Śmiało możemy powiedzieć, że przegrywamy. Przegrywamy dlatego, że wyłączyliśmy, czy też intensywnie wyłączamy, z naszego grona sól tej ziemi. A solą tej ziemi – polskiej ziemi we współczesnych czasach jest rozum. Zaś z rozumem w parze kroczy człowiek inteligentny.
Polskiej inteligencji prawie już nie ma. To znaczy nie brak inteligentnych Polaków, lecz nie istnieje już inteligencja jaka warstwa społeczna – w takim rozumieniu, z jaką mieliśmy do czynienia w przeszłości, licząc od XIX wieku, w II RP, po II wojnie światowej aż do pierwszego dziesięciolecia III RP.
Inteligencja polska mordowana była przez hitlerowców i Sowietów. Ale nie udało się im jej całkowicie zniszczyć. W PRL-u nie była specjalnie głaskana, ale okazała się na tyle silna, że to ona właśnie była mózgiem przewrotu solidarnościowego.
Obecnie inteligencja wyrzucona została za burtę. W ostatnim czasie zaczęto traktować ją jak zbyteczne piąte koło u wozu. Wyśmiewają się z niej , a jakże, nawet panie i panowie, zasiadający w ławach poselskich.
Inteligencja nie ma w ręku instrumentów obrony. Co najwyżej odwraca się od życia publicznego. Profesorowie uniwersyteccy w proteście przeciwko politycznej głupocie oddają najwyższe odznaczenia państwowe, występują z różnych gremiów, z szeregów instytucji państwowych. Nie chcą – mówiąc krótko – mieć do czynienia z politycznym zaprzaństwem.
Inteligencja polska przechodzi do lamusa. Nie tylko z wyżej wymienionych powodów. Co prawda – coraz więcej młodych Polaków kończy studia wyższe; jeszcze do niedawna studenci zapisywali się nawet na dwa, trzy kierunki studiów, ale to łapanie kilka srok za ogon świadczy tylko o tym, jak podchodzi się do studiów. Tu nie chodzi o pogłębianie wiedzy, o ćwiczenie umysłu, lecz o szukanie takiego kierunku, którzy da „większą kasę”.
Zresztą jeśli mowa o studiach, o wyższym wykształceniu, to prawdę mówiąc… kto dziś szanuje godność profesora uniwersyteckiego? To nie jest żadna przepustka na salony. Ale salonów intelektualnych w ogóle nie ma. A jeśli gdzieś się skryły, to tak głęboko, że ich nie widać.
Natomiast zwykłe salony – powiedzmy otwarcie: nowobogackie – otwarte są szeroko dla pospolitych dorobkiewiczów. Przede wszystkim politycznych, choć nie tylko. W polityce, w partii, w parlamencie widzą oni dla siebie największe szanse. Zasiadając w ławach poselskich, gotowi są sprzedać duszę diabłu. Obraz ten oglądamy obecnie wyjątkowo czytelnie. Są to zatem salony szczególnej proweniencji. Wystarczy założyć markowy garnitur, siąść za kierownicą extra samochodu, nie mówiąc o solidnych apanażach i przepustka na te podlejszego sortu salony jest murowana.
Inteligencja wymiera na naszych oczach ku uciesze całej antyinteligenckiej większości. Co prawda, z pogardą o inteligencji pisał sam król polskiej inteligencji Antoni Słonimski , ale to były inne czasy i o co innego mu chodziło. Ci, których cechuje pogarda dla inteligencji – upatrują w niej przyczynę wszelkich narodowych nieszczęść.
Gdy dochodzi do niepowodzeń gospodarczych czy politycznych szuka się kozła ofiarnego. Jajogłowi, jak zwykło się określać inteligentów, pasują na oskarżonych jak ulał.
W III Rzeczpospolitej politycy, działacze, także spora część mediów (które za cel postawiły sobie ogłupianie obywateli Najjaśniejszej, z sobą włącznie) skazują czy już skazali na banicję tych, którzy „mędrkowali”, którzy hamletyzmem, refleksją, radą i krytycyzmem paraliżowali – ich zdaniem – marsz do przodu.
Kto nie woła: Alleluja i do przodu, kto nie kontroluje czynu rozumem, ten nie z naszych, tego – jakby krzyknął Zagłoba – w ziemię.
Kto wątpi jak Hamlet – jest uważany za fajtłapę, ot inteligencik. Natomiast Otello, choć ma ręce krwawe od zbrodni, to człowiek sukcesu. I z nim należy przeprowadzać codziennie wywiady telewizyjne. Czy też wybrać na wodza narodu.
Słonimski pisał, że faszyzm postawił programowo prawo otellizmu ponad hamletyzmem. W III RP jeszcze– resztkowo –-mamy demokrację, choć już wyraźnie zaczyna ona pękać pod rządami jednej ręki. Demokracja, w której górę bierze Otello już jest chora i niebawem stanie się własną karykaturą.
W III RP panuje kult krzepy. Z inteligencika wyśmiewają się nawet uczniowie szkoły podstawowej. Anachronizmem są tzw. dobre maniery. Wyszydzany inteligent stoi wystraszony na boku, a najczęściej leży (w grobie).
