WaszeR Londyński: Zgrabnie i dosadnie3 min czytania

()

londyn2016-11-15.

Powinno być zgrabnie i dosadnie, jak na z lekka satyryczny felieton przystało. Dosadnie się da, najwyżej przez redakcyjną cenzurę nie przejdzie. Ale jak zgrabnie napisać o takiej szui, co to nagminnie wysługuje się cudzymi rękoma, a sama nawet białych rękawiczek nie założy i rączki czyściutkie jak łzy dziewicy przed skrzywdzeniem?

Szkodnik Wszechpolski. Historia go właściwie oceni. Wielu mu to przepowiada. Wyjąwszy mydłków, wazeliniarzy i bezkręgosłupych z jego otoczenia. Brata z małżonką siłą wpakował w poczet królów, a sam w forpoczcie uwstecznienia. I destrukcji. I nie do połączenia z bliskimi po śmierci. Na czarta zresztą życzenie.

Można by go potraktować w kategorii „biedny człowiek”, można by. Ale prawdziwie biedny człowiek, to najwyżej w supermarkecie zwinie coś do zeżarcia i, jak będzie miał kupę szczęścia, to skonsumuje na miejscu albo takeawaya wyniesie bez przykrych konsekwencji. Lub siądzie nad jednorazowym kubkiem po kawie, w kącie przy wejściu, mantrząc: change money, please… Lub też, co jest udziałem większości, zażenowany swoją biedą zapadnie w zaciszu domowym próżno czekając zmiłowania boskiego, a gdy ono faktycznie nie nadchodzi, nachodzą go myśli.
Albo „przez los doświadczony człowiek”. Tyle że ten prawdziwie naznaczony cierpieniem kontempluje osobistą tragedię w zakamarkach swego serca i umysłu. Nie wyciąga amoralnej łapy po 5 mln. złociszów odszkodowania za straty moralne. Albo chciwie poszukuje wydumanych winowajców w celu wyrównania rachunków. Jakby śmierć przypadkowa równała się śmierci zemstą dokonanej. Jakby równała się czemukolwiek!

Albo „człowiek zdesperowany”. Tylko czym? Własnym nieudacznictwem czy naturalnymi przeszkodami, że nie może w trymiga zakończyć tego co zaczął? Zdesperowany… Jak ten szczur, który zapędzony w ślepy zaułek rzuca się na człowieka. Okręt jeszcze nie tonie. Idę o zakład, że pierwszy by z niego zwiał porzucając frapujące zajęcie podgryzania newralgicznych arterii. Tylko dokąd? Chyba że do bratanka. No bo kielicha cykuty przecież nie wychyli za niepomyślność, to nie ten kaliber – niepijący.

Albo w kategoriach by go można „człowiek chory”, „człowiek zagubiony”. Ale dla takich są odpowiednie placówki z właściwą terapią!

Oj, zaplątał się on już, omotał. Rąk do wyciągania do zgody ma tyle, co hinduska bogini czasu i śmierci, Kali. Albo i więcej. Taki ci on do zgody jak ryba do wody. Sęk w tym, że na swoich, ściśle określonych i nie do jakiejkolwiek zmiany warunkach. I tu są wszystkie psy w jednym dole z psem ogrodnika pogrzebane. Grunt zaczyna powoli stopy przypiekać, możliwy niedługo taniec na rozżarzonych węglach, zaczyna się bajzlu nieogarnianie, ale raz zdobytej władzy – po moim trupie! I kozakiewicze na wszelkie propozycje negocjacji. I – jak u Kali – pas z odrąbanych ramion naiwnych do zgody przywabionych.

No i na dobicie jeszcze ta ostatnia (choć nie ostatnia, zapewne) szopka w asyście przebierańców na rozdrożu nieistniejącego rozumu i przyzwoitości. Naczelnik błaznów, kuglarzy i prestidigitatorów. Dumny jak paw, aż pokraśniał od nadmiaru zjełczałej wazeliny, której jęzory spłynęły namaszczając świtę. Gwiazdor. Ogon, gdyby go miał, niby wachlarz głupoty za nim by się rozwinął, jak przed nim przypadkowo ta czerwona ścieżka rowerowa, którą kroczył na galę, niemogąca się zwinąć ze wstydu. Naczelnik cyrku? Domu wariatów! I jego właściciel w jednym. Zgroza, że nie na swoim, tylko państwowym gruncie.

A wdrapże ty się, człekoniekształtny, z powrotem na baobaba, bowiem jaskinia to już dla ciebie nieosiągalny szczyt luksusu. Tylko nie pomyl kierunków, bo w okresie suszy niektóre wyglądają tak, jakby rosły korzeniami do góry.

WaszeR Londyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.