Parę lat temu ostrzegałem z łamów „Gazety Wyborczej” przed skłonnością pewnego polskiego ugrupowania do faszyzowania. Zdaniem mojego wysokiego przyjaciela – przesadzałem. Ale zaryzykowałem i dziś zaryzykuję opinię, że stoimy być może u progu innej cywilizacji.
Rzecz dosyć jest skomplikowana. Oglądam oto nieco mniejszego ode mnie człowieka – twarz, mówiąc delikatnie, trochę nadęta, o pewnych wyraźnych cechach aberracji, budzi moje współczucie trudnym widocznie dlań uśmiechem, snadź bez żadnego w uśmiechu doświadczenia. Otaczający go ludzie patrzą z pogardliwą wyższością na innych, dowiaduję się, że właśnie wygrali z tymi innymi, którzy ich do tej pory miażdżąco bili, więc trudno się dziwić. Aranżują wokół niego atmosferę zdobytej twierdzy, ale jednocześnie, co ukazuje spis głównych stanowisk państwa, odsunęli go od wszelkich funkcji państwowych – w imię zapewne równowagi psychologicznej społeczeństwa i stosunków międzynarodowych, sami bowiem z pychą zwycięzców potrafią obrażać przyjaciół i obrażać się na tych, których obrażają. Unikają sytuacji, gdy wodzem państwa i partii pozostałby pacjent zapewne bardzo intelektualnego szpitala w zasłużonej Drewnicy.
To nie przypadek skrajny. Pacjent robi wrażenie częściowo normalnego. Wygłasza przemówienia, nie zawsze spójne, często nie pasujące do tematu, bardziej od niego oddalone niż od pana Z., a wyróżnia się wadami dykcji – nigdy, nawet teraz, nie nauczył się dobrze po polsku i mówi nadal „-em” i „-om”, gdy nawet półinteligenci umieją wymówić „-”ę i „-ą”. Widać, w jakim jest stanie, a jego otoczenie nie chce sprawiać mu przykrości drobnymi wytykami. Choroba postępuje, nie zaczęła się z początkiem kariery, ale przy pierwszych patologicznych objawach bliscy współpracownicy zaordynowali mu asystenta, który wszystko, co słyszy, akceptuje, i też zgadza się uchodzić za osobnika niespełna rozumu. Zachowuje się tak, jakby wszystko brał serio. Gra człowieka najwyższych stanowisk. Trudno nie docenić jego poświęcenia.
Ale też tych wszystkich otaczających byłego bohatera ministrów i dyrektorów kiedyś on sam wymyślił. Dziś z niewinnością lojalnych kanciarzy grają tak, jakby się od tamtych czasów nic nie zmieniło – nauczyli się, co zrozumiałe, podlizywać się, obojętne, komu.
Budują sobie swoje własne kariery inteligentnie skomplikowane, daleko poza wymagania cynizmu. Operują środkami wymyślnymi, nawet jak na niewinnych dziennikarzy. Oszukują swoją publiczność, która im wierzy, bo chce wierzyć, a były ich dobroczyńca też udaje, że im wierzy. Wierzą sobie i oni sami; jeśli śmieją się, to z wyrachowania, by nadrobić czas niezadowolenia. W pełni żartują prawdopodobnie tylko w zamkniętym gronie. Środki masowego przekazu, jak to się kiedyś nazywało, mają przenosić ich słuszny uśmiech do publiczności, służąc i podlegając tylko jednemu ośrodkowi władzy – jakby się dało tak zarządzać mediami. Spróbujcie tedy tak uczyć Jarosława Rymkiewicza poczucia humoru.
