07.04.2021

wywiad dominiki wielowieyskiej z adamem michnikiem w internetowym wydaniu GW wprawił mnie w zdumienie. jego bohater wyznaje, że wierzy w tajemnice, nie potrafiłby przeto zadeklarować, że jest ateistą. już sama potrzeba wystąpienia z takim oświadczeniem jest zdumiewająca. wydaje mi się bowiem, że wiara, czy też jej brak, jest sprawą intymną i publiczne deklaracje na ten temat nie są w najlepszym guście. później następuje długa tyrada na temat aliansu laickich intelektualistów z kościołem, dzięki któremu można było obalić komunizm.
to, co rzuciło mi się w oczy, to oziębły stosunek michnika do największego wzlotu w polskiego kościoła w całych jego powojennych dziejach – listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, kluczowe przesłanie tego dokumentu: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” zostało napiętnowane przez gomułkę. pierwszy sekretarz PZPR grzmiał, że nigdy nie przebaczymy ludobójcom hitlerowskim ich nikczemnych zbrodni.
pracowałem wówczas w radiu i słyszałem na własne uszy jak wielu moich kolegów, w głębi ducha niechętnych komunizmowi akceptowało to przyrównywanie niemieckich hierarchów do nazistów.
moja szefowa podzieliła się ze mną opinią, że biskupi zachowali się bez godności narodowej
– nie wiem, dlaczego mi to pani mówi, powiedziałem. obawiam się, że nie mamy wspólnego zdania. list biskupów uważam za niezwykle mądry i dalekowzroczny dokument. rozpatrywany w kategoriach bieżącej polityki, może wydawać się odarty z narodowej godności, jest za to pełen mądrości chrześcijańskiej.
– panie natanie, usłyszałem w odpowiedzi, błagam pana, niech pan nie rozpowiada takich opinii na korytarzu. niby znamy naszych kolegów, ale jakaś szuja zawsze może się znaleźć…
po niecałych trzech latach od tej rozmowy wewnątrz budynku radia nie można już było bezpiecznie rozmawiać. był marzec 1968 toku i kilku kolegów zwietrzyło drogę do szybkiego awansu. jeden z nich po napisaniu kilku donosów wstąpił do partii. jego żona, również dziennikarka z radia wystąpiła o rozwód, bo jak tłumaczyła zaufanym kolegom, nie mogłaby zaakceptować roli żony folksdojcza.
drugim kluczowym oświadczeniem w trakcie wywiadu były słowa: „odrzucam myślenie, w którym nie byłoby miejsca na życzliwość wobec kościoła katolickiego”
adamie, na boga, którego eufemistycznie nazywasz tajemnicą. masz ciągle przed oczyma kościół, który opisywałeś w swej książce: „kościół, lewica, dialog” w późnych 70. kiedy spotkaliśmy się kilkakrotnie w kopenhadze. zaimponowałeś mi, kiedy powiedziałeś, że dali ci paszport, w nadziei, że nigdy nie wrócisz. mówiłeś mi wówczas, że boisz się, ale nie możesz zrobić tej władzy takiej przyjemności. później dowiedziałem się, że tak jak przewidywałeś, jednak cię zamknęli
teraz rządzą polską ludzie, którzy też najchętniej zamknęliby cię w ostrogu.
pomyśl tylko – kościół istnieje, bo jest wieczny, lewica nie odgrywa już żadnej roli, nie ma więc potrzeby prowadzenia dialogu. bo w jakim celu i z kim?
kościół, z którym wiązałeś tyle nadziei na przyszłość nie jest już ten sam, bo ani ty, ani wszyscy przyzwoici i prawi ludzie wokół ciebie nie wyobrażali sobie, że przyszłość, o którą walczyli przybierze kształt dzisiejszej teraźniejszości. kościołowi nie zależy już na twojej ani niczyjej życzliwości. zamiast niej wymaga bezwzględnego i ślepego posłuszeństwa. czy zdołałbyś wytłumaczyć mi, na czym polega życzliwość wobec hierarchy, który oznajmia, że ateizacja jest zbrodnią?
czy nie zastanawia cię przesłanie, zawarte w preambule do konstytucji:
(…) my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
jak i niepodzielający tej wiary,
a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,
równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski(…)
obecna władza świecka, której jesteś zdeklarowanym oponentem żyje w symbiozie z kościołem, który zapewnia jej poparcie w zamian za przywileje.
deklarujesz się jako przeciwnik tej władzy i zwolennik kościoła.
czy pomógłbyś mi zlokalizować swoją pozycję?

