Zwycięstwo Andrzeja Dudy – które przywitałem w Facebooku złośliwym memem z biskupem Hoserem – nie oznacza oczywiście formalnego wpływu biskupów na sprawy państwa. Idiotyzmem byłoby utrzymywać, że za Dudy biskupi otrzymają jakieś stanowiska w prezydenckich szeregach, a po ewentualnym jesiennym zwycięstwie PiS-u – w szeregach rządowych. Ludzie, którzy nas tym straszą, nie mają pojęcia ani o państwie, ani o Kościele.
Wpływ biskupów na państwo zachowa charakter znany nam ze wszystkich lat III RP: biskupi będą oddziaływać na zaprzyjaźnione środowiska polityczne, udzielać otwarcie poparcia swojej ulubionej partii i w sytuacjach spornych szantażować, że jej tego poparcia odmówią. Poza tym nieustannie grzmieć będą w mediach o cywilizacji śmierci i niszczeniu rodziny, a swoimi kazaniami nastrajać wiernych na konfrontację, na „walkę o prawdziwe wartości”.
Będzie oczywiście biskupom bliżej do nowej władzy, ale ich modus operandi nie zmieni się na pewno.
Zmieni się natomiast coś innego. Zwycięstwo Dudy oznacza radykalną zmianę języka polskiego państwa i debaty publicznej. Zmianę retoryki, środków wyrazu, symboli i metafor. Mniej będzie poetyki laickiej, a więcej religijnej. Mnie będzie argumentacji, a więcej fideizmu. Do wypowiedzi polityków zawitają religijne obrazy, religijne porównania i religijne epitety. Wypowiedzi polityków przeplatane będą hasłami znanymi większości Polaków ze szkolnej katechezy.
Język polskiego Kościoła istotnie się w ostatnich latach zdegradował. Stał się językiem – brzmi to może jak moja mantra, bo kilkakrotnie już o tym mówiłem tu i ówdzie – językiem oazowych uniesień, akcji popularyzujących wiarę, masowych zlotów ewangelizacyjnych. To język, w którym spekulację teologiczną wyparło składanie świadectw, powoływanie się na subiektywne, emocjonalne doświadczenia religijne, na rzekome cuda. To język amerykańskiego, obwoźnego kaznodziejstwa. Język tego, co się w Ameryce nazywa „born again christians”.
I ten język z impetem wedrze się do polityki. Będziemy słuchać o cudach, Bożych znakach, przesłaniu z nieba. Już dzisiaj to widać. Mówi się, że zwycięstwo Dudy w uroczystość Zesłania Ducha Świętego „to nie przypadek”. Sugeruje się, że to Duch Święty stoi za powrotem prawicy do władzy. Jest to dokładnie ten sam poziom emfazy i naiwności, co opowieści kardynała Dziwisza, że na mistrzostwach Europy w piłce nożnej Tytoniowi rzut karny pomógł obronić Jan Paweł II, albo opowieści dwudziestoletniego młodzieńca snute w salce parafialnej, że to Jezus uwolnił go od „nałogu masturbacji”. To jest język religijnego targowiska, w którym wszystko traktuje się jako dowód za istnieniem Boga.
Drodzy państwo, wielu z was głosowało na Dudę z wiary w iście mityczną zmianę. Chcieliście, żeby „coś drgnęło”, żeby ustrój się przeobraził. Żeby „na rynku pracy było lepiej”. Nic takiego się oczywiście nie stanie. Nie dostaniecie niczego z tego, za czym głosowaliście. Bo i nie mogliście tego dostać, to wszytko od początku do końca było nierealistyczne.
Ale jedno dostaniecie. Dostaniecie ludzi w co drugim zdaniu wyrażających przekonanie, że Andrzej Duda jest prezydentem z mocy Ducha Świętego. I ludzi, którzy nie będą cytować „Polityki”, „Rzeczpospolitej”, „Wyborczej”, nawet nie „W Sieci”, a „Gościa Niedzielnego”.
Tego chcieliście? Nie sądzę.
