sam prezes kaczyński własnoustnie skrytykował w wywiadzie dla tygodnika „wprost” nieobyczajność, panującą w moim kraju zamieszkania.
– Zdajemy sobie sprawę, że prędko drugiej Danii nie zrobimy. Nie mówię o sprawach obyczajowych. (…) Tam się w gruncie rzeczy legalizuje pedofilię – mówił Kaczyński.
tygodnik zamieścił odpowiedź, wyrażoną w liście ambasadora danii, steena hommela:
– Doceniam wszystkie pozytywne uwagi dotyczące Danii i pragnę za nie podziękować. Aczkolwiek pana słowa o pedofilii w Danii budzą moje zdziwienie. Pedofilia nie jest dozwolona w naszym systemie prawnym, nie cieszy się też społeczną akceptacją – pisze Steen Hommel.
Bardzo chciałbym się dowiedzieć, na jakiej podstawie formułuje pan ten obciążający zarzut. Mam nadzieję, że jak najszybciej otrzymam wyjaśnienie w tej sprawie. Jeżeli nastąpił błąd w cytacie lub nie został pan zrozumiany przez dziennikarza, byłbym wdzięczny za wyjaśnienie lub sprostowanie na łamach tygodnika „Wprost”. Jeżeli byłby pan zainteresowany jakimikolwiek informacjami na temat Danii, proszę się nie wahać i skontaktować z naszą ambasadą w Warszawie
polscy politycy, aspirujący do miana mężów stanu, mogliby nauczyć się od ambasadora mego awaryjnego kraju języka dyplomatycznego, bo wystarczy przeczytać tytuł mego dzisiejszego felietonu, by zrozumieć przesłanie zawarte w odpowiedzi.
przestrzeganie dyplomatycznych obyczajów i posługiwanie się językiem dyplomacji wyparowało z polskiej polityki, odkąd najprzaśniejsza rzeczpospolita powstała z kolan.
jeszcze za komuny opowiadano mi, jak to dyrektor pewnej centrali handlu zagranicznego zaangażował partyjną sekretarkę.
pewnego dnia odezwał się do swej nowej asystentki:
– napiszcie do nich pismo. sformułowane w ostrym tonie.
po upływie kilkunastu minut wysokokwalifikowana siła biurowa zaniosła szefowi wystukany na maszynie list.
– bardzo dobrze! bardzo słusznie ujęłaście to, towarzyszko. tak właśnie trzeba. niech wiedzą, co o tym myślimy. jeszcze raz bardzo dziękuje za obywatelską postawę. miałbym tylko jedną drobną uwagę: słowo skurwysyny pisze się przez u otwarte…
podobnie jak ów dyrektor, ludzie z dzisiejszego politycznego areopagu uważają, że dobre maniery są oznaką słabości, a słabych ma się za nic
a zatem, wy przez otwarte u – nie liczcie już na naszą słabość. jesteśmy piękni, wielcy i silni.
natan gurfinkiel


Pamiętam, jak mój ojciec sprawdzał stenogram swojego przemówienia w ONZ i się zaniepokoił. Wezwał stenotypistkę i poprosił o sprawdzenie: „tu Pani napisała „Klika Czangkaiszeka”. Ja z pewnością mówiłem „Rząd z Taiwanu”. Ale przecież pan jest z Polski? Tak. Wy, z tego obozu, zawsze mówicie Klika Czangkaiszeka. My mamy na to nawet specjalny skrót stenograficzny. O, widzi pan? A nawiązując do nazwiska Pana Amba i polskich obyczajów dyplo, ostatniej periody, narzuca mi się stare powiedzonko: pierdolbąkaabąkbrzdąka.
Cóż siędziwić brakom w dyplomacji, skoro na jej czele od ponad 10 lat stoją dyletanci, specjaliści od dziwnych tańców, paktów Ribbentrop-Mołotow i „robienia łaski”, frontów ukraińskich czy jedzenia widelcem. Ostatni dyplomata przestał być szefem MSZ w 2006 roku, zmarł w 2008.
W f
ha, moje doświadczenia życiowe mówią że jest identycznie jak w PRL..
albo podobnie aby nie urazić zbytnio służb państwowych.
Niechcący nacisnąłem „dodaj komentarz” i urwałem w pół zdania.
W filmie „Ogniem i mieczem” podoba mi się scena pisania listu. Kozacy wymyślają, co napisać Wiśniowieckiemu. Padają różne pomysły np. „Psi synu Jaremo!”. Chmielnicki kiwa głową, „dobre” -mówi „ale my napiszaemy tak „Jaśnie Wielmożny Książe…”
Dziś z Polski poszłoby „psi synu”