2012-12-09. Nie tak dawno chciano w Rosji obrócić rocznicę Rewolucji Październikowej w rocznicę odejścia Polaków z Kremla, bo daty dzienne się zgadzały. Miało to pobudzić ducha narodowego w Rosjanach, oczywiście – marginesowo – z należytą niechęcią wobec Polaków. Na szczęście, ktoś w Moskwie puknął się w głowę i nikt nie obchodził tej jesieni 400-setnej rocznicy chwili, gdy polska załoga odeszła z Kremla.
Nasi rodacy stali tam dosyć długo, dwa lata. Stanisław Żółkiewski, hetman wielki koronny, nie zdobywał jednak w roku 1610 Moskwy. Nie zamierzał nawet wkraczać do niej, uprosili go o to sami bojarzy w obawie przed oddziałami „szalbierza”, jak go nazywał, kolejnego „łże-Dymitra”, rzekomego syna Iwana Groźnego.
Cała ta historia wzięła się z Wielkiej Smuty po śmierci Iwana, który nieprawdopodobnie wyniszczył swój kraj (uprawy na niektóre ziemie wróciły dopiero po stu latach). Rosja Wielkiej Smuty wydawała się ziemią niczyją i magnaci ziem ruskich Rzeczypospolitej ubrdali sobie, że zagarną tron carów dla swego samozwańca, który będzie udawał Dymitra, zamordowanego w 1591 r., najmłodszego syna Iwana Groźnego. Pierwszy Łże-Dymitr prawie rok rządził w Moskwie, był podobno zbyt łagodny, lubił otaczać się Polakami i obaliła go sama Moskwa. W oddziałach drugiego, „szalbierza”, Polaków było nie tak wielu, za to strasznych. Nowy car, Wasyl Szujski, w wojnie „chłopskiej” z dzikim okrucieństwem pokonał w 1607 r. chłopskich powstańców, dowódcę ich, Iwana Bołotnikowa, który po długiej obronie Tuły skapitulował, Szujski oślepił i kazał utopić w przerębli. Związanego z nim samozwańca, Piotra, powiesił w Moskwie.
Szlachta Rzeczypospolitej, ani ta z Korony, ani z Wielkiego Księstwa Litewskiego, oddajmy jej, nie chciała żadnej wojny z Moskwą. Kiedy król Zygmunt III w 1609 r. postanowił wojnę, łamiąc zawarty w 1600 r. z carem Wasylem dwudziestoletni pokój, do oddziałów ściągano włóczące się po kraju zbrojne tałatajstwo nieopłaconych żołnierzy, rabujących i chaty chłopskie, i dwory – a przyszli i ci, którzy przedtem buszowali po Rosji, budząc gwałtami i rabunkami zrozumiałą nienawiść. Żółkiewski zdyscyplinował ich, zrobił zorganizowanym wojskiem Rzeczypospolitej i poprowadził na wschód. W 1610 r. zwyciężył pod Kłuszynem, po czym przywiódł sejmowi i królowi jako jeńców – nowego cara Rosji z rodziną, obsadziwszy polską załogą Moskwę i Kreml.
Ochronił Moskwę przed ludźmi owego kolejnego „łże-Dymitra”, którzy rozbijali się po Rosji, znów grabiąc i dopuszczając się najrozmaitszych gwałtów – po raz pierwszy popisywali się wtedy „lisowczycy” Aleksandra Lisowskiego, którzy zasłynęli później w Wojnie Trzydziestoletniej, tyleż doskonali żołnierze, co nie znający litości zbóje. Zarabiali, co się rzekło, na nienawiść do wszystkich Polaków. Inaczej – Żółkiewski. Jak napisał Jarema Maciszewski w swej książce „Polska a Moskwa 1603-1618”, o stosunkach Żółkiewskiego z możnowładcami i bojarami Rosji decydował w owym czasie takt, poczucie rzeczywistości i osobista szlachetność zwycięzcy spod Kłuszyna. Pisał Żółkiewski do króla:
„Gdy przednia straż nasza się ukazała, moskiewska straż rozumiejąc, że z wojskami impostorowego ludzie, jęli się byli harcami ścierać, potem, gdy się dowiedzieli, że to z wojska WKMci ludzie, zarazem jęli się z naszymi mile witać. Nadjechał potem Sołtykow, Wołujew i insi bojarowie, którzy ze mną są, poczęli z sobą mówić witając, obłapiając się ze łzami”.
