06.06.2022
Jeżeli ktoś jeszcze w Polsce po siedmiu latach rządów Jarosława Kaczyńskiego nie wiedział, w jakim kraju żyje, to konwencja PiS w Markach pod Warszawą zwołana 4 czerwca (przypadek? Nie sądzę…) już wie. To Polska i jej lider, który żyje, myśli i czuje dokładnie tak, jak robił to w Polsce minionej: w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (PRL). Z nowych czasów 4 czerwca to dla niego tylko noc teczek i upadek rządu mecenasa Olszewskiego jako premiera.
Konwencja partyjna zapowiadana jako wydarzenie sezonu była idealnym wprost przykładem politycznego show, przygotowanego i wyreżyserowanego przez ludzi od wizerunku, od jakie tego zastosować środki, aby uzyskać dobre wrażenie u widza. Było to widowisko jednego aktora – był nim sam prezes Jarosław i nikt więcej. Był prezes i jego dworzanie oraz tłum partyjnej gawiedzi.
To, że zabrakło miejsca w wynajętej i bardzo mocno obstawionej policją sali miejskiego ośrodka kultury – nie było, moim zdaniem, wypadkiem przy pracy. Było zaplanowanym działaniem, mającym pójść w świat jako widomy dowód na potęgę partii i siłę jej aktywu. Gdyby prezes nie przepraszał, mówiąc o małej wpadce polegającej na tym, że nie starczyło miejsca dla wszystkich zaproszonych, takiego wrażenia by nie było. To był znak jak bardzo powszechne musi być pospolite ruszenie aktywu partyjnego w teren, do ludzi, z dobrym przekazem zawartym w mowie prezesa – jak jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Warunek jest tylko jeden – trzeba, aby ta władza trwała, trzeba, aby Polacy wybrali prezesa na kolejną kadencję.
To proste jak konstrukcja cepa, to ma zrozumieć każdy, nawet najprostszy człowiek nieinteresujący się dużą polityką i nieśledzący trudnych spraw tak krajowych, jak i międzynarodowych. Wybierzcie mnie i będzie dobrze, a nawet lepiej. To my daliśmy ludziom pieniądze, pracę i spokój, to my bronimy Polaków przed tym zgniłym światem odchodzącym od boga. To my mamy plan jak zapewnić pokój i zwalczyć nieszczęścia powodowane przez Putina i jego wojnę – drożyznę, inflację. Mamy przecież nasze guziki a one zrobią dobrze nam wszystkim.
Nie ma sensu analizowanie treści ponadgodzinnej mowy naczelnika państwa. To, co mówił Kaczyński, jakimi operował przykładami, do kogo się odwoływał – pokazuje raz jeszcze prostą prawdę: on nadal żyje w PRL. Zbudujemy CPK, co zrobi z Polski centrum – jeśli nie świata, to Europy na pewno; przekopiemy wszystko, co zechcemy, bo trzeba skończyć z tą mikroskalą, jaka panowała za poprzedników, Polska jest wielka i stać ją na wielkie przedsięwzięcia.
Słuchając prezesa zastanawiałem się, jaki to zespół ghost–writerów i za jakie pieniądze napisał to przemówienie (a na pewno jego główne tezy). Jeżeli takie jest przygotowanie do marszu w Polskę, to już widzę ten śmiech szczery ludzi nawet z PiS-em związanych, gdy posłuchają jak jest wszystkim dobrze, jak rząd dba o prostego człowieka i stara się, aby wszyscy byli szczęśliwi. Przeszkadzają w tym wrogowie wewnętrzni, dokładniej: totalna opozycja na czele z Tuskiem.
Jeżeli zamysłem prezesa jest, korzystając z wojny i inflacji (putinflacji) wywołać wojnę wewnętrzną z tą opozycją, co kiedyś tak źle rządziła, a teraz przeszkadza tym, którzy się tak starają – jak premier Morawiecki czy prezes Obajtek, to stawiam dolary przeciw orzechom (mogą być laskowe), że to się nie uda. Teraz gra będzie w twarde kulki: ile będzie kosztował litr benzyny, ile trzeba zapłacić za prąd i gaz i ile będzie kosztował chleb, masło i olej roślinny. Wysyłanie prostego człowieka po chrust do lasu, bo to przecież ekologiczne paliwo (tak mówi jeden z ministrów rządu Morawieckiego), to raczej żart; a na pewno dobry temat do żartów.
Konwencja PiS, wystąpienie naczelnika, brak dyskusji po mowie prezesa i brak entuzjazmu wśród ważnych słuchaczy, dla których nie zabrakło przecież miejsca na sali, to znaki czasu.
Ich czas się kończy a nasz zaczyna.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
