Parę dni temu. Jestem na 26. urodzinach ”Gazety Wyborczej”. Setki gości. Dziennikarze i pracownicy, aktualni i byli. Autorzy. Przyjaciele i sympatycy. Mniej więcej połowę znam. Rozmawiam z dziesiątkami ludzi. Głównie o polityce, jak to między dwiema turami wyborów, w napiętej politycznej atmosferze. Wiem i potwierdza się, że zwolenników PiS raczej w tym towarzystwie nie ma. A wychodzi mi, że chyba połowa nie głosowała w pierwszej turze, a co poniektóry oddali głos na Kukiza.
Dlaczego?
Wszyscy oni byli przed wyborami przekonani, że Komorowski je wygra. Nie warto się było fatygować. Dorabiana idea; nie mają na kogo głosować, nie będą już więcej wybierać mniejszego zła, chcieli mu utrzeć nosa, żeby sobie nie myślał…Taki sygnał miał się przydać jemu, Platformie, rządowi i w ogóle władzy. Zatem nie głosowali, lub oddali głos na ”tego Kukiza”, wedle modnego dziś powiedzonka just for fun. Wiadomo, że i tak nie zostanie prezydentem – mówili.
W ten sposób, dla zabawy, czy w ramach sanacji polityki wprowadzili do jej gremiów decydujących o państwie faceta, który – jak tu już pisałem – dla tego państwa nie przepracował ani dnia, który o tym państwie i jego sprawach nie ma żadnego pojęcia, który jak pijany płotu trzyma się jednego hasła – JOW – nie wiedząc zapewne co to jest, a już na pewno co z tego może wyniknąć. I którego celem jest nie naprawa, lecz rozpieprzenie tego państwa. Jedynego, które mamy. Bądź co bądź, to wspólny dorobek narodu.
Ci, który nie głosowali, też się do tego przyczynili. Gdyby głosów było w znaczący sposób więcej, 3,1 miliona dla Kukiza nie dałyby mu ponad dwadzieścia procent głosów i odpowiedniej do tego pozycji.
Tu dodam, że wśród rozmówców jakoś nie było kategorii młodych-gniewnych, prekariuszy, którzy nie mogą znaleźć i zająć godnego miejsca w życiu. Wszyscy już ze sporym życiorysem za sobą.
I co typowe; większość traktuje wybory jako sposób na samorealizację, okazję do dania wyrazu swoim postawom i przekonaniom, czy do rozegrania spraw osobistych. Są to motywy istotne, ale powinny być drugoplanowe. Niezależnie od tego czy i jak będziemy głosować, zostaną wybrani prezydenci, burmistrze i wójtowie, będą sformowane ciała przedstawicielskie. I nie jest obojętne kto zostanie wybrany. Można więc chyba powiedzieć, że Polska oczekuje od swoich obywateli, że pomyślą nie tylko o sobie, a postąpią w myśl zasady; rób swoje, a patrzaj końca!
Parę liczb
Duda dostał 5,18 miliona głosów. Praktycznie nie wykroczył poza stały elektorat PiS i nie powtórzył sukcesu – bo nie zwycięstwa – Jarosława Kaczyńskiego z 2010 roku, który dzięki udawanej łagodności i budzonemu współczuciu dostał o prawie milion głosów więcej. Komorowski dostał teraz 5,031 miliona głosów. O niecałe 150 tysięcy mniej niż Duda i o prawie dwa miliony mniej niż w roku 2010. Czy okazał się złym prezydentem?
Po prawie pięciu latach prezydentury i przed kampanią prezydencką, ze swoim zestawem zalet i wad, cieszył się zaufaniem około dwóch trzecich społeczeństwa, a w głosowaniu uzyskał jedną trzecią poparcia. To prawda, że jego kampanii bardzo wiele można zarzucić i w jakimś stopniu ona mu zaszkodziła. Sam Komorowski nie był przed pierwszą turą tak dynamiczny jak pięć lat temu. Ale powinniśmy sobie zdać sprawę, że urzędujący prezydent państwa nie bardzo może prowadzić kampanię tak jak ktoś dopiero startujący do tego stanowiska. W dodatku, chwilę wcześniej prawie zupełnie nieznany.