Później zmarnowano wszystko, co Żółkiewski, mądry polityk, z bojarami uzgodnił. Król Zygmunt III Waza nie umiał zdobyć się na rozsądną politykę. Kiedy bojarzy chcieli osadzić na swym tronie królewskiego syna, Władysława (naszego późniejszego Władysława IV), Zygmunt III wpadł na pomysł, że sam zostanie carem. Co było pomysłem idiotycznym. Żółkiewski nie mógł dogadać się z królem, wycofał się z dalszej polityki. „U Moskwy kredytu nie masz – i nic nie uczyniono, com ja obiecywał. Jeśli co uczyniono, to nie tak, jakby sama (Moskwa) potrzebowała”.
Polska załoga Kremla chciała wracać do domu. Kiedy jej kolejny raz nie przywieziono żołdu, część jej zawiązała w proteście konfederację – ostrzegając, że jeśli do 24 czerwca 1612 r. nie dostaną pieniędzy, opuszczą Moskwę i wejdą w dobra stołowe króla, żeby odebrać, co się im należy. Rosja też miała dosyć Polaków „szalbierza”, to oni przede wszystkim sprowokowali powstanie pod przywództwem kniazia Dymitra Pożarskiego i kupca Kuźmy Minina. Wyszły wprawdzie z Warszawy 12 sierpnia 1612 r. dwa pułki piechoty niemieckiej na odsiecz załodze Kremla, ale pisał Lew Sapieha, że nie wiadomo, po co, bo „naszy wszyscy wyszli z Moskwy” – więc nawet data opuszczenia Kremla nie jest pewna. Ci na Kremlu podobno przez parę miesięcy odparli wiele szturmów, jedząc pod koniec już padlinę, skóry i kości, podobno i trupy. Nie jest pewne, czy i temu wierzyć, bo wyszli z Kremla w porządnym ordynku i dotarli do kraju.
Miejsce dla dramatów Rosji przygotował jednak sam Iwan Groźny, któremu nie pamięta się, jak wyniszczył swe państwo, trzebiąc krwawo i elitę bojarską. Kiedy zmarł, tron objął jego nieudolny syn, Fiodor (1598 r.), państwo popadło w ową porażającą „Wielką Smutę”, czyli w rozkład i konflikty. Przejął władzę brat carowej, Borys Godunow, dalej rządził terrorem, wygnał lub zarezał wielu opornych bojarów. W początkach XVII wieku wyludniło Rosję kolejne parę susz i straszliwych głodów, plus pacyfikacja chłopskiego buntu.
Możnowładcy i wpływowi bojarzy Rosji, pod przewodem Szujskich, już wcześniej, za Iwana, myśleli o przyłączeniu się do Rzeczypospolitej „narodów polskiego, litewskiego, ruskiego, pruskiego, żmudzkiego, inflanckiego” (jak to w 1573 r. określała Konfederacja Warszawska, ów polski manifest tolerancji). Chcieli się inkorporować na prawach Wielkiego Księstwa Litewskiego, mogli tylko marzyć o wolnościach szlacheckich, bezpieczeństwie i przywilejach w Rzeczypospolitej. Nasz historyk, Ludwik Bazylow, nie wierzył w takie spiski, uważał je za pogłoski, ale w roku 1564 Iwan wykończył Szujskiego i innych potencjalnych buntowników. Orientował się lepiej.
Szlachta polska, rozrodzona w dobrobycie XVI wieku, zwłaszcza ta drobna, zagrodowa, widziała w sąsiednich, rozległych ziemiach Rosji swój Nowy Świat, odpowiednik Ameryki, do zasiedlenia i wielkich interesów. Po śmierci Zygmunta Augusta nawet Jan Kochanowski proponował dać polski tron Iwanowi Groźnemu – z taką „polityczną” kalkulacją, że jak wyprowadzili Polacy z puszcz litewskich Jagiełłę, uzyskując w nim wielkiego króla, tak teraz wespół z Litwą odmienią Iwana, a jakież państwo z tego powstanie!
