– Świetny film, ale z prawdą trochę się mija, powiedziała przy stole szabasowym w Miami Beach nasza znajoma kinomanka, Yolanda.
Wyprodukowany przez argentyńskiego reżysera pod kierunkiem twórczych potomków Felliniego, hiszpańskich braci Almodovar, film nazywa się „Relatos Salvajes”, dosłownie „Dzikie (nie z tego świata) opowieści” . Był to film, który przegrał w Oskarach z „Idą”; gdybyśmy my z Grażyną rozdawali Oskary – nagrodzilibyśmy go i nazwali ironicznie „Opowieści z tego świata”.
Pierwsza opowieść dzieje się w samolocie, gdzie dwoje pasażerów opowiada sobie jak zetknęli się w życiu z pewnym argentyńskim nieudacznikiem o żydowskim nazwisku Pasternak; wkrótce okazuje się, że nikt na pokładzie nie wykupił biletu na ten lot, wszyscy dostali go w prezencie od Pasternaka, a gdy na końcu tych koszmarnych wspomnień o wspólnym znajomym okaże się, że Pasternak pilotuje ten samolot – wszyscy, razem z pilotem, runą na ziemię.
Trzy inne opowieści z tego świata:
- Na szosie odbywa się krwawe starcie kierowców, jeden w biednym, drugi w bogatym samochodzie, obaj lądują w przepaści i w ogniu, pozostawiając po sobie wypalone czaszki.
- Na żydowskim weselu panna młoda pyta w tańcu nowo poślubionego czy przespał się wczoraj z dziewczyną z biura, którą zaprosił na ślub, po czym zabiera mu komórkę i znajduje w niej dowód na zdradę, ucieka na taras, gdzie oddaje się kucharzowi, po czym z kuchennym nożem w ręku atakuje rywalkę i we krwi umorusana, wśród potłuczonych naczyń weselnych, ciało swoje przekupne ofiaruje bogatemu mężowi…
- Wybitny specjalista od detonacji starych budowli przeznaczonych na rozbiórki, po jednym takim imponującym wybuchu, szuka swego samochodu; okazuje się, że za przekroczenie o kilka minut czasu parkowania, zabrała go policja, staje się to obsesją jego życia, nawet gdy zatrzymuje się, żeby kupić gazetę – znika mu samochód, pewnego dnia wkłada do bagażnika ładunek wybuchowy, samochód trafia na plac policyjny, gdzie od kierowców wyciąga się olbrzymie mandaty, wybuch wywołuje panikę, sprawca wybuchu staje przed sadem, prasa odkrywa korupcję miasta z biznesem, geniusz od detonacji zostaje uniewinniony.
– Czy nie zauważyłaś, że w dobrym filmie rzeczywistość zamienia się w senne marzenie, w którym wszystko może się zdarzyć? – odpowiedziałem kinomance.
Nie wiem kiedy oglądała ten film Yolanda, ale my widzieliśmy go w dniu, w którym niemiecki pilot uśmiercił w Alpach siebie i 149 innych.
Marian Marzyński



Był kiedyś Błąd Korotyński (gospodraka socjalistyczna), jest i Chochlik Marzyński. Bo wszystko może się zdarzyć, jeśli da radę zdążyć. Ergo: nadążajmy!
Już parę razy widziałem, jak ktoś mija się z prawdą z wyprzedzeniem. Moja domowa ekstremistka (obecnie, 45 lat później – żona) powiedziała w 1970-tym: „to zwyczajny faszyzm, tyle że jeszcze do nas nie strzelają”. Miesiąc później, na Wybrzeżu, zaczęli.
zrobilem blad ortograficzny: zamiast przez rz – zdarzyc napisalem przez z, a potem mis dodal ogonek, poprawimy, ale pisze o tym, zeby smieszny komentarz o nadazaniu nie stracil kontekstu….przypomina mi sie parodia pogadanki radiowej profesora Doroszewskiego: ” pani Z. z Krakowa pyta, czy pyta to rzecz nieprzyzwoita?, nie wiem
w jakim kontekscie uzywa tego slowa moja sluchaczka, bo jezeli tak: ktos biedy sobie napyta, przedrostek „na” ratuje sytuacje”.
napisal mi Tadeusz Lubelski, wybitny filmoznawca: „…ja jednak kibicowałem Idzie, ale też byłem pod urokiem Dzikich historii (pod takim tytułem były u nas wyświetlane). Zachwyciła mnie zwłaszcza ostatnia, weselna nowela, ale na wieść o okolicznościach katastrofy niemieckiego samolotu przypomniałem sobie oczywiście pierwszą. Pytanie, czy znał ją też ów pilot.
Swietne pytanie, ktore prowadzi do refleksji, ze czlowiek epoko internetu, kuszeniem medialnego diabla zastepuje swoje naturalne mechanizmy psychologiczne, ile to juz
zbrodni powstalo z takiej inspiracji… .