2015-01-21. Felieton Antoniego Kopffa (Antoni Kopff: Mizeria), jak zwykle sugestywny i napisany ze swadą, przeczytałem jednym tchem i w pierwszym odruchu gotów byłem podpisać się oburącz pod każdym słowem. Musiała upłynąć długa chwila, nim otrząsnąłem się z sugestii, wywołanej zaletami stylu – chapeau bas, Antoni!
Opisowi choroby, toczącej współczesne państwo polskie, nie można właściwie nic zarzucić, bo wszystkie jej objawy mamy wygarbowane na własnej skórze. Wystarczy wymienić chroniczną zapaść systemu opieki zdrowotnej jako pierwszy z brzegu przykład.
Ale nie zdarza się prawie nigdy, by jedna strona w sporze miała całkowitą rację. Upłynęło już ćwierć wieku odkąd odzyskaliśmy suwerenność i swobody obywatelskie, a mimo to aparat państwowy nadal jest spętany nawykami z czasów nagiej opresji. Państwo polskie jest paranoicznie podejrzliwe, małostkowe, zakompleksione, przeczulone na punkcie swej reputacji i wrogie obywatelowi.
Po to, żeby obywatele mogli całkowicie identyfikować się z państwem, muszą mieć przekonanie, że stoi ono ono na straży ich swobód i że samo jego istnienie ma na celu służenie dobru powszechnemu, a więc również każdemu z nas.
Ta świadomość nie utorowała sobie jeszcze drogi w administracji publicznej dowolnego szczebla. Wygoda rządzących nadal jest ważniejsza od praw i swobód jednostki, a obywatel traktowany jest przez kastę urzędniczą jak własność państwa.
Kolejne ekipy sprawujące władzę utożsamiają się z państwem, a opozycja traktowana jest jako element destrukcji, którą należy zwalczać – dla dobra obywateli, oczywiście.
Nie może więc zaistnieć sytuacja, że tak jak w krajach skandynawskich opozycja współrządzi i budżet wypracowywany jest w drodze kompromisu. Również inne ustawy o kluczowym znaczeniu nie są przeforsowywane nieznaczną większością, nawet gdy istnieje taka możliwość. Zamiast tego partie koalicji rządzącej szukają konsensu, idąc niekiedy na poważne nawet ustępstwa. Nie jest to zawarowane w żadnych regulacjach, ale takie panują obyczaje parlamentarne. Powszechna jest bowiem świadomość, że rządy się zmieniają, a państwo, które jest wspólnym dobrem obywateli ma trwać.
Obserwowałem kiedyś w Sztokholmie to rozróżnienie między rządem a państwem. Szwedzcy socjaldemokraci sprawowali władzę przez ponad pół wieku od lat 30. XX wieku, aż po rok 1991 (z krótkim intermedium w połowie lat 70.) Gdy po tak długim czasie koalicja partii centroprawicowych usadowiła się u steru, wyrzekła się dobrowolnie rządzenia krajem po trzech zaledwie latach.
W listopadzie 1994 Szwedzi mieli w referendum wypowiedzieć się za lub przeciw przystąpieniu do UE. Wybory krajowe miały odbyć się miesiąc wcześniej. Ówczesny premier Carl Bildt nie chciał ich wygrać i oddał władzę niemal walkowerem, ledwo zachowując pozory gry. Zdawał on sobie bowiem sprawę z tego, że tylko socjaldemokraci byli zdolni wprowadzić Szwecję do UE.
Chciałbym doczekać w Polsce sytuacji, w której dominująca partia dobrowolnie oddaje władzę w ręce swego politycznego adwersarza, ponieważ wymaga tego interes państwa.
natan gurfinkiel


Dodaj jeszcze, że partia rządząca (i wszystkie inne) składa się z krasnoludków, którzy wylądowali latającym talerzem z Marsa i spóźnili się na powrotny, nie ma ona nic wspólnego z nami – obywatelami państwa, a wręcz przeciwnie – ma cechy wyłącznie odmienne od naszych.
Panie Autorze,
w jakiej grupie mieści Pan „aparat państwowy(który)nadal jest spętany nawykami z czasów nagiej opresji (prawda!)”?
To są jeszcze „oni” czy już „my” według Pana?
.
@Panie J.Łukaszewski – pięć gwiazdek i kciuk ku górze.
oni stają się krasnoludkami i wyzbywają się naszych cech dopiero wówczas, kiedyśmy już usadowili ich u władzy. na tym polega surrealistyczny wdzięk naszej polityki.
