…w co się bawić, gdy możliwości wszystkie wyczerpiemy ciurkiem?
Są piosenki, które przetrwały swój czas, same pewnie na to nie licząc. Tak ma się i z utworem Młynarskiego, który odtworzony dziś na tle fotografii polskiego sejmu sam zdziwiłby się własną kompatybilnością do aktualnej sytuacji. Informatycy nazwaliby to pewnie „kompatybilnością w przód”.
A tytułowe pytanie z piosenki aktualne, jak nigdy.
Bałagan na placu zabaw, jaki powstał po wyborach prezydenckich, zaowocował gorączkowym poszukiwaniem jakiejś gry, w którą mógłby wygrać, ten co ma przegrać. Jak w skeczu kabaretowym z udziałem Fronczewskiego, w którym „amator z Gdańska” oświadczał: – Ja gram w to w co wygrywam.
O tym co się z nami porobiło świadczy najlepiej fakt, że z wyboru prezesowego instrumentu na prezydenta zadowolonych jest według ostatnich badań jedynie ok. 30% rodaków. Można by zadać pytanie: kto w takim razie go wybrał? Ponieważ jednak odpowiedź nie jest zbyt miła, pomińmy ją tym razem.
Zamieszanie jest tym większe, że inspicjent pomylił w naszym teatrzyku koperty z rolami i teraz Kopciuszek rżnie inteligencję, inteligencja spogląda na klasy, a klasy są wpatrzone w przyszłość mglistą, a przez to mniej brudną niż to co się widzi po ustąpieniu mgły.
Ponieważ niewielu wie w co tak naprawdę gra, zaczynają się scenki, z którymi kłopot miałby najlepszy reżyser, gdyby nie znając naszej rzeczywistości nakręcić chciał komedię political fiction.
Joanna Mucha w programie TV pogardliwie wyraziła się o pani premier in spe, że „w muzeum organizowała szopki”. No cóż, pani Mucha organizowała je w ministerstwie i Ojczyzna to jakoś przetrwała.
To drobiazg, ale pokazuje, jak kiepskie wyczucie mają nasi politycy. Gdyby w ten sposób powiedział KAŻDY INNY POLITYK brzmiałoby to zupełnie inaczej. Ale nie, na Boga, pani Mucha! Nie wie dlaczego? Niech zapyta tatusia, mamusi i wróci!
Pani Kopacz wyzywa kogoś na debatowy pojedynek. Kogoś, bo raz to ma być prezes, raz pani Szydło, a dojdzie jeszcze pewnie szofer szwagra kuzyna Marty Kaczyńskiej. Wszystko jedno.
Desperacja pani premier jak widać nie zna granic. Także granic rozsądku.
Utarło się, że to mistrza się wyzywa. Mistrz nie musi. Pani Kopacz rzucając tę rękawicę sama stawia się na pozycji tego słabszego. Ma to o tyle istotne znaczenie, że jest to sygnał, który dociera do wyborcy, a łaska tegoż na zdechłej kobyle jeździ. No i po co głosować na słabszego? Wyborca en masse tego nie lubi.
Na dodatek ustępuje natychmiast kiedy okazuje się, że prezes nie uważa jej za godną nawet odpowiedzi. Dobra, może być pani Szydło.
Nie! Nie może być!
Wyzwała pani prezesa, pani premier, to niechże się pani tego trzyma! Zamiast wykorzystać to w taki sam sposób w jaki facet na cztery litery wykorzystał przeciw p. Komorowskiemu zarzucając mu tchórzostwo (jak widać skutecznie) i oświadczyć, że prezes wyraźnie boi się konfrontacji, pani odpuszcza i godzi się na byle zastępstwo.
No to debata już nie jest potrzebna. Prezes już wygrał. Szkoda czasu.
Gdyby ktoś bardzo się nudził, mógłby spróbować badań na temat popularności gier towarzyskich w różnych częściach świata i w różnym czasie, z koronnym pytaniem „dlaczego” na czele.
Dlaczego w czasie gdy my nobliwie oddawaliśmy się urokom preferansa czy wista, za oceanem królował poker? Poker będący tak naprawdę grą oszustów, gdzie jedyne co się liczy to blef.
Na szczęście odrobiliśmy to zapóźnienie cywilizacyjne (choć nie wszyscy) i rżniemy w pokera aż miło.
