Stanisław Obirek: Czytając krytycznie papieża Franciszka7 min czytania

()

08.11.2019

Skoro zachęcam innych by czytali papieża Franciszka muszę zdać sprawę, przynajmniej od czasu do czasu, z własnych lektur. I to nie tylko tekstów papieskich, ale również analiz poświęconych temu pontyfikatowi, który trwa, jakby nie było już szósty rok.

Wbrew obawom fundamentalistów Franciszek nie zmienił w Kościele wiele. Tak naprawdę nie tknął niczego, co stanowi o silne bezładu tej instytucji. I to właśnie za to można i trzeba go krytykować, a nie za kosmetyczne zmiany, które potrzebuje wprowadzić przy ogromnym larum polskich analfabetów teologicznych, którzy utożsamili katolicyzm i chrześcijaństwo z religijnym folklorem. Stąd oczywisty brak Franciszka zainteresowania polskimi biskupami i ich problemami. Jak długo społeczeństwo będzie ich znosić, a nawet obdarzać coraz to nowymi odznaczeniami, tak długo nic się w polskim katolicyzmie nie zmieni.

Ale kto nam zabrania rozejrzeć się trochę poza nim i zobaczyć jak Franciszek jest odbierany, chociażby we Włoszech. Okazuje się, że i tam populistyczni politycy (Salvini) czy tęskniący za dawnymi pięknymi czasami papieża Polaka (kardynał Ruini) nie pozostawiają na Franciszku suchej nitki. Ale właśnie tam rozwija się też krytyczna refleksja, niezależna od politycznego i kościelnego establishmentu.

Jej przykładem są publikacje socjologa Marco Marzano z uniwersytetu w Bergamo. W swojej ostatniej książce Kościół niewzruszony. Rewolucja, do której nie doszło (La Chiesa immobile. Francesco e la rivoluzione mancata, Laterza 2018) podjął się kompleksowej krytyki pontyfikatu argentyńskiego papieża. Jest to krytyka z zupełnie odmiennych pozycji niż ta, z którą Franciszek spotyka się w Polsce. Książka powstała jako wyraz zdumienia, że papież powszechnie uważany za rewolucjonistę, tak naprawdę żadnych istotnych zmian w Kościele nie wprowadził.

Jest to więc krytyka wyrosła z konfrontacji zapowiedzi z tym, co się w Kościele naprawdę dzieje. Tymczasem ta nasza nadwiślańska krytyka oparta jest przede wszystkim na projektowanych na argentyńskiego papieża lękach naszych domorosłych watykanistów, dla których jedynym punktem odniesienia jest „nasz święty polski papież” i jego nieomylne w każdym wymiarze nauczanie. Zresztą traktowane bardzo osobliwie, bo przymierzane do polskich realiów i traktowane bezkrytycznie.

Profesor Marzano przyjmuje perspektywę socjologa zaciekawionego instytucją kompletnie anachroniczną i zamkniętą na zmieniającą się rzeczywistość. Co więcej, w tej postępującej izolacji wobec otaczającego ją świata upatrującą własną rację istnienia.

Główne zarzuty kierowane pod adresem Franciszka przez włoskiego socjologa i przyczyny, dla których nie doszło do spodziewanej rewolucji są dobrze znane, ale może warto je przypomnieć choćby po to, by w dyskusjach na temat tego pontyfikatu nie obracać się ciągle w kręgu tych samych tematów, które można nazwać „Franciszek a sprawa polska” (no bo przecież w polskich dyskusjach w ogóle nie wychodzi się poza własne podwórko).

Niestety to nie tylko publicyści tacy jak Tomasz Terlikowski czy Paweł Lisicki wyznaczają tematy pseudodebaty. Również katoliccy hierarchowie mają w tym swój udział, nieodmiennie zapewniając, że Franciszek na pewno od nauczania Jana Pawła II nie odejdzie, że nie będą udzielali komunii rozwodnikom, że papież nie zniesie celibatu, że nie będzie żadnych ustępstw wobec oczekiwań kobiet. Lista tych zapewnień jest długa.

Ale wracajmy do analiz socjologicznych.

Otóż zdaniem Marco Marzano Franciszek nie jest rewolucjonistą z tego powodu, że mimo pozorów, tak naprawdę praktycznie nie zmienił niczego w organizacji Kościoła katolickiego. W ciągu pierwszych lat jego pontyfikatu (a nic nie wskazuje na to by to się miało zmienić w najbliższej przyszłości) struktury, którymi kieruje Franciszek pozostały niezmienne, mimo wielkich zapowiedzi, o których była mowa w Evangelii Gaudium, jego programowym dokumencie z listopada 2013 roku. Żadne zmiany nie dotknęły Kurii Rzymskiej, nie zmienił się stosunek między centrum władzy a peryferiami imperium katolickiego. Nic nie osłabiło monarchicznej i scentralizowanej struktury katolicyzmu, Kościoły lokalne nie otrzymały większej władzy, podobnie lokalne episkopaty pozostały całkowicie uzależnione od Watykanu.

