19.10.2018

To trzecia książka wydawnictwa Arbitror, którą chcę polecić łaskawej pamięci Czytelników. Przypominam: pierwszą była książka JarosławaMakowskiego Pobudka, Kościele!, której autor entuzjastycznie odniósł się do obecnego pontyfikatu. Drugą krytyczne spojrzenie na prawicową scenę polskich mediów dziennikarza Jakuba Dymka w książce Nowi barbarzyńcy. Tym razem mam przed sobą Państwo teoretyczne Bartłomieja Sienkiewicza.
To książka odmienna od poprzednich. Łączy bowiem świadectwo polityka i uczestnika jednej z najbardziej bodaj spektakularnej afery podsłuchowej (słynne taśmy, które do dzisiaj „wypływają”!) z żarliwością obywatelskiej troski. To rzadka, ale i ciekawa kombinacja. Tym bardziej że Sienkiewicz nie szuka winnych, ale stara się zrozumieć i przedstawić własne błędy. A jako były polityk nie tylko wskazuje na nadużycia obecnej władzy, ale sięga do zaniedbań własnego obozu politycznego. To bodaj najbardziej ujmujący wymiar tej zaangażowanej publicystyki.
Państwo teoretyczne Bartłomieja Sienkiewicza to, jak powiada autor, opowieść o takiej Polsce, która go boli i o którą się martwi. A przedkłada czytelnikom swoją narrację, bo jest przekonany, że „idzie zły czas. I pora to zobaczyć”.
Wsłuchałem się w tę opowieść i przyznam, że to nie jest moja bajka. Pewnie dlatego, że nigdy nie byłem i nigdy nie będę politykiem. Natomiast byłem, jestem i pewnie już do końca życia będę nauczycielem. W tej roli czuję się najlepiej. I myślę sobie, że nie można być dobrym nauczycielem, jeśli się nie wierzy, że choć nie jest najlepiej, to przecież zawsze może być lepiej. A zależy to głównie ode mnie.
To tyle o fundamentalnej różnicy w podejściu do otaczającej nas rzeczywistości. Wolałem od razu tę zasadniczą różnicę zaznaczyć, bo ona też warunkuje mój odbiór tej książki. Uważam ją zresztą za przenikliwą i istotną diagnozę polskiej sceny politycznej, religijnej i medialnej. Sienkiewicz nie stroni od surowych ocen, ale ważniejsze niż oceny są podawane przez niego argumenty.
Pierwszy element tej diagnozy to psucie edukacji przez politykę: „Polska polityka w odniesieniu do edukacji robi wszystko, żeby nas ten współczesny świat omijał szerokim łukiem. Przy okazji – produkując nieobywateli”. To fakt, ale przecież to ode mnie jako nauczyciela, rodzica itd., zależy czy uczestniczący w tym psuciu dzieci, młodzież i studenci staną się obywatelami czy nieobywatelami. Mój optymizm i wiara w sprawczą siłę konkretnych osób, a nie struktur edukacyjnych ma swoje korzenie w PRL-u. Wtedy również psuto edukację, wielu jej ulegało, ale przecież nie wszyscy. Dzisiaj możliwości przezwyciężania złej polityki jest znacznie więcej. Więc to ja wyznaczam politykom granice, a nie oni mnie.
To samo mogę powiedzieć o obecności w przestrzeni publicznej i w życiu prywatnym obywateli Kościoła. To prawda: bywa ona nachalna, brutalna i nie liczy się z regułami demokratycznego i pluralistycznego państwa. Pokazał to zresztą świetnie Wojciech Smarzowski w znakomitym i chętnie oglądanym filmie Kler. Ale przecież to ode mnie zależy czy ta instytucja będzie miała władzę nade mną. Mogę zdecydować, by jej nie miała. Ja taką decyzję podjąłem wiele lat temu. Inni też mogą.
Pewnie dlatego zgadzam się całkowicie z Bartłomiejem Sienkiewiczem, gdy nie daje się do końca ponieść pesymizmowi i zdecydowanie pisze o tym, że nie tylko świat, ale i Polska radykalnie się zmienia. „Niezależnie od naszych lokalnych kłopotów idzie Nowe. Ono zmiecie dotychczasowe przyzwyczajenia, odkształci struktury społeczne trwające od wieków, przeobrazi nasz świat nieodwracalnie”. Nie wiem, czy autor tę perspektywę przyjmuje z ulgą, czy z obawą. Dla mnie to perspektywa pocieszająca. Zresztą od tym nowym w wielu swoich książkach, poczynając od lat 80 minionego wieku, pisał Zygmunt Bauman. Najbardziej znane pojęcie wprowadzone przez Baumana to płynna nowoczesność, w której jesteśmy wszyscy, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie, głęboko zanurzeni.
Domorośli nadwiślańscy krytycy przypisywali Baumanowi niecne intencje i niszczenie rodzimej tradycji, widząc w nim kontynuatora stalinowskiej polityki zniewalania polskiego ducha. Dziwnym trafem, poza Polską jego diagnozy są uważana nie tylko za trafne, ale też za prorocze. Jeśli się w nie wsłuchamy, to grozi nam zwykła marginalizacja. A nasz kraj stanie się, jak powiada słusznie Sienkiewicz, „coraz bardziej przedmiotem, a nie podmiotem polityki międzynarodowej”.
