kochany panie janukowycz,
kiedy po trzynastu niemal latach od wyrzucenia mnie z polski mogłem przyjechać do gdańska, trwał jeszcze stan wojenny w swym ostrym stadium z godziną policyjną i podsłuchem rozmów telefonicznych. jestem przekonany, że rozważa pan możliwość wprowadzenia czegoś takiego na ukrainie, bo inaczej pańscy ludzie nie próbowaliby rozbierać barykad wokół budynków mieszczących urzędy państwowe. miał to zapewne być próbny balon przed wtłoczeniem do każdej ukraińskiej głowy odruchu posłuszeństwa wobec władzy.
w czasach, o których wspominam, bardziej musiałem niż mogłem przyjechać, bo mój ojciec dogorywał w szpitalu i bałem się, że nie zdążyłbym na pogrzeb, gdybym zaniedbał któryś z elementów dość skomplikowanej logistyki przyjazdów w wypadkach losowych.
nazajutrz po przybyciu poszedłem na spacer z moim synem pawłem, naonczas studentem medycyny (na urlopie dziekańskim, by uniknąć relegacji z powodu swej działalności przed stanem wojennym – u pana studentów póki co pobiła milicja, relegacje zaczęłyby się po zaprowadzeniu porządku). poszliśmy pod pomnik stoczniowców, poległych w czasie akcji milicji w grudniu ’70 roku.
paweł opowiedział mi o naradzie ministra obrony gen. siwickiego z sędziami wojskowymi. niektóre bowiem akty sprzeciwu wobec stanu wojennego były w gestii sądów wojskowych.
– to wszystko, kurwa, to kontrrewolucja, ale wiecie, musimy się trochę miarkować i jakoś się z nimi układać, bo całego narodu nie damy rady rozpierdolić – instruował generał swój personel.
słowa ob. generała cytowała RWE. krajowe media dały natychmiast odpór nikczemnym paszkwilantom, dowodząc, że jest to kalumnia, bo polski oficer nie mógłby posłużyć się takim słownictwem.
propagandyści ze starannie kontrolowanych mediów stanu wojennego wpadli jednak we własne sidła dowodząc czegoś takiego, bo dzielny nasz generał – weteran normalizowania północnych terenów czechosłowacji przez oddziały polskie zaprezentował głęboką mądrość, mówiąc to, czego ja w ten sposób nie powiem, bo jestem cywilem, przestrzegającym w dodatku konwencji towarzyskich., więc bywa, że daleko mi do żołnierskiej lapidarności. generał zaprezentował również swe humanistyczne oblicze, upominając zmundurowanych sędziów, że nie zawsze trzeba orzekać maksymalne kary, bo… (patrz powyżej).
drogi panie prezydencie janukowycz, bardzo namawiałbym pana na dokładne przestudiowanie dorobku polskiego generała w dziedzinie kierowania państwem. pan też nie może zrobić ze swoimi rodakami, tego, co wysoki rangą polski wojskowy uznał za niewykonalne w odniesieniu do ludności naszego kraju.
ukraińcy nie muszą nawet dopominać się o gwarancje, że nie ucieknie się pan do rozwiązania siłowego.
gwarancją może być tylko masowy i wytrwały protest przeciwko temu, co pan usiłuje im narzucić. nie do rzeczy byłoby przestudiowanie dobrych wzorów…
w razie czego, to proszę wspomnieć, że był pan ostrzegany…
nathan gurfinkiel



Co do Ukrainy, to myślę, że się Autor zasadniczo myli. To inne kraje, inne sytuacje, inna para kaloszy. Jakby Janukowicz słuchał polskich generałów sprzed ćwirwieczam to prawdopodobnie na ukrainie polałaby się hektolitrami krew, ukraine by się rozpadła i cała Europa by się poważnie zdestabilizowała. Na szczęście Janukowicz nie słucha nipoważnych rad z niepoważnej Polski. I robi swoje.
.