O tym także trzeba pamiętać, oceniając debaty przed drugą turą. Głowa państwa nie może kłamać, nie może obiecywać tego co nie zależy od niego, ani tego co nie może zostać spełnione, lub może być spełnione z wielką szkodą dla kraju. Czyli nie może robić tego wszystkiego co z wielką swobodą robi jego kontrkandydat. Jemu o wiele łatwiej jest być rzutkim i dynamicznym w kampanii. Ale zastanówmy się; czy to jest konkurs na spindoktorów czy wybieramy prezydenta Rzeczpospolitej.
Teraz zewsząd wypomina się prezydentowi wszystkie błędy, które popełniał i których nie popełniał w ciągu tych pięciu lat, a które do niedawna nie zmieniały jego wysokiej oceny. Obwinia się go o wszystkie, prawdziwe i nieprawdziwe, grzechy Platformy i rządu, o sprawy na które nie miał i nie mógł mieć wpływu. Fora internetowe przepełnione są nieprzystojną pogardą i nienawiścią – hejtem. Przypuszczam, że sporo tego dla zagłuszenia własnego zaniedbania.
Czyja chata z kraja
Dlaczego tak wielu nie bierze udziału w wyborach? Z różnych, wielokrotnie wymienianych powodów. Jedną z nich się u nas pomija, a w Stanach Zjednoczonych, już kilkadziesiąt lat temu zwrócono uwagę, że wśród tych, którzy nie głosują jest liczna grupa ludzi energicznych, przedsiębiorczych, samodzielnie radzących sobie w życiu i w interesach. Oni nie potrzebują do tego władzy, nie czują się od niej zależni To nie znaczy, że wszystko tam idzie jak z płatka i ze wszystkiego są zadowoleni. Lecz swoje sprawy mogą załatwiać w różnych miejscach, na różnych szczeblach i nie interesują się wielką polityką. Dopóki trwa business as usual.
Otóż w Polsce będzie się zakrzyczanym gdy się powie, że i u nas trwa business as usual. W PRL mogło się wydawać, że bez Plenum KC w sprawach rolnictwa oziminy nie wzejdą i krowy się nie ocielą. Teraz, przy takim niedoskonałym państwie jakie jest, nie zważając na nie za bardzo, większość ludzi radzi sobie z tym co ma do zrobienia. Wiarygodne badania co drugi rok (”Diagnoza społeczna” prof. J. Czapińskiego) pokazują, że około 70 procent badanych w trzynastotysięcznej (do sondaży wystarcza czasem nawet niepełny tysiąc) próbce reprezentatywnej to ludzie zadowoleni ze swojej sytuacji. Lecz też się jest zakrzyczanym gdy się powoła na dane mówiące o pod wieloma względami dobrej sytuacji, w tym gospodarczej, Polski na tle Europy.
Wszystkie demokratyczne wybory mogą być uważane za wybór mniejszego zła. Idealna jest tylko partia albo komunistyczna, albo faszystowska, albo jest to partia rządzoną przez Jarosława ”same dobro” Kaczyńskiego. Wszystkie kraje świata mają swoje trudne problemy; nierozwiązane czy zgoła nierozwiązywalne. Wystarczy je nieustannie wyliczać, pomijając wszystko pozostałe, aby wytworzyć czarny obraz rzeczywistości. Nasza czarna propaganda z prawa i z lewa dodaje do tego kłamstwa i pomówienia. A uczestniczą w tym również media, które tych kłamstw i pomówień nie prostują. Albo są w związku z opozycją, albo prosto dlatego, że czarny obraz lepiej się sprzedaje niż obiektywny i wyważony, ukazujący wszystkie strony rzeczywistości. I pod tym wpływem, co też wykazują badania, wielu zadowolonych ze swego życia uważa, że w kraju dzieje się źle.
Ci radzący sobie i raczej zadowoleni z siebie stanowią niepoliczoną, lecz chyba istotną część nie biorących udziału w wyborach. Ale gdy Czwarta Rzeczpospolita pod rządami Prawa i Sprawiedliwości zaczęła stanowić zagrożenie dla sytuacji, w której ci ludzie funkcjonowali, przesądzili o powstaniu większości, która usunęła rządy PiS. W wyborach parlamentarnych w latach 2007 i 2011 oraz w prezydenckich w roku 2010. Jednak w miarę upływu lat determinacja ta słabnie. Straszak PiS – głoszą liczni, a już najbardziej PiS – staje się coraz mniej skuteczny. To prawda. Mnie też znudził się straszak PiS. Ale przez to nie zrobił się on mniej straszny.