Ówczesne złudzenia przegrały z innymi złudzeniami. W roku 1612 przegrała polityka Żółkiewskiego. Historia mogła się ułożyć zupełnie inaczej…
Współcześni nam rosyjscy historycy widzą w XVI wieku najmniejszy dystans Rosji do Europy. Mam w tym względzie całkiem inne zdanie. Poświęciłem lata studiów narodzinom i rozwojowi zapomnianego „Pana Nowogrodu Wielkiego” z jego demokracją, kulturą i ekspansją handlową. Całymi wiekami Wielkoruś, ta nowogrodzka, nie moskiewska, była w pełni Europą, a nawet ją, wyniszczaną wojnami, wyprzedzała swym pokojem i porządkiem. Zruszczyła całą ugrofińską północ dzisiejszej Rosji europejskiej. Zatyła się potem w dobrobycie, dokładnie tak, jak nasza później Rzeczpospolita. Kiedy w 1470 r. ruszył na podbój Nowogrodu kniaź moskiewski Iwan III Srogi, broniła się republika tylko rękami ludu pod wodzą legendarnej Marty Boreckiej. Wielmożów Nowogrodu Wielkiego stać było wtedy na zaciąg żeby najdroższych, a najbitniejszych wojaków Europy, czeskich „sierotek”. Ci Czesi rozstrzygnęli niedawno losy Wojny Trzynastoletniej Polski z Zakonem Krzyżackim. Lud nowogrodzki wznosił okrzyki na cześć króla polskiego, licząc na sukurs z jego strony. Niestety, Kazimierz Jagiellończyk, który swoimi synami obsadzał trony Węgier i Czech, nie miał głowy do tego interesu. Podbój go nie frapował, a bronić państwa, które może, ale nie chce się samo bronić, wydawało mu się snadź absurdem. Wyobraźni na temat perspektyw przyszłego caratu zabrakło…
W sto lat później Iwan Groźny ostatecznie zniszczył Nowogród Wielki, a carat później wykreślił Pana Nowogród Wielki z pamięci Rosji. Nie mogło być miejsca w tej pamięci na żadną tradycję demokracji i wolności. I, po prawdzie, nie ma chyba do dzisiaj.


Szanowny Panie Redaktorze
Dobrze sie dzieje ze jest jeszcze ktos taki jak Pan, kto wie ze historia jest nauczycielka zycia i stara sie te prosta ale niezbyt dla wielu oczywista prawde przypominac. Z tego tez wzgledu zwracam sie do Pana z ogromna prosba. Czy nie zechcialby Pan zajac sie postacia Zawiszy Czarnego z Garbowa moim zdaniem jedna z najciekawszych postaci w polskiej historii, czlowiekiem bardzo znanym w owczesnej Europie, rzeczywistym autorytetem moralnym, wspanialym czlowiekiem etosu rycerskiego i,co jest prawie nieznane, doskonalym dyplomata. Smutne jest ze o tej postaci prawie nic nie wiemy. Z popularnych ksiazek o nim wlasciwie tylko niewielka ksiazeczka Karola Bunscha ” O Zawiszy Czarnym opowiesc” byla jako tako znana, a bylo to wiele lat temu. Wiem ze to o co prosze to wielkie wyzwanie, moze niewykonalne dzisiaj, ale w moim przekonaniu tylko pan moze uruchomic jakiekolwiek dzialania dotyczace tej wielkiej postaci w polskiej historii. Kresle sie z wyrazami szacunku
Bardzo ciekawa historia. I znowu o nie wykorzystanych szansach jakie mieliśmy na przestrzeni historii. Oby były przestrogą dla dzisiejszych polityków przez małą literę, którzy tyle krzyku robią aby Rzeczpospolitej zaszkodzić…
Przypuszczać różne scenariusze można. Ale nie można w wywodzie pominąć rzeczy najważniejszej.
Każda ekspansja czy to militarna, czy pokojowa po to by odniosła trwałe skutki wymaga by centrum tej ekspansji posiadało odpowiedni ciężar gatunkowy. Rozumiem przez to bogactwo odpowiednio używane, aparat państwowy (nawet nie koniecznie w postaci biurokracji) będący zdolnym nowy nabytek zintegrować, odpowiednią nadwyżkę ludności przydatną na nowym obszarze dla wsparcia jego rozwoju.