Teraz przychodzi nowa epoka. Z nową cywilizacją. Pod patronatem Wice-Pana-Boga, Wice-Stwórcy. Wygrał u nas prezydenturę człowiek, którego nazwiska parę miesięcy wcześniej nawet jego Stwórca nie znał. Ten świeżo stworzony, wygadany, kłamał jak z nut na wszelkie tematy, o których nie miał pojęcia. Człowiek sztuczny, zdawało się, że go można i nakręcić, i wyłączyć, kiedy za długo mówi. Żeby działał, trzeba zasilania go parę godzin…
Czy Pan Bóg nabrał już kompleksów z powodu konkurencji w roli Stwórcy? Trochę Go może tylko zdziwił swego czasu pan K., wyręczając w naukach z Jasnej Góry. Jak widać, i Pan Bóg musi liczyć się z konkurencją, choć ojcowie paulini i sam K. przynajmniej zakładali, że Wszechmocny nie potrzebuje zasilania na poczucie humoru. My na humor musimy zdobyć się sami. Bo tylko ateista mógł wyobrażać sobie, co będzie, kiedy Pan Bóg zacznie się śmiać razem z wyborcami…
Wiadomo, że społeczności, zwycięskie w buncie, pozbywszy się władzy – z reguły czym prędzej szukają sobie jeszcze gorszej. Kiedy przyglądam się naszej obecnej scenie politycznej, odnoszę wrażenie, że niektórzy moi młodsi koledzy robią, co mogą, by uzasadnić to spostrzeżenie. Znudził się im po prostu wybrany demokratycznie rząd i rozważny, przyzwoity prezydent. A robienie świństw sprawia im niekłamaną przyjemność.
Mogą być dumni. Razem z ludźmi, którzy grają role polityków z powtarzalnymi dialogami, jak pani S. uformowali skutecznie imponującą cywilizację kłamstwa w żywe oczy. Nikomu to się tak nie udało. Kłamstwo rozpełzło się po życiu publicznym, umiejętnie obciąża innych własnymi grzechami, na dobitek z artystyczną lekkością zawłaszcza obce sobie słowa i zwroty. Próbowało ukraść już nie księżyc, a właśnie Pana Boga. Niektórzy biskupi nawet pomagali z uwagi na zasięg oddziaływania Rydzyka. Pomagają nadal. I wszyscy jakby się przyzwyczaili, że tak można.
Już, już wydawało się, że to się nigdy nie zmieni. Dawały to do zrozumienia kolejne deklaracje. Obrażano z całą satysfakcją zagranicznych przyjaciół Polski, którzy dobierali się sami wedle swoich sympatii, psuto międzynarodowe stosunki Polski tudzież interesy, pieniądz tracił i traci wartość z miesiąca na miesiąc.
Wszystko, czego dorobiła się Polska przez ostatnie 25 lat, krok za krokiem zamieniano w pył złudzeń. Żadnego trójpodziału władzy. Żadnej niezależności sądów. Żadnego badania konstytucyjności. Nie chcieli się jednak z tym pogodzić ani zwolennicy przyszłej dyktatury, ani też nieoczekiwani zwolennicy wolności.
Ci skupili się w przekornym Komitecie Obrony Demokracji. Czy mają szanse? Podobno świństwo wszędzie zyskuje na wpływach, zaś obecni zadowoleni z siebie panowie Polski, psują, co mogą zepsuć. Ale nawet jeśli wydaje się to niemożliwe, po 4 latach będą musieli oddać władzę. Mogliby liczyć na kadencję 8-letnią, ale sami zrobili z niej utopię – już popełnili wszelkie możliwe błędy, wszystko, co się da, by tę władzę stracić, urazić wszystkich i wywołać obrzydzenie wyborców.
Komitetu Obrony Demokracji nie przerażą nocne głosowania, ani konieczność demonstracji przez cały tydzień, zajęte ulice pokażą, kto tu rządzi. Młodzież demokracji zrobi wszystko, co zdawało się wykluczone. Nie będzie nikogo biła, ale zagraniczni goście będą rozmawiali z nią jako współreprezentantami kraju. Rząd albo pójdzie na kompromis, albo wobec narastających trudności rządzenia złoży dymisję. Nikt nie będzie tego żądał. Wśród rządzących też pojawi się sugestia, by jednak wybrać rozsądek. W Polsce jest pewna tradycja zdrowego rozsądku.
