ECHA WYDARZEŃ: Wszystkie media ścigają się przedwyborczo (na różne głosy) oraz … zamartwiają się, że w niemieckiej lidze brutal skopał nam Pana Roberta. Boleśnie, i – jak to mówią – bez dania racji. Asa trzeba szanować, nie – kopać…
Drugie zmartwienie jest wyrażane harmonijnie przez wszystkich a ból w kostce dzielimy z liderem solidarnie… Takie to jest życie, taki sport, i taka piłka nożna. Bez wątpienia na czele sportu, choć w laboratoryjnej rozbiórce obrazu raczej średnio – sprawiedliwie… O tym jednak później.
Teraz jeszcze tylko zdanie o wspólnej nutce dwóch opisanych nurtów. Jest zabawnie, a nawet śmieszne, jeśli jedna z „sił” w ramach propagandy przedwyborczej wykorzystuje w Internecie sylwetkę Pana Roberta w reprezentacyjnym ubiorze, a potem… musi publicznie robić krok do tyłu, bo się okazuje, że nie zna prawa, które wymaga zgody związku sportowego. I PZPN publicznie (słusznie) uczy sfery rządowe, jaka jest norma prawna, co wydaje się…. Nie stawiam kropki nad „i”, sama się postawi…
Zresztą dziesiątki już razy podśmiewałem się z tendencji grzania się przez świat polityki przy kominku, w którym pali światek sportowy. Że niby, jeśli Naród ICH podziwia, to i nam zaklaszcze, jeśli się razem pokażemy… Nawet jeśli średnio mamy pojęcie, co ONI robią i zrobili…
Jasne, praktyka nie jest tylko rodzimą specjalnością, ale u nas wydaje mi się rozbudowana sztucznie. Zamykam wątek, nie chcę sprawiać przykrości ludziom sportu doraźnie wykorzystywanym przez „inne światy”.
Trochę inaczej sprawę widzę, patrząc, jak wielcy w sporcie przyozdabiają sobą różne listy wyborcze, bo to ich prawo oraz ich sprawa. Choć też czasem sobie myślę, ze kompozytorzy list szukają w nich nie siły wiedzy oraz argumentów, lecz mocy magnesu dla kibica – wyborcy…
Dalej – „w temacie”, czy świat sportu jest sprawiedliwy? Nie jest, choć dyskusja to akademicka.
Prawdą jest – a właśnie ten czas przeżywamy – że radość z awansu piłkarzy do puli, która dopiero zacznie „prawdziwe mistrzostwa Europy” jest głośniejsza i powszechniejsza niż np. już fakt, że „Kajetan Kajetanowicz (na zdjęciu) i Jarosław Baran z Lotos Rally Team wygrali Rajd Akropolu i zostali rajdowymi mistrzami Europy, tak jak wcześniej Sobiesław Zasada i – 18 lat temu – Krzysztof Hołowczyc…”. Albo że w torowo-kolarskich mistrzostwach Europy Katarzyna Pawłowska i Wojciech Pszczolarski JUŻ wygrali wyścigi punktowe i zdobyli tytuły; a są jeszcze inne medale!
I co – sukcesy „ tytularnie” większe gdzieś w medialnym cieniu. Głośniejsze i bardziej widowiskowe są wyczyny piłkarskie, choć dopiero „ po drodze”… Nawet obraz z szatni (piękna ta radość, jestem pod wrażeniem:
ma odbiór powszechniejszy niż w innych sportach wyczyny medalowe…
Tak to już jest w tradycyjnym podziale: futbol i reszta sportu. Że np. czterokrotna nominacja naszego kapitana do Księgi Guinnessa („Redakcja Księgi skontaktowała się z Bayernem i poinformowała, że poświęci Polakowi wpis w następnym wydaniu. Ma zostać wyróżniony za zdobycie w najkrótszym czasie trzech, czterech i pięciu bramek, a także za to, że strzelił pięć goli jako jedyny rezerwowy w historii”) żwawiej obiega świat niż… I rozumiem kolarzy, gdy się złoszczą na „Przegląd Sportowy” (nawet nawołując do bojkotu), że gazeta ich medale ledwie zauważa, zaś każdy detal futbolowy ogląda z różnych stron.
Prawda, kiedyś PS bywał bardziej obiektywny oraz sprawiedliwy i fachowy, ale to było w innych czasach. Sportu i dziennikarstwa. Teraz, gdy nie ma sportu bardziej niż piłka tworzącego przeogromny teatr; gdy nie znajdziesz zamożniejszych, a przez to bardziej wpływowych (UEFA ponoć ma 12 milionów euro dać tym, którzy awansowali!); gdy media i wspomniany świat polityki są bez przerwy podniecone, a poziom społecznej adrenaliny – tak wysoki, trudno z piłką konkurować wedle normy, którą nazwę olimpijską.
Zawsze np. wypowiedź w rodzaju tego, co zanotowała i upowszechniła UEFA: „Za cytat eliminacji uznano słowa Sebastiana Mili po historycznym zwycięstwie nad Niemcami (2 – 0): „Mam siniaka na kostce, ale nie pamiętam, kto mnie kopnął. Kiedy wygrywasz z mistrzami świata, nie czujesz bólu”, będzie w echach mocniejsza niż wypowiedź rajdowca Kajetanowicza – już mistrza Europy: „Nie mogę dojść do siebie – mówił kilka minut po ceremonii wręczania nagród. – Spełniło się moje marzenie w najtrudniejszym, najbardziej intensywnym sezonie w moim sportowym życiu…”
Tak to się porobiło, tak jest, i podejrzewam, że będzie…
Telegraficznie:
- Siatkarze – mistrzowie świata w mistrzostwach Europy łatwo przegrali ze Słowenią, z którą „musieli wygrać”. Ale ponieważ Słowenia potem jeszcze pokonała Włoch i gra w finale, zostaje refleksja w formie potwierdzenia – poziom w świecie taki, że raz zdobyty prymat nie jest gwarancją powtórki. Wczoraj – to jedno, dziś – drugie, A – jutro? Może nadto eksploatowani odzyskają siły…
- Bokser Andrzej Fonfara wygrał w Chicago ważną walkę; jednogłośnie, choć faworytem był raczej rywal. Zwycięstwo zbliża go do szansy pojedynku o mistrzostwo świata.„Obaj pięściarze pobili rekord w ilości zadanych ciosów w tej kategorii wagowej. W sumie zadali 2524 ciosy (1413 – Fonfara, 1111 – Cleverly). Emocji zatrzęsienie, odporność zadziwiająca; czy “samo zdrowie” – wątpię. Ale gratulacje – zasłużone. Za nieustępliwość, i za… pomysł: ”Fonfara zaskoczył jeszcze przed walką. Do ringu wchodził ubrany w zbroję i skrzydła polskiej husarii. – To byli wojownicy, przed którymi drżała cała Europa „Imiennik, jako następca Skrzetuskiego… Pomysł jest przedni.
Andrzej Lewandowski