Co prawda, nazywamy to dziś bardziej kulturalnie „marketingiem politycznym”, ale w gruncie rzeczy jest to wciąż stary, dobry poker.
I okazuje się, że ci, których uważaliśmy za ucieleśnienie polskiej ciemnoty i wstecznictwa, opanowali tę zabawę dużo lepiej, niż „światłe umysły” i to oni trzymają dziś bank.
Prosty przykład: pani Szydło otrzymuje od politycznie bezstronnego „prezydenta wszystkich Polaków” Dudobus, zmienia go pod okiem kamer w Szydłobus i jedzie w Polskę. Punkt i to duży.
Na spotkaniach plecie androny jak to polityk, ale nie to jest ważne.
Ważne jest to, ze mieszkańcy czują się docenieni, dowartościowani, ważni.
A niedługo pójdą głosować. Emocjonalnie już są po stronie pani Szydło.
I nie ma znaczenia, że na pytanie o ew. likwidację funduszu kościelnego pani Szydło wygłasza płomienne przemówienie o wielkiej roli Kościoła w Polsce, o którą to instytucję wszyscy musimy (!) dbać. Zero odpowiedzi na konkretne pytanie.
Nie szkodzi. Pan zadający pytanie „rozmawiał z przyszłą panią premier” i będzie miał jakieś wspomnienie z tego spotkania.
Ludzie nierozsądni lekceważą takie drobiazgi, ale to one nabijają słupki, a nie nerwowe gesty rządu, który w sprawach podatkowych coś oświadcza, a zaraz potem podważa sens tej deklaracji minister finansów.
Niektórzy dziwili się „cyrkowi” z wyborem kandydata na przyszłego premiera.
Usiłowali nawet włączyć do dyskusji zdrowy rozsądek (tam gdzie ważniejsze są emocje) i tłumaczyć naiwnie, że „przecież w wyborach nie głosujemy na premiera”. Żałosne.
Nie zauważyli, że przeciwnik zmienia rzeczywistość. Od fikcji przechodzi do świata realnego, pokazuje nowego prezydenta, nowego premiera, nową „wiodącą siłę narodu”, i że to w dużym stopniu jest wchłaniane przez umysły wyborców, którzy przecież nie trawią 24 godzin na analizy polityczne. Wyborcy mają czas „przywyknąć” do nowych twarzy, do nowej sytuacji. To naprawdę jest bardzo ważne.
„Polska jest już urządzona – popatrzcie!”
Nie czekając na ogłoszenie terminu wyborów PiS maluje w umysłach nowy obraz Polski z czułą panią premier, zatroskaną o skup porzeczek w Mszanie Dolnej, a może i o sznurek do snopowiązałek na Podlasiu.
I to działa!
Pokerowy blef, nic innego. Ale działa.
Mam wiele sympatii dla p. Kopacz, ale to nie jest ktoś, kto poprowadzi kogokolwiek do zwycięstwa. To bardzo solidna i rzetelna osoba, ale na czas pokoju.
W pierwszych latach po ’89 roku mieliśmy okazję przekonać się, ze nie wszyscy nadają się do wszystkiego. Bohaterowie podziemia, na myśl o których komuna robiła w majty, kompletnie nie sprawdzali się w czasach budowania.
I odwrotnie. Ludzie, którzy na widok leżącej w tramwaju ulotki pocili się gwałtownie, w czasie pokoju okazywali się fantastycznymi organizatorami.
A dziś wchodzimy w fazę wojny. Wojny o wiele, bo o wybór jednej z krętych ścieżek naszej przyszłości, z których niejedna prowadzi na manowce.
Jeżeli ktoś zachowuje się jak zwycięzca – ma ogromną szansę na to, że jakiś procent ludzi za takiego go uzna. To akurat żadna tajemnica. Zasada stara jak świat.
Jeśli ktoś szarpie się nerwowo jak świniak w studni, większość patrzących z góry skaże go na utonięcie.
Pisałem kiedyś jak Napoleon Bonaparte PRZED jedną z bitew z Austriakami wydał ulotkę z wiadomością o… zwycięstwie w owej bitwie i kolportował ją nie na miejscu, ale w Niemczech. Wymieniał nawet zabitych generałów, pojmanych do niewoli książąt itd.
Jego celem było zneutralizowanie pruskiej partyzantki Schilla, która miała zamiar przyjść Austriakom na pomoc. Przeczytawszy ulotkę nie przyszła.
Napoleon też umiał grać w pokera.