No fakt, takie podejrzenie też jest uzasadnione. Z tym, że np. chorobliwa podejrzliwość cechuje nas wszystkich na co dzień. Wystarczy poczytać komentarze, posłuchać pogawędek z komunikacji. Zobacz prawo przetargowe skonstruowane tak jak jest właśnie dlatego, że z góry przewiduje się, że obywatel podniesie (i podnosi) wrzask węsząc przekręt.
Gdyby pani Kopacz dziś zarządziła, by dać każdemu po sztabce złota, wielu by od razu zaczęło się zastanawiać „ile ona musiała nakraść skoro nam daje takie ochłapy jak jedna sztabka”. Nie byłoby tak? Idę o zakład.
Zawsze pozostaje możliwość naboru polityków z importu, ale … ile by kasy zgarnął taki co by ich do nas sprowadzał…?! Ustawione!!!
Wsiąkł mi komentarz, więc zanim go BM znajdzie to krótko.
Pani Kopacz wydaje zarządzenie, że każdy obywatel dostanie po sztabce złota.
Co robi obywatel? Obywatel zaczyna węszyć.
„- Ta to się musiała nakraść, a nam tu takie ochłapy daje”.
Byłoby tak?
Idę o zakład.
„Wszyscy jesteśmy krasnoludkami!”
@marian – to zależy od nastawienia wyborców. aparat państwowy mógłby składać się z „mych” gdyby niezadowolenie ze stylu rządzenia nie przekładało się na apatię i przekonanie, że i tak nic się nie zmieni. w przeciwieństwie do PRL kartka wyborcza i pokojowa obywatelska presja na rządzących może być prawdziwą bronią. trzeba tylko w to uwierzyć i nie dać się manipulować demagogom
@Natan: cytuję – „Chciałbym doczekać w Polsce sytuacji, w której dominująca partia dobrowolnie oddaje władzę w ręce swego politycznego adwersarza, ponieważ wymaga tego interes państwa.”
Pomarzyć dobra rzecz. Ale do tego trzeba mieć wykształconą klasę polityczną, zdolną do dystansu do siebie i obiektywnego oceniania siebie i swoich możliwości. Zdolną do służby dla kraju, nie dla siebie. Jeśli zastosuje się te wymagające poświęceń kryteria, to okaże się, że najprawdopodobniej najlepszym matecznikiem dla polskiej polityki jest dziś Platforma Obywatelska. To nudne i często nie popularne stwierdzenie. Czy PiS ma zaplecze i pomysły na sprawne rządzenie? Po tym co pokazał 7-8 lat temu, jak się zaplątał we władzę? Czy SLD może ze spokojem przejąć władzę w Polsce? Co albo po co jest ta pani Ogórek? Czy to ostatnie tchnienie sprawnej kiedyś partii? Tam jest parę nazwisk, najciekawszy były premier Cimoszewicz, ale on trzyma się z dala od polityki i SLD. Przepraszam, ale o reszcie nie powiem słowa.
Być może to Platforma będzie się dzielić i tworzyć nowe byty w polskiej polityce. Czy to się podoba jej licznym krytykom, czy nie. Ja tu widzę najlepszy potencjał. Jest jeszcze znak zapytania: nie obecne jeszcze w polityce młode pokolenie. Już nie długo da o sobie znać.
Ale dziś, w polskiej polityce nie widzę nikogo, kto mógłby dorównać standardom opisanym powyżej przez Natana. Choć jestem optymistą i wierzę, że w końcu i do tej klasy doszlusuje polska polityka.
A ja od jakiegoś czasu zastanawiam się czy w sprawie jakichkolwiek biednych ludzi, czy to górników, hutników czy bezrobotnych, lepiej zacząć od wejścia w ich środowisko – chociaż na chwilę – i próby jak najlepszego zrozumienia ich położenia od środka; czy też lepiej zachować dystans i chłodną głowę by nie dać się ponieść emocjom.
Jak wejdę do środka, to ich dramatyczne położenie może przysłonić mi większy obraz. Poza tym, niesiony współczuciem lub poczuciem winy, mogę pójść im na rękę, nieświadomie krzywdząc tym samym inne grupy, niekiedy większe i „ważniejsze”. Ot, choćby to, że pieniążki na górników pójdą z budżetu, a więc np. ze Służby Zdrowia. itd.
Z drugiej strony, wzdragam się przed traktowaniem ludzi i ich dramatów jako statystyk, liczb na papierze. Bo mimo najlepszych chęci, nie da się – tak mi się wydaje – zrozumieć w czym rzecz, patrząc tylko w tabelki z liczbami.
Tak źle i tak niedobrze.
@Kubanos
Biedni ludzie górnicy? Na jakiej planecie pan żyje?