Bez strachu, z rozwagą
Skarżymy się – i słusznie – na opieszałość sądów, na indolencję organów państwa, na korupcję i niekiedy złą wolę jego funkcjonariuszy. Lecz po epizodzie IV RP znamy już lekarstwo gorsze od choroby. To gorliwość pisowskiego aparatu władzy i napędzających go polityków. Z ich postaw i zapowiedzi widać, że niczego nie zapomnieli i niczego się nie nauczyli. Jak, opisana przez Talleyranda francuska arystokracja powracająca do władzy po Rewolucji i Cesarstwie.
Ponosimy coraz mniej akceptowane przez społeczeństwo koszty utrzymywania nierentownych sektorów gospodarki, obciążające budżet i możliwości państwa oraz bezpośrednio budżety ogółu Polaków. Choćby płacących za drogą energię. Obietnice i zapowiedzi kandydata Dudy oznaczają ogromne zwiększenie tych obciążeń. A już kompletną katastrofą okazałoby się zapowiadane przez niego przywrócenie systemu emerytalnego sprzed ostatniej reformy.
Te wszystkie zagrożenia staną się realne przy rządach Prawa i Sprawiedliwości i tę perspektywę może urzeczywistnić i przyśpieszyć zwycięstwo Dudy w wyborach prezydenckich.
I najgroźniejsze. Dziedzina, w której prezydent może odgrywać najbardziej ważną rolę. Polityka międzynarodowa i bezpieczeństwo państwa. Co znaczy, zapowiadane przez Dudę wypisanie się z głównego nurtu Unii Europejskiej? I to kiedy przeciw sąsiedniej Ukrainie trwa zbrojna agresja Rosji, a posunięcia wojny hybrydowej Moskwa stosuje wobec państw bałtyckich i już w jakimś stopniu wobec nas. To propagandowy nalot trolli internetowych, polityczne agentury na skrajnej prawicy i na lewicy, a także liczne grono, skądinąd poczciwych niekiedy, ”pożytecznych idiotów” Putina. Poseł Krzysztof Szczerski, przewidziany na ministra spraw zagranicznych w rządzie PiS lub w Kancelarii Prezydenta RP, na łamach ”Rzeczpospolitej” głosił jakiś czas temu, że zawiodły nas główne państwa Unii Europejskiej i musimy sobie poszukać innych sojuszników. Jakich? Bezpieczniejsi nie będziemy na marginesach Unii, wśród małych państw zależnych od Rosji, by nie powiedzieć; łaszących się do niej. Na takim marginesie jest Grecja, w sytuacji gospodarczej takiej, do jakiej może nas doprowadzić realizacja postulatów Andrzeja Dudy.
Strzeżmy się, lecz nie wpadajmy w panikę. Prezydent Duda i nawet rząd Prawa i Sprawiedliwości to jeszcze nie finis Poloniae. Polska przetrzymywała gorsze opały. Ale jest to perspektywa wystarczająco zła, by się jej zdecydowanie przeciwstawić. Przede wszystkim powinni o tym pamiętać ci, którzy głosowanie na Komorowskiego odłożyli sobie na drugą turę. I niech teraz okażą się konsekwentni. Swoją absencją w pierwszej pochylili to drzewo na które teraz skaczą kozy, zmniejszyli szanse prezydenta, zwiększyli Kaczyńskiego i Macierewicza, bo to oni decydują i jeszcze długo będą decydować o tym czym jest i co robi Prawo i Sprawiedliwość. Ale stało się i niech się odstanie dopóki jest taka możliwość.
Wszystkie ręce na pokład!
Napoleon uczył, że zwycięża ten, kto ma przewagę w decydującym czasie i w decydującym miejscu. Teraz, te kilka dni mogą zadecydować o naszej przyszłości. Istotne jest kto będzie miał przewagę i do kogo będzie należał decydujący głos. O wynikach drugiej tury niekoniecznie musi zadecydować elektorat Pawła Kukiza. Mogą zadecydować ci, którzy nie głosowali w pierwszej turze. Źli ludzie nie wystarczają, aby uczynić zło. Dokonuje się ono przy bezczynności dobrych.