Do wyborów nie zostały cztery miesiące. Do wyborów zostały tylko cztery miesiące.
Czy czas przyzwyczajać się do „moralnych zwycięstw”?
Jerzy Łukaszewski


Racjonalne podejmowanie decyzji opiera się na jakiś przesłankach. Nieracjonalne na przypadkowości lub wierze w cuda. Ta reguła dotyczy także nominowania ludzi na konkretne stanowiska. PEK zanim została nominowana przez Tuska premierem była słabym ministrem zdrowia i całkowicie od niego zależnym, niesamodzielnym marszałkiem Sejmu. Podczas kilku lat bycia członkiem zarządu PO nie stworzyla swojego stronnictwa, nie są też znane żadne znaczące inicjatywy jej autorstwa.
Przy logicznym założeniu, iż bardziej prawdopodobne jest to iż człowiek bedzie pracował i funkcjonował w sposób podobny jak dotąd, niż to że dokona się w nim jakaś olbrzymia zmiana, dziwić może jedynie zdziwienie z nieporadności PEK.
Przekonanie, że PEK miałaby być sprawnym przywódcą partii i rządu w roku wyborczym, przy już wcześniej rosnących problemach PO, to wiara w cuda.
Los PO pod wodzą Tuska to ciekawe studium dla socjologów, politologów i specjalistów od zarządzania. Niezwykle jest bowiem jak zniszczył od swoją partię, uciekając przez lata przed budowaniem strategii, awansowaniem miernych, biernych ale wiernych oraz głębokim przekonaniem że partia to on, a on to partia.
Istotnie PIS ogrywa PO tak jak zawodowcy amatorów. I to się chyba nie zmieni.
@MaSZ na wszystko zgoda, ale nie chce mi się wierzyć, że w tak dużej partii nie znajdzie się chociaż jedna osoba umiejąca grac w karty. Tymczasem każdego dnia udowadnia mi się, że nie ma.
Podano nazwisko człowieka, który BĘDZIE szefem sztabu wyborczego PO. Tymczasem PiS nie czeka, już gra swoje na pustym placu.
Bez wątpienia mają sensownych ludzi, ale w dalekim drugim szeregu. Wewnętrzne wpływy i frakcje zapewne uniemożliwiają wysunięcie ich na pierwszy plan. A jeśli jednak by to zrobiono, nie ma pewnosci czy potrafiliby kontrolować działania PO.
Proszę zauważyć, że PIS miał podobny problem przez kilka lat. Kaczynski otoczył się bezmyślnymi klakierami, przeforsował jednak trudny proces wystawienia na główne pozycje młodszych ludzi z dalszych szeregów: Dudę, Szydło, chyba pogodził się też z Bielanem. Okazuje się, że miał racje.
Dziś okazuje się, że PO ma nowy problem: wybór marszałka Sejmu. Sikorski już dziś podał się do dymisji, a to oznacza, że marszałek senior Wenderlich ma ustawowo aż 4 miesiące na ogłoszenie głosowania na nowego marszałka. W międzyczasie marszałek z SLD dogadany z PISem może przedstawiać do głosowania dowolne ustawy pod publiczkę „w trosce o obywateli”, choćby dlatego, że SLD walczy o życie.
@j.Luk Myślę, że są tacy i „duza by już mogli mieć,
ino oni nie chcą chcieć”.
Tego, czego nie rozumiem zupełnie, to brak nagonki PO na tych, co nagrywali prywatne rozmowy. To jakiś absurd, że ci, co popełnili przestępstwo mają się świetnie, a ofiary zostały wyrzucone poza nawias.
Powiedzenie „nieszczęścia chodzą parami” pewna znajoma przerobiła na nieszczęścia chodzą wilczymi stadami”. PO pracowicie wywalczyła te wilcze stada: wodzowski, niedemokratyczny dryf PO, eliminacja osobowości wewnątrz partii, polityka bmw, lekceważenie własnych obietnic wyborczych i lekceważenie wyborców, nieustanne psucie prawa, brak reform i perspektyw reform, wreszcie nieudolność na każdym kroku.
To co się teraz dzieje to nieuchronny marsz do klęski. Partia, która nie miała „z kim przegrać” przegra z własnym nieróbstwem i własną nieudolnością. Zamiast pokera grają w Piotrusia i to licho.
