Andrzej Lewandowski: Krok w nowy rok5 min czytania

()

2017-01-02.

ECHA WYDARZEŃ: Wiedziałem, że Bogdan Tuszyński jest bardzo chory. I że dzielnie walczy z dolegliwościami, a w aktywności twórczej tempa nie zwalnia. Ona Go jakby napędzała, losowi nawet okresami na przekór… Do pierwszej nocy AD 2017.

Razem ze Stefanem Grzegorczykiem (kiedyś „Sportowiec”, „Piłka Nożna”, długo prezes pięcioboistów nowoczesnych) żartowaliśmy, że kiedyś Bogdan pewnie do trzydziestu kilku książek (o kolarstwie, olimpizmie, dziennikarstwie) dorzuci jeszcze jedną. Ze zbiorem anegdot i w ogóle tzw. ciekawostek z własnej kariery człowieka mikrofonu, pióra oraz z opowieściami jak się wygrywa ze słabującym organizmem. Ten nie zawsze przecież tak sprzyjał, jak w czasach wyścigowo-pokojowego: „Tu helikopter…

Nie będzie takiej książki. Zasłużony Redaktor, doktor, rozstał się z naszym światem w nocy otwierającej Nowy Rok! Jeszcze w Sylwestra wymienialiśmy telefonicznie życzenia… Osobiście podniósł słuchawkę.

Cześć Kolego! Bardzo będzie nam Ciebie brakowało. Zostawiłeś zbiór dobrych wspomnień, zbudowałeś m.in. dziennikarstwu sportowemu (o sporcie jako takim już nie wspominając) jego szczegółową – w słowie i fotografii – kronikę. Taką międzypokoleniową. Spece od spraw międzynarodowych, spraw ekonomicznych, kultury w jej rozlicznych gałęziach takiej kroniki nie mają. A dziennikarstwo sportowe – ma. Za sprawą Bogdana, i dzięki niemu. Słowo podzięki zbiorowym obowiązkiem.

Dorobek wielki oraz – co ważne – wdzięcznie zapamiętany. Przekazałem smutną wieść na Facebooku. Niewiele godzin, a już trzycyfrowa liczba tzw. wejść, wiele wieści, że słowo zostało skopiowane oraz powielone, długa lista najwyższych dla dziennikarza ocen. Czyli – pamiętają, i wciąż cenią… Żałując, że już meta…

Kamil Stoch prowadzi w przesławnym konkursie Czterech Skoczni. Na półmetku. Styl skakania wspaniały. Dynamika zgrana z elegancją. Daleko i pięknie. Wygra, nie wygra – świetne wrażenie już jest. Mistrz znów mistrzem, a ponieważ i jego koledzy weszli w ten ślad – możemy się radować. Poolimpijski kryzys był jakby przesileniem, a teraz znów droga gładka po tej z wybojami.

Z boku trudno orzec, co się tak w szczegółach zmieniło, ale fakt, że się zmieniło – jawi się jako oczywisty. Oczywiście dzień się ocenia po zachodzie słońca, nie przed, więc kolegom za kamerą i mikrofonem ośmielam się radzić, by dyktując nastrój radosnej euforii częściej nam jednak podpowiadali, że… Że stawka jest wciąż równa, że wielu uczestniczy w atakowaniu, a taka np. sama słoweńska rodzina Prevców (trójka braci – asów) prezentuje siłę jak parę reprezentacji narodowych…

Najważniejsze, że ten skok w Nowy Rok już jest efektowny. Jeśli jeszcze za łatwo nie puścimy w niepamięć knota z wcześniejszymi mistrzostwami kraju, to… A było tak, będą cytaty:

„Nie wszyscy kibice, którzy przybyli pod Wielką Krokiew, aby oglądnąć konkurs mistrzostw Polski, zostali wpuszczeni na trybuny skoczni. Prezes Tatrzańskiego Związku Narciarskiego Andrzej Kozak tłumaczył, że były to tzw. zawody wewnętrzne, a nie impreza masowa… – My, jako organizator nie zgłosiliśmy tych zawodów, jako imprezy masowej, a przepis jest jasny, że wtedy na trybunach nie może przebywać więcej niż 999 osób – powiedział Kozak.

Poproszony o uzasadnienie decyzji prezes TZN stwierdził, że zaważyły na niej względy finansowe. – COS (zarządzający Wielką Krokwią) zażądałby od nas od razu dużych sum. Nie mamy na tyle pieniędzy, stąd impreza nosiła charakter zawodów wewnętrznych – podsumował. Pod bramą wejściową oraz wokół ogrodzenia Wielkiej Krokwi zgromadziło się kilka tysięcy zawiedzionych kibiców. Niektórzy z nich specjalnie przyjechali, żeby dopingować skoczków…”

I tak dalej. Przepraszam, ale widzę obraz przedziwny – świetna stawka (37 skoczków z 13 klubów), ważne i piękne zawody, mistrzostwa kraju, kurort zwany zimową stolicą Polski, okres świątecznych wojaży turystycznych, i… Właśnie, i…???!!!

Zbitka wrażeń ze świecącymi Czterema Skoczniami oraz telewizyjną euforią jakby przypominały słuszność powiedzenia: „cudze chwalicie, swego nie znacie; sami nie wiecie, co posiadacie…”

Pani Anita Włodarczyk zapewne trenuje, ale zawodów zimą brak, lecz… sukcesy wciąż mnoży. Jedno z najbardziej cenionych czasopism lekkoatletycznych na świecie „Track and FieldNews” wybrało pannę Włodarczyk najlepszą lekkoatletką globu. Polka otrzymała to wyróżnienie po raz drugi w karierze. Z 31 głosujących ekspertów, aż 21 wybrało Polkę!

Dla przypomnienia: „ Polka w tym roku zdobyła złoto w Rio de Janeiro w rzucie młotem poprawiając wynikiem 82,29 należący do niej rekord świata. Później ten wynik poprawiła jeszcze we wrześniu na Stadionie Narodowym w Warszawie, w trakcie Memoriału Kamili Skolimowskiej (82,98).”

Jest powiedzenie, że dżentelmeni nie mówią o pieniądzach. Oni je po prostu mają. W sporcie o kasie jednak się mówi chętnie, a o kasie piłkarskiej nawet bardzo chętnie. M. in. dotyczy to naszej Legii. „Można założyć, że w 2017 roku będziemy mieli budżet wysokości 250 milionów złotych – mówi w rozmowie z „Super Expressem” prezes Legii Warszawa, Bogusław Leśnodorski”…

Pieniądz ponoć robi pieniądz; mam nadzieję, że naszej klubowej piłce zdoła jeszcze przydać klasy… Bo wprawdzie Legia jest jakby silna – jako krajowy lider, ale na prawdziwą moc dopiero czekamy…

Andrzej Lewandowski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.