Jarosław Dudycz



Dla mnie jednym z symboli klęski PO stał się obrazek zatroskanych twarzy trzech pań na wczorajszym wieczorze wyborczym: premier Kopacz, HGW i Teresy Piotrowskiej. Szczyt władzy PO: premier, prezydent stolicy i minister Spr. Wewn. Problem w tym, że biografia HGW oraz pani Piotrowskiej wskazują, że przy tych paniach Kaczynski i jego dwór to niemal banda ateistów.
Kościół miał się równie swietnie pod rządami PO jak i PISu, różnica jedynie taka, że PIS częściej odwołuje się do Kościoła, a PO rzadziej. Ale to jedynie teatr polityczny dla naiwnych.
„Będziemy słuchać o…”? Drogi autorze, przecież słyszymy ten język już od dawna. Lata tej, jak nam się niesłusznie wydawało, beznadziejnej szkolnej katechezy przyniosły owoce. Wyrosło zmanipulowane pokolenie – z perspektywy krk niosące nadzieję na ukształtowanie społeczeństwa zgodnego z marzeniami hierarchii.
Wybór Dudy na prezydenta RP jest sprawiedliwy. To społeczeństwo jest takie jak on, Duda jest jego idealną emanacją. W mojej firmie absolutna większość to ludzie z przedziału 25-40 lat, wszyscy po studiach na dobrych lub niezłych uniwersytetach. Znakomita większość z nich głosowała na Dudę (w I turze na Dudę-Kukiza-Brauna-Korwina). Wszyscy oni, bez wyjątku, to: nacjonaliści, katolicy, rasiści (nie mówią 'czarny’ ani nawet 'murzyn’, mówią: 'murzina’), homofoby (jeden z nich wyraził się wprost: „Duda zajmie się pedalstwem”), antysemici i bohatersko walczący antykomuniści. To nie jest oczywiście żaden dowód, to jednostkowa obserwacja. Jednak nie jest chyba przypadkiem, że tacy właśnie ludzie pragną mitycznej zmiany. I na pewno są oni naszymi rodakami.
”. Nic takiego się oczywiście nie stanie. Nie dostaniecie niczego z tego, za czym głosowaliście. Bo i nie mogliście tego dostać, to wszytko od początku do końca było nierealistyczne.”
I tu zaczyna pan mowic jezykiem religijnym.
1.Przeciwnicy wyborów mniejszego zła przekonają się, że odmawiając wyboru mniejszego zła, wybierają tym samym zło większe. Ale to nie będzie dla nich nauczka i wnioski na przyszłość. I tak winna będzie Platforma i sztab wyborczy.
2. Tusk miał bardzo dobre wyczucie społecznych nastrojów – wiedział, że jeszcze nie pora na wojenki z Kościołem, bo ma on jeszcze u nas bardzo znaczący rząd dusz.
5. To nie był efekt buntu młodych (jak twierdzi większość komentatorów), bo wtedy szczególnie właśnie w miastach wygrałby Duda, a tak nie było. To była mobilizacja na wsiach pod hasłami proboszczów i demobilizacja lewicowców, ateistów, liberałów i wszelkiej maści przeciwników skrajnie prawicowych rządów.
3. A jeśli tak (p.2) to niech te środowiska nie psioczą, że wina Tuska, Komoruska, czy jakiegoś tam sztabu, skoro te środowiska potrafią tylko krytykować i nie potrafią zbudować niczego sensownego.
Jak mawiał ksiądz Tischner największym wrogiem kościoła w Polsce są hierarchowie. Nie ma nic gorszego dla krk jak jego większa obecność w mediach w formie o jakiej napisał Autor. Język zawziętości, nienawiści i krucjaty szowinizmu wydadzą owoce stosowne do narzędzi. I krk i jego piewcy spowodują naprawdę szeroki społeczny ruch oburzonych. Na razie takiego ruchu nie było i nie ma. Pawła Kukiza poparli frustraci a nie oburzeni. Warto pamiętać, że wybory wygrał kandydat niecałymi 3% głosów. To wynik w granicach błędu statystycznego.