Można przypuszczać, że następcy wodza uznają wobec tego, że jego czas minął i tylko trzeba przekonać go, by komuś innemu ze swojej partii przekazał władzę na następną kadencję. Przeciwnicy nie będą sobie tego życzyli i ktoś z partii wodza przypomni sobie, że nie wzbudziła protestów dawna jego sugestia, by nie cofać się przed użyciem przemocy. Bez wojska i policji, bo to dzisiaj niepotrzebne. Wszystko poszłoby w koszta władzy odchodzącego wodza, uznano by, że to nie taki znowu wariat, jakby się zdawało. Na Jasnej Górze przydano by mu status człowieka wiary, uznano by jego szaleństwa za następstwa choroby, z obietnicą pogrzebania w jakimś uroczystym miejscu.
Dlatego przypomnę, że dziedzictwo w polityce nie wymaga dziedzictwa w genach. A siła zawsze swoje robi. Przejęcie władzy przez silniejszych wymaga tylko determinacji. Tyle, że wojna, wypowiedziana społeczeństwu, przebiega inaczej…
Można się zatem spodziewać recydywy z lat 2005-2007, z upodobaniem tego pierwszego bohatera właśnie do przemocy.
Komitet Obrony Demokracji pamięta, mam nadzieję, efektowne ataki bojówek w kominiarkach na prywatne mieszkania, domy i miejsca pracy ludzi, którzy się narazili. Z napadem na mieszkanie o 6.oo rano, strzałem w zamek u drzwi, rzuceniem pana domu pod pistoletem twarzą do podłogi. Zobaczymy dzięki kamerom telewizyjnym kajdanki na rękach najwybitniejszych mistrzów polskiej chirurgii – dla zastraszenia polskiej inteligencji, by wiedziała, że dla tej władzy nie ma mocnych. Mistrz kardiochirurgii miesiącami nie operował nikogo. Tak samo znakomity neurochirurg tudzież inny mistrz super-precyzji, chirurgii kręgosłupa.
Niewykonane operacje kosztowały życie lub kalectwo ponad stu ludzi. Żadnemu z wielkich, tak potraktowanych, niczego potem nie udowodniono.
Ale bo też nie o to chodziło. Akcję wobec Barbary Blidy, znakomitej menedżer, nadzorował sam K. jako premier, przyznając potem, że „to nie tak miało być”; zginęła Bogu ducha winna kobieta, a nawet nie wiadomo jak, bo zmazano odciski palców na broni, z której padł strzał – zresztą raczej zgoła przypadkowy; kurtka agentki zginęła, śladów prochu na rękawach obu kobiet nie zbadano. Dość, że transplantacje na długo zamarły.
A w tych sprawach dość trudno, niestety, o poczucie humoru. Za obrazę wielkich mistrzów chirurgii, za tupet niedorosłego Z., ówczesny rząd nie przeprosił. Bo w końcu i tak łaskawie nie powsadzał ich do więzienia. A wszystko było możliwe. Jeśli nawet chwilowo bez idiotyzmów niejakiego Z., to z idiotyzmami kolegi M.
Przywołał był kol. JK jako autorytet myśli politycznej – Carla Schmitta. Autorytet może i zabawny, ale niekoniecznie. Temu nauczycielowi hitlerowców, byłemu członkowi NSDAP, hitlerowskiemu radcy stanu od 1933 r., przez 40 lat po wojnie żaden uniwersytet niemiecki nie dał katedry, a jego poglądów nie zrehabilitowano nigdy. Schmitt szukał sensu polityki w konflikcie, wszczynaniu i podtrzymywaniu konfliktów. To się okazało bardzo pouczające.