Ale to nie jest dla mnie główny problem. Autora chciałbym zapytać, czy jest jakieś uzasadnienie ortograficzne konsekwentnego niestosowania wielkich liter. Chociaż na pierwszy rzut oka taka pisownia wydaje się nieprawidłowa, to jednak jest ona orgainalna, ładna a przede wszystkim szalenie praktyczna, Nie trzeba sięgać do jakiś Shift klawiszy, można pisać bez ograniczeń. Ciekawe czy jeszcze można ograniczyć poslie znaki, kropki, przecinki i myślniki. Takie pisanie byłoby dużo bardziej praktyczne.
.
Zastanawiam się, czy sam nie powiniem przejść na takie łatwiejsze pisanie. Ale nie wiem, czy nie naruszę tu jakiś praw autorskich. Więc proszę pokornie o uzasadnienie, jak również o pozwolenie korzystania z takich środków.
.
uwazam ze jest to bardzo praktyczne a ja lubie bardzo rozwiazania praktyczne
dziś kiedy dzieli nas taka bariera czasowa od og pamiętnego 13 grudnia możemy spojrzeć na stan wojenny z większą dozą refleksji. pozwoli nam to stwierdzić że, niezależnie od subiektywnych doznań (również moich własnych)zdławienie wolnościowych dążeń za pomocą pancernej pięści nie stało się masakrą na taką skalę, jak wszyscy siȩ obawialiśmy.
nie wiem, czy tym, co powsztrzymywało polską juntę była rozwaga, czy resztki narodowej solidarności z większóścią rodaków, ale stan wojenny w polsce był znacznie mniej krwawy od południowoamerykańskich golpes, które tak, jak w przypadku vareli i pinocheta pochłaniały tysiące istnień ludzkich. w nowożytnich dziejach europy (wyjąwszy bolszewicki przewrót i hiszpańską wojnę domową) nie było takiej tradycji. nawet nazistowski terror w niemczech z jego wszystkimi zbrodniami, skierowany był nazewnątrz. „aryjski” przeciwnik hitlera, jeżeli nie obnosił się zbytnio z opozycją wobec reżimu, mógł wieść spokojną egzystencję. kiedy stalin masakrował dowództwo armii czerwonej, hitler aż do 20 lipca 1944 zsyłał na emeryturę generałów i marszałków, którzy popadki w niełaskę.
substruktury społeczne i cywilizacyjne są znacznie trwalsze od zmieniających się ustrojowych fasad.
myślę też że sporą rolę odgrywa bariera strachu. polski WRON bał się własnego narodu i sowieckich przyjaciół. janukowicz najbardziej boi się tego, że ukraińcy się go nie zlękną i to go powstrzymuje od bardziej brutalnego tłumienia obiawów nieposłuszeństwa, na oczach całego świata. a zwłaszcza UE. nie bardzo rozumiem na czym ma polegać ta „inna para kaloszy”- przecież polski generał wypowiedział swym przaśnym wojskowym językiem uniwersalną maksymę, która nie straciła swej aktualności…
co do małych liter. felieton jest gatunkiem, w którym osobiste preferencje autora najczęściej są uwzględniane. ja po prostu lubię ten rodzaj pisania, bo lubię – jeżeli już koniecznie trzeba uzasadniać tę niewinną predylekcję.
sprawdza się to jednak tylko w przypadku tekstów ograniczonej objętości. nie śmiałbym narażać czytelnika na przedzieranie się przez kilkunastostronicowy artykuł z takim układem graficznym.
Dziękuję za uwagi o pisaniu małymi literami. Przekonał mnie Pan. Pan jest zawodowcem i dobrym rzemieślnikiem pióra, więc Panu wolno używać niekonwencjonalnych. Ja jestem tylko komentatorem, trochę grafomanem, więc mi nie wolno ekserymentować. To zostało więc wyjaśnione.
.
Co do Ukrainy i „innej pary kaloszy” to nadal podtrzymuję swoje zastrzeżenia. Już nie pierwszy raz protestuję przeciwko patrzeniu na Ukrainę polskimi schematami. Niestety w Polsce jest taka powszechna tendencja. /wymienię tylko parę zasadniczych różnic.