Jeśliby bojarstwo Moskiewskie miało uzyskać takie same prawa polityczne jak polsko – litewska szlachta to czy było ono zdolne w sposób sensowny z nich korzystać?
Sam entuzjazm wobec praw jak wiemy nie wystarcza. Potrzebna jest świadomość obowiązków, obowiązków już nie egzekwowanych ostrą represją i przymusem.
Wydaje mi się, że Wielka Rzeczpospolita od Krakowa po Kazań upadłaby znacznie szybciej niż ta mniejsza tylko trochę przekraczająca Dniepr.
@Edwarddana: Oczywiscie to jest gdybanie dzisiaj. Ale jesli Hetman Zolkiewski mogl dokonczyc swoje dzielo, to jakbysmy dzisiaj wygladali? moze to Europa stukalaby do naszych drzwi o przyjecie? To nie tylko kwestia podporzadkowania pokojowego czesci Rosji. To przeciez kwestia doboru tych na gorze, ktorzy o strategii Rzeczpospolitej decydowali i decydowac maja. Ile straconych talentow i ile zlych wyborow. Az glowa peka.
„więc nawet data opuszczenia Kremla nie jest pewna. Ci na Kremlu podobno przez parę miesięcy odparli wiele szturmów, jedząc pod koniec już padlinę, skóry i kości, podobno i trupy. Nie jest pewne, czy i temu wierzyć, bo wyszli z Kremla w porządnym ordynku i dotarli do kraju.”
Nie wiem skąd taka informacja, skąd powątpiewanie w kondycję Polaków pod koniec oblężenia skoro opublikowano pamiętniki dowódców polskiego garnizonu na Kremlu? I skąd informacja o porządnym ordynku, który dotarł do kraju skoro wiadomo, że piechotę całą wyrżnięto w ciągu najbliższych dni po opuszczeniu Kremla a pozostałych wzięto do niewoli [Tazbir, Polacy na Kremlu i inne historyje]? Czyżby historia pisana na nowo?
Jeśli Pan Redaktor fantazjuje to mnie można.
Przyjęło się pisać: Zygmunt Waza przeniósł rezydencję królewską w Krakowa do Warszawy. Przyjęło się, bo jakiś czytelny punkt w opisie procesu historycznego ze względów narracyjnych trzeba wyznaczyć. Nie należy czytelnika męczyć. Należy się czytelnikowi jasno odmierzone odtąd dotąd.
Dryf centrum władzy ku Mazowszu trwał już od dawna od czasu włączenie Mazowsza do Polski 1526. Po drodze kodyfikował go akt Unii Lubelskiej. Był to dryf ku regionowi relatywnie słabo nasyconym cywilizacją. Układanka, jaką była Rzeczpospolita stawała się konstrukcją kulturowo mniej przejrzystą. Nabierała cech kleconego doraźnie dworu z przybudówkami od Sasa do Lasa z izbą paradną nie tam gdzie trzeba.
Dobrze jest, jeśli centralnym regionem politycznej wspólnoty jest region czy metropolia wiodące cywilizacyjnie. Ważnym jest by centrum polityczne pokrywało z centrum gospodarczym z centrum, które nadaje rytm ekonomii na obszarze wspólnoty, z centrum żyjącym w wyższej od otoczenia cywilizacji. Takim centrum dla obszaru Wspólnoty Polsko Litewskiej były zurbanizowane Prusy Królewskie. Można powiedzieć, że przeprowadzka centrum z Krakowa stanęła w pół drogi w polu.
Prusy nie uzyskały należnego im miejsca w strukturze państwa. Jego nieporównywalnie silniejsze mieszczaństwo nie odegrało roli pługa odwracającego układ społeczny obszaru Rzeczypospolitej. Nie stało się wsparciem dla władzy królewskiej w walce ze szlachtą, nie stało się motorem zmian kultury politycznej. Miasta Pruskie ograniczyły się (zostały ograniczone) do ekstensywnej eksploatacji Rzeszy Pańszczyźnianych Folwarków. Oczywiście nie należę do tych, który w przedsiębiorstwie zwanym folwarkiem pańszczyźnianym widzą samo zło. Był w początkuj fazie logicznym produktem oddziaływania Pruskiego handlu na agrarny obszar temu handlowi podporządkowany. Pańszczyzna przyniosła z sobą efektywizację gospodarki Rzeczypospolitej a w pierwszej fazie nawet poprawę bytu chłopów. Na tym jednak stanęło. Tylko daleko po przekątnej dawnej Rzeczypospolitej w Kamieńcu Podolskim handlowej południowej bramie Rzeczypospolitej otwierającej się na Multany i Turcję postawili swym sumptem gdańscy mieszczanie Madonnę na Minarecie sterczącym przy kamienieckiej katedrze.
