruzja była w lepszej sytuacji. Jej nikt nie zastraszyłby 999 wniesionymi poprawkami. Geruzja miała bowiem prawo wycofania wniosku na każdym etapie obrad, gdy widziała, ze wnoszone poprawki zmieniają sens projektu.

Pewnie i w tym rozwiązaniu można by znaleźć negatywy, ale rzecz jest warta zastanowienia.

Wszystko już było – mówią jedni. Historia magistra vitae – dopowiadają drudzy.

A w piosence, która w czasach mojej młodości często słyszana była przez radio był refren

Wspaniałe są mądrości wschodu.
Lśni jak perła każda z nich.
Tylko szkoda, wielka szkoda,
że tych pereł nie podnosi prawie nikt.

Ben Akiba tak mówił nam…

Jerzy Łukaszewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

18 komentarzy

  1. Walter Chełstowski 12.12.2013
  2. Marek Twardowski 13.12.2013
  3. angor 13.12.2013
  4. Jerzy Łukaszewski 13.12.2013
  5. angor 13.12.2013
  6. Jerzy Łukaszewski 13.12.2013
    • de mowski 13.12.2013
      • Magog 14.12.2013
        • de mowski 17.12.2013
        • Incitatus 22.12.2013
      • andrzej Pokonos 14.12.2013
        • de mowski 17.12.2013
  7. PIRS 13.12.2013
  8. Jerzy Łukaszewski 13.12.2013
  9. PIRS 13.12.2013
  10. Jerzy Łukaszewski 13.12.2013
  11. Jerzy Łukaszewski 14.12.2013
  12. Incitatus 22.12.2013