Jeśli chcieli dać nauczkę, to już to zrobili. Teraz niech dadzą prezydentowi i całej władzy, całemu krajowi szanse na skorzystanie z tej nauki. Ta władza, w przeciwieństwie do ruchu Kukiza, nie zamierza burzyć wspólnego dorobku. Udowodniła już w ciągu ośmiu lat, że – inaczej niż za rządów PiS w latach 2005–2007 – nie zagraża niczyim wolnościom i prawom. Nie przekreśli więc możliwości i szans opozycji, jakakolwiek by ona była. W tym również szans Andrzeja Dudy. On wykazał się już jako polityk bystry i dynamiczny. Zdobył duży kapitał polityczny i to nie mała przegrana w drugiej turze może mu go odebrać… Jest w wieku, który daje mu czas, aby się wiele nauczyć i wiele zrozumieć. Polska może jeszcze mieć z niego pożytek. Teraz jednak więcej dla niej może zrobić Bronisław Komorowski.
![]()
Ernest Skalski


Myślę, że do tego tekstu dużo lepszy byłby tytuł:
„Nie pytaj co Platforma może zrobić dla ciebie…”
Dla mnie głosowanie na Platformę oznacza głosowanie na Kaczyńskiego i Macierewicza. I odwrotnie. Głosowanie na PiS to jest głosowanie na Platformę. To są dwie strony tego samego parszywego medalu.
Więc sobie podaruję. To nie jest już nawet wybór mniejszego zła, chociaż tylko zatwardziały antydemokrata mógł takie pojęcie demokracji wymyślić. To jest żaden wybór. Na fantazje felietonistów głosował też nie będę.
„Mnie też znudził się straszak PIS. Ale przez to nie zrobił się on mniej straszny”. Święte słowa.
Może faktycznie nadużywamy wyrażenia 'mniejsze zło’? Może tradycyjne stopniowanie? Zły, gorszy, najgorszy. Mi wychodzi, że gorszy to Duda.
Po 8 latach szczepionka PiS wciąż działa (chociaż nie na wszystkich), zwłaszcza, że jakiegoś wielkiego odwrotu od IVRP nie było. A 8 lat rządów PO nauczyło ludzi głównie jednego: Platforma nie zrobi nic dopóki nie jest poddana ogromnej presji. Trzeba uderzyć w czułe miejsce, żeby z marazmu wyrwać. Co zrobić dla Polski? W obecnej sytuacji politycznej – poganiać PO batem, kopać w czułe miejsca, stawać na odciski – ot choćby głosując na Kukiza – w innym razie znów pogrąży się w marazmie.
Proszę zobaczyć ile energii nagle nabrał prezydent Komorowski.
W „normalnym” kraju tym dociskajacym rzadzacych jest normalna opozyja, ktora PIS nie jest.
Chyba ostrzeżenie i lekcja dla PBK i PO znalazły się na granicy zdrowego rozsądku. Ewentualne zwycięstwo Dudy będzie dla PiS groźniejsze niż minimalna porażka. Ale trzeba tę lekcję odrobić do końca, wedle zasady słuchania psiej skóry, niestety.
Rozumiem, że autor nie znosi Kukiza. Ale to stwierdzenie, już drugi raz, że nie przepracował dla kraju ani godziny? Czyli artysta się nie liczy? To co z pisarzami?
Panie Redaktorze,
Po dzisiejszej debacie prezydenckiej, w której niejaki Duda wykazał się wyjątkowym poziomem arogancji i braku elementarnego szacunku dla swojego interlokutora nie mam wątpliwości, że racjonalni rodacy, niezależnie od swojego rozżalenia PO i Prezydentem powinni wstać od stołu i zagłosować na przyszłość mozolną, ale wolną od oszołomstwa. Kandydat Duda wykazał elementarny brak szacunku dla:
– urzędującego prezydenta,
– osoby starszej od siebie, mającej znaczące zasługi dla wolności i dobrobytu Polski.
Choćby z tego tylko powodu persona taka nie powinna zostać prezydentem bo to właśnie będzie obraźliwe dla tego urzędu.
Buta, arogancja, permanentne kłamstwa i konfabulacje, czcza demagogia, gruszki na wierzbie, policyjna i wyznaniowa wizja państwa to ma być zapowiedź „dobrej zmiany”? Kandydat Duda swoim bezczelnym zachowaniem może jeszcze rozbudzić emocje nad którymi sam nie będzie w stanie zapanować. Najwyższy czas aby wybrać odpowiedzialność zamiast awantury.
Dla mnie omawianie przypadku Pana Dudy jest niekompletne – mianowicie do calosci obrazu brakuje mi jego opinii o Katastrofie Smolenskiej.
