- Cóż tam, panie, w polityce? Chińcyki trzymają się mocno!?
- A, mój miły gospodarzu, mam przez cały dzień dosyć Chińczyków. Pon się boją we wsi ruchu.
- Pon nos obśmiwajom w duchu. A jak my, to my się rwiemy ino do jakiej bijacki. Z takich, jak my, był Głowacki.
Z pierwszego rzędu Teatru Polskiego, gdzie wchodzący na scenę w rytmie Dans-Polo ocierali nam się o kolana, pozostał mi jeno w uszach pijacki bełkot, panna młoda kopulowana z tylu i z przodu przez swoja bronowicka kieckę i ten przebijający bębenki polski laser znany z konwencji PiS. Niewiele miał do powiedzenia młody reżyser “Wesela”, a widzowie? Pyta mnie kobieta w średnim wieku, jedna z niewielu ubranych jak do teatru:
- Czy zauważył pan, że Żyd wypił tylko jeden kieliszek, a jego córka Rachela w ogóle nie piła? Dlatego Żydzi do czegoś dochodzą, a my nie.
- Czy nie za dużo było dla was tego picia – pytam licealistów, którzy wypełnili połowę widowni.
- Nie, dla nas było w porządku.
Opuszczając Polskę mam wrażenie, że odbyło się tu wesele, na którym w pijanym widzie wybrano nowy rząd, a ze złotego rogu został im się jeno sznur.
Marian Marzyński


Panie Autorze,
przepraszam-nie było pijanego widu.
Byli zasłuchani i tańczący chocholi taniec.
Stańczyków zabrakło,Wernyhorów jak zwykle nie posłuchano…