Jak by wyglądał dalszy rozwój Polsko Litewskiej Wspólnoty gdyby król rezydował powiedzmy w Malborku albo w Toruniu, gdyby sejmy zwoływane były gdzieś pod murami Gdańska? Może gdzieś na polu tam gdzie teraz Martwa Wisła zatrzymała się przy Stoczni?
Wiem, wiem. Język Niemiecki, potem reformacja…
Cytat … W 1610 r. zwyciężył (Żółkiewski) pod Kłuszynem, po czym przywiódł sejmowi i królowi jako jeńców – nowego cara Rosji z rodziną…
A więc Żółkiewski przywiózł do Warszawy cara(?) Wasyla Szujskiego, który w roku 1611 miał złożyć królowi polskiemu Zygmuntowi III hołd wasalny i w 1612 roku prawdopodobnie został otruty. Szkopuł tkwi w tym, że Szujski w tym czasie był bankrutem politycznym, a nie carem (więc po kiego grzyba miałby składać komuś hołd?), a ponadto monety Szujskich (złote kopiejki) były w obiegu płatniczym aż do roku 1617. Jaki sens to miało, skoro wg konwencjonalnej historii cara Szujskiego dawno już nie było na tym świecie? Dlaczego przez 5 lat nie zaprzestawano bicia jego monet?
Czy przypadkiem hipoteza, że Szujski zginął dopiero w 1617 roku i (wbrew XIX-wiecznemu malarzowi Matejce) żadnego hołdu w Warszawie nie było, nie jest bardziej wiarygodna od obowiązującej dziś interpretacji tamtych wydarzeń?
Cytat … Później zmarnowano wszystko, co Żółkiewski, mądry polityk, z bojarami uzgodnił…
A cóż to takiego hetman Żółkiewski pouzgadniał? Jeśli z „siemibojarszczyną” tudzież bojarami „tuszyńskimi” rokował pod Smoleńskiem bądź Kłuszynem, mimo iż w tym czasie na tronie carskim zasiadał jeszcze Szujski, to powstaje proste pytanie: jak to możliwe, by poddani cara samowolnie wdawali się w rokowania z obcymi, bez wiedzy i przyzwolenia panującego władcy? Za taką samowolę momentalnie wbito by ich na pal lub zaprowadzono na szafot.
Cytat … Kiedy zmarł (Iwan Groźny), tron objął jego nieudolny syn, Fiodor (1598 r.)…
A dlaczego niby Fiodor Iwanowicz, który sprawował rządy przez 14 lat, miał być nieudolny?
Przywołam pewien ciekawy fragment opisu koronacji Fiodora:
… Царица из набожности шла всю дорогу пешком, сопровождаемая большой свитой княгинь и знатных дам. Ее охрана состояла из 20 тысяч стрельцов, ее главным советником, или сопровождающим слугой, был знатный человек царской крови, ее дядя, пользующийся большим авторитетом, по имени Дмитрий Иванович Годунов …Вскоре после этого 1200 польских дворян, храбрых солдат и достойных людей, пришли на службу к царю и были приняты…
Z opisu tego wynika kilka istotnych spostrzeżeń: po pierwsze na służbie u cara Fiodora było wtedy ponad tysiąc (sic) polskich dworzan i żołnierzy, a po drugie w uroczystościach koronacyjnych uczestniczył znamienity gość, najbliższy przyjaciel rodziny carskiej, którego nazywano ponoć Dymitrem Iwanowiczem Godunowem – proszę znaleźć w klasycznej historii jakakolwiek wzmiankę o Dymitrze Godunowie! Takiego w niej nigdy nie było! Kim był zatem ten tajemniczy osobnik, połączony z carem więzami krwi? Odpowiedź na to pytanie mogłaby okazać się piorunująca, gdybyśmy zechcieli powiązać ze sobą w jeden logiczny ciąg szereg intrygujących szczegółów z biografii kilku różnych władców z tamtej epoki.