Lista jest długa i nie sposób ją wyczerpać, więc tylko sygnalizuję te najważniejsze problemy, z którymi Franciszek wyraźnie sobie nie radzi.

Kobiety jak były zmarginalizowane, tak nadal są pozbawione jakiejkolwiek roli w Kościele. To samo można powiedzieć o roli osób świeckich w ogóle. Owszem delikatnie została dotknięta sprawa obowiązkowego celibatu (o tym Marzano w swojej książce wydanej w 2018 roku nie pisze, bo to kwestia zakończonego przed paru tygodniami synodu dla Amazonii), ale wywołała tak wielkie oburzenie, że nie wiadomo, czy Franciszek zdecyduje się na uchylenie furtki, jaką jest możliwość święcenia żonatych diakonów. To samo dotyczy możliwości udzielania komunii osobom rozwiedzionym, bo to znów wywołało burzę w szczególnie konserwatywnych Kościołach jak np. polskim i niektórych afrykańskich.

Jak to się więc dzieje, że Kościół mimo hucznych zapowiedzi się nie zmienia?

Marco Marzano udziela odpowiedzi socjologicznej. Instytucje biurokratycznie tak rozległe, jak Kościół katolicki zmieniają się z ogromnymi oporami. Jeśli już, to dzieje się to pod wpływem nacisków zewnętrznych jak to było w XVI wieku, kiedy pod wpływem reformacji zwołano sobór trydencki i wprowadzono niezbędne zmiany jak np. obowiązek biskupów rezydowania w diecezjach, czy obowiązkowe kształcenie kandydatów na księży.

Dzisiaj Kościół jest wielką organizacją globalną, działającą w krajach o zróżnicowanych kulturach. Wystarczy wziąć pod uwagę problem homoseksualizmu. Zmiana stosunku w tym względzie spotkałaby się z pozytywnym przyjęciem na Zachodzie, ale już w wielu krajach azjatyckich czy afrykańskich (dodajmy: również w Polsce) mogłaby doprowadzić do odejścia od katolicyzmu.

Poza tym zmiany w kierunku postępowym zapewne nie przysporzyłyby zbyt wielu wiernych Kościołowi na Zachodzie. Faktem jest bowiem, że sekularyzacja sprzyja rosnącej rezygnacji z przynależności instytucjonalnej i coraz więcej ludzi odchodzi od religii bądź dryfuje w kierunku duchowości zindywidualizowanej i alternatywnej wobec propozycji wielkich instytucji religijnych. Tak więc spodziewane korzyści z ewentualnych zmian są minimalne i niepewne, a ryzyko ogromne. Widać to zresztą na przykładzie innych wyznań chrześcijańskich jak chociażby anglikanizmu, podzielonego właśnie wskutek różnego stosunku do księży homoseksualistów. Takich problemów hierarchia katolicka woli unikać, papież Franciszek również, jeśli nie musi to nic nie robi (jak np. w Polsce nie podejmuje żadnych kroków dyscyplinarnych wobec biskupów typu Głódź czy Jędraszewski mimo zgorszenia, jakie sieją w swoich diecezjach).

Marko Marzano analizuje również tzw. politykę przyjaźni papieża Franciszka, która polega na otwarciu wobec grup wcześniej marginalizowanych czy nawet prześladowanych jak teolodzy wyzwolenia z jednej strony i zwolennicy schizmatyckiego abpa Lefebvre’a z drugiej. Ale również jego stosunek wobec innych wyznań chrześcijańskich jest przepełniony irenizmem i pragnieniem pojednania. Zresztą ten ekumeniczny kierunek został zapoczątkowany już 50 lat temu na soborze watykańskim II.

Myślę, że Kościół niewzruszony. Rewolucja, do której nie doszło znalazłaby chętnych czytelników również w Polsce, na pewno wniosłaby do naszych debat wiele rzeczowych elementów. Została już zresztą przełożona na język niemiecki i z tego, co wiem autor byłby uszczęśliwiony gdyby znalazł się polski wydawca. Książka nie jest długa, z bibliografią zaledwie 162 strony, a czyta się bardzo dobrze i z pożytkiem.

<strong>Stanisław Obirek</strong>
Stanisław Obirek

 (ur. 21 sierpnia 1956 w Tomaszowie Lubelskim) – teolog, 
historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Andrzej Koraszewski 17.11.2019