Agnieszka Wróblewska: Tajemnica  odnowiciela6 min czytania

()

2015-12-01.

okladka kaczW „pierestrojce”,  jaka się ostatnio w Polsce dokonała, może dziwić, że aż tylu ludzi chciało porzucić dotychczasową stabilizację. Gruntowne zmiany rządów zdarzają się zwykle tam, gdzie wszystko się wali. U nas nic z tych rzeczy – przyzwoity rozwój, spadające bezrobocie – i to we wszystkich grupach społecznych – niskie ceny mięsa i chleba, rozwój kraju rzucający się w oczy – nawet w oczy bardzo przymglone nienawiścią. Wydawałoby się, że nasze społeczeństwo po latach siermiężnego PRL-u najbardziej tęskniło za ciepłą wodą w kranie. Tymczasem ciepła woda została wyśmianą namiastką szczęścia i z kretesem przegrała z emocjami.

Emocje bardziej niż świadomość wzięły górę w tych wyborach, przy tym dotyczyły różnych sfer życia – jednym chodziło o stosunek władzy do religii, innych bolały rosnące nierówności – to zawsze daje się rozdmuchać. Bardzo wielu wyborców po prostu uwierzyło w to co czytali w Internecie – że „oni” kradli, kłamali, słowem komuchy w owczej skórze. Dla mnie jednak nie te emocje są fenomenem – demokracja nie takie pierestrojki ma na sumieniu. Znacznie bardziej zadziwił mnie fakt, że na odnowiciela kraju naszego namaszczony został człowiek, który jakby się wydawało, zupełnie nie nadaje się na Odnowiciela.

Ani to trybun ludowy – taki co umie porwać masy wykrzykując płomienne slogany – tej roli Jarosław Kaczyński zagrać nie potrafi, być może przeszkadzają obciążenia inteligenckie. To nie jest jakiś Hugo Chavez który mógł swoim rodakom w Wenezueli wciskać dowolny kit, byle głośno i kwieciście, zresztą nasz lud by tego nie kupił.

Ani to człowiek piękny i porywający wdziękiem, ani nosiciel życiorysu bogatego w heroiczne dokonania. A przecież lubimy herosów i na pęczki mamy ludzi, którzy się narażali w niedawno minionej totalitarnej przeszłości. Jeśli sami nie zdążyli się narazić dla sprawy, to mieli takich rodziców czy dziadków, tymczasem tu mamy do czynienia z przeciętnym losem przeciętnej polskiej rodziny.

Przeczytałam właśnie książkę Michała Krzymowskiego – „Jarosław tajemnice Kaczyńskiego”, głównie po to, żeby zrozumieć w czym tkwi to „coś”, które uwiodło moich rodaków. Czyta się tę biografię jak powieść, ale nie fabuła jest w niej porywająca. Nic nadzwyczajnego, (poza tragedią smoleńską)  nie dzieje się w tej fabule, jednak książkę czyta się z ciekawością, jest dobrze napisana, no i dotyczy człowieka, którego naród wybrał na zbawcę.

Autor nie szuka dziury w całym, czyli nie przyczepia się do byle czego. Materiał zbierał solidnie, rozmawia z bohaterem, ale też z mnóstwem ludzi którzy bohatera dobrze znają czy znali, przytacza plotki, czasem złośliwe, ale i komplementy i zachwyty. Wyłania się z tej powieści człowiek który potrafi być uroczy i uczynny dla swoich współpracowników, ale też podejrzliwy i nieufny. Bywa że ktoś powtórzy plotkę o człowieku którego prezes darzył zaufaniem i ten ktoś jest już w oczach wodza spalony. Bywa też zadziwiająco łatwowierny – ktoś powiedział, że z samolotu nad Słowacją widział same ciemności, więc pewnie ludzie przestali tam palić światło bo podrożało. Wystarczyło to prezesowi, żeby w jakimś przemówieniu obserwację przytoczyć jako dowód na pogorszenie sytuacji materialnej Słowaków po wprowadzeniu euro. „Pasożyty” co je roznoszą uchodźcy, być może też ktoś z otoczenia sprzedał prezesowi jako fakt.

Prezes przeżył straszną tragedię, zapewne większą niż przeciętny człowiek przeżywa po śmierci matki i brata. Kochał tych swoich bliskich miłością bezgraniczną. Jest dziś bardzo samotnym człowiekiem, chociaż nie brak mu rzecz jasna wiernych i oddanych przyjaciół. Żyje skromnie w skromnym domu, dużo czyta, praca dla ojczyzny jest dla niego wszystkim. Można by powiedzieć ideał przywódcy – nie chodzi po restauracjach, nie je ośmiorniczek, nie bierze łapówek. W dodatku bezbłędnie, jak dotąd, rozgrywa swoją strategię przejmowania władzy.