Trzeba zrobić wszystko by tego uniknąć. Państwo teoretyczne Bartłomieja Sienkiewicza zawiera pewne podpowiedzi, w które warto się spokojnie wczytać.

Panie Stanisławie, reaguje Pan na tezy byłego ministra Sienkiewicza jak normalny obywatel. Pytanie, czy ta obywatelskość jest w kraju nad Wisłą powszechna. Czy aby na pewno w każdym domu są tak światli rodzice, którzy wkładają swoim dzieciom normalność w czasie, gdy polska polityka stała się nie normalna i chce taką zrobić każdą dziedzinę życia w Polsce, włączając w to edukację i wychowanie młodego pokolenia. Odpowiedź możemy znaleźć już dziś, jak ogłoszone zostaną wyniki lokalnych wyborów. Jeśli te wyniki nie zostaną zmanipulowane…
Panie Andrzeju, a cóż nam innego pozostało? Ja oczywiście też z nadzieją czekam na wynik dzisiejszych wyborów i nie przestaję wierzyć w obywatelską dojrzałość społeczeństwa polskiego. Z wiarą w polityków mam problem nie od 2015 roku, ale w istocie tak źle jeszcze nie było, więc może być tylko lepiej.
Przyznam, że wynik exit polls podniósł mnie na duchu. W czasie, gdy świat zagracają Kaczyńscy i Trumpowie, wygrana dużych miast napawa optymizmem, że w wyborach parlamentarnych Polska odsunie w niebyt polityczną nienormalność, jaką oferuje Kaczyński i jego przedziwni „wykonawcy woli”.
więcej optymizmu, przecież jutro będzie lepiej, nie będzie ? ale być może będzie tak żeby mogło być, długo już czekacie, prawda ?
minusik ? przecież to o efektywności, trudno bywać optymistą warto nim jednak pozostać, np. w dzień wyborów usłyszałem taką piosenkę, zanuciłem sobie i od razu zrobiło się fajniej, polecam:
https://m.youtube.com/watch?v=lec3iAe_ToQ
Pozwalam sobie wkleić bardzo dobry tekst autorstwa Malka Art , adresowany do Bartłomieja Sienkiewicza :
Szanowny Panie, to nie kto inny ale Wy oddaliście Polskę w łapy tych faszystów. Pierwsze pytanie: jak to jest możliwe, żeby szef służb dał się nagrać w restauracji razem z innymi członkami rządu? JAK????? Drugie pytanie: co to za premier, który nie potrafi odpowiednio ustawić swoich ministrów, powiedzieć im: żadnych spotkań w restauracjach i rozmów o ważnych sprawach! możecie się spotykać gdzie chcecie i z kim chcecie ale gadać o pogodzie i o filmach, a nie o polityce, bo KAŻDY będzie mógł to nagrać!
Ja naprawdę nie rozumiem, jak można być tak potwornie naiwnym. Trzecie pytanie: czy Pan, jako szef służb, razem z premierem nie wiedzieliście nic o działaniach rosyjskiego wywiadu w PL? Czy wy, jako rządząca przez 8 lat ekipa, mieliście w ogóle jakiekolwiek rozeznanie w tym temacie? Dlaczego potrzeba było lat, żeby Tusk wyszedł i powiedział, że scenariusz jest pisany cyrylicą?? kto tak naprawdę tworzył te służby przez tyle lat?? Pozwoliliście na to wszystko.
Kolejna sprawa: w kampaniach, które okazały się zwycięskie dla PiS, tematem numer jeden było 500+, nawet największy głupiec wiedział, że ten temat zaskoczy, że to jest klucz do zwycięstwa. Mieliście wiele miesięcy, dlaczego nie daliście np 300zł na każde dziecko, jeszcze w trakcie kampanii, tak żeby ludzie dostali przed wyborami np. przez dwa miesiące pod rząd kasę na konto?? Mogliście to zrobić i cała kampania PiS, przy której Wasza wyglądała, jakby ją robili gimnazjaliści, poszłaby na marne. Rządzilibyście kolejne 2 kadencje.
Pytań jest długa lista, ponieważ zbłaźniliście się w wielu sprawach potwornie. Mieliście Ziobro na tacy, siedziałby dziś w więzieniu, a tak urządza wszystkim wymiar sprawiedliwości i możliwe, że sam zacznie wsadzać do więzienia swoich wrogów niebawem.
Dlaczego w kluczowym momencie Tusk wziął ofertę w Brukseli? Dlaczego namaścił na swój fotel Ewę Kopacz, która absolutnie nie nadawała się na tę funkcję? Miała okazję pokazać, że jest silna (strajk górników) ale wolała podwinąć ogon i wypadła potwornie słabo, sama siebie zdyskredytowała. To była tylko pozornie ciężka sytuacja, która tak naprawdę była szansą na pokazanie Polakom, że rząd jest silny, ale okazała się testem jej charakteru i pokazała brak kompetencji do zarządzania państwem – dwója z dwoma minusami!
Dlaczego pozwalaliście głosić tezę o zamachu w Smoleńsku?? Za te oskarżenia powinny być konsekwencje – prawne. Kompletnie to zignorowaliście. A oni zrobili z tego religię.
TO NIE ONI WZIĘLI POLSKĘ, TO WY JĄ IM ODDALIŚCIE.”