„ci, co popełnili przestępstwo mają się świetnie”
Hazelhard, nic nowego. Pod moimi rzadami agent rosyjski Macierewicz miałby kontrwywiad na karku 24 godziny na dobe. Oszczerca, ktory oskarza innych o zbrodnie, miałby na karku prokurature. Albo przedstawi dowody przeciwko mnie, i wtedy ja ide do wiezienia, albo nie ma dowodow, i wtedy do wiezienia idzie oszczerca. A gdyby na drodze stał Seremet, to albo nie byłoby mnie, albo Seremeta. Gazeta Warszawska miałaby dochodzenie za dochodzeniem o szerzenie nienawisci. Zas hierarchowie dostawaliby pieniadze tylko w zamian za lojalnosc wobec panstwa. Ja nie akceptuje sytuacji, ze koscielna prostytutka bierze pieniadze, po czym uprawia nierzad z sasiadem. Jesli tak sie dzieje, to nie jest wina koscielnej prostytutki, tylko jej klienta, ktory na to pozwala.
.
Premier Tusk od lat lawirował. Kaczynski pluł mu w twarz co miesiac, a on to akceptował. Koscioł bral forse, po czym popierał konkurenta. Prokuratura uprawiała strajk włoski. Smierc Blidy pozostala nierozliczona. I w ten sposob Tusk rozpuscił autorytet panstwa. Tusk nauczył, ze zawsze mozna poczekac do jutra. Po czym jutro jednak przyszło i mamy to, co mamy.
Był taki wierszyk studencki na studium wojskowym znakomity do maszerowania;
Podau, podau, podAu-ster-litz.
Dostaliśmywdupe, niemówiliśmy nic.
Botaką nature odboga jużmamy,
żewdupe, bierzemy, inic niegadamy.
Podau, podau, podAu-ster-litz.
Ci z PO chyba zapamiętali szkolenia wojskowe..
@j.Luk
A jeszcze niedawno sam Pan chciał głosować na tego prezydenta na cztery litery i twierdził, że wygrana Dudy zablokuje możliwość zwycięstwa PiSu w wyborach parlamentarnych.
@Therese Kosowski musiała mnie pani z kimś pomylić, Frau Therese. Ja jestem prosty człowiek, takie skomplikowane konstrukcje taktyczne to nie na moją głowę 🙂
A jednak pamięć mnie nie zawodzi.
„Na dodatek śmiem twierdzić, że pan Duda jako prezydent to jedyna gwarancja zablokowania PiS-owi drogi do władzy jesienią. Kilka miesięcy tarmoszenia się z tą wydmuszką i ludzie będą mieli dość prezesa, Dudy i wszystkiego co się z nimi kojarzy”, napisał Pan w artykule z 20. maja 2015:
.
https://studioopinii.pl/jerzy-lukaszewski-boj-to-jest-nasz-ostatni/
.
A dzień wcześniej chciał Pan kibicować Dudzie: „j.Luk pisze:
2015/05/19 o 00:33 – Jeszcze jeden taki artykuł i zacznę kibicować Dudzie.”
.
No ale mniejsza o to.
.
P.S. Nie musi Się Pan do mnie zwracać per „Frau”; ja jeszcze rozumiem, co się do mnie pisze czy mówi po polsku. Naturalnie rozumiem sens złośliwości, jednak wyznam, że jestem zdziwiona, że się się z takową spotykam w Studiu Opinii.
.
**************
.
Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu bardzo niewiele uwagi poświęca się roli polskiego Kościoła w wyborach prezydenckich. Wszyscy wybrzydzają się na Komorowskiego czy Kopacz, ale nikt nie widzi destruktywnej roli w budowaniu demokracji w Polsce. Bo przecież nie jest jeszcze gotowa.
A rola Kościoła w zwycięstwie Dudy i na pewno w sejmowym. Cisza, lepiej włożyć głowę w piasek. Żadnych wniosków. Nawet łamanie ciszy wyborczej w świątyniach, które dało te kilka punktów procentowych pisowskiemu kandydatowi, nie jest warte wzmianki. Media zagrożone srogimi karami, duchowni BEZKARNI. To prowincja, szczególnie ta bogobojna, wybrała nam prezydenta. Lepiej nie zwracać na to uwagi? A dlaczego nie zaskarżyć duchownych, cóż już za późno, SN uznał(!) ważność wyborów.
