My tu sobie tere fere ku ku – strzela baba z łuku.
A rządzącym rośnie.
Pietrzak bije rekordy popularności.
Liderzy krajowi zaśmiewają się do rozpuku.
Słupki popularności idą im w górę, latem bardziej niż wiosną.
A opozycja tkwi w fotelach, jakby przyrosło im na stałe, licząc na cud, który nie nastąpi.
Bo lud kocha igrzyska, bo sypnięto mu do pyska – a to na dzieci, a to dla tych i owych.
I na dodatek kolorowych maczugą w łeb tłuc zezwolono w imię miłości kraju rodzinnego, zamkniętego, świętego itd., itp., itd.
A więc teraz kochane dzieci, pocałujcie mnie w dupę.
Jak przed laty pożegnał „na żywo” dziatwę, w telewizyjnej „dobranocce”, wyśmienity aktor Bronisław Pawlik.
Jerzy Klechta
Ode mnie: Ta historia z Bronkiem jest ładna i popularna, ale to typowa „legenda miejska”. Bronek lał w zęby za jej opowiadanie. Niestety – nie żyje, więc ja muszę sprostować. Oryginalna historia pochodzi sprzed wojny, kiedy spiker pewnej lokalnej rozgłośni kończąc dzień przed granym wówczas obowiązkowo hymnem – w te mniej więcej słowa się odezwał nie biorąc pod uwagę, że wyłącznik mikrofonu mu nie zadziałał. Brzmiało to mianowicie tak: Kończymy nasz program, dobranoc państwu i pocałujcie mnie teraz wszyscy…
BM