Co prawda bez tych inteligencików nie było by lotów kosmicznych, laptopów i innych doskonałości, ale przecież dzisiaj górą jesteśmy my. My chamy, panie hrabio! To nas pożegnają salwy honorowe. A jajogłowi niech spadają.
Wzorem do naśladowania przestał być inteligent. Stał się nim człowiek bogaty i dobrze ustawiony. Na którego polityczna góra patrzy łaskawym okiem.
Rozkwita więc egoizm i swoista zgoda na to, by kierować się w życiu własnymi interesami. Upadek polskiej inteligencji wyraża się także w milczącej aprobacie dla postaw konformistycznych. Przestała funkcjonować wartość honoru.
Honor? A co to takiego? To przeżytek, dobry dla słabeuszy.
Wprawdzie formalnie w Polsce znacznie zwiększyła się liczba osób wykształconych, ale nie znaczy to wcale, że zarazem zwiększyła się liczebność inteligencji. Tylko zaś naród, którego warstwy inteligenckie, kierownicze zostaną zniszczone – da się zepchnąć do roli niewolników.
Ta idea, ten cel przyświecał Hitlerowi i Stalinowi. Mordowali, niszczyli „sól tej ziemi”. Ale dlaczego dzisiaj inteligencja stała się może nie wrogiem, ale została wyrzucona na bruk? Dlatego, że przeważa inna hierarchia „wartości”: wydzieramy sobie stołki, myślimy o własnych karierach, stare modele – to relikty przebrzmiałej historii. W więc na śmietnik z nimi.
Na śmietnik z koncepcjami etycznymi Conrada, Abramowskiego, Kotarbińskiego. Ossowskiej . Na śmietnik z ideałami profesora Bartoszewskiego, księdza Tischnera, Giedroycia i Mazowieckiego. Etos służby społecznej, który przez lata wypracowywała polska inteligencja, to nic nie warty biznes.
Do przodu chłopki – roztropki. My idziemy z postępem. Po trupach polskiej inteligencji. Kto się za bardzo mądrzy jest po prostu głupi.
A jak jest głupi i nie zasiada w naszym towarzystwie, czy to w sejmie czy w knajpie – to won z podwórka!
[responsivevoice_button voice=”Polish Female” buttontext=”Czytaj na głos”]Jerzy Klechta


Zapewniam, że inteligencja ma się całkiem dobrze jak na formację „przejściową” między szlachtą a klasą średnią. Pamiętajmy że do formacji inteligencji można przejść z innej grupy społecznej i podejrzewam, że ta tępiona przez Hitlera i Stalina inteligencja też musiała być dobrze wymieszana. Do tego dorasta się jak do fraka – pasuje dopiero w trzecim pokoleniu, a wzorzec inteligenta ulega modyfikacjom choć ogół zasad jest stały. Jeżeli jest inaczej, to znaczy że ta nieco idealizowana inteligencja najwyraźniej zawiodła.
Kopiuję swój komentarz z FB: Myślę, że powinniśmy popracować nad środkami naszego przekazu, bo, niestety, jesteśmy nudni jak na dzisiejsze czasy. Staram się, „uświetniam” moje teksty gołymi pupami i wulgarnymi wyrazami, i…, niestety, poczytność moich tekstów wcale nie wzrasta. Jestem chyba jedynym wiernym czytelnikiem tych tekstów, zachwycając się ich „mądrością”.
Wydaje mi się, że to jest nasz (tzw., inteligencji) główny problem- że mówimy/piszemy sami do siebie, a nie umiemy trafić ani do Suwerena, ani do Młodych Ludzi.
Po 1989 odpuszczono szkoły i zaczęło się „redekorowanie” kraju i w szkołach i w użędach, włącznie z Sejmem. W okresie początkowym to właśnie „inteligencja” bała się nazywać rzeczy po imieniu a łasa na nowe interesy i przywileje nie grzeszyła przezornością i przyzwoitością… Ludzi łamiących prawo albo „tłumaczono” albo ignorowano.
Nie zrobiono nic by rozliczyć bandziorów z przeszlości, nie wzmocniono oslony socjalnej pracowników ani nie unowocześniono szkolnictwa czy medycyny…
Samo się nie zrobi…
Jak w Dwudziestoleciu między wojnami, inteligencja „popłynęla” w większości na samozachwycie i dbaniu o siebie zostawiając „mniej zorientowanych” samym sobie i rożnego rodzaju kaznodziejom…
Mleko zostało rozlane i co…?
Zdziwieni?
Coraz to nowe intrygi, kłótnie i ciągłe zawodzenie, jak to nas oszukali!
Pora się obudzić.
Nikt nie sformułował programu ani „przebudowy” ani teraz „odnowy”.
Wielu ludzi straciło zaufanie do niepewnych i niezdecydowanych, więc głosują na tych, którzy otwarcie prezentują swoje cele od początku i nikt ich nie zatrzymał.
Słowem: widzialy galy co brały!
Ani młodzi ani Suweren nie mogą liczyć na ludzi bez koncepcji, pojęcia i wiary we wlasne siły, niezależnie od tego ile „dyplomów” inteligenci mają, mówić prosto i wyraźnie nie umieli i najzwyczajniej – nie chcą.
Serdeczne pozdrowienia Świąteczne.
errata – napisałem „użędach” oczywiście to błąd – powinno być „urzędach” – to dodatkowy powód to ropaczy!
😉
Udanych Świąt!