@ andrzej Pokonos
„Pomarzyć dobra rzecz. Ale do tego trzeba mieć wykształconą klasę polityczną, zdolną do dystansu do siebie i obiektywnego oceniania siebie i swoich możliwości.” Chyba pan nie robi tutaj za putinowskiego trolla. On, Lukaszenko i jeszcze paru innych tez tak mowia – nie chce ale musze. Z innej beczki, porownal pan niedawno Polske z Korea Poludniowa. Radze byc ostroznym. W 1986 roku Polska i Korea Poludniowa mialy prawie identyczny PKB per capita ~5700$(zalaczam link). Mit „zielonej wyspy” juz nie robi, to jest nowy „my bo kto”. Juz wiem jaki bedzie nastepny, „my albo Polska kaput”
https://seoul.trade.gov.pl/pl/korea/article/detail,134,Gospodarka_Republiki_Korei.html
Wsrod takich tuzow jak tu piszacy, nie powinno byc miejsca na glupie mity i tania propagande. Tym bardziej, ze nikt z zewnatrz was nie czyta. To maly portal sami swoi, wiec po co te dekoracje w komentarzach. O kondycji narodu, panstwa decyduje 10% procent spoleczenstwa (chyba jestem optymista). Reszta to statysci, ktorych sie urabia papka medialna, zadnego znaczenia dla jakosci rzadow. Te 10% dzieli sie na frakcje, partie i programy. Zawsze tak bywa(?), ze gdy te 90% jest zadowolonych z zycia to kraj sie rozwija, jest na sciezce wzrostu. Obwinianie tych 90% o cos tam, to jak narzekanie, ze termometr mierzy temperature.
@W. Bujak.
„Jeśli 50 mln.ludzi mówi głupstwa,nie przestają one być głupstwami” – B.Russel.
.
@natan gurfinkiel.
Podał Pan przykład szwedzkiej obywatelskości a więc współodpowiedzialności za państwo.
Będąc tam po raz pierwszy /odwiedzałem syna,wówczas studenta KTH/ zdziwiłem się szwedzkimi pojemnikami na odpadki stojącymi na ulicach.Każdy pojemnik na inny rodzaj odpadków.A był to początek ery telefonów komórkowych,we Francji dopiero zaczynano mówić o potrzebie segregowania śmieci.
Kolejne moje zdziwienia dopadły mnie w metrze.Porządek,
spokój,przemieszczanie się tylko prawym pasem.Ja miałem inne doświadczenia z metra paryskiego.
Przysłowiowa niemiecka czystość w porównaniu z ówczesną szwedzką zasługiwała co najwyżej na piątkę w skali dziesięciostopniowej.
Na autostradzie nikt ale to nikt nie przekraczał obowiązującej szybkości jazdy,po pijanemu nikt nie wsiadał do auta.
Takie było społeczeństwo szwedzkie co naocznie stwierdziłem ponad dwadzieścia kilka lat temu.Ośmielam się napisać,że ówczesne społeczeństwo szwedzkie składało się tylko z MY.Takie jest do dzisiaj.
Szwedzi identyfikują się ze swoim państwem.
Szwedzki polityk,urzędnik,policjant,itd.swoją indywidualną osobowość podporządkowuje dobru wspólnemu.
A jak na tym tle wygląda społeczeństwo polskie?
Ten kto ma oczy ten widzi…I nie jest tak jak w przysłowiu,że ryba psuje się od głowy.To jest polska mizeria-jak zdefiniował to Pan Antoni Kopff.
Takiego zestawu głupstw już dawno nie czytałem.
Wniosek końcowy – zgodny z treścią.
Razem – kosmos naiwności, populizmu, błędnego oglądu naszej rzeczywistości i … właściwie nie wiadomo czego (wiadomo, ale chcę być w miarę kulturalny).
*
„… ustawy o kluczowym znaczeniu nie są przeforsowywane nieznaczną większością, nawet gdy istnieje taka możliwość. Zamiast tego partie koalicji rządzącej szukają konsensu, idąc niekiedy na poważne nawet ustępstwa”.
Czyli np. ws. katastrofy smoleńskiej, zamiast upierać się i powodować niepotrzebne waśnie, należałoby ustąpić opozycji („bo nie zdarza się prawie nigdy, by jedna strona w sporze miała całkowitą rację”) i przyjąć kompromisowe rozwiązanie sprawy: samolot został zestrzelony rakietą obcego pochodzenia i trzykrotnie wybuchł wskutek błędów pilotów spowodowanych rozpyloną przez nieznanych sprawców sztuczną mgłą.
*
Pilnie realizując nadzieję autora (z ostatniego akapitu) po sporze z górnikami premier Kopacz powinna podać się do dymisji i przekazać władzę opozycji dla dobra górnictwa (i państwa ma się rozumieć).