U nas też fackelzugi, marsze z pochodniami, szły z transparentami, które wedle najlepszych narodowo-socjalistycznych wzorów lżyły członków władz państwa. Bez żadnych argumentów poza nienawiścią. Także w spotkaniach i wiecach urzędującego wtedy prezydenta wrzaski i dość plugawe transparenty miały pomagać kandydatowi PiS-u. Poniżony miał tracić na popularności – i tracił, nie było jeszcze Komitetu Obrony Demokracji.
Demokracja, już uznana, nie będzie potrzebowała nikogo poniżać.
Goebbels uczył powoływać się na demokrację i korzystać z demokracji, dopóki się nie zdobędzie władzy. Nic o tym, co zrobić dla jutra – to w ujęciu Johna Merrimana, historyka Europy, program typowy. Tylko destabilizacja, ot, paliwo polityczne, z nowym cennym pomysłem w walce o władzę – poparciem ze strony piosenkarza, z programem a la Putin, by rozbić państwo polskie. Czy nie zabawne?
Co do mnie, w moim wieku już nie zdążę po radziecku obchodzić się bez wrogiej ciepłej wody od Tuska, na domiar nie będąc pewnym, czy jacyś panowie w kominiarkach nie wybiją mi wczesnym rankiem drzwi i nie wywleką z łóżka…
Mając zdrowe nerwy, mogłeś, Drogi Wyborco, zastanowić się, co wolisz. Cywilizacja dzisiaj nam proponowana wykracza poza moje poczucie humoru. Wyborco, uśmiechnij się – jeśli jeszcze potrafisz.
Liczę, że Komitet Obrony Demokracji zachowa ten sposób myślenia – uśmiechając w przekonaniu, że to demokracja zachowuje prawdziwą zdolność uśmiechu.
Stefan Bratkowski



I za to kocham Stefana Bratkowskiego!
Jakże wnerwiają mnie ci, co z napuszoną poprawnością wyszydzają lub „tylko” pogardzają opiniami, które sami w zaciszu podzielają, ale paniedziejaszku – nie wypada tak do faszyzmu przyrównywać. Rozumiem polityków, tym bardziej dyplomatów (jeśli jeszcze tacy gdzieś są), ale komentatorzy? Że za wcześnie? Pewnie czekaliby, aż by było za późno! I też większość wówczas powiedziałaby – no tak Stefanie, teraz, to już uzasadnione, ale kiedy ty z tymi opiniami wyskakiwałeś to jeszcze nie było całkiem wiadomo.
Sęk w tym, by nie było za późno.
Wczoraj, bo już jest 14-ty, oglądałem w telewizji (Chyba Stopklatka)drugą część filmu o niejakim Adolfie H.
To smutne doświadczenie, bo jako żywo sytuacja w nim przedstawiona bardzo przypomina to, co się w Polsce zaczyna dziać za sprawą niejakiego Jarosława K.
Aż chciałoby się ponazywać jego akolitów tak, jak się nazywali poszczególni oprawcy spod znaku swastyki…
Jaki demon opętał Polaków, że poszli drogą wytyczoną w latach 30-tych przez kata Europy?
Jaki chochlik powstrzymuje teraz poważnych dziennikarzy i polityków przed nazywaniem rzeczy po imieniu?
Mamy zamach stanu, jakże podobny do marszu Hitlera po władzę…
Jeśli nie będziemy reagowali zawczasu, to tak jak Niemcy wpadniemy w pułapkę faszyzmu.
Nie chciałbym tego zobaczyć w Polsce…
Jak zwykle w tekście Redaktora Bratkowskiego niczego nie brakuje. Uzupełnienie niosą wydarzenia bieżące, w Sejmie i KE feralnego, 13 stycznia.
* * *
Pani Szydło próbowała wciągnąć opozycję w zbiorową odpowiedzialność za szkodliwe działanie własnego obozu politycznego. Nikt nie dał się nabrać oprócz ruchu Kukiza, ale ten ostatni to nie opozycja. Opozycja skutecznie odwróciła kłamstwo – to nie Polskę w KE i PE szkalują i obmawiają, ale PiS. To nie Polacy i opozycja wykręcają ręce TK, mediom, służbie cywilnej, etc. tylko PiS. To nie Polacy prowadzą idiotyczna politykę zagraniczną tylko JK i rząd PiS.