*
Wątek wpływu 'oddzielonej’ od Państwa instytucji religijnej na wybór prezydenta zajął w 45-minutowym poranku w TokFM (red. Paradowska, 18 marca 2015) 20 SEKUND. Opinia prof. Radosłąwa Markowskiego po 10 s. została przerwana przez prowadzącą, która potem przez 10 sekund ubolewałą, że wycieczkami autokarowymi spod kościoła do punktów wyborczych, na kogo głosowali?, w ogóle się NIE ZAJMUJEMY. I nie zajęła się. Gdzie jeszcze podjęto próbę analizy tego zjawiska?
*
Zaś Autor pisze:
„…fakt, że z wyboru prezesowego instrumentu na prezydenta zadowolonych jest według ostatnich badań jedynie ok. 30% rodaków. Można by zadać pytanie: kto w takim razie go wybrał? Ponieważ jednak odpowiedź nie jest zbyt miła, pomińmy ją tym razem.”
*
Może więc lepiej wpisać do Konstytucji przewodnią rolę Kościoła, teraz to odbędzie się bez przeszkód, i pozbędziemy się hipokryzji. Będziemy wreszcie 'żyli w prawdzie’.
@jureg, pytanie o to kto wybrał Dudę było retoryczne. „Wybrali” go ci, którzy woleli siedzieć na tyłkach, niż iść do wyborów, a dziś narzekają na rezultat.
Winnych zawsze najpierw trzeba szukać po swojej stronie.
Słuszna uwaga, po swojej stronie – jakże to rzadkie, nieśmiało tam ich szukam. Jesteśmy po stronie prawa, prawa demokratycznego państwa. Dlaczego TAM jednych się karze, a innych wykroczenia pokrywa milczeniem instytucjonalnym i nieobecnością tematu w dyskursie?
*
Czy fakty, z racji odnajdywania ich w obszarze objętym uzusem społecznego milczenia, nie istnieją?
@Therese Kosowski no i gdzie pani widzi moją chęć głosowania na tego pana? Bo ja jakoś nie widzę. Pocieszałem kolegów po piórze, którzy wpadli w histerię po pierwszej turze wyborów. Proszę nie nadintepretowywać. Zwykle wiem co chcę powiedzieć i nic ponad to.
Sorry, żadna złośliwość. Chciałem być miły 🙂
Co do Kościoła to poświęca mu się JUŻ niewiele uwagi, bo to jest constans. To się nie zmieni w żadnym układzie, a więc jeśli walczyć to pomimo tej jego roli, o której Pani wspomniała.
Obie kościółkowe partie nie dają nam wyboru w tym względzie. Trzeba to odłożyć na potem, niestety. Walka na dwa fronty zazwyczaj się źle kończy.
A co do tego:
„A dzień wcześniej chciał Pan kibicować Dudzie: „j.Luk pisze:
2015/05/19 o 00:33 – Jeszcze jeden taki artykuł i zacznę kibicować Dudzie.”
to jednak ma pani kłopoty z rozumieniem po polsku, Frau Therese.
Byłam ciekawa, jaką obrażoną złośliwością odwdzięczy mi się Pan. No i już wiem.
Pani Tereso Szanowna,
ależ pan Łukaszewski zawsze dobrze pisze tylko czytelnicy mają „kłopoty z rozumieniem po polsku”.I on,biedny niezrozumiany, później musi tłumaczyć co miał na myśli.
To dziwne, panie Marianie, że zdecydowana większość czytających rozumie, a znajdują się takie szczególne przypadki jak Frau Therese czy pan, które mają z tym kłopoty. A ja mam dobre serce, więc usiłuję pomóc 🙂
Ja wiem, że nie każdy rozumie żart, ironię, bo to zbyt subtelne na niektóre umysły. Tylko dlaczego one muszą wszystkich zawiadamiać o swej niedoskonałości? Ot, zagadka.
🙂
@Therese Kosowski nie rozumiem dlaczego bierze to pani za złośliwość. Jak mam się zwracać do Niemki? Madame? Madmoiselle? Barynia?
Poza tym proszę zwrócić uwagę, że artykuł nie jest dla pani, tymczasem zawraca pani głowę swymi pierdołami, nie po raz pierwszy, przez co cała dyskusja idzie w bok tematu.
Może się Pan zwracać do mnie po polsku, Panie Polaku.
.
A poza tym podziwiam Pańską elegancję wypowiedzi.
