15.11.2018

Bywają mówcy, zawód: polityk (poseł, minister, nad-minister, wójt, sołtys itp.), którzy stają na trybunie i plotą trzy po trzy na tematy różne, nie mając zielonego pojęcia o świecie, w którym żyją.
Największą popularnością cieszy się atakowanie Unii Europejskiej (przy okazji Donalda Tuska). Stanie taki mądrala na podium w Sejmie czy rodzinnej świetlicy przykościelnej w Pcimiu Dolnym, napusza się jak indor i drze mordeczkę nt. jak to zgniły Zachód unijny okrada jego biedną Ojczyznę…
Nie tylko napusza się; on nawet jak dzielny wojak Szwejk – napina mięśnie, gotów rzucić się na wroga. Pot mu kapie na cztery strony świata, szczerzy zęby jak wściekłe psisko, następnie schodzi z trybuny oklaskiwany przez większość, aby nazajutrz wsiąść do samolotu w pierwszej klasie i pofrunąć do Brukseli po judaszowskie srebrniki liczone w tysiącach euro.
Po czym dureń jeden szybciutko wraca na łono Ojczyzny, gdyż we wrażej Unii nie ma z kim rozmawiać i nie ma jak rozmawiać, bo tak ukochał ziemię rodzinną, że poza rodzinnym słownictwem (kurw… chu… itd.,) potrafi jedynie warczeć na wspomnianego Donalda czy Lecha, plując na tych, których wśród nas już nie ma. Z Bartoszewskim, Kuroniem i ich druhami walki o wolną Rzeczpospolitą na czele.

Zaraz, zaraz – proszę nie profanować imienia dobrego wojaka Szwejka. On nie napinał mięśni ani nie rzucał się na wroga!
Jeśli pamięć mnie nie zawiodła, to chyba gospodyni wśród tłumu pchała wózek inwalidzki ze Szwejkiem wymachującym kulami i wołającym – Na Białogród! 🙂 Za co trafił do wariatkowa.