Jerzy Dzięciołowski: Ranking rodzimych wydarzeń5 min czytania

()

2012-06-08. Piotr Duda, wybijający się szef „Solidarności”, jak przystało na byłego komandosa, obiecał, że nie będzie zmiłuj. Zaczął od posłów. Żeby wzięli się do roboty, a nie czynili tylko wbrew narodowi, zmuszając go do pracy do 67 roku życia, otoczył Sejm łańcuchami. Policja nie interweniowała. Urzędniczka, która zapragnęła opuścić siedzibę główną posłów, została opluta w charakterze przestrogi przed forsowaniem zasieków. Jeden z posłów, który się tym nie przejął, swoje dostał i z płotu zleciał. Wstęp wolny do przestrzeni publicznej mieli Jacek Kurski oraz prezes Jarosław Kaczyński  i jego komando.

Zapewne żeby podkreślić, że „Solidarność” nie jest pozbawiona ludzkich uczuć.

Poseł Jan Tomaszewski udowodnił, że to, kto za czym się opowiada, jest formułą pojemną: podpytywany, kto się zgadza z jego opinią, że nie należy zadawać się z naszą reprezentacją na Euro 2012, wypalił, że to jest jego zdanie, z którym on się zgadza. Kiedyś było takie hasło: „kto nie z Mieciem (o Mieczysławie Moczarze, szefie MSW – przyp. j.d.) tego zmieciem”. Zakończyło się to wyprowadzeniem sztandarów. Pana Dudy to nie zraża. Zapomniał, że jak sytuacja dojrzeje, to znaczy rządowe ustawy w sprawie emerytur się ostaną, to wyprowadzi naród na ulice. Pochody z pochodniami już mieliśmy. Co może jeszcze wymyślić związek zawodowy, żeby pokazać, że działa?

Rozpowszechnioną formą protestu jest budowanie barykad. W „Szkle kontaktowym” ktoś zauważył, że można jeszcze zamykać ludzi w mieszkaniach. To wcale nie jest niemożliwe. Nie może być przecież nic po tym, co już było. Przy wielkości tych zamierzeń zupełnie śmiesznie wygląda informacja, że już w tej chwili budżet dopłaca do ZUS 70 mld złotych, żeby wystarczyło na pokrycie emerytur.

Zaraz po panu Dudzie mamy doniesienie, że „wiatr historii wieje w lewo”. Ogłosił to przewodniczący Leszek Miller, gdy pochwalił tow. François Hollande’a, który objął ster we Francji i uspokoił, że to, co zaklepał Sejm

w sprawie emerytur, jest przejściowe. Nie mogę się doczekać, jaką barwę przyjmie socjalizm pod rządami Hollande’a, który, żeby wygrać wybory, nie mógł powiedzieć Francuzom, że im przykręci śrubę, bo Francji nie stać na tak rozbudowane państwo socjalne. W dodatku zacisnąć pasa trzeba będzie w warunkach drugich co do wysokości podatków na europejskim kontynencie, po Skandynawii. Na razie obowiązuje teoria, że się nie będzie dławić gospodarki przez ograniczanie siły nabywczej, a nakręcać ją przez zwiększanie, a nie zmniejszanie wydatków publicznych. Ciekawe, skąd się wezmą te środki bez pozbawiania przywilejów ludu pracującego. Francja to nie ta liga, co Ameryka, gdzie można było dodrukować góry dolarów, ożywić koniunkturę i nie przewrócić gospodarki.

To, że socjalizm w Polsce, po zwycięstwie lewicy (chwilowo rozsypanej), będzie z ludzką twarzą, wiadomo. Po marszu Piotra Dudy po władzę, chwilowo skrytym w rozbijanych tu i tam namiotach, oraz zapowiedzi Millera początku końca rządów centroprawicy, w rankingu wydarzeń mamy wojnę państwa Wałęsów. Danuta Wałęsa, bohaterka wydawniczego sukcesu, książki o swoim życiu z legendą pierwszej „Solidarności” Lechem Wałęsą, która rozeszła się w ponad 300-tysięcznym nakładzie, nie wzięła pod uwagę – jak twierdzi psycholog Jacek Santorski – że cytaty i fragmenty z jej książki, dowolnie rozpowszechniane, zaczną żyć własnym życiem, nad czym ona już nie będzie miała kontroli. Na przykład takie, jak komentarze, skąd się wzięły te wszystkie dzieci, skoro Wałęsy stale nie było w domu. Fanki Danuty Wałęsy, a są ich dziesiątki tysięcy, na co wskazuje powodzenie książki, które cieszą się, że Danuta Wałęsa „wzięła życie w swoje ręce”, przechodzą do porządku dziennego nad tym, że właśnie rozpada się dom Wałęsów. Przez tyle lat dobro samo w sobie. Tej straty się nie cofnie. A tylko patrzeć, jak znajdą się chętni, żeby zagospodarować kapitał poparcia dla byłej pierwszej damy.

Każdy stara się wejść do historii jak potrafi. Jacek Kurski, którego ambicje są ponad otoczenie, co jest widoczne gołym okiem, ma swoje metody. Ryszard Czarnecki (PiS), znany z nieposzlakowanego charakteru, w „Polityce i Obyczajach” („Polityka” nr 19) podrzuca taki tekst: „dziennikarze opowiadają, iż Jacek Kurski chodzi po Warszawie i mówi, że musi co parę dni psychicznie reanimować Ziobrę, bo Zbyszek pęka, jest słaby, nie wierzy w zwycięstwo ani swoje, ani swojej partii, nie ma jaj.”

Że Ziobro się na wodza nie nadaje, to i bez Kurskiego wiadomo. Pytanie brzmi: co i kiedy wykluje się z kukułczego jaja?

PS. W natłoku „medialnych” wydarzeń codzienne życie obywatela mało kogo kręci. A przecież tak zwany real jest w tej mierze przebogaty. Irena Ożóg, były wieloletni urzędnik Ministerstwa Finansów (obecnie szefowa prywatnej firmy od podatków i prawa), jest zdania, że gdyby tylko fiskus chciał, mógłby nas w każdej chwili zrobić podatkowym przestępcą. Jeśli dostajemy (lub oferujemy) markowe pióro czy krawat, powinniśmy dołączyć do niego PIT 8 C. Konia z rzędem temu, kto coś takiego sporządził. Przepisy są na tyle nieprecyzyjne – pisze Joanna Solska w „Polityce” w tekście ,,Raz tak, raz inaczej’’, że jak jedziemy do pracy firmowym autem, to używamy go do celów służbowych, ale jak nim wracamy, to już kosztów spalonej benzyny od podatku odliczyć nie można. Fiskus obliczył, że gdyby zlikwidować wszystkie ulgi, budżet miałby rocznie 74 mld zł więcej i żadnej dziury by nie było.

Czyż to nie są wszystko wspaniałe newsy?…

Jerzy Dzięciołowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.