@Madame Therese, trudno być eleganckim, gdy ktoś po raz nie wiem już który z rzędu nie ma nic do powiedzenia, a wchodzi w wątek tylko po to, by się przyczepić do autora. Zawsze myślałem, że z powodu mojej cierpliwości zostanę świętym 🙂
Pani wyprowadziła mnie z błędu 🙂
Proszę się już nie gniewać, uśmiechnąć co nieco i będzie ok 🙂
Moim zdaniem PO pod przywództwem PEK ma niewielkie szanse na dobry wynik wyborczy. Po wyborach prezydenckich zaczęło działać prawo czarnej serii. Szansy należy upatrywać w dwóch czynnikach: dobrej kampanii wyborczej oraz błędach przeciwników. Błędy Kukiza już widać, na błędy PiSu trzeba trochę poczekać. Warto także trzymać kciuki za porozumienie na lewicy i dobry wynik takiej koalicji. To naturalny sojusznik PO.
W przypadku wygranej PiS + Kukiz kadencja będzie burzliwa i krótka. Polacy co jakiś czas lubią horror – taki mamy klimat.
Chciałem się nie wtrącać, ale sytuacja jest tak przezabawna, a jednocześnie doskonale ilustruje niepotrzebne nieporozumienia gdy człowiek wyrusza bez zastanowienia w nieznane mu przestrzenie.
„Głuchy mówi do ślepego:
wiesz już nie mogę słuchać tych żartów o niepełnosprawnych, na to ślepy:
widzę to dokładnie tak samo“
Pani Tereso (bo „pani Tereso“ to poprawna, nieobraźliwa forma po polsku), pan Jerzy nie rozumie po prostu, że zupełnie miło brzmiące w języku polskim wyrażenie, przetłumaczone dosłownie na niemiecki, brzmi po niemiecku nadzwyczaj lekceważąco. W niemieckim mówi się „pani Kosowski“ ale nie jest przyjęte zwracanie się pan/pani imię. Tak zwracali się panowie do służby, niewolników czy chłopów pańszczyźnianych, ogólnie osób niegodnych własnego nazwiska. jeśli zwraca się do mnie w tym stylu osoba, z którą nie jestem za pan/brat ,to muszę przyjąć, że chce w ten sposób wyrazić swoją pogardę i lekceważenie dla mojej osoby. owa forma dopuszczalna jest jeszcze w stosunku do przyjaciół dzieci, do których nie chce się mówić na pan, ale też śmiesznym jest wołanie do nich po nazwisku. Wtedy można czasem powiedzieć panie Piotrku, choć też brzmi to dziwnie i przestarzale. W niektórych firmach pochodzenia anglosaskiego podobna forma też jest używana, ale z dużą dozą dystansu. Mówi się panie Müller, podaj (na ty) kawę itp. Natomiast gdy zwracamy się tak do osoby, z którą nie jesteśmy w najlepszej komitywie, coś takiego brzmi „herabwürdigend“ deprecjonująco/obrażająco i jeśli trafi się na kogoś kto sobie na takie zachowanie nie pozwoli można mieć poważne kłopoty. Jest to obraza karana prawnie
(…§185 StGB:“…Bei der Verwendung dieses häufig so genannten Hamburger Sie ist jedoch dieselbe Vorsicht geboten, wie beim „Duzen”, da die Verwendung des Vornamens bei der Anrede als ehrverletztend und damit als Beleidigung empfunden und geahndet (§185 StGB) werden kann. Diese Mischform (Siezen + Vorname) hat sich bei in Deutschland ansässigen Firmen angelsächsischen Ursprungs zwar eingebürgert, ist rechtlich aber mindestens fragwürdig und kann von einem Fremden, der so angesprochen wird, als Zeichen der Missachtung und damit in vergleichbarer Weise als eheverletzend (Beleidigung) empfunden werden,…“, da man sich hier des Vornamens bedient, was im deutschen Kulturraum nur sehr vertrauten Personen, mit denen man intimeren Kontakt hat, angemessen ist.. .“
„kodeks karny… przy użyciu tego tak zwanego hamburskiego pan/pani należy kierować się taka sama ostrożnością jak przy mówieniu na ty, ponieważ używanie imienia przy tytułowaniu rozmówcy jest rozumiane jako naruszenie czci i tym samym jako obraza, będąc tym samym karalnym na podstawie niemieckiego prawa karnego. Ta forma mieszana ( pan.pani plus imię) przyjęła się co prawda w w Niemczech stacjonujących firmach anglosaskich, stoi jednak prawnie pod wielkim znakiem zapytania i może być przez wiele niezaprzyjaźnionych osób odebrana jako oznaka pogardy i itp. itd. ….“
Sytuacja dla mnie jak najbardziej aktualna, bo właśnie niedawno mój przyjaciel, zresztą profesor medycyny stracił pracę odnosząc się w ten sposób do pielęgniarki, który zrobiła z niczego wielki skandal. przy czym on jak najbardziej chciał ją obrazić. Oczywiście mamy tu do czynienia z przesadą w drugą stronę.