Tylko po co?

Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie obejrzałam od początku do końca wywiad, jakiego udzielił dziennikarce telewizji Republika. Miałam nadzieję, że dowiem się z tego wywiadu – prowadzonego przecież u progu tworzenia się nowego porządku, jaką przywódca ma wizję państwa. Bo jeśli nie on, władca pociągający za wszystkie sznurki, to kto wie lepiej jakie ma być nasze państwo? Wywiad przeprowadzony w tych gorących początkach to przecież najlepsza okazja na prezentację nowego oblicza kraju.

Tymczasem usłyszeliśmy znaną melodię insynuacji i podejrzliwości. Jako że na tapecie mamy Trybunał Konstytucyjny dowiedzieliśmy się, że jest to ciało niesłusznie obdarzone ogromną władzą, w dodatku przez nikogo niekontrolowaną. Co zatwierdzą – mówił prezes – zaczyna obowiązywać, a tak nie może być bo nie pozwolą nam niczego zmienić. Na przykład konstytucji, a bez tego nie naprawimy Rzeczpospolitej. Na jaką zmianę w konstytucji możemy liczyć i dlaczego – nie powiedział. TK decyduje za społeczeństwo, mówił, podczas kiedy w demokracji społeczeństwo wybiera swoich przedstawicieli, i oni są najbardziej kompetentni do rozstrzygania co jest słuszne a co nie jest. Ale co ci przedstawiciele będą zmieniać? Nie powiedział. W dodatku to ciało, czyli TK, mówił,  działa często w imię interesów różnych grup, także w imię interesów zewnętrznych (Czyich? Jakich?)

Na pytanie – czy po zmianach TK może dojść do buntu różnych elit, prezes odpowiada, że taki bunt byłby aktem „anarchii korporacyjnej”. Na to nie można pozwolić, bo w Polsce „działa dziś system korporacyjny (?) zupełnie niezależny od mechanizmu demokracji.”

Sądownictwo w kraju jest w fatalnej kondycji – usłyszeliśmy też, sędziowie łamią przepisy chociaż są zobowiązani do neutralności politycznej. Bywają, mówił prezes, także uczciwi sędziowie, najlepszy dowód że minister Macierewicz wygrywał procesy, ale większość to ludzie mierni i przekupni. Świadczą o tym choćby zażalenia jakie słyszał na wszystkich spotkaniach w kraju. Sądy służą bogatym, np. mafii i to trzeba będzie zmienić. Bo do dziś płacimy cenę za to, że po upadku PRL nie oczyściliśmy sądownictwa.

Wysłuchałam wywiadu, z którego jeśli wyłaniała się jakaś wizja państwa to bardziej policyjnego niż demokratycznego. Ani słowa o gospodarce, ani słowa o stosunkach z sąsiadami czy Unią, jak widać nie to jest ważne. Ważna jest walka z ciemnymi siłami które gęstą pajęczyną oplatają nasz kraj. Z tym trzeba walczyć. Reszta, jak rozumiem, pójdzie jak z płatka.

Retoryka znana z państw autorytarnych, tymczasem nie ten czas, nie ten kraj, nie to otoczenie.  A jednak właśnie ten człowiek wydał się większości tych co poszli do wyborów najbardziej właściwym wodzem narodu. Dlatego nie tyle sama wygrana PiS-u, a właśnie ten personalny fenomen stanowi dla mnie największą zagadkę.

Agnieszka Wróblewska

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

31 komentarzy

  1. jureg 01.12.2015
  2. Magog 01.12.2015
  3. j.Luk 01.12.2015
  4. slawek 01.12.2015
  5. Konteksty 01.12.2015
    • SAWA 04.12.2015
  6. slawek 01.12.2015
  7. narciarz2 02.12.2015
  8. Konteksty 02.12.2015
  9. narciarz2 02.12.2015
  10. narciarz2 02.12.2015
    • a_wski 03.12.2015
  11. Magog 02.12.2015
  12. Leontyna 02.12.2015
  13. A. Goryński 02.12.2015
  14. narciarz2 02.12.2015
  15. slawek 02.12.2015
  16. Konteksty 02.12.2015
  17. Magog 02.12.2015
  18. Konteksty 02.12.2015
  19. narciarz2 02.12.2015
  20. narciarz2 02.12.2015
    • Stary outsider 02.12.2015
      • narciarz2 02.12.2015
  21. Konteksty 02.12.2015
    • slawek 03.12.2015
  22. Konteksty 02.12.2015
  23. narciarz2 03.12.2015
  24. slawek 04.12.2015
  25. narciarz2 05.12.2015
  26. slawek 10.12.2015