KE rozpoczęła procedurę sprawdzania praworządności w Polsce a już pani Szydło i jej rzecznik sprawę bagatelizują. Mają rację, co wykazał pewien internauta, według swojej kłamliwej opinii wstali „z kolan” po to, aby natychmiast upaść na głowę. Skala głupoty, ignorancji i szkodliwości PiSowskiej polityki zagranicznej, ignoranckich oraz aroganckich odpowiedzi na listy z pytaniami i wątpliwościami z KE zaowocowała uruchomieniem procedury, która obiektywnie osłabia Polskę.
* * *
Drugim parametrem szkodliwości PiS dla Polski jest retoryka antyniemiecka. Ledwo co udało nam się jako tako ułożyć stosunki z naszym największym sąsiadem, rozpocząć proces odwracania ponad 1000 letniej wrogości obydwu narodów a już JK, Szydło i ich poplecznicy próbują zniszczyć ten raczkujący proces. Pomawianie Niemców o propagandę antypolską, podczas gdy rząd i politycy niemieccy wyjątkowo powściągliwie zachowują się wobec PiSowskiej awantury w Polsce. Przywoływania AK i hitleryzmu jest nie tylko debilizmem politycznym. To zakrawa na zdradę stanu. Zamiana najpotężniejszego sojusznika w UE na rozczłonkowaną, niespójną i niezainteresowaną Polską „grupę wyszehradzką”? To naprawdę ciężka choroba umysłowa. Niemcy, którzy ze względów humanitarnych podjęli się rozwiązania największego kryzysu humanitarnego w dziejach Europy (uchodźcy bliskowschodni) są przez durnowatych polityków PiS i Kukiza oskarżani o wywołanie tego kryzysu! W imię fobii anty islamskich tych pseudo chrześcijan? Nie dziwmy się kiedy takie stanowisko PiSowskiego rządu zaowocuje rewizją funduszy UE z perspektywy budżetowej 2014-2020. W tym roku będzie miała miejsce rewizja tego budżetu. Nie pomoże żaden Orban, kiedy dokona się znaczna redukcja obiecanych Polsce 104 mld EURO. Ta redukcja nie musi byc oficjalna. Wystarczą decyzje „techniczne” KE i poszczególnych komisarzy. Ciekawe co wtedy powiedzą śmierdzący tchórze z PiS, kiedy ich władzę będą rozjeżdżali drogimi traktorami wściekli chłopi pozbawieni dopłat bezpośrednich. Też będą „prosić” opozycję aby ich broniła? Doprawdy trzeba mieć wiele pogody ducha i poczucia humoru, aby mając świadomość tego co widzimy uśmiechać się na demonstracjach KODu. Ale będziemy się uśmiechać, bo tylko śmiech może rozbroić kieszonkowych, zmanipulowanych i chorych z nienawiści PiSobolszewików.
Niestety, nie jestem optymistą i nie zgadzam się z twierdzeniem Autora /którego bardzo szanuję i cenię/, że
„nawet jeśli wydaje się to niemożliwe, po 4 latach będą musieli oddać władzę”.
Kto i jak ich zmusi, jeśli uchwalą np. kadencję sejmu na 15 lat? albo odłożą wybory pod jakimkolwiek pretekstem?
Zmiana władzy kiedyś nastąpi, może nawet wcześniej niż po 4 latach, ale jestem przekonany, że nie odbędzie się to w wyniku wyborów w przewidzianym prawem cyklu 4-letnim.