Pan Jerzy nie rozumie subtelności obcego mu języka, bo nie sądzę aby chciał świadomie panią obrażać, z drugiej strony pani też wyczuła, że pan Łukaszewski nie zna na tyle języka aby brać jego tłumaczenia na poważnie i raczej drażni panią samo bycie traktowaną jako niemający nic do gadania obcokrajowiec. Ja też mam nadzieje, że zauważalna tendencja przekształcania się Studia Opinii w Studio miej lub bardziej udanych Opinii pana Jerzego nie posunie się do ekstremum.
A wracając do meritum to podobne sytuacje zdarzają się dość często. Np.moja kuzynka po wyjeździe do Kanady pracowała dla pewnej firmy, w której musiała dzwonić do klientów. pewnego razu zadzwoniła na następny numer, odezwał się głos nie klientki a jej męża. na to kuzynka zapytała oczywiście o klientkę.
“she has just passed away“ -odpowiedział mąż. Na to kuzynka „ could you give me her telephone number?“ nie rozumiejąc że „passed away” w tym kontekście nie znaczy to co dokładne tłumaczenie na polski, a po prostu że umarła. Mąż zresztą nie był wyrozumiały i rzucił słuchawką.
Także więcej humoru, a będzie mniej konfliktów. Ja zaglądam na ten świetny portal od czasu do czasu nie tylko po to, aby podzielić się spostrzeżeniami z Niemiec, ale też aby nie zapomnieć polskiego.
Na koniec jeszcze żart krążący po Parlamencie Europejskim, choć zapomniałem czy to minister spraw zagranicznych Czech czy Węgier ma problemy z angielskim. Niech będzie Czech:
„ Tusk mówi do ministra spraw zagranicznych czech
you know, i am polishing up my english
na to czech:
hmm…why???? your english is polish enough”
Dziękuję za ten komentarz. Bardzo zabawne i pouczające.
@BM, No jeśli to takie zabawne, że ktoś po raz któryś z rzędu psuje dyskusję pisząc nie na temat, ale za to przypieprzając się ad personam, to ok. Bawcie się dobrze.
@przyjaciel Moniki „…pan Jerzy nie rozumie po prostu, że zupełnie miło brzmiące w języku polskim wyrażenie, przetłumaczone dosłownie na niemiecki, brzmi po niemiecku nadzwyczaj lekceważąco.”
Skoro pan lepiej rozumie co pan Jerzy rozumie, to gratuluję 🙂 Ale strzela pan w płot, niestety. Cały wywód na nic, jeśli się nie zna kontekstu, a ten poznałby pan czytając kilkanaście innych artykułów z komentarzami Frau Kossowski.
Ale to już nie moja broszka.
@j.luk
Przerażająca jest Pańska pogarda do drugiego człowieka (naturalnie nie tylko do mnie). A jeśli naprawdę sprawia Panu satysfakcję deprecjonowanie moich komentarzy, to proszą bardzo, Pańska wolna wola, ale Pańskie słowa świadczą wyłącznie o Panu.
.
Moją bardzo wielką winą okazało się to, że ośmieliłam się wytknąć i wykazać Panu, że był drastycznie niekonsekwentny w tym, co pisał na temat wyborów prezydenckich. A spójność i konsekwencja to warunek wiarygodności człowieka parającego się piórem (czy klawiaturą).
Frau Therese, po raz ostatni pani tłumaczę, że pani po prostu niewiele rozumie z tego co się pisze. I na dodatek popisuje się pani tą swoją nieumiejętnością, jakby było czym się chwalić. Radzę na przyszłość dać komuś innemu tekst do przeczytania, może wytłumaczy pani o co chodzi. Ja rozumiem, że humor niemiecki jest inny, powiedziałbym – drastycznie inny, ale to nie jest moja wina. A jeszcze nie czytałem pani komentarza pod swoimi tekstami, który byłby na temat. Za to zepsuła już pani kilka. Postaram się nie dawać pani więcej okazji.