natan gurfinkiel
dziennikarz
Polski i duński dziennikarz: publicysta i radiowiec.
Stały felietonista „Studia Opinii”.
Mieszka w Kopenhadze.

Na tle Michnika widać jeszcze wyraźniej wielkość Baumana, który w swoich późnych latach nie zastygł w oglądzie świata swojej młodości. A może chłop ma dobre intencje i przeczuwa totalne zwarcie dwóch wrogich sobie plemion wspólnie zwanych historycznie Polakami. Może stara się zapobiec przewidywanej katastrofie? Kijem Wisły jednak nie zawróci, a naraża sie na śmieszność i traci autorytet dla młodego pokolenia.
Byłbym ostrożniejszy w pochwałach listu biskupów polskich. To wygląda na czystą politykę. Gdzie mieli szukać sojuszników w apogeum PRL? A że to była mądra i dalekowzroczna polityka to zgoda. Przetrwali i odnieśli gigantyczny sukces. Niestety, naszym kosztem.
Rozważania na temat Michnika, polskiego Kościoła, Rydzyka, czy Jędraszewskiego, to są plotki na temat grajdołka podniesionego do roli Wszechświata. A przecież to jest tylko grajdołek.
przecież tu ludzie żyją
Obawiam się, że Adam Michnik nie pomoże bo pewnie nie czyta SO ja też nie bo nie są mi znane meandry jego myśli. Naczytałem się już do woli na temat tego nieszczęśnego wywiadu i myślę, że jego bohater po prostu nie zna ani kościoła, ani jego totalitarnej natury. Kiedyś omawiając moją książkę, wywiad „Przed Bogiem”, napisana tuż po odejściu z zakonu jezuitów Michnik uznał, że jestem straumatyzowany podobnie jak ludzie, którzy odeszli lub których wurzucono z partii. Nie mógł, albo nie chciał zrozumieć, że można po prostu zmienić zdanie na temat tej instytucji. Myślę, że do dzisiaj myśli w takich kategoriach i uważa, że jest lojalny. Myślę, że tego zdania nie zmieni choćby kościołem rządził Rydzyk pospołu z Jedraszewskim (a tak właśnie dzisiaj jest).
Obawiam się, że Adam Michnik nie pomoże bo pewnie nie czyta SO ja też nie bo nie są mi znane meandry jego myśli. Naczytałem się już do woli na temat tego nieszczęśnego wywiadu i myślę, że jego bohater po prostu nie zna ani kościoła, ani jego totalitarnej natury. Kiedyś omawiając moją książkę, wywiad „Przed Bogiem”, napisana tuż po odejściu z zakonu jezuitów Michnik uznał, że jestem straumatyzowany podobnie jak ludzie, którzy odeszli lub których wurzucono z partii. Nie mógł, albo nie chciał zrozumieć, że można po prostu zmienić zdanie na temat tej instytucji. Myślę, że do dzisiaj myśli w takich kategoriach i uważa, że jest lojalny. Myślę, że tego zdania nie zmieni choćby kościołem rządził Rydzyk pospołu z Jedraszewskim (a tak właśnie dzisiaj jest).
Ciszej nad tą trumną, w której spoczywa znakomity niegdyś umysł.
Ciszej nad tą trumną, w której spoczywa znakomity niegdyś umysł.
Michnika umysł jest „bimetaliczny”. Jak się rozgrzewa, to go skrzywia.
Michnik dużo zrobił dla wolności ludzi w Polsce, niektórzy dużo mówią. Proponowałbym zamiast tego zastanowić się nad naturalnym szacunkiem do tych ludzi, którym wiara jest w życiu potrzebna. Być może wtedy zdanie Adama Michnika stanie się bardziej zrozumiałe niektórym, bohaterów włączywszy.
A propos autorytetu, a jakiż to autorytet jeśli postępowanie takie żeby go zachować sprawdziwszy wprzódy skąd wieje. Także drogi nieznajomy autorze w mojej opinii nieco się w tej kwestii zapędziłeś chociaż przeczuwam, że przypadkiem.
Weźmy jeszcze pedofilię, to ważny przykład – lecz czy bolesny tylko dla kościoła, który w istocie sobie z nią nie potrafi poradzić? Otóż nie, pedofilia w kościele jest przede wszystkim klęską polskiego parlamentu, który nie potrafi zmodyfikować prawa tak, także jeżeli jest to umowa konkordatu, aby kościół świecił w tej kwestii nie mydełkiem dla księdza lecz przykładem. No ale jeśli szanowni państwo nie potraficie nawet wygrać wyborów to nic dziwnego że później pozostaje walenie w parapet.