Zasadniczo myślę podobnie. Jednak uważam niezorganizowanie wyborów w 2019 za błąd polityczny, w dodatku zupełnie niepotrzebny. Przecież wystarczy zmiana ordynacji (umiejętnie wykrojone JOWy), wraz z nagonką na opozycję (służby i media już przejęte). W ostateczności pozostają sądy, fakt, wciąż niezależne, ale to jeszcze prawie 4 lata. Różne rzeczy można w tym czasie zrobić.
Oni sa zdolni do wszytskiego, obawiam sie, ze tak popsuja ordynacje wyborowa, ze beda wygrywali „demokratycznie” zawsze…
jedyna metoda wywiez ich na taczkach!
Im więcej czytam takich i podobnych mądrych tekstów, tym bardziej jestem przerażony nami i naszą przyszłością.
Najprawdziwszą prawdą jest jednak przecież to, że nikt nam tego nie załatwił, nie wmusił, nie nakazał. To my sami, jako ten SUWEREN, wybraliśmy PIS (i Kukiza) w demokratycznych, legalnych wyborach. Wygrali wybory we wszystkich możliwych kategoriach.
Istnieje podobno coś takiego, co się nazywa „zbiorowa mądrość narodu”. Często się na nią w przeszłości powoływano. Czemu nie teraz?
Czy możliwe jest, żeby się pomyliło lub dało oszukać tyle milionów ludzi?
Czy tylko im dosypywano czegoś do żarcia, a nam nie?
A może jest tak, że to ta mniejszość, rozbita, skłócona, nieudolna, niezbyt mądra, zupełnie nieskuteczna, mająca wysokie o sobie mniemanie, nie rozumiejąca potrzeb (zwykłego, he, he, he) człowieka i w ogóle świata, nie powinna teraz jojczyć i lamentować, a zamiast tego schować swoje nadąsanie i złość, walnąć się w piersi, dać sobie i innym spokój, wyjechać gdzie popadnie (choćby na emigrację wewnętrzną), albo zostać i się podporządkować?
A może SUWEREN chce/woli być znów mocarstwem od morza do morza wspólnie z Węgrami, Słowacją, Rumunią i Bułgarią, zamiast na klęczkach prosić UE o kolejne datki?
Czy SUWEREN aby na pewno woli lichą, słabowitą, rozdyskutowaną demokrację parlamentarną od skutecznych i energicznych rządów silnej ręki Prezesa Polski?
A może SUWEREN nie chce letniej, ani nawet ciepłej lub gorącej wody w kranie, bo woli zimną, która orzeźwia i pobudza do życia? I nie z kranu, a ze studni, wiaderkami? I nie na siebie, a na łby tych popiskujących za sorosowe srebrniki, co nie szanują ładu, porządku i Prezesa?
*
Zaczynam się nad tym poważnie zastanawiać.
@ jmp eip
Chce święconej.
Na początek proponuję poważnie się zastanowić, jak to możliwe, że nierówność
19% > 81%
stała się prawdziwa?
@Stary outsider
Ta nierówność jest prawdziwa w obowiązującej arytmetyce wyborczej.
Wybory nie zostały sfałszowane, były wolne, legalne, nikt nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
Frekwencja też nie była taka znowu niska.
W ordynacji z JOWami jeszcze ciekawsze nierówności są prawdziwe.
Nie ma powodu, żeby nad tym poważnie się zastanawiać.
Zastanawia mnie i przestrasza ten cały SUWEREN.
@Stary outsider
W różnych sytuacjach obowiązują różne arytmetyki.
W wojsku uczył nas major (stare): „w warunkach bojowych sinus bywa często większy od jedności, nie mówiąc już o cosinusie”.
I miejmy to na uwadze, bo obecne warunki ku temu, zdaje się, zmierzają.
@jmp eip
Ja również to wiem.
I w ordynacji wyborczej widzę praprzyczynę – mówiąc oględnie – tego, co się dzieje. A że ordynacja jest wygodna wodzom dużych partii, nie ma szans na zmianę. (Przypomnę, że D. Tusk nim dostał się do Sejmu, zbierał podpisy m. innymi na rzecz zmniejszenia liczby posłów i likwidacji senatu. Po wygranych wyborach nawet pro forma nie złożył projektu takiej zmiany.)