EOT
Nie oceniałem dyskusji. Po prostu nie znałem tej subtelności językowej (może dlatego, że niemiecki znam z widzenia) i bardzo mi ona przez swoją zupełną inność od polszczyzny przyadła do gustu. Tylko tyle.
Subtelność została wyjaśniona przez przyjaciela Moniki ale pan Łukaszewski uparcie i celowo pisze frau Therese.
Kulturalny człowiek napisałby:”przepraszam,nie wiedziałem”.
Tak napisałby kulturalny człowiek i takiż kulturalny człowiek nie kpiłby z cech fizycznych drugiego człowieka.A tak było po wyczynie pani Pawłowicz.Wyczyn był niesmaczny nomen omen ale posłance Pwłowicz nie za to się dostało od pana Luk i wspólników ale za jej wygląd zewnętrzny.Rozumiem,że nie każdy mężczyzna jest aż takim urodnym jak pan Jerzy ale każdy mężczyzna powinien być dżentelmenem.
I jeszcze jedna subtelność z podwórka żabojadów.
Madame,mademoiselle,monsieur podaje się przy nazwisku.
Mówiąc po imieniu do osby,którą znamy ale nie jesteśmy z nią zaprzyjaźnieni mówimy vous (wy)-Therese,vous,Bogdan,vous.
Na tu (ty) zwracają się do siebie osoby sobie bliskie a także koledzy i dobrzy znajomi.
A niegdyś madame z imieniem mówiono o – pardon – burdelmamie.
@ j.Luk rzeczywiście komentarze samej pani Kosowski oraz ich następstwa spowodowały dyskusję obok tematu artykułu. Odnosi się wrażenie, że wszelkie głosy krytyczne wobec PO są automatycznym opowiedzeniem się po stronie Dudy, łącznie z „zarzutem” gotowości głosowania na tegoż. Popieranie PO urasta do rangi wzorca racjonalności, przy czym sama PO żeruje na tak fałszywie zbudowanym wzorcu. Zdemoralizowana, zmęczona władzą i coraz bardziej zdemobilizowana przegrywa rzeczy, których „nie da się” przegrać. Popieranie takiego „wzorca” politycznego będzie dla zwolenników tegoż prawdziwym prysznicem na rozgrzane głowy. Póki co obrywa się panu za trzeźwość spojrzenia i racjonalność wywodu. Dobre, sprawdzone polskie piekiełko – „nasz” na nie stać! A Jarosław Kaczyński już szykuje scenariusz satrapii.
Najlepiej byłoby sie nie wypowiadac na temat powyzszej wymiany grzecznosci. A jednak sie wypowiem: zrobiło mi sie smutno. Cenie komentarze i wypowiedzi obydwu Wysokich Kłocących Sie Stron, wiec zupełnie nie rozumiem, o co obie strony sie kłocą.
.
Jesli idzie o subtelnosci jezykowe, ktore oddaja ducha kultury narodowej. Tak sie złozyło, ze niedawno pewien tubylec przysłał mi dosc ordynarny e-mail bez wyraznego powodu. Cos mu sie nie spodobało, i dał temu wyraz. Odpisałem mu jak nastepuje: „Thank you for the accusation. Highly appreciated. Have a nice day.” Potem opowiedzialem o tym innemu tubylcowi, ktory pokiwał głową i powiedział „You did the right thing. Kill him with kindness.” Prosze zwrocic uwage: with kindness. A jak bysmy powiedzieli po polsku? Zajebac goscia smiechem. (Najuprzejmiej przepraszam.) Porownanie obu sformułowan pokazuje, ze polska recepta jest znacznie bardziej agresywna. Niby chodzi o to samo, ale w koncu nie wyjdzie na to samo.
.
Polskie tłumaczenie powyzszych tekstow: „Dziekuje za oskarzenie. Doceniam. Zycze miłego wieczoru.” „Postąpiłes własciwie. Zabij go uprzejmoscią.” Te wypowiedzi byłyby niezgodne z esencją polskiej kultury, ktorą jest agresja. Taka, jaką było widac w wymiane uprzejmosci pomiedzy dwiema skądinąd niesłychanie sympatycznymi osobami.
Ja, dziękuję Wszystkim za podniesienie mojej wiedzy o niuansach w językach o których nie mam pojęcia.
Ta cholerna Unia… niczym Wieża Babel..