Gdy niemiecki kanclerz Willi Brandt klekal w Warszawie, wzial na siebie wine przedstawicieli swojego narodu wobec strasznej zbrodni ktora zostala popelniona kilkadziesiat lat wczesniej (ironia sytuacji polegala min. na tym, sam Brandt w czasie II wojny swiatowej mial walczyc przeciwko nazistom w oddzialach ochotniczych norweskich – jednostek niemieckich nie bylo – co po wojnie miano nu wieloktronie wypominac).
Pytanie moje brzmi: czy obaj panowie kandydaci sa wstanie powiedziec cos w stylu:
” Polacy, chcialbym was przeprosic za to co stalo sie w smolensku 10 kwietnia 2010 roku. Katastrofa ta to efekt zaniedban, arogancji i braku wyobrazni naszych urzednikow i politykow; wiem ze decyzje podejmowal pilot, jest on bardziej ofiara niz sprawca; rzeczywisci sprawcy tej tragedii to wszyscy Ci, ktorzy sprawili, samolot mimo braku warunkow probowal ladowac;
nie chodzi mi tyle o osoby ktore organizujac lot wybraly mlodego pilota z malym doswiadczeniem, ale o osoby ktore dwa lata wczesniej robily wszystko aby osoba (mjr Grzegorz Pietruczuk) ktora wowczas podjela wlasciwa dezycje (nie odwazyl sie na to kapitan Protasiuk na Smolenskiem) byla traktowana jak tchorz, niegodny munduru i zaszczytu przewozenia prezydenta RP.
Nie bede tworzyl dalszych piramidalnych bzdur na temat zamachu, dobijania po katastrofie, poniewaz wszystkie te brednie zostaly stworzone w jednym celu – aby, robiac wode z mozgu, uciec od wlasnej odpowiedzialnosci za postawienie Pilota ze Smolenska w sytuacji, gdy nie byl on wstanie wybrac bezpieczenstwa kosztem wypelniania polecen.”
Szanowny Panie andrzeju Pokonos,
Ja napisałem: ” Mogę sobie pozwolić na powiedzenie co myślę o ludziach, chcących na prezydenta państwa faceta, który dla tego PAŃSTWA nie przepracował ani dnia, który o tym państwie i jego sprawach nie ma żadnego pojęcia, który jak pijany płotu trzyma się jednego hasła – JOW – nie wiedząc zapewne co to jest, a już na pewno co z tego może wyniknąć. A wyniknie z tego akurat to co chciałby Kukiz usunąć; jeszcze większa dominacja wielkich partii i ich aparatów.”
Moje PAŃSTWO pan podmienił na KRAJ. Podejrzewam, że celowo,ale odpuszczę, jeśli napisze pan, że to niefortunne przejęzyczenie. Państwo i kraj mają ze sobą wiele wspólnego, ale to nie to samo. Kraj w tym przypadku to Polska, a państwo to struktura władzy w tym kraju. Zarządzanie nią wymaga pewnych kwalifikacji, których nie daje granie i śpiewanie rocka, ani wykonywanie wielu innych pożytecznych dla kraju czynności.
@Ernest Skalski „…Zarządzanie nią wymaga pewnych kwalifikacji…”
Czy to znaczy, że gdyby dziś przeciw Dudzie startował elektryk Wałęsa, głosowałby pan na Dudę?
Tak tylko pytam…
Szanowny Panie Erneście Skalski. Z całym szacunkiem dla Pana mam prawo także się z Panem czasem nie zgadzać. Już choćby kwestia rozdrabniania włosa na czworo, dobra dla semantyków, jak oddzielanie kraju od państwa. Myślę, źe mamy ważniejsze problemy.
Wracając do meritum: odsądza Pan Kukiza od czci i wiary, a tu pojawił się człowiek, który staje się zaczynem do rozbicia niezdrowego układu istniejącego w Polskiej polityce z powodu antysystemowego trolla (Kaczyńskiego). Kaczyński blokuje poczynania rządu, rząd ma wymówkę i mamy błędne koło od lat. Dlaczego?
– ponieważ całe tłumy polityków, którzy przez lata pracują z oddaniem dla PAŃSTWA nic nie robią dla KRAJU aby go uwolnić z tej niezdrowej sytuacji. Jestem całym sercem za Platformą, PBK, Tuskiem, Kopacz i całą resztą. Ale ci doświadczeni ludzie (w teorii) nie są w stanie ani rozliczyć politycznych warchołów spod znaku Kaczyńskiego, ani przejść ponad nimi.