Mam jedną uwagę do zdania, że: „Wybory nie zostały sfałszowane, były wolne, legalne, nikt nie ma co do tego żadnych wątpliwości.”
Zdaje się, Sąd Najwyższy jeszcze rozważa, że PiS łącząc się z ugrupowaniami Gowina i Ziobry, i wciągając ich członków na swe listy wyborcze rejestrował je jako partia, a nie koalicja. I czy miało to wpływ na wynik wyborów?
Teoretycznie możliwe są wkrótce powtórzone wybory.
A Nowoczesna rośnie w sondażach…
Mamy (nieobecni w wyborach nie mają racji) – „Dyktaturę Tylawy” – patrz rozmowa z Wojciechem Tochmanem.
Ku pokrzepieniu serc warto przytoczyć obrazki z naszego Sejmu. Oto dobra zmiana pokoleniowa, zapowiadająca nowe, obiecujące nurty w polskiej polityce. Krzepi jak nie wiem co!
Poseł Jan Klawiter (niezrzeszony) zorganizował w Sejmie konferencje pt. 'E-podręczniki dla szkół podstawowych wprowadzają gender i okultyzm’. Oto najlepsze fragmenty:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/10,114927,19478053,absurdalna-konferencja-w-sejmie-gender-i-okultyzm-w-e-podrecznikach.html#Prze
Taki „gabinet cieni” budzi naprawdę poważne nadzieje. Otuchy dodają także liczne komentarze pod materiałem.
Według portalu TVN24:
Respondentom zadano pytanie: „Jak ocenia Pan/Pani obecną sytuację wokół Trybunału Konstytucyjnego?”. Najwięcej, bo 32 proc. pytanych zgodziło się ze stwierdzeniem, że to „kolejny konflikt polityczny, podobne zdarzają się co jakiś czas”. W porównaniu do sondażu z 3 grudnia ub.r. to spadek o 1 punkt procentowy.
Mniej pytanych niż miesiąc temu uważa zamieszanie wokół TK za „prawdziwe, realne zagrożenie dla demokracji”. Z tym stwierdzeniem zgodziło się 22 proc. badanych (w grudniu 29 proc.). „To poważny kryzys konstytucyjny” – z takim stwierdzeniem zgodziło się z kolei 18 proc. pytanych. Tyle samo proc. pytanych wskazało tę odpowiedź w grudniu.
17 proc. respondentów twierdzi, że sytuacja wokół TK to „zwyczajna zmiana polityczna”. W grudniu twierdziło tak 13 proc. respondentów.
Co dziesiąty pytany nie ma zdania na ten temat i to zmiana o 2 punkty procentowe w porównaniu do sondażu grudniowego, gdzie odpowiedź „nie wiem / trudno powiedzieć” wskazało 8 proc. pytanych.
Sondaż przeprowadził Millward Brown SA w dniach 13-14 stycznia.
*
Widać, że SUWEREN zaczyna się przyzwyczajać do nowego rozdania. Za miesiąc, dwa, zapomni o TK, zmianach w TVP I PR itp. i będzie żył zupełnie czymś innym, pewnie tym, co mu Prezes Polski podrzuci, a życzliwe (i nieżyczliwe) media rozpropagują. Może przyjdzie czas na telewizyjne aresztowania i publiczne procesy (np. zamach smoleński), a może na zrobienie porządku z wichrzycielami (Nowoczesna, PO, KOD i inni), może na zajęcie się wrogami SUWERENA (samorządami, spekulantami, komunistami, złodziejami, chirurgami, adwokatami, deweloperami itd.), a może na zerwanie z UE i tworzenie mocarstwa? Cokolwiek to będzie, SUWEREN się ucieszy z tak wyczekiwanej, dobrej zmiany.
*
Damy radę?