Nikt tutaj nie celuje w wiarę ludzi. To jest ich prywatna sprawa i nam nic do tego. Na celowniku jest instytucja, która chce nam, im, wszystkim urządzać życie.
Na czym? na celowniku? łojezu… tyle z tego celowania wychodzi co zawsze: wierzących jedynie mobilizujecie żeby bronili instytucji kościoła gdyż odbierają to jako atak na wiarę.
Wierzący każdy sprzeciw odbierają jako atak.
Temu akurat się tu dziwię, przecież to jest ich kościół dlaczego więc by go nie naprawić.
W czasach wczesnego Michnika wielu z nas (ja nie, ale np. mój brat) wierzyło w teorię rozrzedzania gówna. Tzn. jak się dużo porządnych ludzi do partii zapisze, gnojówa się wyklaruje. Lecz te jednostki to pikselki, ale system jest wektorowy. Z kościołem, uważasz, jest inaczej ? Oczywiście większość z nich (wierzycieli) w to wierzy. Ale widzieliśmy już paru, co próbowali zachęcić do naprawy.
Nie znam się, ale jakbym miał na przykład promotora pedofila i robił wcześnie doktorat to jednak bym go zmienił.
Na czym? na celowniku? łojezu… tyle z tego celowania wychodzi co zawsze: wierzących jedynie mobilizujecie żeby bronili instytucji kościoła gdyż odbierają to jako atak na wiarę.
Michnik dużo zrobił dla wolności ludzi w Polsce, niektórzy dużo mówią. Proponowałbym zamiast tego zastanowić się nad naturalnym szacunkiem do tych ludzi, którym wiara jest w życiu potrzebna. Być może wtedy zdanie Adama Michnika stanie się bardziej zrozumiałe niektórym, bohaterów włączywszy.
A propos autorytetu, a jakiż to autorytet jeśli postępowanie takie żeby go zachować sprawdziwszy wprzódy skąd wieje. Także drogi nieznajomy autorze w mojej opinii nieco się w tej kwestii zapędziłeś chociaż przeczuwam, że przypadkiem.
Weźmy jeszcze pedofilię, to ważny przykład – lecz czy bolesny tylko dla kościoła, który w istocie sobie z nią nie potrafi poradzić? Otóż nie, pedofilia w kościele jest przede wszystkim klęską polskiego parlamentu, który nie potrafi zmodyfikować prawa tak, także jeżeli jest to umowa konkordatu, aby kościół świecił w tej kwestii nie mydełkiem dla księdza lecz przykładem. No ale jeśli szanowni państwo nie potraficie nawet wygrać wyborów to nic dziwnego że później pozostaje walenie w parapet.
nie wiem nad czym tu biadać. Michnik – mimo przenikliwego niegdyś umysłu i odegranej roli w opozycji – stał się własną skamieliną. dla kogo jest dziś autorytetem, nie wiem. ci, co pamiętają jego opór i odwagę, której nie miało 99,9% społeczeństwa, doceniają go za tamto. także za to, że miał wpływ na niekrwawy bieg przemian (jeśli miał). i to będzie mu zapisane. lecz od okrągłego stołu Michnik zaczął być kontrowersyjny. dla mnie przestał być autorytetem, kiedy tokował o honorze Kiszczaka, o roli kościoła instytucjonalnego, i kiedy zaczął bawić się zza kulis w robienie polityki, sądząc najwyraźniej, że jako naczelny największej gazety może sobie rozgrywać polityczne szachy. zupełnie stracił węch, gdy chodzi o kierunek zmian społecznych po ’89 . i skamieniał w roli, w której się obsadził: byłego-opozycjonisty-ateisty-który-wybaczył-oprawcom-i-docenia-rolę-kościoła. nigdy nie skorygował swoich poglądów pod wypływem dynamiki zmian społecznych, nie nazwał błędów popełnionych przy transformacji, i wciąż plecie to samo. kto w roku 2021 słucha Michnika? na pewno nie lewica, ani nowa lewica, ani prawica, ani liberałowie. kto więc ?