– Polska się wyzwalała z komunizmu w warunkach świata dwubiegunowego, w warunkach zimnej wojny, w zupełnie innej sytuacji geopolitycznej. Ta sytuacja nie ma nic wspólnego z dzisiejszą sytuacją Ukrainy.
– Polska się wyzwalała z totalitarnej, monopartyjnej dyktatury służącej w imieniu obcego supermocarstwa. Ukraina wprawdzie ma demokrację niedojrzałą, szalenie skorumpowaną, ale z pewnością nie ma dyktatury totalitarnej. Można nawet powiedzieć, że dziś Ukraina po ostatniej zmianie ordynacji wyborczej (system mieszany) jest dużo bardziej demokratyczna niż Polska. Na Ukrainie dzisiaj bez problemu mógłbym zarejestrować do wyborów Zbigniewa Brzezińskiego i gdyby zystakł większość głosów przecisnąłbym go do ukraińskiego parlamentu. W Polsce nie jest to absolutnie możliwe. Nie jest możliwe fizycznie. Polska nie powinna więc mieć czelności Ukraińców demokracji uczyć.
– Polska jest krajem o 1000-letniej państwowej tradycji. Ukraina jest zupełnie nowym tworem państwowym, państwem jeszcze sezonowym i niestabilnym.
– Polska jest krajem mimo wszystko bardzo jednolitym. Nawet ta tak zwana wojna polsko-polska jest w sumie sztucznym wytworem stworzonym przez socjotechników na potrzeby telewizji, by mogli tam godzinami gadać o bzdetach. W realiach tak ostrych podziałów naprawdę nie ma. Natomiast Ukraina jest krajem szalenie kulturowo podzielonym. To są podziały nizmiernie głębokie i wielowieczne. Wystarczy nadmienić, że aktualny premier Ukrainy Azarow nie zna ani słowa po ukraińsku i porozumiewa się tylko po rosyjsku. W Polsce są różne opinie o AK, są spory może do ich pewnych czynów, ale ogólnie się AK i każdy ruch oporu w Polsce jakoś wspólnie szanuje. Na Ukrainie UPA to dla jednych absolutnie partioci, którym stawia się na Zachodzie pomniki natomiast na Wschodzie to są zwykli bandyci, którym zaraz burzy się pomniki.
.
Wymieniłem tylko kilka zasadniczych różnic między Polską i Ukrainą, by uzasadnić, dlaczego mamy do czynienia z „inną parą kaloszy” i dlaczego jest niemal głupotą oceniać aktualną sytuację Ukrainy przez zniekształcone polskie okulary patrzące na świat w kategoriach lat 70- i 80-tych. Takie myślenie może prowadzić tylko do fałszywych wniosków i do tragicznych w konsekwencjach błędów. Dlatego przeciw temu protestuję.
Co do tych małych liter. Są przykłady jaskrawsze i wcale nie nowe. W Austrii, już na przełomie wieków wielki architekt Adolf Loos (mawiał o innym wielkim architekcie: ten Jeanneret – mój najgorszy uczeń) porzucił w swych esejach i felietonach prasowych konwencję pisania rzeczowników z dużej litery. Pamiętam do dziś moje zaskoczenie, kiedy pierwszy raz wziąłem do ręki jego tekst (to był chyba „Ornament und Verbrechen”)
Książkę podarowałem 25 lat temu koledze ojca. Ale wbiłem tytuł do gugla i w sekundę dostałem PDF-a z tym tekstem, co ma już ponad sto lat, a żywy, młody i atrakcyjny. Niemieckie publikacje mojego ojca były pisane podobnym językiem, choć jego jeszcze nie było na świecie, kiedy Loos to opublikował, po swoim pobycie w Stanach. Gdyby on to pisał dziś, byłoby z pewnością znacznie krótsze. Mimo to polecam, bo do dziś aktualne. Trochę analogii do Parkinsona „Brodaci barbarzyńcy”.