A teraz czytam z osłupieniem, że czcigodny, sędziwy, w ostatnich latach zawzięty przyjaciel prawicy prof. Witold Kieżun, wybitny ekonomista, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień łagrów sowieckich — zmienił front i gani rządzących sprzeciwiając się, aby nad jego grobem odczytywano apel smoleński…
Nie dość na tym. Oto ten wysokich lotów intelektualista i bohater wojenny posuwa się do oskarżeń pod adresem śp. Lecha Kaczyńskiego, że dopuścił do tego, iż tym samym samolotem leciała „śmietanka” polityczna państwa. A w ogóle — zagrzmiał profesor – „nie da się porównać walki o Ojczyznę z wypadkiem samolotu”.
Bój się Boga! Cóż to za życie pełne niespodzianek. I to dla typów takich ja, który ceni ład i porządek. Szczęście, że nerwy można uspokoić słuchając nie tylko przed snem Jana Sebastiana Bacha. Życzę wszystkim Bacha zamiast wariatów, którzy życie organizują nam do góry nogami.
Jerzy Klechta