.
Słuszne pytanie zadał Panu Jerzy powyżej. Wczorajszy Wałęsa dziś nazywa się Kukiz, czy to nam się podoba, czy nie. Jako człowiek z zewnątrz być może jest w stanie zgromadzić zdolnych ludzi dotychczas zniechęconych tym, co się wyrabia na polskiej scenie politycznej. Prawie każdy z dzisiejszych postsolidarnościowych polityków kiedyś zaczynał od zera. Nie mając na koncie żadnego doświadczenia prawnego, dyplomatycznego, finansowego i co tam jeszcze. Ale w sumie niezgorzej sobie radzili przez te ćwierć wieku. Problemy zaczęły się 10 lat temu, jak do władzy doszły miernoty – Kaczyńscy, a potem zaczęli wręcz wpuszczać do SEJMU szumowiny.
.
Dlatego szanujmy maluczkich, bo nie tylko złe intencje nimi rządzą. Panowie w Studio Opinii uważacie, że Kukiz to ściema, birbant i rozrabiaka. Niech zdobędzie jesienią choćby kilkanaście procent, to zobaczycie, jak zaczną walić do niego chętni drzwiami i oknami. Polska polityka potrzebuje zmian. PO potrzebuje zmiennika, jeśli chce przetrwać dłużej. PiS musi odejść w takiej formie, w jakiej dziś występuje. Kto w dzisiejszym politycznym polskim klinczu może tego dokonać? Tam przecież sami fachowcy, od lat pracujący za ciężkie pieniądze dla PAŃSTWA. Po co nam takie PAŃSTWO? Czy nie czas aby podatnicy zaczęli rozliczać polityków? Idą wybory. A politycy budzą się tylko na dzwonek wyborów. Nagle to i owo z zaszłości daje się załatwić. Czy tak ma być nadal?
Szanowny Panie andrzeju Pokonos,
W pierwszych słowach mego listu…dziękuję – bez cienia ironii – panu za pana ostatni komentarz. Masa w nm wątków, a każdy istotny. Daje mi on materiał do przemyśleń – co ważne – i do polemiki – pochodne.
Nie jest to jednak zadanie na kolejny komentarz, który siłą rzeczy nie powinien być pełnowymiarowym artykułem.
Zamierzam więc skopiować pana tekst i pisać swój, niejako na nim. I zrobię to jak tylko nieco ochłonę po drugiej turze. Podniecam się umiarkowanie i na krótko.
Przy okazji posprzeczam się z panem Jerzym Łukaszewskim, nie tylko z powodu powyższego wpisu. A jeśli czyta to co tu piszę, to prosiłbym aby się wstrzymał z decyzją bojkotowania naszego portalu.
A ja jak zawsze z wielkim zaciekawieniem przeczytam Pański kolejny tekst. Co nie znaczy, że zgodzę sie we wszystkim. Życzę Polsce, aby uwolniła się od politycznych miernot i obecnej zablokowanej sceny wyborczej. Zainteresowanie wyborami jest wielkie. Jeszcze tylko trzeba rodaków zachęcić do używania kartki wyborczej w bardziej powszechny sposób. Bo słabość pokskiej sceny politycznej wynika także z obojętności wyborców.
Panie Erneście, zaszło nieporozumienie 🙂
Nie zamierzam bojkotować. Obawiałem się czegoś odwrotnego i tyle.
A tak przy okazji: na Kukiza nie głosowałem.
Pan Ernest Skalski napisał:
„Swoją absencją w pierwszej [turze] pochylili to drzewo na które teraz skaczą kozy, zmniejszyli szanse prezydenta, zwiększyli Kaczyńskiego i Macierewicza, bo to oni decydują i jeszcze długo będą decydować o tym czym jest i co robi Prawo i Sprawiedliwość. Ale stało się i niech się odstanie dopóki jest taka możliwość.”
*
Na drugą turę jednak nie poszli, a jak już poszli to w znacznej części głosowali na Dudę.
I nic się już nie odstanie.
*
Środowisko Gazety Wyborczej w olbrzymim stopniu przyczyniło się do takiego stanu rzeczy. Włożono w to dużo pracy przez całe pięć lat prezydentury Komorowskiego. Deklaracja o poparciu z ostatniej chwili przed drugą turą była tylko obrzydliwą ściemą.
Ma rację Giertych.