Takich zasadniczych wątpliwości miałbym znacznie więcej, ale na dzisiaj chyba starczy.
Ciekawy artykuł z tradycyjnie dla polskiej perspektywy naiwną „czarnosecinną” wizją Zygmunta III Wazy jako kontrreformacyjnego polityka. Perspektywa Jasienicy, wybitnego eseisty wiecznie żywa. Bardzo pouczająca w tym względzie jest lektura Andrzeja Andrusiewicza i wielkiego „biało”rosyjskiego historyka Michaiła Hellera. Na związek z państwem polsko – litewskim nie stać kulturowo i intelektualnie było przede wszystkim Moskwy podówczas w zakresie kultury politycznej bliższej raczej Złotej Ordzie niż dawnej Rusi, a co dopiero mówić o Rzeczpospolitej Obojga Narodów, dodatkowo w przeciwieństwie do Rusinów z RON, czy dawnej Republiki Wielkiego Nowogrodu Moskale swoją tożsamość w znacznej mierze ufundowali sobie na antyłacińskiej fobii posuniętej do ekstremum nawet jak na standardy XVII wieku. Skoro same nie do końca moskiewskiego obyczaje pierwszego Samozwańca doprowadziły ich do spisku (bo katolicyzacja Rosji to nacjonalistyczny mit późniejszy) to co tu mówić o unii RONu z Moskwą. Wizja rzekomo błędnej polityki Zygmunta III Wazy jako siły sprawczej tutaj jest polskim chciejstwem. Losy pierwszego Samozwańca pokazują jaka była realna siła stronnictwa propolskiego na Kremlu moskiewskim. To stronnictwo oczywiście istniało, ale nie było dominujące. Ilu carów zamordowano we wzmiankowanym okresie? Proszę policzyć. Dziwnym nie jest, że Zygmunt III miał problem z posłaniem syna do Moskwy. 14 lutego 1610 w obozie Zygmunta III pod Smoleńskim stanął patriarcha moskiewski Filaret, który w imieniu obozu tuszyńskiego zawarł układ o powołaniu królewicza Władysława Wazy na tron carski w zamian za zagwarantowanie wolności wyznania religii prawosławnej. 9 października na prośbę bojarów chorągwie polskie wkroczyły na Kreml moskiewski, a dowództwo nad nimi Żółkiewski oddał w ręce Aleksandra Gosiewskiego. Mennica moskiewska rozpoczęła bicie srebrnych kopiejek z imieniem nowego cara Władysława Zygmuntowicza. Prawdopodobnie w trakcie negocjacji Zygmunt III nie zaufał patriarsze Filaretowi. I nie żaden jezuityzm tu grał rolę jak sądzę. Filaret brał udział w opracowywaniu planu umowy zawartej z Polską 4 lutego 1610 roku, zapowiadającej powołanie królewicza Władysława na tron carski. W maju 1610 z planem podpisanym w lutym udał się do polskiego obozu pod Smoleńskiem. Nie dotarł jednak do króla, gdyż grupa, w której się znajdował, została „odbita z niewoli” przez oddział wierny Szujskiemu i przewieziona do Moskwy, gdzie car udawał, że nie zdaje sobie sprawy, w jakiej roli Filaret podążał do polskiego obozu. Filaret nadal propagował unię Rzeczypospolitej z Rosją, kierując się nienawiścią wobec Szujskiego. W okresie I Dymitriady poparł Dymitra Samozwańca i został przez niego mianowany metropolitą rostowskim i jarosławskim. Gest ten miał przekonać Rosjan do przywiązania rzekomego Dymitra do prawosławia. Filaret uważał jednak, że jest przez Samozwańca niedoceniany (Romanowowie nie odgrywali większej roli w jego otoczeniu) toteż przeszedł do obozu Wasyla IV Szujskiego i poparł zorganizowany przez niego zamach stanu. Po sukcesie przewrotu stronnictwo Romanowów początkowo wysuwało kandydaturę Filareta na tron carski; objęcie władzy przez duchownego było jednak niemożliwe. Upadła również kandydatura