Wypowiedz Michnika jest pomnikiem nagrobnym jego autorskiej koncepcji politycznej „Kościół, Lewica, Dialog”. To była propozycja strategicznego sojuszu postępowej opozycji (niekoniecznie lewicowej) z Kościołem instytucjonalnym. Nie z „katolikami”, nie z „wiernymi”, tylko z instytucją. Według doktryny Kościoła, wierni nie mają prawa decyzji, bo są „owieczkami” prowadzonymi przez „pasterzy”. Michnik zaakceptował ten punkt widzenia i zaproponował sojusz z hierarchią. Celem sojuszu miało być wyjście z komunizmu w celu modernizacji kraju. Po stronie opozycji chodziło o modernizację technologiczną i organizacyjną, której komunizm przeszkadzał. Natomiast modernizacja światopoglądowa miała polegać na pozbyciu się marksizmu i walki klas, bez ruszania całej reszty. Fakt, ze większość Polaków intelektualnie nie wyszła poza wiek XIX (zabory, antyrosyjskosc, mesjanizm, Mickiewicz…) był uznany za mało istotny, bo komuna została uznana za głównego przeciwnika światopoglądowego. W mojej ocenie, propozycja Michnika wyglądała na sensowną, bo hierarchia wtedy wydawała się w miarę postępowa. Sojusz został przyjęty i ustanowiony. Z obu stron był motywowany walką polityczną, która zjednoczyła kościelną hierarchię, lewicę, i prawicę. Wynik był spektakularny. Polegał on na tym, ze komunisci zostali nie tyle zwyciężeni, co dokooptowani do sojuszu. Okazało się, ze modernizacja kraju była atrakcyjna także dla nich. Poszli na częściowy kompromis, który niedługo później doprowadził do wielkich zmian politycznych, które wszyscy znamy. Zaraz potem okazało się, ze cele niedawnych sojuszników były jednak odmienne. Postępowa była opozycja wraz z byłymi komunistami chcieli modernizować, zaś hierarchia wraz z prawicą chcieli władzy opartej na średniowiecznej wizji religii i Kościoła. Przez jakiś czas sojusz funkcjonował siłą bezwładu, przyzwyczajeń, i sentymentów. Kościół wykorzystał ten czas do uzyskiwania wpływów, posad dla swoich, i gromadzenia majątku. Postępowa była opozycja (wraz z byłymi komunistami) skupiła się na modernizacji, płacąc coraz większe łapówki Kościołowi. Az wreszcie przyszedł ten czas, ze sojusz się rozsypał. Już nie można dłużej udawać, ze Rydzyk to Wojtyła, zaś Jędraszewski to Tischner. Paskudna morda oraz chciwość Kościoła i łajdactwo prawicy nie dają się już dłużej upudrować. Chciwi bandyci sięgnęli, gdzie tylko mogli, i okazali się bardziej odrażający od niegdysiejszej komuny. W tej sytuacji Michnik może albo ogłosić bankructwo sojuszu, który pracowicie budował i wspierał, albo może mydlić oczy, ze nic wielkiego się nie dzieje i dalej mamy lata osiemdziesiąte. Wybrał to drugie. Mówi się trudno. Ciszej nad tą trumną, w której spoczywają pospołu umysł Michnika, jego przenikliwość, oraz niegdysiejsze pozory przyzwoitości hierarchii Kościoła Katolickiego w Polsce.
Dyskusja wskazuje, że nasze (zbiorowe) oczekiwania pod adresem Adama Michnika są obarczone swoistym chciejstwem. Chcielibyśmy aby onże miał poglądy i oczekiwania adekwatne dla czasów nam współczesnych. Tymczasem jego poglądy i oczekiwania pozostały gdzieś w okresie lat 70-tych i 80-tych XX wieku. NIe ma w tym ani nic dziwnego, ani złego. NIe każdy, kto tak jak AM odegrał historyczną rolę musi ją odgrywać non-stop, wciąż i do końca swoich dni. Ma prawo do swojego punktu widzenia, który podobnie jak punkt widzenia wielu innych ludzi, jest uwarunkowany i osadzony w przeszłości.
To są czasy, jak zwykle w historii, które powinny byc kształtowane przez ludzi 20, 30, 40 i 50-cio letnich, a nie przez pokolenia wcześniejsze. Starsi, jak wielu z nas, mogą służyć doświadczeniem, radą, wsparciem moralnym, ale nie będą kształtować przyszłości, która należy do młodszych. Owszem, żdarzają się wyjatki, ale akurat nikt nie ma obowiązku takim wyjatkiem być.
*
Mamy już jednego „zbawcę”, który urządza świat według własnego pomysłu i to, jako doświadczenie i przestroga, powinno wystarczyc nam (zbiorowości) na długo.