jego syna Michała i 19 maja 1606 Duma Bojarska ogłosiła carem Szujskiego. Nowy władca początkowo zamierzał powierzyć mu urząd patriarchy moskiewskiego i całej Rusi, wakujący po wygnaniu Ignacego. Szujski miał nadzieję, że w ten sposób Romanowowie pogodzą się z faktem, że to nie przedstawiciel ich rodziny zasiada na tronie. Koljena obserwacja przed wzięciem do niewoli jednoznacznie nazywał Samozwańca II heretykiem i złodziejem, doskonale zdawał sobie przy tym, że nie jest on ani synem Iwan Groźnego, ani Samozwańcem I. Dla celów politycznych zgodził się jednak uznać go za prawowitego cara. Z czasem wpływy Filareta w obozie tuszyńskim stały się na tyle znaczące, że zdaniem Andrusiewicza i Hellera stał się on faktycznym liderem całego stronnictwa Samozwańca II! Spójrzcie ile razy ZMIENIAŁ FRONT. Duchowny, który być może był wychowany na nienawiści do łaciństwa nagle wiarygodnym rzecznikiem Unii RON z Moskwą? Wcześniej źródłowo uchwytne jego rozczarowanie,bo nie doceniany, bo nie obrano jego carem… Mieliśmy do czynienia z taktyką prawdopodobnie! Od początku gra Filareta była obliczona na czapkę Monomacha dla swojej rodziny, syna! Tak przypuszcza się i prawdopodobnie Zygmunt III Waza miał powody, by mu nie ufać. Zwrot taktyczny.Zdaniem Andrusiewicza Filaret poparł kandydaturę Władysława IV gdyż uważał, że polski królewicz nigdy nie zdobędzie w Rosji szerokiego poparcia (podobnie zresztą jak jego ojciec). 17 lipca 1610 Wasyl Szujski został pozbawiony tronu carskiego, zaś władza przeszła w ręce „siedmiu bojarów” na czele z Fiodorem Mścisławskim. Udział Filareta w organizacji przewrotu nie ulega wątpliwości.W zmienionej sytuacji politycznej bojarzy podjęli rozmowy z Zygmuntem III Wazą, zawierając 17 sierpnia 1610 porozumienie zakładające objęcie tronu przez Władysława. W celu omówienia kwestii spornych Filaret wyjechał ponownie pod Smoleńsk na czele „wielkiego poselstwa” (wspólnie z Wasylem Golicynem). Razem z innymi posłami, przedstawicielami bojarów, zgadzał się na objęcie tronu rosyjskiego przez Władysława, lecz nie przez samego Zygmunta III. Odmówił także złożenia mu przysięgi na wierność i nie zgodził się udać do Smoleńska, by nakłaniać jego obrońców do poddania się.Nalegał, by wojska polskie opuściły ziemie rosyjskie i konsekwentnie żądał, by Władysław został ponownie ochrzczony, w obrządku prawosławnym, w obecności króla i dworu polskiego, jeszcze na terenie obozu pod Smoleńskiem, przez dwóch hierarchów: siebie samego i arcybiskupa smoleńskiego Sergiusza. Cały późniejszy mit prześladowania Filareta w Polsce to tylko mit. Filaret przebywał w luksusowych warunkach, miał swobodę korespondencji, kontaktował się z Szuiskimi, doskonale wiedział co dzieje się w Rosji.W swoich listach doradzał, by wybrać na cara jego syna Michała, nie zaś polskiego królewicza Władysława. Pisma podpisywał jako „metropolita całej Rusi”. Największym błędem Zygmunta III Wazy był więc strach o syna i brak zaufania do tego faceta… Uwagi Woziwody też są na miejscu!
Nowogrodzki zlituj się! To nie są czasy państwa patrymonialnego Piastów ze skromnymi źródłami. Wjazd i hołd Szujskich miał taką liczbę świadków, że negować to może tylko jakaś paranauka!
No właśnie, dodatkowo Zygmunt na głowie stawał, żeby hołd Szujskich udokumentowany i poświadczony był jak tylko się na owe czasy dało.